BLOGCZEJNalpha

Udar - powrót do domu - rehabilitacja


https://cdn.steemitimages.com/DQmSSaw8htvhbTnu3pXwQZ6MBa9VkcdPozJCXnG32JmxX9z/18034218_802945133197603_7541383502623345108_n.jpg


W szpitalu marzyłem o powrocie do domu, kiedy już tam byłem, zacząłem tęsknić za szpitalem. to było dziwne, niby we własnym domu a jednak czułem się jakbym był tu pierwszy raz. Długo się nad tym zastanawiałem, być może pobyt w szpitalu był zbyt długi, albo zrobiło mi się coś z głową. W każdym bądź razie czułem się jak intruz. 


Po powrocie ze szpitala odkryłem, iż mam wrażliwsze niektóre zmysły i uczucia, słabszy słuch i wzrok, oczywiście paraliż lewej strony ciała, też był widoczny, sam się śmiałem, że mój chód to jak kroki statysty z filmu o Zombi . Oprócz tego podwichnięty bark  i pełny niedowład w lewym ręku. To było najgorsze, brak lewej ręki, jestem praworęczny, ale większość rzeczy robiłem używając lewej ręki. 


Miałem miesięczną przerwę od rehabilitacji, chodziło o załatwienie spraw związanych z moją niepełnosprawnością. Miałem w tym czasie również psychicznie dojść do siebie i jak to lekarze mówili oswoić ze swoim stanem zdrowia. Wychodząc ze szpitala lekarze uświadomili mnie iż mój niedowład może już taki pozostać i to co wypracowałem na rehabilitacji być może to wszystko co było możliwe. Z jednej strony ta informacja była druzgocąca, ale z drugiej to dobrze, że lekarze nie ściemniali, bo gdyby rzeczywiście mój stan by się nie poprawił lub pogorszył miałbym do nich pretensje.  


Mimo wszystko nie planowałem się poddawać, Paulina moja rehabilitantka mówiła mi, że do trzech lat po udarze można zdziałać bardzo wiele i tego postanowiłem się trzymać. Mieszkam w domku z niewielkim ogródkiem, postanowiłem, że będę robił wszystko tak jak przed udarem. Było już ciepło więc zacząłem od codziennego porannego podlewania ogródka. Wbrew pozorom to zajęcie nie było takie proste, zaliczyłem kilka upadków, przy jednym potrzebowałem pomocy żony żeby wstać, nogi dziwnie mi się poplątały i d..... . Musiałem wołać żonę.


Próbowałem również pomagać żonie w zmywaniu i sprzątaniu, ale szybko okazało się iż nie s ą to zajęcia dla mnie, podczas zmywania naczynia wylatywały mi z lewej dłoni i codziennie zaliczałem jedną stłuczkę. Moja druga połowa powiedziała, że w tym tempie to za tydzień kupimy metalowy zestaw naczyń i moja kariera pomywacza zakończyła się szybko. 


Odkurzanie - tak to miało być to - no cóż miało - okazało się iż tak prosta rzecz jak odkurzanie jest za trudna. Kto by pomyślał, co to za sztuka machać szczotką do przodu i do tyłu, no cóż odkurzacz pomimo że był mniejszy okazał się silniejszym ode mnie. Za każdym razem kiedy machałem w przód traciłem równowagę i albo leciałem na meble, albo zaliczałem dywan. Śmiałem się. Dobrze że mieliśmy meble bo inaczej lądowałbym na ścianie.


Drobne prace domowe, trochę się ich nazbierało podczas mojej obecności, no cóż do dzieła. :) Wbijaliście kiedyś gwoździe jedną ręką, wierciliście dziurę w ścianie, a może próbowaliście dziecku naprawić zabawkę. No cóż to też był za trudne, więc do czego się nadaje. Nic nie umiałem zrobić. Teraz dopiero zrozumiałem jak czują się ludzie bez rąk lub nóg, to okropne iż my zwykli ludzie nie zdajemy sobie sprawy z takich rzeczy.


Minął miesiąc, prze ten okres wiele się o sobie dowiedziałem, bez ortezy na nogę i rękę nie mogłem się poruszać, chodząc cały czas traciłem równowagę i leciałem na prawą stronę. Nikt nie mógł mnie mijać z prawej strony bo się od razu przewracałem, idąc po ulicy nie mogłem iść blisko jezdni, każdy samochód który mnie mijał był dla mnie zmorą. Podczas chodzenia podwijały mi się palce lewej nogi (małpi chwyt), strasznie bolesne uczucie. Do tego śmiech, ataki śmiechu, nad którymi nie mogłem zapanować, byle z czego. Co nocne skurcze lewej nogi stopy i dłoni. To była jakaś masakra.


Pierwszy dzień rehabilitacji, dość przyjemny, lekkie ćwiczenia i masaż ręki, barku i nogi. Z czasem ćwiczenia były coraz cięższe, ale nie przeszkadzało mi to. Chciałem wrócić do zdrowia, dawałem z siebie wszystko. I tak minęło pół roku. Postępy były, ale kurcze bardzo ale to bardzo powolne, rehabilitantki cały czas podtrzymywały mnie na duchu. 


Pomimo iż jakieś tam efekty były uważam, że rehabilitantka Paulina była w tym najlepsza, gdyby nie wypisali mnie ze szpitala na pewno moje efekty były by lepsze. Ona wiedziała czego oczekuje i co można było ze mnie wycisnąć. Prada jest taka iż w szpitalu zjechałem prawie 15 kilo podczas rehabilitacji, to chyba mówi samo za siebie. 


No cóż, byłem dobrej myśli, może tak musiało być.


KOMENTARZE

  • codziennik

    Gratuluję!!!

    Twój post został zakwalifikowany i opublikowany w dzisiejszym wydaniu @codziennik (nowej inicjatywy wspierającej polską społeczność). Dodatkowo Twój post weźmie również udział w cotygodniowym niedzielnym konkursie.

    Pozdrawiam
    @baro89