BLOGCZEJNalpha

Andrewsarchus – tajemniczy drapieżnik

Roy Chapman Andrews był prawdziwym Indianą Jonesem. Nieustraszony podróżnik często zapuszczał się w niezbadane (przynajmniej przez zachodnią część świata) miejsca w poszukiwaniu skarbów. Jednak w odróżnieniu od popularnego Indy’ego obiektem jego zainteresowań były znaleziska paleontologiczne. Największą sławę przyniosły mu wyprawy do Mongolii organizowane w latach 1922 – 1930. To właśnie wtedy po raz pierwszy znaleziono jaja dinozaura, a tym samym dowód na ich jajorodność. W roku 1923 jeden z członków wyprawy, Kan Chuen Pao odnalazł olbrzymią czaszkę drapieżnego ssaka.

Szczenięta andrewsarchusa, autor: https://viergacht.deviantart.com

Rok później znalezisko zostało opisane przez Henry’ego Osborna (zasłużonego paleontologa – to on odkrył tyranozaura i welociraptora). Nowy gatunek został nazwany Andrewsarchus mongoliensis, na cześć Roy’a Andrewsa. Ssak ten był dużym mięsożercą (mniej więcej) i żył na terenie dzisiejszej Mongolii około 48 – 38 mln lat temu. Rozbieżność w datowaniu bierze się z tego, że szczątki Andrewsarchus znaleziono w formacji Irdin Manha, która zawiera skały ze środkowego oligocenu. Jednak nikt nie zna dokładnie miejsca, w którym spoczywała czaszka (wina lat, w których dokonano odkrycia), czyli nie wiadomo, w której warstwie skał była umiejscowiona, a tym samym nie można dokładniej określić czasu występowania zwierzęcia. I to niemal wszystko, co wiadomo o tym gatunku z całą pewnością. Niekompletna czaszka odkryta przez Pao to jedyne pozostałości po tym stworzeniu, jak na razie nie znamy innych skamieniałości.

Czaszka andrewsarchusa oraz kilku innych zwierząt, rysunek pochodzi z opisu Henry'ego Osborna z 1924 roku

Sama czaszka miała prawie 85 cm długości i ponad 55 cm szerokości. Te wielkie otwory, które widać na rysunku powyżej, za życia zwierzęcia były wypełnione mięśniami, które odpowiadały za zamykanie szczęk. Łatwo można sobie wyobrazić, jaka siła musiała w nich drzemać. I wbrew temu, co mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, A. mongoliensis niekoniecznie musiał być mięsożercą. Jego zęby były dosyć tępe, a niektóre z nich niezbyt przypominały zęby drapieżników. Całkiem możliwe, że był wszystkożercą, chociaż nikt nie pokusił się o oszacowanie proporcji pomiędzy poszczególnymi składnikami jego diety.

Autor: Roman Yevseyev

Rozmiar głowy tego zwierzęcia sugeruj, że mięśnie karku musiały być potężne. Niewykluczone, że podobnie jak dzisiejsze nosorożce, posiadał swoisty garb na plecach, będący właściwie dużymi mięśniami opartymi o wydłużone wyrostki kolczyste wychodzące z kręgów. W internecie (oraz w szeroko pojętych źródłach popularnonaukowych) dosyć często można natrafić na informację, jakoby Andrewsarchus był największym drapieżnym ssakiem lądowym w dziejach. Nie jest to informacja prawdziwa - początkowo przesadzono w oszacowaniu rozmiarów tego stworzenia. Prym w tej kategorii należy do niedźwiedzi z rodzaju Arctotherium (zwłaszcza A. bonariense oraz A. angustidens). Oczywiście niedźwiedzie te (jak niemal wszystkie inne) nie były „czystymi” drapieżnikami.

Nosorożec biały, autor: Ivan Stalio

Niemałe trudności sprawia nam też ustalenie pozycji systematycznej tego gatunku. Osborn przypisał go do rzędu Mesonychia, czyli do drapieżników blisko spokrewnionych z dzisiejszymi parzystokopytnymi (ewolucja potrafi czasem zaskakiwać). To właśnie stosując plan budowy mesonychów wyolbrzymiono rozmiary A. mongoliensis. Część naukowców postulowała przynależność bohatera tego artykułu do entelodontów. Entelodonty to wymarła rodzina nazywana czasem piekielnymi świniami, co jest kalką z języka angielskiego. Co prawda zwierzęta te przypominały ogromne świnie (czy może bardziej guźce), a nawet istnieje między nimi pewne pokrewieństwo, jednak świniami nie były (i przynajmniej częściowo były drapieżnikami). Przełomowe okazały się prace opublikowane w XXI wieku, zwłaszcza praca Maureen A. O’Leary i Johna Gatesy’ego z 2008 roku. Autorzy umieścili Andrewsarchus w rzędzie Cetartiodactyla. Ta tajemnicza nazwa nie ma tłumaczenia na polski (przynajmniej na razie), jednak mniej więcej są to dawne parzystokopytne i walenie. Badania genetyczne trochę tu namieszały, jakby na siłę trzymać się starego nazewnictwa, to wieloryby należą do parzystokopytnych. W każdym razie A. mongoliensis był gdzieś pomiędzy jeleniami i wielorybami, a z dzisiejszych zwierząt najbliżej mu było do hipopotamów.

Andrewsarchus w wersji hipopotamopodobnej, autor: Roman Uchytel


Źródła: 1, 2, 3, 4


Obserwuj @glodniwiedzy - znajdziesz tu najciekawsze informacje ze świata.


Artykuł autorstwa: @prekambr, dodany za pomocą serwisu Głodni Wiedzy

KOMENTARZE

  • nicniezgrublem

    Natura nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. To niesamowite jak wiele jeszcze nie wiemy i odkrywany z każdym rokiem. Nie znamy wszystkich żyjących aktualnie gatunków (co jakiś czas odkrywamy nowe), a co tu dopiero mówić o tych wymarłych :)

    jakby na siłę trzymać się starego nazewnictwa, to wieloryby należą do parzystokopytnych

    To mnie trochę rozbawiło :D Z czego to wynika, zbyt "grubego" podziału gatunków, czy ktoś kiedyś popełnił błąd i tak się przyjęło?

  • kamilkowalski

    perła-odnaleziona.jpg