BLOGCZEJNalpha

6 seriali, które wywarły na mnie największe wrażenie

Dobry serial zostaje w pamięci na zawsze. Zmienia nasze postrzeganie świata. Pojawiające się kwestie wchodzą do naszego języka. Motywy stają się częścią życia. Po każdym odcinku pozostawia nieodparte pragnienie zobaczenia kolejnego. Fabuła wciąga niczym wir rzeczny. Nie ma w niej zbędnych wątków lub wątków naiwnych, które drwią z logiki i rozumu widza.

Był czas, gdy nie oglądałem w ogóle seriali, uważając je za niebezpieczny pożeracz czasu. Wszystko zmieniło się w 2015 roku, kiedy zacząłem "tracić" trzy godziny dziennie na dojazdy na trasie Tarnów-Rzeszów. Sięgnąłem wtedy po "Grę o Tron". I wsiąkłem.

Na samym początku byli oczywiście "Czterej pancerni i pies". W pamięci utkwiła mi nawet taka scena z dzieciństwa: siedzę na nocniku i oglądam przygody załogi Rudego 102. Miałem wtedy jakieś 2-3 lata. Takie były początki. Z czasem dochodziły kolejne produkcje. Z czasów podstawówki (lata 90-te) najbardziej pamiętam "Drużynę A", "MacGyvera" i "Nieustraszonego". Kulminacją był okres od lata 2015 do końca 2016 roku, kiedy nadrobiłem wiele zaległości i obejrzałem najwięcej seriali w życiu. W poniższym zestawieniu zebrałem te, które najbardziej zapadły mi w pamięć i wywarły największe wrażenie.

6. Robin of Sherwood

https://www.youtube.com/watch?v=Z8jmZ77-bvw

"Robina z Sherwood" oglądałem pod koniec lat 80-tych. To jedno z nielicznych wspomnień dzieciństwa. Bardzo mgliste zresztą. Z serialu jako dziecko zapamiętałem niewiele. Robina strzelającego z łuku, dużo mgły, dobrą muzykę autorstwa Clannadu i dziwnego kolesia z rogami jelenia. Serial wywarł na mnie jednak ogromne wrażenie i podejrzewam, że to właśnie on był zarzewiem późniejszej celtofilii.

Po raz drugi "Robina z Sherwood" obejrzałem na początku 2014 roku. Po latach wydał mi się momentami dość infantylny (jak większość seriali z lat 80-tych), klimat jednak wciągnął mnie z tą samą mocą. Słowa Herna Myśliwego: "Nic nie będzie zapomniane. Nic nigdy nie będzie zapomniane." (Nothing is forgotten. Nothing is ever forgotten.) to jedna z moich ulubionych kwestii serialowych ever.

5. Westworld

https://www.youtube.com/watch?v=IuS5huqOND4

Gdy ktoś nie wie czym jest larp, to w pierwszej kolejności pytam go, czy oglądał "Westworld". Nie jest to rzecz jasna serial o grach fabularnych, pokazuje jednak jak mogłyby one wyglądać w przyszłości...

Westworld to futurystyczny park rozrywki osadzony w uniwersum Dzikiego Zachodu. Dzięki specjalnie zaprojektowanym robotom (hostom) wciąga gości w wir hiperrealistycznej gry. Wszystko jest namacalne. Wszystko jest dozwolone. Jednak to nie ludzie i ich zachowania są głównym tematem serialu. Jest nim sztuczna inteligencja i zagadnienie świadomości.

4. Black Mirror

https://www.youtube.com/watch?v=ke5AKVtvkdc

Seriale dzielą się na dwie grupy: 1) takie, w których każdy odcinek jest kontynuacją poprzedniego oraz 2) takie, w których każdy odcinek to osobny epizod z życia głównego bohatera lub bohaterów... Tak myślałem, dopóki nie obejrzałem "Czarnego Lustra". W tym serialu obsada zmienia się jak w kalejdoskopie. Odcinki mają różną długość. Każdy jest inny. Nie ma jednego "uniwersum", a nawet reżysera. To co je łączy to temat przewodni: przyszłość.

"Czarne Lustro" to ciekawy i (moim zdaniem) bardzo udany eksperyment. Przedstawia wielość spojrzeń, pokazuje jasne i ciemne strony postępu technologicznego. Przede wszystkim jednak zmusza do refleksji nad tym, dokąd zmierza świat.

3. Outlander

https://www.youtube.com/watch?v=PFFKjptRr7Y&t=10s

Rok 1945. Angielska sanitariuszka wojenna, Claire Randall, przenosi się w czasie o dwa wieki wstecz - do XVII-wiecznej Szkocji. Taki jest motyw przewodni serialu "Outlander". Mnie osobiście on urzekł. Sam bowiem wiele razy rozmyślałem nad zagadnieniem podróży w czasie. Abstrahując od kwestii "technicznych", to jednak życie gdzieś w przeszłości ze świadomością człowieka XX-wieku, to trochę jak gra na kodach. Zwłaszcza jeśli zna się historię. Cóż, nigdy nie wiesz, czy znajomość przebiegu powstań jakobitów nie uratuje Ci życia w innym świecie...

"Outlander" to serial na motywach powieści Diany Gabaldon. Jeśli ktoś ma dylemat pod tytułem "Oglądać czy czytać?", to spokojnie może wybrać jedno i drugie, bo adaptacja tylko częściowo pokrywa się z książką. Film to przede wszystkim klimat. Krajobraz XVII-wiecznej Szkocji przedstawiony w pierwszym sezonie ujmuje swoją epickością. Fabuła natomiast idealnie trzyma w napięciu. Kolejne dwa sezony są już gorsze, choć wciąż warte obejrzenia.

2. Narcos

https://www.youtube.com/watch?v=U7elNhHwgBU

Początkowo byłem sceptyczny wobec "Narcosa". "Serial o baronie narkotykowym? Co w tym może być ciekawego?!" - to była moja pierwsza myśl. Ostatecznie jednak (po kilku miesiącach) postanowiłem dać mu szansę. No i zacząłem wciągać odcinki jeden za drugim.

Mało jest seriali, które wywarły na mnie tak duże wrażenie i stały się inspiracją do bezpośredniego działania. Nie ukrywam, że to właśnie "Narcos" był czynnikiem motywującym mnie do stworzenia "Kartelu Bez Kresu" i podjęcia się produkcji oraz przemytu czekolady. Miałem taką fazę, że zapuściłem wąsa i przez kilka miesięcy uczyłem się hiszpańskiego. Oczywiście z Escobarem. "Ustedes pueden aceptar mi negocio o aceptar las consecuencias" - to zdanie stało się jednym z moich ulubionych haseł roku 2016.

IMG_6770 kopia.jpg

Życie pisze najlepsze scenariusze. "Narcos" potwierdza tę zasadę. Oczywiście dobra historia to nie wszystko. Trzeba ją jeszcze dobrze "sprzedać". To twórcom serialu udało się po mistrzowsku. Chylę czoła przed nimi, za perfekcyjne nakreślenie tła i ukazanie złożoności stosunków społeczno-politycznych w Ameryce Południowej. I to jest chyba najlepsza rekomendacja. Udało im się zaciekawić mnie historią regionu, który nigdy jakoś specjalnie nie był w zakresie moich zainteresowań.

1. Game of Throne

https://www.youtube.com/watch?v=BpJYNVhGf1s

Ponoć jakiś nauczyciel matematyki w Stanach Zjednoczonych utrzymywał niespotykaną dyscyplinę na lekcjach. Wszystko za sprawą "Gry o Tron". Przeczytał wszystkie książki George'a R.R. Martina i szantażował swoich uczniów, że jeśli się nie uspokoją, to wypisze na tablicy kolejne ofiary. Przykład ten obrazuje nie tylko zasięg i popularność serialu, ale także jego specyfikę. W kwestii życia/śmierci głównych bohaterów większość produkcji jest bardzo przewidywalna. Zawsze wychodzą cało z tarapatów. A nawet jeśli umierają, to potem i tak powracają. W "Grze o Tron" jest inaczej. Nikt nie jest bezpieczny. Każdy może zginąć. Z drugiej jednak strony nie ma jednego głównego bohatera. Ważnych postaci jest całkiem sporo. Zejście jednego czy drugiego nie demoluje fabuły. Wielowątkowość to siła tego serialu. Najbardziej odczuwalne jest to w pierwszych sezonach, gdzie każda scena pokazuje nam nie tylko innych bohaterów, ale również inne części świata, który często przypomina ten nasz (mroźna północ i ciepłe południe). Ta ciągła zmiana klimatu i nieoczekiwane zwroty akcji nie pozwalają się nudzić. To bez wątpienia jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) serial w historii telewizji. Oczywiście ma swoje minusy (oglądanie pierwszych sezonów w autobusie może być dość niezręczne), ale fabuła i kunszt jej podania rekompensują wszystko. Między dotychczasowymi, siedmioma sezonami nie ma znaczącej dysproporcji (tak jak w przypadku Outlandera) a finały zwykle wgniatają w fotel.

O sile "Gry o Tron" świadczy również ilość motywów, które przedostały się do codziennego życia. "Winter is coming" - któż nie zna tego hasła? Sceny lub zdjęcia często wykorzystywane są do komentowania bieżącej sytuacji społeczno-politycznej (ilość memów jest wprost niezliczona). Zresztą to właśnie obraz polityki i refleksja nad jej naturą są tym, co zostaje w widzu po obejrzeniu serialu. Smoki, lodowi truposze, fantastyczne krainy to tylko pretekst, by pokazać odwieczną prawdę: że władza deprawuje.


Oczywiście powyższy ranking jest mocno subiektywny. Umieściłem w nim seriale, które przyszły mi na myśl w pierwszej chwili. Zapewne gdybym obejrzał raz jeszcze część starych produkcji, to możliwe, że wyglądałby on inaczej. Z drugiej jednak strony, skoro coś nie zapadło mi w pamięć to też nie wywarło na mnie największego wrażenia...


Artykuł napisany w ramach tematu pierwszego 24. edycji Tematów Tygodnia.

KOMENTARZE

  • zwora

    Nie oglądałem tylko 3. pozycji. Generalnie z listą się zgadzam. Choć oczywiście ja po prostu dużo oglądam i wiem, że jeszcze bym dużo dodał. Ciężko by mi było taką listę zrobić ;) ps. Obejrzyj serial "The Knick"

  • anka

    Dołożę mój ulubiony serial M.A.S.H. Kolega kiedyś zapytał mnie oglądasz MASHa? Nawet nie wiedziałam o co pyta...
    Polecam, spodoba ci się, będziesz zachwycona.
    Byłam zachwycona i też każdemu polecam. Rewelacyjny humor, śmiech, nie raz i nie dwa wzruszyłam się do łez. Gdyby ktoś nie wiedział, jest to serial o lekarzach i pielęgniarkach szpitala polowego podczas wojny w Korei w latach 50.

  • gufas

    Z wymienionych widziałem tylko MacGyvera xD
    Do Black Mirror miałem się zabrać, ale ciągle mało czasu. Jeśli lubisz absurdalny humor to polecam brytyjski "Snuff Box".

  • prawdawtvmowili

    Robinhooda pamiętam, na mnie jako dziecku wywarł ogromne wrażenie, na początku oglądałem go jeszcze na czarno białym telewizorze i myślałem, że serial czarno biały. :D

  • foggymeadow

    FRIENDS FOREVER!

  • tapioka

    Robin Hood w tym wydaniu też zapadła mi w pamięć :)

  • kusior

    Świetne zestawienie! Aż się zainteresowałem niektórymi tytułami.

    "Gra o Tron" to fenomen. Trudno w tym serialu cokolwiek przewidzieć. Bardzo mi się podoba :D

  • saunter

    T H E
    W I R E

  • grafzero

    Moim zdaniem drugi sezon Outlandera jest dużo lepszy od pierwszego :)