BLOGCZEJNalpha

W trosce o nie istniejących ludzi. Od Hioba do transhumanistów




Pamiątki




W refleksyjnym poście “Nobody will remember you” (Nikt cię nie zapamięta) Steemitowy @kyriacos podaje kilka nazwisk dawnych wynalazców, dobroczyńców i myślicieli, jak Kai Silverbrook czy Philo Farnsworth. Z ich pomysłów i pracy korzystamy na co dzień, a jednak większość z nas nawet o nich nigdy nie słyszała. Więc jakie my sami mamy szanse?




Próbujemy nadać naszemu życiu jakiś sens - zauważa @kyriacos - coś po sobie zostawiając. Książkę, dziecko, kawałek software, stronę na Instagramie. Tak naprawdę jednak zwiększamy tylko ilość otaczającego nas hałasu. Natura wyrzeźbiła nas w taki sposób, że wychodzimy od siebie w stronę otaczających nas rzeczy: czy jest to DNA, czy słowa wycięte w korze drzewa. Funkcjonujemy na autopilocie wierzenia, które na dłuższą metę nie da się utrzymać. Matka Natura z nas zakpiła.









Teolodzy




Starożytni Żydzi z Księgi Hioba obserwowali z rezygnacją, że tak jak wody opadają w jeziorze, tak jak rzeki rozlewają się i wysychają, tak samo człowiek kładzie się i już więcej nie wstaje. Z drugiej strony od czego są bogowie? Czy nie mogliby zwrócić nam tych, po których zostały tylko kości i proch? Gdy prorok Ezechiel przemówił do kości umarłych Izraelitów w imieniu Jahwe powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie (...) powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu (...) i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach. 




Wiele wieków później chrześcijanin św. Tomasz w Summa Theologiae nie spieszy się z przywracaniem nam umarłych, ale jest żywo zainteresowany, co się z nimi dzieje. Dowiadujemy się, że najmniejsze z cierpień w czyśćcu jest większe od tych, których doświadczamy w życiu. Cierpień nie zadają demony, bo nad demonami dusze czyśćcowe już odniosły zwycięstwo, umierając bez grzechu śmiertelnego (inaczej byłyby w piekle). Dusze dręczone są tym, że nie widzą Boga i niebios, a także poprzez ogień.




Astrofizyk




Niesamowity, plastyczny obraz bio-rekonstrukcji w Księdze Ezechiela przypomina mi pracę maszyn, sprawnie, warstwa po warstwie odtwarzających zniszczone ludzkie ciała w filmie “Piąty element” i w serialu “Świat Dzikiego Zachodu”. Nasze świeckie i technologiczne starania o tych, co nie istnieją, dotyczą zresztą bardziej potomnych, niż umarłych. Wiążą się z wizjami kryzysu ekologicznego i cywilizacyjnego, z obawą, że nasze struktury społeczne nie wytrzymają tempa zmian. Z techno-apokalipsą.




O ile jednak starożytne apokalipsy kończyły historię ludzkości, o tyle dla nas, dzisiaj - jak to mówi astrofizyk Lewis Dartnell - apokalipsa to zaledwie początek. Ci, którzy przeżyją, będą musieli w ekstremalnie brutalnych warunkach zdobywać pożywienie, ubrania, narzędzia, energię i środki komunikacji. Jak im zawczasu pomóc? Co powinniśmy dla nich zabezpieczyć przede wszystkim, aby nie musieli startować od zera?




W filmie “Księga Eliasza” najważniejszą częścią dorobku ludzkości jest nadal Boża Księga, Biblia, o którą zaciekle walczą rywalizujące klany. Dartnell ma inny pomysł: najcenniejszym skarbem do zachowania jest metoda prowadzenia badań naukowych. To klucz, umożliwiający odzyskanie wszystkich innych zagubionych kluczy.




Maszyny i gwiazdy




Niezwykłym przedsięwzięciem, które może oszczędzić naszym postapokaliptycznym potomkom całe tysiąclecia nędzy i mozolnego rozwoju jest projekt “Open Source Ecology”. Polsko-amerykański fizyk Marcin Jakubowski tworzy prototypy i dokumentację 50 najbardziej podstawowych maszyn, dzięki którym jego zdaniem będzie możliwe odtworzenie nowożytnej cywilizacji, z jej poziomem bezpieczeństwa i komfortu. Lista obejmuje min. silnik, ciągnik, prasę, piekarnik, turbinę wiatrową, drukarkę 3D. W ciągu 10 lat przy współudziale entuzjastów z całego świata Marcin Jakubowski stworzył już prototypy kilkunastu maszyn.




Być może najgłębiej w przyszłość sięga transhumanista Nick Bostrom z powstałego przed kilku laty oxfordzkiego Future of Humanity Institute. Zastanawia się nad tym, co nas czeka za miliony i miliardy lat. A ponieważ ludzi żyjących w przyszłości może być nieskończenie więcej, niż wszystkich którzy dotąd żyli - uważa troskę o nich za ważniejszą, niż o kogokolwiek innego. Bostrom planuje z rozmachem. Próbuje przewidzieć, gdzie będziemy, kiedy wypali się słońce. I dużo później - za 4 miliardy lat - kiedy nasza Droga Mleczna wpadnie na galaktykę Andromedy. Jak ludzkość zdoła wyjść bez szwanku, gdy zderzy się półtora tryliona słońc?




O przypisach




Czy zatem jest tak naprawdę, że ci których już nie ma, albo jeszcze nie ma, nie mają dla nas żadnego znaczenia? Będziesz czasami wspominany przez część twoich bliskich - pisze @kyriacos. - Być może kilka osób z kolejnego pokolenia natknie się gdzieś na twoje imię. Nie będzie to miało zbyt wielkiego znaczenia, podobnie jak przypis w pracy naukowej nie gra żadnej innej roli, poza dodawaniem ci wiarygodności.




Tylko że przypis w pracy naukowej podtrzymuje o wiele więcej niż wiarygodność pojedynczego badacza, czy nawet wszystkich naukowców z danej dziedziny. Stanowi malutkie, ale absolutnie niezbędne spoiwo wysiłku cywilizacyjnego, ogromnej konstrukcji, która - na co dzień niezauważalna - oddziela nas od pierwotnego głodu, zimna, wycieńczenia, grozy. Pod osłoną tej konstrukcji możemy “żyć jak ludzie”.




Czasami warto o tym przypominać skrajnym humanistom, dla których tylko pojedyncze Osoby, niepowtarzalne Uczucia i Rodzinne fotografie są kruchymi świętościami, zanikającymi w drugim pokoleniu. 










Korzystałem z:


@kyriacos, Nobody Will Remember You, tu

James Tabor, Why People Are Confused About the Earliest Christian View of Resurrection of the Dead, tu

Thomas Aquinas, Summa Theologiae, tu

Annalee Newitz, Want to reboot civilization? What you’ll need, tu

Marcin Jakubowski, Open-sourced blueprints for civilization, tu

Ross Andersen, Omens, tu




Zdjęcie pochodzi stąd.


KOMENTARZE

  • glass.wolf

    a ta apokalipsa technologiczna to stary, dobry bunt maszyn, czy opisywany kiedyś przez Ciebie koniec zapotrzebowania na klasę średnią, który ciągnie za sobą koniec dobrobytu klasy średniej? Pracowników zastępują roboty, właściciele fabryk żyją jak bogowie, a klasa średnia jest pozostawiona w nędzy na wymarcie - to? Bo jak bunt maszyn to ja bym się nie przejmował - w mrocznych wizjach przyszłości zwykliśmy zakładać, że nasze cyber dzieci będą miały testosteron, instynkt przetrwania, instynkt replikacji i instynkt podtrzymania życia. A wiesz, jak im tego nie zasymulujemy to nie będą miały. Osobiście przewiduje neorenesans ludzkości w zgodzie z maszynami, kilkoma naczelnymi, grzybami waleniami i głowonogami. Każde z nas rózne, lecz połączone korzeniami jak palce pięści. Gdy będziemy patrzeć z nieba jak mars, sterraformowany lecz opuszczony w pogoni za innymi planetami, będzie się przeistaczał w neowatykan, na którego czele stać będzie papież Krzysztof I, który przy okazji będzie ośmiornicą - o tak. Wtedy będę sie z Ciebie śmiał :D

  • zwora

    Rewelacyjne rozważania, gratuluje!

  • rozku

    rety, człowieku!
    ile w tym artykule ludzkiego optymizmu! (mimo wszystko :)
    patrząc na dokonania ludzkości, (śledząc choćby posty @glodniwiedzy) nie mam w sobie za grosz wiary w człowieka, (jako pasożyta i wrzoda na organizmie ziemi).

    a może zapytajcie mnie, moi drodzy, jutro.
    może jutro będę miała radośniejsze przewidywania,
    choć szczerze wątpię.
    po wczorajszej wizycie na plaży, na której ludziska pozostawiają po sobie wszelkie żenujące odpady i dowody swojej żałosnej egzystencji,
    to płakać mi sie chce.
    naprawdę.
    ziemianin - nie brzmi dumnie, nic a nic.
    (a widzieliście film: "Ziemianie"?)
    Ziemianin nie myśli o niczym i nikim!,
    poza samym sobą.
    Nie myśli ani o przodkach, ani o potomkach. !

    jeśli już wybiega jakimś mętnym spojrzeniem w przyszłość, to raczej na zasadzie eksperymentu myślowego, ciekawości,
    bądź chęci pozostawienia "czegoś" po Sobie (co tez jest dowodem na egoizm, a nie troski o cokolwiek).

    I co z tego, że dokonujemy czasem jakichś odkryć, postępów w nauce,
    jeśli humanizmu przy tym niewiele :(
    taak, cała nadzieja w Bogu.
    amen.

    i oczywiscie, że ofkors,
    są szlachetne i mega wartościowe wyjątki.
    ("lecz ludzi dobrej woli jest więcej" itd, etc, itp.)
    i tego sie trzymajmy. czegoś sie wszak trzymać trzeba.
    (bo chyba nie tych oślizgłych grzybów,
    bez urazy z reszta, bo grzyby bardzo lubię :)