BLOGCZEJNalpha

Październikowa nostalgia

Zanim nastała w moim życiu era YT i Spotify, mogło to być dekadę temu (strasznie to brzmi), tak nazwałam folder w moim stacjonarnym komputerze, w którym to znalazły się melodie wtedy bliskie mojej duszy. Melodie, których wcześniej nie znałam, o których istnieniu nie wiedziałam, które odkryłam przypadkiem. Poezja śpiewana. A właściwie kilka zaledwie utworów, które przebrnęły przez wąskie ucho "niekonesera" wychowanego na muzyce chodnikowej. Katowałam je w zapętleniu dopóty, dopóki ją miałam, tę nostalgię. Jak przechodziła, to i ja wracałam do lżejszych hitów, by po zmianie koloru liści na drzewach w rok później powrócić.
Dlaczego Październik? Bo w listopadzie to już pozamiatane. Październik jest dla mnie jakimś miesiącem przejścia, gdzie najwięcej się zmienia, gdzie po świecie najpoważniej widać, że przygotowuje się do snu, a my musimy się przyzwyczaić do większej ilości ciemności w naszej codzienności. Bo pożegnania nie są przyjemne, a październik żegna nas z latem, a często i z pragnieniami, nadziejami i planami, które niezrealizowane są ropiejącą zadrą duszy i ciężko je uśpić i zasuszyć na całą zimę. A trzeba.
W tym roku przyszła późno, bo i świat jakby nie miał ochoty zasypiać. Zaczęła się niewinnie. Wracając z "lofrów" od Obcego, wczesnym porankiem jak na październikowe standardy, na własnym podwórzu dostrzegłam rzecz wręcz niemożliwą dla mnie, dlatego że zazwyczaj widuję je późną wiosną.
Dmuchawiec.
IMG_20181022_073339.jpg

O jakże on mi nie pasował wtedy to tego czasu i miejsca! Tak bardzo, że postanowiłam zrobić mu zdjęcie ;-) Dopiero gdy zamknęłam drzwi, gdy uporałam się z codziennością, i z kubkiem parującej kawy mogłam zasiąść do przeglądania zasobów globalnej sieci, zamarłam. To tak - "Ave"! Poszukałam i włączyłam utwór, w którym zakochałam sie 10 lat temu. Zrozumiałam. Bo cóż bardziej niż Dmuchawiec może przypomnieć nam o ulotności, delikatności i pięknie życia, niż on stojący samotnie, dźwigający ciężką rosę rozpoczynającego się właśnie dnia? Jakby mi szeptał - "Memento mori"...

KOMENTARZE