BLOGCZEJNalpha

Chciałam wierzyć żeby mieć łatwiej w życiu.


Jeżeli już coś robię, nie robię tego na pół gwizdka i jeżeli mogłabym nazwać siebie wierzącą byłabym wierzącą "praktykującą". Bo jeżeli coś lubię i w coś wierze to chce o tym słuchać i zgłębiać wiedzę na ten temat. Kiedyś wierzyłam w Boga... Były to czasy kiedy nic nie analizowałam, tylko przyjmowałam wszystko tak jak mi mówiono. W tym czasie wierzyłam również w Świętego Mikołaja i Gumisie.



PODSTAWÓWKA


Problemy z moją wiarą zaczeły sięw podstawówce, gdy usłyszałam alternatywną do ówczas znanej mi wersji powstania świata i człowieka. Wersja ta dla mnie była bardziej prawdopodobna niż dotychczas mi znana więc zaczełam zadawać pytania.


Nauczyciele religii nie lubią pytań, bo nie mają na nic dowodów a na wszystkie zadane pytania ich odpowiedzią jest Bóg bądź cud. 


Pani od religii zaczęła mi wypisywać uwagi za przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji i zadawanie pytań niezwiązanych z tematem.


W domu było podobnie... Gdy zadawałam pytania babciom czy mamie zbywały mnie albo bardzo siędenerwowały, że zadaje "głupie" pytania. Jedynie mój tata wyszedł z twarzą i dał mi do myślenia mówiąc mi, że w religii nic nie należy brać dosłownie i że Adam i Ewa byli małpami. Na jakiś czas takie postawienie sprawy przez mojego tate uśpiło moją ciekawość. Ale nie na długo...


GIMNAZJUM


Na pierwszej lekcji religii w gimnazjum pani poprosiła mnie o ściągnięcie naszyjnika z pacyfką. Zaskoczona odmówiłam argumentując, że to moja indywidualna decyzja co i gdzie sobie powiesze. Spytałam czemu mój naszyjnik tak ją razi, powiedziała, że to symbol zła ale mimo moich dalszych pytań nie umiała wytłumaczyć mi dlaczego.  Na następną lekcje przyniosła jakiś artykuł/ wykaz symboli jakich prawdziwy katolik nie powinien nosić. Ledwie powstrzymałam się od śmiechu... Za kare za nie ściągnięcie naszyjnika dostałam rozmowe z wychowawcą. Mój wychowawca nie w przeciwieństwie do mnie nie powstrzymał się od śmiechu. Powiedział, żejeżeli potrzebuję mogę nosić ten znak bylebym nie prowokowała w żaden sposób nauczycielki. 


Kiedyś w telewizji usłyszałam jak pewna pani- ofiara powodzi jak dobrze pamiętam opowiadała o tym ile siły i w ogóle ile dobrego daje jej wiara w Boga. Przemyślałam to i stwierdziłam, że to rzeczywiście bardzo możliwe, że wiara w Boga pomaga ludziom przetrwać najcięższe okresy w życiu... Dlatego bardzo chciałam wierzyć. 


Mniej więcej w tym czasie zaczęłam czytać pożyczoną od babci biblię. Biblia totalnie namieszała mi w głowie skutkiem czego miałam jeszcze więcej pytań. Z każdym kolejnym pytaniem zadawanym katachetce coraz bardziej oddalałam się od wiary w Boga... 


BIERZMOWANIE 


Czas gimnazjum to także czas bierzmowania. W mojej parafii każdy dostawał indeks. W indeksie było miejsce na podpisy księży przy każdej niedzielnej mszy, świętach i innych spotkaniach kościelnych przez 3 lata(!). Do kościoła nie chodziłam co niedziele, lecz w wielu miejsach podpisy miałam podrobione co nigdy nie zostało przez nikogo odkryte. W indeksie miałam trochę luk, by nie był on podejrzanie pełny. Przez 3 lata chodziłam również na spotkania dla gimnazjalistów, którzy mają przystąpić do bierzmowania. Na jednym z takich spotkań tuż przed bierzmowaniem dowiedziałam się, że ja do bierzmowania przystąpić nie mogę. Czemu? Bo nie jestem uczennicą szkoły z rejonu (choć to nie szkoła a parafia ma znaczenie). Spytałam księdza czemu przez 3 latażaden z księży mi o tym nie powiedział, ten odpowiedział mi, że musiało dojść do niedopatrzenia, ale jeżeli tak bardzo mi na tym zależy to za wyższą opłatą "co łaska" na pewno da się to załatwić (wyższą opłatą co łaska, bo w mojej parafii płaciło się za przystrojenie kościoła i czerwone alby). Ale czemu ja miała bym płacić więcej? Jaki jest RACJONALNY tego powód? ŻADEN! 


Odpowiedziałam, że już mi nie zależy, wyszłam i nigdy więcej nie pojawiłam się już w mojej parafii poza sprawami biznesowymi: 


-zgoda na bierzmowanie w innej parafii- 50 zł (to był dobry interes, bo w parafii w której bierzmowali mnie bez łaski nie płaciłam ani grosza za sam sakrament, a w mojej parafii jeżeli bym się zgodziła wyniosło by mnie to w okolicach 200 zł);


-pozwolenie na bycie chrzestną w innej parafii- 50 zł


-pozwolenie na ochrzczenie moich dzieci w innej parafii- 100 zł


TECHNIKUM


W technikum już wiedziałam, że nie wierzę i nie chce wierzyć w Boga. Dużo czytałam, sporo wiedziałam. Nie wypisałam się jednak z religii, a taki uczeń, który czytał biblię i różne artykuły na temat religii takiej czy innej nie jest wygodny dla katachety. Pani od religii sama poprosiła mnie bym przyniosła od rodziców deklaracje, że nie zgadzają się by ich dziecko uczęszczało na religie. Na tej samej lekcji na której o tym wspomniała dałam jej deklaracje. 


CHRZEST MOICH DZIECI


Dzieci ochrzciłam pod presją rodziny. 


Udałam się do parafii, w której byłam bierzmowana. Proboszcz-fajny facet powiedział jakie dokumenty mam  przynieść i ustaliliśmy termin sakramentu. Zapłaciłam mu tyle "co łaska" ile chciał i zostało mi się zgłosić dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem żeby potwierdzić datę. 


Dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem niefortunnie nie zastałam proboszcza. Był jedynie ksiądz, który nie chciał ze mną rozmawiać, powiedział, tylko, że skoro rodzice dzieci nie mają ślubu to dzieci nie mogą być ochrzczone. Na nic zdawały się próby wytłumacznia księdzu, że proboszcz zna sytuacje i się już zgodził i mnie wpisał. Nawet moje wzruszające teksty typu "dzieci nie są winne" nic nie działały. Ksiądz mnie wyprosił. Cały kolejny tydzień chodziłam i prosiłam, nigdy nie było proboszcza... Aż w końcu dostałam informację, że JEŻELI proboszcz wróci w piątek to chrzest się odbędzie. 


Załatwiłam sale (cudem), zamówiłam szatki i gromnice z imionami i datą chrztu (personalizowane żeby małe miały pamiątki na starość). Komiczna sytuacja... Wszystko załatwione, nawet przyszła chrzestna z rodziną z Niemiec już przyjechała. A co jeżeli chrzest się nie odbędzie? Było by co wspominać...


Chrzest się odbył. Nie bez komplikacji, ale się udało...


DZISIAJ


Na dzień dzisiejszy świadomie odrzucam wiarę w Boga. Moich dzieci też nie mam zamiaru wychowywać w wierze. To jakie decyzje podejmą dojrzewając do momentu podejmowania decyzji w tej sferze prawdopodobnie pozostawie im.  


Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie deklarujący się jako niewierzący są ludźmi bardziej przyjaznymi,pomocnymi, tolerancyjnymi...Wśród takich ludzi jest mi lepiej. 


Ja nie krytykuje wyborów duchowych innych ludzi i wolałabym żeby nikt nie krytykował mojego tekstu pod tym względem, gdyż mimo iż się tym wszystkim podzieliłam uważam, że jest to sprawa bardzo prywatna i nie należy na nikogo wpływać w tej sferze. Pozostałe uwagi i komentarze bardzo wskazane i bardzo o nie prosze. 


Napisanie tego tekstu zajęło mi dużo czasu, opowiada on o moich doświadczeniach związanych z religią i OBIEKTYWNIE patrząc nie może nikogo urazić. Wiem o tym, że jest to trudny temat i mogę się na nim przejechać, jednak liczę na otwartość steemian. 


Post zgłoszony do konkursu labirynt swiata- temat 3.


KOMENTARZE

  • assayer

    Serdecznie Cię witam w konkursie i na tagu pl-religia :)

    Dzięki za zaufanie do nas i pracę włożoną w ten tekst. Bardzo drobiazgowo i otwarcie opisałaś swoją drogę od wiary do niewiary. Nie sądzę, aby ktokolwiek tutaj skrytykował Twoje wybory, czy próbował Cię namawiać do zmiany decyzji.

    Zetknęłaś się wielokrotnie z dość smutną, biurokratyczno-finasową stroną Kościoła i Twoje zniechęcenie wcale mnie nie dziwi. Coś jednak chciałbym Ci powiedzieć. Choć sam także JESTEM ATEISTĄ, wiem jednak, że są także inne strony Kościoła, niektóre nawet gorsze - ale inne o wiele lepsze. Są w katolicyzmie rozmaite ruchy odnowy, walczące z biurokratyzacją i są ruchy teologiczne, walczące z klerykalizacją.

    A jeśli nawet odrzucić katolicyzm, to przecież świat religii jest o wiele bogatszy, a świat duchowy - jeszcze większy! Mamy już miliard tzw. religious nones (wierzących w Boga ludzi w ogóle poza religiami).

    Pisze Ci o tym dlatego, że kiedyś bardzo chciałaś uwierzyć. I dlatego, że Twoim zdaniem wiara ludziom pomaga. Może chciałabyś uniknąć zupełnego ateizmu, znaleźć coś dla siebie poza katolicyzmem?

    Ale to tylko takie moje PYTANIA, wynikające z lektury tekstu i moich własnych doświadczeń z ludźmi wierzącymi. Do niczego nie namawiam. Nie znam Cię i moge się zupełnie mylić...

  • theadelina

    świetny post! aż żałuję, że nie mogę rozwinąć z Tobą tego tematu na żywo :)

    bardzo podoba mi się Twoje podejście, ponieważ zachowałaś się racjonalnie, jak zdrowy, normalny człowiek - zaczęłaś zadawać pytania. odrzucenie innych było bardzo niewłaściwe, co pokazuje ile "zła" znajduje się w religiach i systemie nauczania (nie tylko katecheci mogą się pochwalić taką wiedzą ze swojej dziedziny). jeśli chodzi o mnie, to do końca podstawówki byłam osobą bardzo wierzącą (co dziwne, bo moją rodzinę określiłabym jako "wątpiącą", często podważali istnienie Boga), później jednak wypisałam się z lekcji religii i nazwałabym się ateistką. parę lat później wszystko się zmieniło, ale to zbyt dużo by opisać :) nie określiłabym siebie jako osobę wierzącą w Boga, jednak z pewnością nie jestem też ateistką, przez lata badań stworzyłam swój własny pogląd. świat pokazuje, że wiara chrześcijańska to brednie, ale pokazuje też znacznie więcej, co sprawia że zaczynamy się zastanawiać, bo coś tu faktycznie nie gra. jesteśmy otaczani symbolami, których znaczenia większość osób nie zna. dlatego też pragnę odnieść się do tej sytuacji z pacyfką.

    akurat w tej kwestii muszę się zgodzić z Twoją katechetką. otóż dla Chrześcijan pacyfka jest nazywana Krzyżem Nerona - symbol nienawiści do Chrześcijan, co rozpoczęło się od Nerona, który ukrzyżował apostoła Piotra głową w dół. jej reakcja była właściwa (w tym przypadku "głupi miał szczęście"), to wstyd dla wierzącego aby o tym nie wiedzieć. jednak każdy symbol to kopalnia znaczeń - warto się dokopać do tych prawdziwych. dla naszych pokoleń pacyfka oznacza pokój, prawda? piękne rzeczy, hipisi dumnie je nosili, (zapewne sama z tego powodu go założyłaś, bo wpisał się w kulturę punków etc) miał oznaczać pokój i miłość: przełamany krzyż wpisany w okrąg to róża i pięść łamiącą karabin. mówiono, że zapoczątkowali to Amerykanie w trakcie wojny w Wietnamie w latach 60., co miało być projektem „Nuclear Disarmament” (nuklearne rozbrojenie). był to jednak ruch czysto polityczny, za który odpowiadał Bertrand Russell (organizator protestów w Anglii), który wybrał ten symbol w geście niechęci do wszystkich religii, szczególnie do chrześcijaństwa. zdecydował się na niego, ponieważ źródła podają że w średniowieczu wykorzystywali go sataniści (złamany krzyż chrześcijański), ot taki pstryczek w nos. jakie są inne znaczenia "pacyfki"? według niemieckiej mitologii to runa śmierci, Anton Szandor LaVey - twórca kościoła Szatana nazywa ten symbol "ulubionym satanistów", a jeśli chodzi o ezoterykę, jest to czwarta pieczęć planety Jowisz, oznaczająca bogactwo, zdrowie i honor. uważam, że warto zagłębić się w symbolikę, szczególnie jeśli odrzuciło się wiarę w Boga. nie raz można się zdziwić :)

    przepraszam, że tak się rozpisałam...

  • wolontariusz

    Interesujący tekst. Moim zdaniem wiara i kosciół to dwie różne płaszczyzny, które niekoniecznie przenikają się tak jak powinny by ludzie utożsamiali je jako jedność.

  • ciekawski

    Świetny wpis. Po części się identyfikuję, po części wpis oraz dyskusje w komentarzach zainspirowały mnie do napisania czegoś w temacie religii, czego zarys siedział mi w głowie. Jeśli coś z tego wyjdzie fajnego to się podzielę :)

    Szanuję postawę "nie krytykuję wyborów duchowych innych ludzi" :)

  • czcibor360

    ja poruszę dwie sprawy

    1. katecheci są tak samo świetnie przygotowani jak nauczyciele od ekonomii, są mądrzy tylko z książką i formułkami w ręce. A tak na prawdę są to zwykłe zapchajdziury lub znajomki. (Pewna katechetka gdy związała się z rozwodnikiem została panią od plastyki i muzyki :) )
      Ale nawet gdyby był jakiś ksiądz, który znał by odpowiedzi na Twoje pytania to raczej nie było by możliwości aby prowadzić lekcję odpowiadając tylko na pytania. bo jednak jakiś program musi zrealizować. U mnie w zawodówce z pół roku mieliśmy z takim księdzem, który przez ostatnie 10 minut odpowiadał na wszystkie pytania. i w sumie trudno było zadać mu pytanie na jakie by nie dał rady odpowiedzieć. byli tacy co dokuczali katechetce czy zakonnicy ale na księdzu sie wykładali :)
    2. A ludzie niewierzący wbrew pozorom potrafią być znacznie bardziej sfanatyzowani w swoich poglądach. moja żona boleśnie sie o tym przekonała gdy odmówiono jej leczenia z powodu krzyżyka na szyi. (lekarka po wyrażeniu ostrego zniesmaczenia na widok krzyża, wyprosiła żonę z gabinetu z informacją"jest pani zdrowa") następnie latami ta sama osoba fabrykowała historię choroby wciskając kit, że "pani jest zdrowa" aby ukryć błędy. Pech chciał że nawet jak żona umawiała się do innego lekarza to akurat ta osoba była na zastępstwo. a na wizytę na NFZ czeka się kilka miesięcy. sprawę trzeba było rozwiązać w prywatnym gabinecie. komentarz prywatnej lekarz po oblekaniu papierków "no ja tego nawet nie będe komentować, ja już bez badań wiem że pani jest chora"

    A na tym kanale możesz znaleźć odpowiedzi na niektóre nietypowe pytania. niestety facet rzadko nagrywa https://www.youtube.com/channel/UCtYCn-CIcrFuQ_guzYmM2zQ

  • fantomen

    Czyli odeszłaś od Kościoła głównie przez złych i głupich ludzi... Może kiedyś wrócisz, nie zamykaj się na te kwestie. Jakby co na Facebooku jest fajna grupa "Jak jest w katolicyzmie?", gdzie możesz zadać dowolne pytania związane z wiarą i dostaniesz odpowiedzi na poziomie. Są tam ludzie, którzy dostrzegają teologiczny kryzys Kościoła przejawiający się np. w ocierających się o herezję bajaniach egzorcystów, którzy niepotrzebnie słuchają osób opętanych (tak jakby szatan był źródłem równie wiarygodnym, co Biblia i oficjalne objawienia), stąd ten incydent z pacyfką, który Cię spotkał, zwykłe niedouczenie utrwalane przez głupich hierarchów. Pamiętaj, że Kościół to nie tylko ludzie tu i teraz i w Twoim otoczeniu, ale też bardziej światli ludzie, w tym zmarli już Ojcowie Kościoła.

  • dronojad

    dobry tekst. fajna opowieść z życia.