BLOGCZEJNalpha

Piąte przez dziesiąte #2: Zespół, którego nazwy nawet nie potrafię wymówić

khruangbin2.jpg

Źródło

Natrafiłam na nich przypadkiem, jak to się mówi, po sznureczku do kłębka. Pisząc o Nosowskiej, zaciekawiła mnie bowiem pewna japońska kobitka z którą kiedyś kolaborowała. Poszperałam na Spotify, pogmerałam na Youtube, posłuchałam sobie trochę Papaya Paranoia, dosyć wesołego japońskiego zespołu wykonującego, jak to określa je Internet – art punk (sami wiecie jak kultura japońska i na szybko wykrzyczany ich język brzmi zabawnie 😉).

W proponowanych klipach na Youtube oko me przykul, w sumie, sama nie wiem czemu, ten Pitchforkowy koncert:

https://www.youtube.com/watch?v=q4xKvHANqjk&t=187s

text15.png

Już po przesłuchaniu jednego utworu, wiedziałam, że zakolegujemy się na dłużej. Ogółem, jestem nieco wybrednym słuchaczem, albumy ulubionych zespołów niekiedy muszę przesłuchać po kilka razy, żeby stwierdzić „okej, to mi się podoba”. Z nowościami (albo raczej artystami, na których wpadam przypadkowo) bywa rożnie. W tym wypadku zadziałała moja uległość ku muzyce funk.

text16.png

Czas na trochę ciekawostek:

Khruangbin (เครื่องบิน) po tajsku oznacza samolot, a dosłownie, silnik latający. Robi się ciekawie, co? Wybrali taką a nie inną nazwę, gdyż twierdzą, że symbolizuje to międzynarodowe inspiracje, które kształtują ich twórczość. Pomysłodawczynią była panna na basie, która akurat w tym czasie uczyła się tajskiego i khruangbin było jej ulubionym słowem. Dobry pomysł i to jeszcze z wytłumaczeniem 😊

Zespól tworzy trio: Laura Lee na basie, Mark Speer śmigający na gitarze solowej i Donald Johnson Jr. na perkusji. Ci państwo, zapatrzeni w tajski funk, w swoim muzycznym repertuarze mieszają również dub, klasyczny soul, irańskie rytmy oraz muzykę psychodeliczną.

https://www.youtube.com/watch?v=cxrotrIvqyY

text15.png

Zanim wydali swoją pierwszą płytę, w 2010 panna Lee oraz pan Speer zaliczyli tour z Bonobo i Yppah, wspomagając występy swoimi dźwięcznymi gitarami. Po tym wydarzeniu zaczęli poważniej myśleć nad robieniem muzyki. W 2014 Bonobo wrzucił na swoją kompilację jeden z utworów naszego tria, tym samym przygotowując grunt na nadejście ich EPki oraz, w niedługim czasie, pierwszego długogrającego albumu.

Khruangbin zyskał trochę sławy po okrzyknięciu ich „zespołem tygodnia” przez The Guardian oraz supportując bardziej znańsze zespoły na scenach światowych festiwali. W styczniu 2018 pojawiła się kolejna, druga już po The Universe Smiles Upon You płyta zatytułowana Con Todo El Mundo. Laura Lee tłumaczy, że nazwa wzięła się z zapytań jej dziadka, który był meksykańsko - amerykańskiego pochodzenia. Zwykł pytać “jak mnie kochasz?” (¿cómo me quieres?), a jedyną poprawną odpowiedzią miało być „z całym światem” (con todo el Mundo).

https://www.youtube.com/watch?v=GHzIl82165g

text15.png

Więcej ciekawostek:

Teksańska grupa prowadzi również radiowe audycje o nazwie Air Khruang, emitowane na NTS oraz na Facebook Live.

Laurę i Marka połączyło uwielbienie do tajskiej muzyki i do bloga o kosmicznej nazwie Monrakplengthai , co po polsku oznacza „kocham tajską muzykę”.

Powinniście również zajrzeć na ich stronę internetową , która przypomina wyszukiwarkę lotów. Wpisujecie skąd i dokąd, a system wybierze dla Was piosenkę, która ich zdaniem będzie idealna do posłuchania w czasie lotu na tej trasie 😉

W skład zespołu wchodzi dwoje członków odmiennych płci, o potężnych grzywach oraz ciemnoskóry perkusista, który wyglądowo wydaje się być z kompletnie innej beczki 😉

Państwo nagrywają na wsi Burton w Teksasie, która liczy 300 mieszkańców.

Khruangbin tworzy muzykę głównie instrumentalną, sporadycznie możemy w niej usłyszeć tekst czy chociażby nucone refreny, które przywodzą na myśl polskie zespoły z lat 60 ’- 70’.

https://www.youtube.com/watch?v=vWLJeqLPfSU

text15.png

Przytyk od Czaszi:

Moim skromnym zdaniem, oba albumy idealnie nadają się do posłuchania w tle, niczym soundtrack, cokolwiek robicie, czy pracujecie, uczycie się, popijacie piwko czy chcecie się pogzić – muzyka Khruangbin nie drażni, ona koi zmysły! Ktoś by mógł powiedzieć - „ej, Czaszka, ale to jest na jedno kopyto”. Może i jest, trzy instrumenty, podobny styl w każdym kawałku, ale co z tego? Dla mnie jest to bardzo zjadliwe i bez bicia rzeknę: pokochałam ich muzykę! Nie jest to może najwybitniejszy produkt muzyczny XXI wieku, ale przyznać im muszę, że słuchając obydwu albumów czuję full relax i gibając bioderkiem odpływam do krainy psychodeli! Tym razem nie wyszczególniam konkretnych kawałków, gdyż myślę, że posłuchać warto wszystkich, jednym haustem 😊

Ściskam!

Czaszi

https://cdn.steemitimages.com/DQmcvVqhGMbF1KAHTn9Wh8FiRhmpAbiEuAKerVM7ugDnXfX/text16.png

By sklecić ten tekst posługiwałam się Wikipedią, wpisem na ich temat na stronie The Guardian, oraz, przede wszystkim Spotify, gdzie przesłuchałam wielokrotnie ich dwa albumy.

KOMENTARZE

  • mizej

    Super artykuł, a z miniaturką skojarzył mi się tylko Paweł z kanału Dla pieniędzy.
    Chętnie poslucham ich na spotify :)<br><br>Screenshot (196).png

  • sp-group

    Twój post został podbity głosem @sp-group. Kurator @julietlucy.