BLOGCZEJNalpha

Wojna?

Wybraliśmy się wraz z @hallmann ostatnimi czasy na polski film w pięknym, rzeszowskim Kinie Zorza. Nie zajmuje się filmami jako takimi, zwykle piszę o sztuce, lecz czy i film nie wpisuje się w dzisiejsze pojmowanie sztuki?
Poniekąd uważam, ze dobry film przejął trochę rolę teatru dziś. To znaczy, ze reżyser, który chce wymóc na widzu choć odrobinę refleksji, stara się oddać w swoim tworze jakaś dramaturgię, pewną prostotę w całości, nawiązania, znajomość symboliki, konteksty.

C07D0517-2A89-42D7-9BCD-05EDC7B273DC.jpeg

Twórca Idy swoją opowieść zaczyna w Polsce, pod koniec lat czterdziestych, tuż po wojnie. Poznajemy młodego kompozytora, muzyka, Wiktora Warskiego, który wraz z Ireną Bielecką i Lechem Kaczmarkiem jeździ po Polsce i nagrywa melodie i piosenki ludowe, by później współtworzyć zespół Mazurek - tu świetne nawiązanie do zespołu Mazowsze.
Postać Lecha, grana przez Borysa Szyca (pierwszy raz w polskim kinie nie miałam jakichś negatywnych skojarzeń co do tego aktora), jest urzędnikiem podporządkowanym w imię panującego systemu. Nie jest twórcą, ani muzykiem, lecz świetnie skontrastowaną postacią co do głównych bohaterów. Uważam, ze właśnie zarys tej postaci prawdziwie oddaje wiarygodność filmu. Gdyż Wiktor i Zuzanna (Zula) poniekąd wydają się lekko odrealnieni od tamtego swiata, właśnie dzięki silnym kontrastom stają się bardziej autentyczni.
Zula, czyli właśnie Zuzanna, jest młodą dziewczyną z wielkim talentem, uporem i temperamentem.
Jest pewna siebie, co mocno ją wyróżnia na tle innych koleżanek, dzięki czemu zostaje solistką. Jej postać oczarowuje Wiktora od pierwszego wejrzenia.
Nie zdradzę fabuły, jeśli powiem, ze cała opowieść kręci się głównie wokoło tej pary.

Zwiastun filmu

Co wyróżnia ten film na tle innych i dlaczego moim zdaniem zdobył tak wielkie uznanie na festiwalu w Cannes?

Dla zagranicznych widzów sytuacja polityczna, czyli druga ważna rzecz w fabule jest pewną egzotyką. Lata komunizmu w Polsce, w krajach bloku wschodniego, który odłączony wtedy, dziś Pawlikwoski próbuje nieco przybliżyć. Wielki kult ludowizny (nie mam nic przeciw, sama uwielbiam Stryjeńską, czasem patrzac na niektóre ujęcia widziałam jakby podświadomie jej obrazy), podany w prostej, lekko surowej formie (również zasługa czarno-białej kliszy) jeszcze mocniej oddziałuje na widza.

Walory artystyczne w filmie, dla mnie, wraz z fabułą są równorzędne. Zdjęcia, muzyka, klimat filmu i gra aktorska. Tomasz Kot jest jednym z najlepszych aktorów polskich, rolą w Bogach zapisał się w historii kina, w tym filmie tylko to subtelnie potwierdza. Subtelnie, bo jego rola jest nienachalna, wręcz przezroczysta w niektórych momentach, uważam, ze dodaje to świetnej wiarygodności postaci, przede wszystkim dla widzów zagranicznych. To jest właśnie to, za co film dostał świetne recenzje - aktor wyrazisty, to taki, który również niekiedy potrafi zniknąć, być jakby w tle, ale wciąż mieć właśnie tę charyzmę, która przyciąga. Kot w roli Wiktora jest właśnie delikatnie uwodzicielski, czym zyskuje zafascynowanie Zuzanny.
Joanna Kulig miała dosyć trudniejsze zadanie, zagranie kobiety młodej, lekko niedoświadczonej, lecz upartej i silnej, która dojrzewa wraz z każdą sceną. Nie zepsuć takiej kombinacji aktorsko, to wyczyn, lecz ubarwienie jej jest już swoistym dziełem. Jest to najlepsza rola w karierze młodej aktorki, mam nadzieje, że otworzy również zagraniczne drzwi.

35C9FA21-3239-4693-8465-4E36263E19D7.jpeg

Pawlikowski w tym filmie pokazuje, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa jako reżyser. Ida, która również w walorach artystycznych mnie oczarowała, lecz dużo mniej niż Zimna wojna. Cenię jego filmy za to, ze wprowadza nowe środki w subtelnej formie, aby potwierdzić, ze klasyka ma się dobrze i będzie się miała zawsze dobrze, trzeba tylko ciagle pracować.
Podoba mi się kadrowanie do kwadratu, dbałość o kompozycję i każde ujęcie. Monochromatyczna kolorystyka, która sama w sobie jest swoistym uosobieniem jako bohater filmu, bo widz skupia się na tym co najważniejsze - czyli jak Barthes pisał - Punctum.
Muzyka - najbardziej zapadło mi w pamięć, ze w jednej scenie, tuz obok muzyki ludowej, usłyszymy Chopina. I nie jest to wcale nachalny zabieg. Jak zrobić koktajl kulturowy, który zachwyci dzisiejszego odbiorcę? Jako baza - polski, dobry folklor, nuta głowy, czyli klasyka wraz z jazzem, nuta serca - odrobina dobrych głosów, trochę Francji, trochę Polski - i voilà! Otrzymujemy intrygujący efekt. Bez kiczu.

W zasadzie jedynym mankamentem filmu jest to, ze jest trochę nierówno pocięty. Tzn. Miałam czasem wrażenie, ze fabuła zbyt mocno skacze, dając niekiedy otwarte, lecz niedokończone wątki, które trudno samemu dopowiedzieć. Zabrakło mi tez Paryża w Paryżu, być może dlatego, ze cześć zdjęc paryskich była kręcona w Łodzi. Świetne są za to ujęcia wsi.

Czy warto się wybrać do kina? Warto, choćby i dla samego klimatu. Warto dla tego świetnego duetu. Warto również dla całego efektu, który nie przytłacza, lecz zostaje w pamięci.

P.S. Polecam Wam oglądanie filmu w kinach studyjnych.

KOMENTARZE

  • kusior

    Zacznę od tego, że odpowiem na pytanie retoryczne ze wstępu: moim zdaniem film jak najbardziej wpisuje się w dzisiejsze pojmowanie sztuki :)

    Bardzo się cieszę, że mogłem przeczytać Twój tekst o tym filmie. Teraz już wiem, że warto na niego iść. Wybiorę się zapewne w najbliższych dniach z moją drugą połówką do krakowskiego kina studyjnego "Ars". Coś mi się wydaje, że tam klimat będzie po prostu przecudowny podczas seansu.

    Po obejrzeniu "Idy" miałem ambiwalentne uczucia. Nie mogłem powiedzieć, że film mnie całkowicie kupił. Mam nadzieję, że z "Zimną wojną" będzie lepiej.

    Jestem pod dużym wrażeniem wysokiego poziomu Twojego tekstu. Aż zazdroszczę (ale w takim pozytywnym sensie) tego jak dobrze dobierasz słowa, by najtrafniej opisać to co chcesz przekazać. Widać, że znasz się na opisywaniu sztuki, chociażby przez fachowe słownictwo jakim się posługujesz.

  • zwora

    Ida mi lekko nie weszła. Sorki, ale wówczas ukazał się film w podobnej tematyce i stylistyce (''Papusza'' Krzysztofa Krauzego) i w moje skromnej ocenie było to po prostu znacznie lepsze.
    Polityczne cyrki pomijam, bo to nie ma sensu

  • wadera

    Miałam podobny odbiór filmu w jego warstwie muzycznej, choreograficznej i plastycznej - prawdziwa uczta dla ucha i oka.
    Jestem natomiast ciekawa, jak odebrałaś historię samej miłości - czy była dla Ciebie emocjonalnie wiarygodna? Czy drgnęło Ci serce w żalu nad losami bohaterów? Szczerze powiem, że ja nie czułam prawie żadnej chemii między nimi... już bardziej wiarygodny był dla mnie wątek zakochanego w Zuli, bez wzajemności, Lecha... jego mi było żal na koniec, i jego synka. Żeby było ciekawiej - zarówno Wiktor jak i Zula byli postaciami wiarygodnymi (świetne aktorstwo). To sama historia miłosna mnie nie ujęła.

  • bartheek

    Bardzo dobra i profesjonalna recenzja. Widać, że znasz się na sztuce i na pewno masz niemałe pojęcie o kinematografii. Samego filmu jeszcze nie widziałem, ale na pewno go obejrzę. Poszedł resteem dla zwiększenia zasięgów tego posta :)

  • saunter

    Oh, jak ja bardzo chciałbym zobaczyć ten obraz. Zwiastun niesamowicie mnie zachęcił. Uwielbiam takie zdjęcia