BLOGCZEJNalpha

A może... cała nasza cywilizacja wyznaje gigantyczny kult cargo?

Czołem Steemianie i Steemianki!

To nie będzie zwyczajny tekst. Lubię eksperymenty myślowe, lubię teorie spiskowe i lubię alternatywne teorie na tematy wszelakie. Głównie jako fantastyczne ćwiczenia dla intelektu (odróżnianie faktów, teorii i opinii), ale też opowieści pobudzające wyobraźnię. Oczywiście nie traktuję tych historii z pełną powagą, chciałbym Was prosić o to samo. To tylko zabawa, przecież nie ma sensu dorysowywać sobie całego obrazka, kiedy do dyspozycji mamy tylko kilka puzli. Jednak nawet w najdziwniejszych historiach znaleźć można coś ciekawego.

http://meditationbridge.com/wp-content/uploads/2017/01/f995a690c830b67afc550b35d6854f9f-500x570.jpg

Teoria o roli obcych w rozwoju ludzkiej cywilizacji nie jest niczym nowym, nie będę się też nad nią rozwodził, jeśli ktoś jest zainteresowany, to polecam książki pana Dänikena, który poświęcił swoje życie badaniom tego zagadnienia. Nie chcę zagłębiać się w archeologiczne i religijne przesłanki świadczące o logicznych podstawach takiej wizji.

Bardzo ciekawą koncepcją jest natomiast kult cargo, który poznałem dzięki lekturze Dänikena. Nie ma sposobu na odróżnienie dostatecznie zaawansowanej technologii od magii lub boskiej interwencji. Pierwsi konkwistadorzy byli uważani za bogów, grzmiące armaty, gigantyczne okręty, to musiało zrobić wielkie wrażenie nawet na przedstawicielach rozwiniętych cywilizacji Ameryki Południowej.

Bardziej współczesnym przykładek to budowa pasów startowych i modeli samolotów przez mieszkańców wysp Fidżi. Za Wikipedią:

Kult ten został zauważony przez antropologów w momencie, gdy ludność tubylcza zaczęła budować lądowiska i pasy startowe dla samolotów, nabrzeża dla statków, magazyny itp. Okazało się, że miejscowa ludność widząc, iż biali budują pasy startowe i lądowiska, czego wynikiem jest przylatywanie samolotów z żywnością i innymi dobrami, zaczęła ich naśladować. W świadomości tubylców samoloty przylatywały z nieba i były kierowane na ziemię przez bogów, natomiast biali ludzie byli tylko pośrednikami, którzy nie przekazywali im wszystkich zsyłanych dobrodziejstw (stąd kult cargo).

Jednym z najbardziej doniosłych, ale też tajemniczych zjawisk w toku ewolucji było pojawienie się samoświadomości u pierwszych hominidów. Jesteście w stanie wyobrazić sobie ten moment? Można twierdzić, że rozwój mózgu naczelnych był wystarczającym czynnikiem, aby spowodować spontaniczne wykształcenie się samoświadomości. Ciężko jednak wyznaczyć jakąś granicę, kiedy to miałoby się wydarzyć? Na jakiej przestrzeni czasu? Jak zmiana ilościowa miałaby spowodować zmianę jakościową? To tylko moje luźne dywagacje mające odciągnąć Was od ucieczek w stronę ściśle naukowych wytłumaczeń ;)

Stąd rozmaite teorie dotyczące wykształcenia się samoświadomości. Hipotezą naćpanej małpy zajmę się może innym razem. Natomiast chciałbym przyjrzeć się bliżej teorii o wizycie obcych, którzy za pośrednictwem manipulacji genetycznej lub selektywnego rozmnażania wspomogli nas na naszej drodze rozwoju.

Jesteście w stanie wyobrazić sobie taką historię? Kiedy sam wyobrażam sobie konsekwencje takiego spotkania, to myślę o wielkim podziwie i wdzięczności wobec naszych dobroczyńców, którzy w końcu zniknęli bez śladu. Historie przekazywane z pokolenia, na pokolenie, podania o mistycznych herosach z niebios. I wielka, niewyobrażalna tęsknota. Tęsknota tak wielka, że do dziś wyraża się w ludzkim pociągu do doskonałości i przekraczania własnych granic.

Czyż eksploracja kosmosu i poszukiwanie życia poza Ziemią nie są jednymi z najbardziej ekscytujących wyzwań, z jakimi się mierzymy? Co jednak jeśli nasze próby są warte tyle samo co samoloty ze słomy? Wydaje nam się, że tak wiele osiągnęliśmy i jesteśmy tacy potężni, nadal jednak wielu z nas nie różni się zbytnio od naszych przodków sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat.

Osiągi cywilizacyjne, którymi szczycimy się tak bardzo, zbudowane są przez cywilizację opartą na przemocy i wyzysku wobec innych, ale też wobec planety. Głównym motorem napędowym postępu cywilizacyjnego na Ziemi była chęć dominacji i władzy. Przejawia się to w naszej ekonomii zorientowanej na nieskończony wzrost i bezwzględną konkurencję. Niezrównoważony model jest matematycznie skazany na porażkę. Tacy mądrzy, a tacy głupi, chciałoby się rzec.

Futurolodzy oceniają, że w ciągu 30 lat dotrzemy do punktu, w którym silna sztuczna inteligencja będzie w stanie się samodoskonalić, z tego miejsca nie będzie już odwrotu. Nastąpi istna eksplozja. Technologia przestanie być rozwijana przez ludzi, a najwyżej będzie mogła być obiektem badań, jeśli sobie na to pozwoli. Na razie, podnoszone są tylko nieliczne głosy ostrzegające przed ryzykiem związanym z taką sytuacją. Jaka przyszłość czeka ludzkość w przypadku takiego rozwoju wydarzeń? Czy dążenie do boskości z gruntu musi być skazane na porażkę?

Nawet jeśli uda się nam wykorzystać postęp technologiczny tylko dla naszego dobra i uzyskamy niemalże boskie moce, to będziemy bardzo nieszczęśliwymi bogami, którzy nie potrafią się cieszyć ze swoich osiągnięć, i wiecznie im mało. Ciekawą wizją mogłoby być spotkanie naszych kosmicznych przyjaciół. Byliby zadowoleni czy zawiedzeni? Jak sądzisz?

Tak dla jasności-zgłaszam ten tekst do konkursu w labiryncie świata - Czy cuda mogą zniknąć z teologii?

KOMENTARZE

  • krasnalek

    Ciekawe, zaintrygowało mnie, pisz więcej. Orzeł w nagrodę dla ciebie.
    1521626.jpg

  • sarmaticus

    Odnośnie tego nienasyconego głodu ludzkości od razu przypomniał mi się fragment filmu Apocalypto:
    https://www.youtube.com/watch?v=obdDEv8ItzU
    I rzeczywiście wielu ludzi tak właśnie żyje i taki ma problem. Wieczny nienasycony głód.