BLOGCZEJNalpha

Czytam sobie #4 Margit Sandemo "Otchłań" - "Saga o Ludziach Lodu"

Saga o Ludziach Lodu to cykl-legenda moich czasów licealnych. Czytana wówczas przez starsze nastolatki, ich mamy, babcie i sporą grupę panów w różnym wieku także. Do ponownej lektury zachęcił mnie swymi wpisami @gorzkowskikarol.

https://steemitimages.com/DQmWykdxVRUzheXggCvKR1UzjxwRPvhsMqV5D63513fTsGZ/IMG_5619.JPG

Saga o Ludziach Lodu to najbardziej popularny cykl powieści skandynawskich - sprzedano ponad 39 milionów egzemplarzy. Nawet biorąc pod uwagę, że na cykl składa się 47 tomów, wynik nadal robi wrażenie. Autorką Sagi jest Margit Sandemo - norweska pisarka tworząca w języku szwedzkim (jest córką Norwega i Szwedki). Pisarka w tym roku obchodzić będzie 96 urodziny, a Sagę stworzyła w latach 1982-1989. Sandemo napisała jeszcze kilka cykli powieściowych i kilka powieści. Na język polski oprócz Sagi o Ludziach Lodu przetłumaczone zostały cztery inne cykle, jednak żaden nie odniósł tak dużego sukcesu.

Saga o Ludziach Lodu została dobrze przyjęta we wszystkich krajach skandynawskich. Wyszła w językach szwedzkim, norweskim, duńskim, fińskim i islandzkim. Spodobała się również Węgrom i Polakom i na te języki została w całości przełożona. Na angielski i niemiecki przetłumaczono zaledwie 8 i 9 tomów. Istnieje nieoficjalny przekład na język rosyjski. W roku 2011 pojawiły się plotki o planowanym serialu telewizyjnym, który miałby liczyć około 200 odcinków. Jak dotychczas serial taki nie powstał.
Saga w Polsce wychodziła po raz pierwszy w latach 1992-1996. Kolejne tomy pojawiały się w kioskach co miesiąc. Wydawcą było POL-NORDICA Publishing Ltd. - wydawnictwo z Otwocka, jednak książki drukowane były w Norwegii. Tłumaczką cyklu na język polski jest Iwona Zimnicka. Tom trzeci, który posiadam kosztował 19 800 złotych, tom 43 - 4,70 zł (47 000 zł). Nie udało mi się znaleźć informacji o wysokości nakładu. W tym samym wydawnictwie wyszło wznowienie. Około 2007 roku cykl wyszedł w Axel Springer Polska - był do kupienia bodajże z "Faktem" (paskudne okładki), a w 2015 w NORDI-PRESS (z jeszcze paskudniejszymi okładkami).

Saga to powieść fantastyczna z rozbudowanymi wątkami romansowymi, elementami horroru i luźno nakreślonym tłem historycznym. Oparta jest na spójnej i nośnej fabule - opisuje dzieje rodu, który poprzez pakt swego protoplasty Tengela Złego z diabłem jest obciążony trudnym dziedzictwem. Czytelnicy poznają dzieje rodziny od czasów Tengela Dobrego - potomka, który oparł się złu i swe moce postanowił wykorzystywać w celu niesienia pomocy innym ludziom. W kolejnych tomach głównymi bohaterami są kolejni członkowie rodu - od XVI wieku po pierwszą połowę wieku XX, czyli 17 pokoleń rodziny. W kolejnych pokoleniach rodzą się dzieci obciążone przekleństwem złego przodka, wybrańcy - stojący po stronie dobra i "zwyczajni" członkowie rodu. W drzewie genealogicznym znajdziemy również demony. Akcja toczy się głównie w Skandynawii, lecz wraz z jej rozwojem bohaterowie trafiają nieraz w odleglejsze rejony Europy a także dalej na Wschód. Czytelnicy poznają również dzieje rodu sprzed czasów Tengela Dobrego. W kolejnych tomach znaleźć można było coraz "wyższe" drzewo genealogiczne rodu. Każda z książek liczy około 250 stron i jest to lektura na 1, maksymalnie 2 wieczory.

https://steemitimages.com/DQmTLCDrbr3XRJ9J9WQXzip9RzsnxpiEoRCuRTwbB7SyPua/IMG_5620.JPG https://steemitimages.com/DQmQFf6LPSxNSXN1T4rgfkMkYLEN63gUof1sZemFjtKFjS4/IMG_5621.JPG

Nie zamieszczam zdjęć drzew genealogicznych w wyższej rozdzielczości, żeby nie zdradzać szczegółów osobom, które mają ochotę sięgnąć po książki. Kto czytał przypomni sobie wiele na podstawie samego kształtu drzewa.

https://steemitimages.com/DQmcWtwPuMMvtWnrJDtfym56QrAtFqjMbCMWvt7qx46oFaC/IMG_5593.JPG

Postanowiłam wrócić do lektury jednego z tomów, które mam na własność i sprawdzić po mniej więcej 22 latach, jak teraz odbiorę tę książkę. Sięgnęłam po tom trzeci - "Otchłań". Główną bohaterką jest Sol - siostrzenica Tengela Dobrego, która po śmierci matki znajduje dom właśnie u Tengela i jego żony Silje. Sol jest obciążona dziedzictwem rodu - ciągnie ją do magii, nie waha się przed zbijaniem, nie odnajduje się w świecie zwykłych ludzi. Oczywiście w XVI wieku, kiedy to czarownice są topione lub palone, nie jest łatwo żyć pełnokrwistej przedstawicielce tej interesującej profesji. Z fabuły więcej nie zdradzę, za to trochę o moich wrażeniach.

Konstrukcja powieści jest nośna, logiczna, dość ciekawa. W pamięci pozostały mi wrażenia, że było sporo wątków obyczajowych i historycznych. Dziś widzę, że musiała to być suma wielu tomów, bo w jednej książce jest ich naprawdę niewiele - zaledwie proste zarysy (kto czytał Krystynę córkę Lavransa ma porównanie jak wygląda powieść, która w tym względzie jest znacznie bogatsza). Choć bohaterka sporo podróżuje, to jednak autorka kreśli tylko lekko przebieg tych tras, a i opisy skandynawskiej przyrody podaje w dość niewielkich dawkach. Zapewne dlatego lektura jest bardzo łatwa, a wyobrażenie o świecie przedstawionym czytelnik może stworzyć sobie z dużą dowolnością.

Bohaterowie są szkicowani za pomocą prostych ale dość konkretnych opisów - zarówno jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny jak również cechy charakteru. Autorka nie stosuje niedomówień, używa dość jednoznacznych, acz niepozbawionych plastyczności określeń. Mam zarzut - opisy postaci są takie naiwno-szkolne. Tak jak dzieci z pierwszej klasy po lekturze rozdziału Nazywam się Plastuś mają narysować bohatera i idzie im to bardzo łatwo, tak i ja bym mogła Sol czy Tengela narysować. Żółte oczy - są, czarne włosy - są, mandragora na szyi - jest. Gotowe.
Psychologicznie bohaterowie skonstruowani są równie prosto i tak, że bardzo łatwo ustosunkować się do nich emocjonalnie - żałować biednej Liv, uwielbiać Tengela, nie znosić Laurentsa. Oczywiście do nielubienia i nienawidzenia są głównie bohaterowie spoza rodziny. Sol jest postacią tragiczną i tego konsekwentnie się trzymamy przez cały tom. Dla czytelnika szukającego wyłącznie relaksu jest to być może wystarczające, dla nastolatki również było. Dziś uważam, że ten schemat jest trochę za prosty (trochę jak w JeżycjadzieMałgorzaty Musierowicz).

No i wreszcie erotyka, romans - ważna część sagi. W tomie trzecim mamy do czynienia z bohaterką, która poszukuje doznań "pozaziemskich", a wiadomo - kto szuka, ten znajdzie. Jest więc seks z demonami, księciem ciemności, ale również zbliżenia z rycerzem, katem, tajemniczym nieznajomym. Są sceny gwałtu zbiorowego, kiepska orgia u pseudoczcicieli szatana i nieciekawe stosunki małżeński. Sporo jak na niewielką książeczkę. Opisy nie są zbyt szczegółowe, ale wystarczająco konkretne, aby wiadomo było, co się działo. W liceum mi się podobało, teraz nie robi specjalnego wrażenia. Raczej pozostawia przekonanie o dużej swobodzie obyczajowej Skandynawów.

Plusami są konsekwencja autorki i brak błędów logicznych (co wcale nie jest takie oczywiste w czytadełkach), dobrze zbudowany klimat powieści, prosty a nośny pomysł na duży cykl. Minusy to duże uproszczenia tła, rysunku postaci i świata przedstawionego, dość oczywiste schematy postępowania i podejmowania decyzji.
Jeden tom przeczytałam bez oporów, ale wizja powrotu do całości nie jest dla mnie (przynajmniej na ten moment) kuszącą. Może za parędziesiąt lat? Kto wie. :)

KOMENTARZE

  • grecki-bazar-ewy

    Miałam podobne odczucia jak wróciłam po latach do lektury Sagi, to już nie było to samo...

  • kusior

    Sam nigdy nie czytałem żadnej części "Sagi o Ludziach Lodu", ale często widywałem egzemplarze tej serii u rodziny. Nawet chyba moja mama kilka tomów przeczytała. Przez tą kioskową dystrybucję cała saga była u nas na pewno niezwykle popularna. Ilość tomów robi wrażenie.

    A co do powrotów po latach do niektórych wcześniej przeczytanych książek - sam boję się czasami do takich wracać, żeby nie zepsuć sobie wspomnień i wyobrażeń jakie o nich mam.

  • pdj85coexist

    Dobre"naście" lat temu przeczytalam wszystkie tomy... Chłonęłam jedną książkę po drugiej...

  • okcydentalista

    Mój tata ma całą kolekcję tego. Przez moment się zastanawiałem, czy nie przeczytać, ale uratowała mnie choroba zwana "produktywnością" i zastosowałem się do swojej zasady unikania beletrystyki. Z tego co piszesz, to raczej słusznie, ale przeczytać się da. No zobaczymy. Może jak kiedyś będę cierpiał na bezsenność i swoich codziennych lektur nie będę rozumiał ze zmęczenia, to może sięgnę dla relaksu po Sagę :)