BLOGCZEJNalpha

Obłęd powstania warszawskiego?


Piotr Zychowicz znany jest z kontrowersyjnych prac historycznych. Właściwie można zapytać, czy ta twórczość istotnie powinna nosić znamiona historycznej. Opiera się wszak na próbach różnego rodzaju domniemań historycznych. Prawda, że nieźle albo całkiem dobrze udokumentowanych, ale to jednak domniemania i, rzec można, typowo polska „gdybylogia”. Na podstawie odpowiednio dobranych przekazów, autor próbuje w logiczny sposób wywieść alternatywny rozwój wypadków. Dla odbiorców oraz krytyków problem polega na tym, że trudno dowieść, czy autor ma rację czy jej nie ma. 


http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/182000/182577/155376-352x500.jpg


  Nie próbując więc silić się na obalanie czy potwierdzanie tez Zychowicza zawartych w tej akurat pracy, postaram się podzielić własnymi wrażeniami po tejże lekturze. W pierwszej chwili człowiek czuje się zszokowany materiałem i wnioskami, które ciągle przewijają się przez narrację. Błąd poganiał błąd, zbyt często kierowano się emocjami zamiast rozumem, pozwolono na swobodną działalność obcych agentów, nie słuchając jednocześnie własnych służb... Krótko mówiąc, polskim państwem podziemnym rządzili dyletanci, a w końcowej fazie, jak sugeruje Zychowicz, nawet agenci, prawdopodobnie sowieccy. Ci, którzy zdawali się być ludźmi rozsądnymi, kierującymi się prawdziwymi interesami narodu, byli odsuwani od decyzji, a ich uwagi zbywane lekceważeniem. Po przemyśleniu książki, dochodzę jednak do wniosku, że autorska narracja wcale nie jest taka szokująca. Powstanie Warszawskie było szaleństwem, które spowodowało katastrofalne skutki dla polskiej stolicy, w konsekwencji również dla polskiego państwa. Właściwie było jednym z serii wydarzeń z czasów II wojny światowej, przyczyniających się do wojennej klęski Polaków, czyli biologicznego i jakościowego zubożenia). Obok Katynia, mordowania Polaków w obozach koncentracyjnych, wszelkich akcji okupantów przeciw polskiej inteligencji (np. Aktion AB) oraz późniejszych represji komunistycznych względem podziemia politycznego i wojskowego. Różnica polega na tym, że to właściwie Polacy sami sobie zaaplikowali powstańczą hekatombę. Tak w wymiarze materialnym, jak i ludzkim. Na koniec jednakowoż muszę wziąć w obronę obsmarowanych niemiłosiernie przez Zychowicza bohaterów dramatu. Łatwo atakuje się kogoś z pozycji późniejszej wiedzy i doświadczenia. Pomimo przytoczenia szeregu dokumentów czy wspomnień, wedle których można było się zachować inaczej, postąpiono właśnie tak, jak znamy to z historii. Konstytucja kwietniowa stwierdzała, że Prezydent odpowiada przed Bogiem i historią. O ocenie tego pierwszego nic wiemy, a ocena historyczna jest zróżnicowana, aczkolwiek dominuje przekaz o romantycznej postawie Polaków i wychwalanie kolejnych zrywów powstańczych, kończących się z reguły mniejszą lub większą rzeźnią i późniejszymi represjami. Stąd huczne obchody każdej kolejnej „godziny W”, przypominanie powstania listopadowego czy styczniowego. Hołd należy składać wyłącznie żołnierzom ściśle wypełniającym rozkazy. Natomiast decydentów politycznych i również wojskowych oceniać należy z całą surowością, na podstawie dostępnych materiałów. I być może zastanowić się, czy istotnie należy się niektórym z nich pamięć w postaci patronowania nazwom ulic, placów czy rond, nie wspominając już o postumentach stojących tu i ówdzie.  


KOMENTARZE