BLOGCZEJNalpha

Konkurs #pl-gry: Piractwo komputerowe, za czy przeciw?

https://cdn.steemitimages.com/DQmeou18q5W33ACtxPU11w78aBN7ynrMJ3wLAPkWaGyqWMm/Pirate-Flag.png

Witojcie. Dzisiejszy wpis powstał z myślą o konkursie tagu #pl-gry, organizowanym przez @kapitanpolak. Tematem będzie piractwo komputerowe. Czym ono jest nie trzeba chyba nikomu przypominać. Jedni uważają, że jest to zwykła kradzież i piętnują każdego, kto przyzna się do uprawiania tego procederu. Po drugiej stronie są zaś zatwardziali piraci, którzy nawet jeśli gra jest darmowa to chętnie zagrali by w piracką wersję. Ja zaś należę do tych, którzy wiedzą, że świat nie jest czarno-biały i istnieją w nim jeszcze odcienie szarości.

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy niczego nie spiracił. Myślę, że takich ludzi, przynajmniej w naszym kraju jest jak na lekarstwo i w tym momencie cała pierwsza grupa, o której wspomniałem wychodzi na hipokrytów. Chyba, że się nawrócili, ale takich ludzi boję się jeszcze bardziej, bo wtedy zalatuje fanatyzmem.

Moja przygoda z tym tematem zaczęła się jeszcze w czasach ośmio-bitowych komputerów. Były to dziwne czasy pod tym względem, bo coś takiego jak prawa autorskie w naszym kraju nie istniały. 99% gier i programów były to nielegalne kopie i wielu ludzi nie miało nawet pojęcia, że gry w które ciorają na swoich maszynkach to piraty. W tamtych czasach szło się do sklepu i można było kupić kasetę magnetofonową zawierającą kilkanaście tytułów, które ktoś wcześniej spreparował na swoim domowym sprzęcie i puścił w obieg. Do dzisiaj pamiętam zdziwienie jakie ogarnęło mnie kiedy zobaczyłem oryginalne wydanie gry Terminator 2 na Commodore 64. Kartonowe pudełko, w środku kaseta oraz ulotka formatu A4 zawierająca instrukcję obsługi do gry. Pierwsze co przyszło mi do głowy to „ale jak to? Cała kaseta i tylko jedna gra?” Wgrywanie tej pozycji też różniło się od grania w pirackie wersje. Najpierw przez kilka minut wgrywało się intro, po nim znowu kilka minut wgrywania i bez ostrzeżenia odpalała się pierwsza plansza, po jej przejściu kolejny kilkuminutowy loading i następna plansza (której notabene nigdy nie udało mi się przejść) i w przypadku porażki znowu kilkuminutowy loading żeby zobaczyć napis Game Over i móc zresetować komputer w celu rozpoczęciu całego procesu od nowa.

Skoro więc już jestem przy różnicach między piratami, a oryginalnymi grami, to jeden z argumentów, który będzie przemawiał za piractwem ;) Spiracone wersje często miały automatycznie ładujące się tak zwane trainery, które pozwalały na małe oszustwa. Nieśmiertelność, nieskończona liczba żyć, czy amunicji. Po prostu przed uruchomieniem gry, dostawaliśmy możliwość wyboru, czy chcemy zagrać w grę uczciwie, czy może od razu pójść na łatwiznę i grać w trybie Boga ;)

Druga sprawa to rozpowszechnianie sprzętu dzięki piractwie. Tak, najlepszym przykładem tego zagadnienia jest era pierwszego PlayStation. Posiadam przekonanie, graniczące z pewnością, o tym, że gdyby nie możliwość przerobienia konsoli i uruchamiania kopii zapasowych (a nawet możliwość ich uruchamiania bez przerabiania, o triku „na zapałkę” napiszę za chwilę) to w naszym kraju konsola ta nie zrobiłaby takiej furory i nie dokonała tego co jej właśnie się przypisuje, czyli spopularyzowania grania. To właśnie dzięki tej konsoli granie przestało być traktowane jako rozrywka dla małych dzieci i zaczęto na nie patrzeć bardziej przychylnym wzrokiem. Wracając do tematu. W czasach kiedy PlayStation pojawiało się w naszym kraju, konsola ta kosztowała 14.ooo.ooo złotych, tak czternaście milionów, czyli obecne 14oo. Jednakże przeciętna pensja w Polsce wynosiła około 3.5oo.ooo. Ceny oryginalnych gier oscylowały w okolicy takiej właśnie przeciętnej wypłaty. Więc tak naprawdę mało kogo było stać na samą konsolę, nie wspominając już o kupnie gier za równowartość miesięcznego wynagrodzenia. Dlatego gdyby nie istniała możliwość odpalenia pirackich gier, mało kto by w ogóle zdecydował się na zakup konsoli. Więc kolejny pozytywny aspekt piracenia mamy omówiony.

Wspomniałem o triku „na zapałkę” Piszę o tym w ramach ciekawostki, chociaż każdy posiadacz nieprzerobionego soniaka na pewno o nim słyszał :) Trzeba było posiadać oryginalną płytę, na szczęście do każdej konsoli dodawana była płytka z demami gier, więc nie było problemu. Następnie trzeba było włożyć zapałkę w miejsce pod klapką które dawało znać konsoli, że klapka jest zamknięta. Wtedy konsola myślała, że klapka jest zamknięta, mimo że była ona otwarta. Wkładaliśmy oryginalną płytę, włączaliśmy konsolę i w odpowiednim momencie należało wyciągnąć oryginalną płytę i włożyć pirata, potem znowu zamienić na oryginał i ostatecznie znowu na pirata :) Dla ułatwienia zrozumienia sztuczki, zamieszczam filmik poglądowy ;)

https://youtu.be/OPkcUhgPwkA

Innym problemem była sytuacja kiedy uczciwy gracz, nie mógł uruchomić posiadanej przez siebie, oryginalnej gry z powodu zabezpieczeń antypirackich. Jakiś czas temu, w czasach kiedy oryginalne gry na PC były jeszcze instalowane z nośników optycznych. Każda gra przy uruchamianiu sprawdzała, czy w napędzie znajdowała się oryginalna płyta. I tu pojawiał się problem, bo czasami okazywało się, że gra twierdzi iż w napędzie nie znajduje się płyta. Sam padłem ofiarą takiego przypadku i mimo posiadania oryginalnej gry, aby w nią zagrać musiałem posiłkować się tak zwanym NO-CD crackiem. Trochę byłem tym zniesmaczony, bo ja rozumiem walkę z piratami, ale żeby legalny gracz miał więcej problemów z odpaleniem gry niż pirat? Sami przyznajcie, że niezbyt przyjemna sytuacja.

Kolejny przypadek to sprawa blokad regionalnych, które dzięki piractwie można było ominąć. Zdarzały się przypadki, że jakaś gra nie została wydana w danym regionie. Pal sześć jakieś japońskie popierdółki, które zrozumieją tylko japońscy gracze. Jednak było kilka przypadków kiedy naprawdę dobre gry omijały nasz region. Sztandarowym przykładem takiej akcji jest Xenogears z pierwszego PlayStation oraz Chrono Cross. Są to dwa naprawdę porządne jRPGi. Zaryzykowałbym, że jedne z moich ulubionych na tej konsoli. Problem z nimi jest tylko taki, że nigdy nie zostały wydane w Europie. W tym momencie po raz kolejny piraci ratują sytuację ponieważ przerobienie konsoli, poza możliwością odpalania kopii zapasowych, pozwala też odpalać gry z innego regionu. Tak więc jeśli ktoś nigdy nie piracił, to nie miał też możliwości zagrania w te genialne gry i pewnie wiele innych.

https://cdn.steemitimages.com/DQmVE8Ayf7esmsSPhfjS2K8bTa8AcX9Qf3NYcFbyJgsvXhz/xenogears.png https://cdn.steemitimages.com/DQmRpKHsEyo5HPyN7NvqLrTCjFHFLXJ4cMWYAi2XLNWU46L/Chrono_Cross-title.png

Nie będę nikogo przekonywał do piractwa, bo oczywiście nie jest to powód do chwalenia się, jednak nie twierdzę też, że piractwo to samo zło. Wiadomo, że twórcom, którzy poświęcili swój czas i pieniądze na stworzenie czegoś, należałoby podziękować kupując ich produkcję. W końcu czasy kiedy gry powstawały dla zabawy, bo ktoś chciał się popisać zdolnościami już dawno minęły i teraz każdy robi to z chęci zarobku. Nawet jeśli twierdzi inaczej to zawsze ma nadzieję, że uda mu się coś na tym zarobić. I nie ma w tym nic złego, w końcu każdy chce jakoś żyć.

Obecnie jeśli chodzi o nowe tytuły, to nawet nie patrzę na piraty, bo dzięki różnym promocjom i okazjom moja biblioteka gier jest na tyle spora, że i tak nie zabraknie mi przez najbliższe kilka lat gier do ogrywania. Jednak w przypadku gier starszych, które są nie do dostania jako nowe, nie powoduje u mnie wysypki skorzystanie z kopii pożyczonej od Jacka Sparrowa. W końcu kupując używkę, nabijamy kabzę tylko i wyłącznie osobie sprzedającej, a twórcy nie dostaną z tego ani grosza, a ceny retro gier są często tak niepoważne, że nawet szkoda ten temat podejmować.

Z negatywnych rzeczy na temat piractwa mogę podać jeden przykład (poza tymi oczywistymi, o których wszyscy wiemy). Chodzi o to, że jeśli możemy mieć każdą grę, o której pomyślimy, to sytuacja wcale nie jest taka fajna. Może się okazać, że w pewnym momencie nie będziemy mieli w co grać ;) Ale jak to? A no tak to, że jeśli mamy pod ręką 2o gier, zaczniemy grać w pięć z nich jednocześnie, to żadnej z nich nie ukończymy. Taki to paradoks, przez który z nadmiaru możliwości okazuje się, że nie chce nam się grać w ogóle.

To chyba wszystko w tym temacie co chciałem napisać. Oczywiście debatować można godzinami nad tym, czy potępiać, czy chwalić. W każdym razie moje stanowisko jest takie, że nie potępiam jakoś specjalnie, ale też nie promuję piractwa. Tak więc ahoj korsarze i do następnego :)

https://youtu.be/dvNKxBNTriU

KOMENTARZE

  • bartheek

    Bardzo dobry artykuł.

    Pamiętam czasy gier na Commodore 64, wszystkie składanki to były piraty. Kiedyś czytałem w CD-Action jakie były zabezpieczenia antypirackie w latach 80. Typu "napisz siódme słowo znajdujące się na szóstej stronie instrukcji, w 3 wersie". Pamiętam, że takie zabezpieczenie miało "Wings of Fury", ale crackerzy umieli je złamać.

    Jeśli chodzi o zabezpieczenia antypirackie na PC to była paranoja. W późniejszym okresie, bo chyba w 2008 roku, wyszło GTA 4. To co oni tam odwalili z tymi zabezpieczeniami. Kiedyś kupiłem sobie tę grę na Steam w promocji i nie było problemów z uruchomieniem , jak ze starszą wersją pudełkową. Z tymi zabezpieczeniami gier na PC to były cyrki. Uczciwego gracza traktowano gorzej niż pirata.

  • shogunma

    C 64 - mój pierwszy komputer. Te komputery powinni sprzedawać razem ze śrubokrętem do regulacji ścieżki. Świetny artykuł. Pozdrawiam z Kalisza.

  • koltci

    1. nie ma jak piracić gier;
    2. producenci robią gry; chcąc w nią zagrać musisz kupić lub pożyczyć;
    3. produc. podnoszą ceny gier;
    4. dochodowość biznesu ściąga konkurencję do branży;
    5. konkurencja się nasila - stosunek jakości do ceny wzrasta, ceny spadają;
    6. pojawia się piractwo;
    7. coraz mniej ludzi kupuje gry;
    8. spada opłacalność tworzenia gier - ceny gier rosną;
    9. studia przestają produkować gry - upadają;
    10. ktoś wpada na pomysł robienia "zbiórek" na gry - robi się pomysł, concept-art'y , zwiastun itd. , zbiera się fundusze od chętnych, robi się grę i rozdaję ją za darmo;
    11. w obliczu ogólnego i niepowstrzymanego piractwa branża gier przejmuje model "zbiórkowy";

    Brzmi dobrze?