BLOGCZEJNalpha

III jubileusz serii Generałowie Wojny Secesyjnej - dodatek specjalny #3

"Armia maszeruje żołądkiem" - taka prosta dewiza Napoleona stawała się w dobie nowoczesnych wojen coraz bardziej złożona - przemysł produkował więcej towarów, zwiększyły się możliwości transportowe, znaleziono przyczyny takich chorób jak szkorbut, który najłatwiej było zwalczyć dietą - ilość materiałów żywnościowych potrzebnych do prowadzenia walki zwiększyła się tak liczebnie, jak i jakościowo. Co jedli Niebiescy i Szarzy podczas bartobójczej wojny?

campfire-breadsticks-2.jpg

Sloosh w wersji patykowej, przepis znajdziesz w tekście. (źródło: wordpress.com/spartanholiday)

Za wyżywienie armii Unii odpowiadało Generalne Kwatermistrzostwo pod auspicjami prawdziwego cudotwórcy, generała Montgomery'ego C. Meigsa - sprawność dostaw była niezwykła, do czego przykładał się prócz zdolności organizacyjnych "Monty'ego" wysoki poziom rozwinięcia infrastruktury kolejowej, żeglugi rzecznej i morskiej na Północy. Wydawało się, że południowi adwersarze mający pod swoimi rządami ogromne tereny, głównie o charakterze rolniczym, w dodatku w dobie wojny na ogół skutecznie ośmielani przez rząd (i unijną blokadę morską) by zrezygnować z upraw bawełny czy tytoniu na rzecz produkcji zbóż bądź warzyw nie będą mieli problemów z wyżywieniem ludzi pod bronią. Generał-kwatermistrz Lucius B. Northorp, szef zaopatrzenia armii Konfederacji z nadania Jeffersona Davisa - swojego przyjaciela, nie narzekał na brak płodów rolnych czy mięsa (głównie wieprzowiny), jednak system komunikacyjny w Skonfederowanych Stanach był na tyle słabo rozwinięty, że nierzadko na bocznicach kolejowych marnowały się góry gnijącego mięsa czy innych towarów, które były desperacko potrzebne armiom Południa. Powiązanym problemem był również niedostatek soli używanej do peklowania mięsa, który zamienił się w chroniczny brak po grudniu 1864 roku, kiedy to kawaleria milkliwego weterana wojny z Meksykiem George'a Stonemana zniszczyła kopalnie soli po bitwie pod Marion w Wirginii. Wiele z racji, jakie mogły trafić do brzucha Jasia Rebelianta było pozyskiwanych "z kraju", więc od miejscowej ludności albo musiało uprzednio zostać zdobytych na nieprzyjacielu w takich czy innych okolicznościach. Obiegowy, ponury żart opowiadany mówił, że Northorp stara się zaszczepić wśród południowych żołnierzy wegetarianizm.

Przed drugą bitwą pod Bull Run latem 1862 roku żołnierze Thomasa "Stonewalla" Jacksona zajęli wielki skład zaopatrzeniowy Armii Wirginii generała Johna Pope'a - widok przypominał dla wygłodzonych wojaków spod znaku "Dixie" prawdziwe El Dorado - w ich ręce wpadły tony zaopatrzenia, w tym takie delikatesy jak puszki marynowanych ostryg, ogromny skład znakomitego rieslinga, prasowane warzywa, najróżniejsze rodzaje mięs, mąki, owoców, a także niezliczone beczułki whisky, które przezorny Jackson kazał na miejscu wylać, bowiem wiedział co takie "dobro" może uczynić jego żołnierzom, a także sam raczej preferował lemoniadę nad wyskokowy trunek, o którym powiedział kiedyś, że "znajduje w nim dużą przyjemność i stąd woli trzymać się od niego z dala". Niepodobna było wszystkiego przejeść, tak samo jak przewieźć, jednak nie można było zostawić takiego dobra Jankesom, toteż jeszcze przez długie dni nad okolicą roztaczały się zapachy spalonych wiktuałów. Taka dieta była dla Południowców rzadkością, w przededniu bitwy pod Chancellorsville na przełomie kwietnia i maja 1863 roku racja żywnościowa żołnierza Armii Północnej Wirginii Roberta E. Lee przedstawiała się mniej więcej tak: około ćwierć kilo wieprzowiny, najczęściej boczku, pół kilo mąki (zwykle kukurydzianej), rzadko kiedy okraszonych garścią grochu czy innych warzyw. Co można było zdziałać mając do dyspozycji takie rarytasy? Nazywano to danie sloosh, a wykonywano je następująco: wytapiano tłuszcz z boczku, który mieszano po zdjęciu z patelni mięsa z mąką kukurydzianą do uzyskania ciasta, które owijano wokół stempli do zbijania ładunku w lufie karabinu, po czym pieczono nad ogniskiem i spożywano w asyście rzeczonego boczku, który często bywał świeży na słowo honoru posiadając już niebieskawe i zielone prześwity pleśni. W marszu nierzadko Konfederaci jedli niedojrzałą, zieloną kukurydzę prosto z pola lub jabłka o takim samym statusie dojrzałości. Było to powodem "choroby marszowej", a więc biegunki trapiącej znakomitą większość Szarych skazanych na tak ubogą dietę.

Takich problemów nie miała bogata i zasobna Północ - produkcja płodów rolnych podczas wojny zwiększyła się kilkukrotnie, a jej przeznaczenie na eksport zasilało kiesy rolników w Pennsylvanii czy Ohio, przemysł był w stanie zasilić armie nie tylko w suchy prowiant tj. wspomniane prasowane warzywa czy soloną wieprzowinę, ale także stworzyć mobilne młyny i piekarnie, które podążały chociażby za armią Williama Tecumseha Shermana podczas jego sławnego i niesławnego Marszu Ku Morzu (kampanii zakończonej w Savannah w Georgii). Podczas rzeczonego marszu rudowłosy generał chwalił się, że jego ludzie potrafią zabić i oprawić świnię bez rozrywania bitewnego szyku. Wielkim zwolennikiem warzyw w diecie żołnierskiej był Joseph Hooker, dowódca Armii Potomaku (od końca "Błotnego Marszu" Ambrose'a Burnside'a do bitwy pod Chancellorsville, kilka miesięcy), co razem z ulepszeniem systemu przepustek rezonowało we wspomnieniach jednego z żołnierzy Unii jeszcze długo po wojnie: "Ach, te warzywa i przepustki, które dawał" zwykł mawiać z rozmarzeniem stary wiarus.

CSA-T8-$50-1861.jpg

↑ 50 dollarów CSA (źródło: Wikipedia)

Tymczasem w miarę rozwoju konfliktu sytuacja na Południu pogarszała się z miesiąca na miesiąc - substytutem kawy stała się cykoria, a później tak wyrafinowany napój jak wywar z żołędzi. Inną kwestią była także galopująca inflacja - dolary CSA były pieniądzem fiducjarnym, nie opartym na żadnym kruszcu i były warte tyle, ile wiara w ich wartość, co w miarę pogarszania się stanu materialnego ludności Południa i ciągłym dodrukowywaniu banknotów doprowadziło do wzrostu cen każdego towaru. Paradoksalnie walutą, która była w cenie na Południu były "greenbacki", a więc dolary Północne - tak więc młode państwo, o ile na polu militarnym stawało naprzeciw Północy dzielnie i z poświęceniem, nie było w stanie uniezależnić się od niego fiskalnie. Obrazu tragedii dopełniała taktyka spalonej ziemi stosowana przez Shermana w Georgii i Południowej Karolinie, co pogłębiło problemy aprowizacyjne w Richmond i na całym wschodnim teatrze działań, a także miało znaczący wpływ na morale południowców - wojna była na ich ziemi, i to z wydaniu, które sprawiło, iż do dzisiaj w Georgii czy Południowej Karolinie raczej nie należy się afiszować z sympatią dla pochodzącego z Ohio "grabieżcy".

Źródła:

James M.McPherson, Battle Cry of Freedom: Historia Wojny Secesyjnej
Shelby Foote, Civil War: A Narrative From Fort Sumter to Perryville
Shelby Foote, Civil War: A Narrative From Fredericksburg to Meridian
S.C.Gwyne, Wrzask rebeliantów

KOMENTARZE

  • bowess

    Świetny artykuł! Już czekam na kolejny jubileusz. A może miesięcznice wprowadzisz? ;)

  • grecki-bazar-ewy

    Świetny i bardzo interesujący artykuł pełen ciekawostek :)

  • wolontariusz

    "Pierwsza zasada dobrego żołnierza to jeść wszystko, co dają dziś, bo nie wiadomo, czy jutro też dadzą..."

    Imre Kertész - Los utracony

  • postcardsfromlbn

    Super! Znasz może kanał na YT - Towsends? Gotują co prawda, jak w XVIII wieku, ale myślę że armia odżywiała się podobnie.