BLOGCZEJNalpha

Kiedyś byłam świetną matką

Moje córki skończyły właśnie trzy latka. Czwarty rok dzień po dniu pędzi do przodu. Małe rosną jak na drożdzach a ja się starzeje. Coraz więcej rozmyślam nad moją rolą i staram się przewidzieć skutki metod, które stosuje wychowywując małe.

Od momentu urodzenia dzieci mam wrażenie, że rok ma coraz mniej dni, bo jak inaczej wytłumaczyć, że jeszcze tak niedawno malutkie były bezzębne, niemalże łyse i śmigały na kolankach gdy dziś mają już wszystkie ząbki, przepiękne długie włosy a biegają tak szybko jak małe strusie Pędziwiatry?

Dziś gdy mam wszystko pod kontrolą wiem, że nie ma co szaleć ze szczęścia. Dziś gdy jest zbyt spokojnie i bezproblemowo uważnie obserwuje moje dzieci, bo wiem, że to cisza przed burzą- lub jak kto woli chwilka przed kolejnym skokiem rozwojowym, buntem, kolejną umiejętnością opanowaną przez moje małe spędzającą mi sen z powiek...

Może ktoś uzna, że przesadzam. Ale poważnie- wolę przesadzać i być przygotowaną na nagły boom niż rozpływać się nad tym jak dobrze sobie radze i jak udało mi się pokonać kolejną przeszkodę.

Kiedyś taka nie byłam... Kiedyś byłam świetną matką!

Kontrola i pewność siebie gdzieś na wysokości Mount Everest lub K2.
Spytacie kiedy to było? Rok temu, dwa, trzy? No jeszcze trochę wcześniej...

Świetną matką byłam- gdy nie miałam dzieci!

Ahhh jakie wtedy wszystko było proste!

  • Karmienie piersią? Przecież mój organizm wie, że mam dzieci. Laktacja się pojawi, mleko będzie pyszne, pożywne, wnioskując po wielkości piersi starczy dla mojej dwójki i jeszcze koleżankom z oddziału pożyczę.

  • Pierwsze kąpiele maluszka? Te filmiki na YouTube oglądałam miliony razy. Doskonale wiem jak chwycic dziecko by było bezpieczne i bym mogła je wykąpać sama. Różowy termometr w kształcie delfinka jest, zapasowy w kształcie żółtej kaczuszki też. Wszystkie płyny, waciki i gaziki w koszyczku pod ręką. Ręczniczek oczywiście z kapturkiem tuż obok koszyczka, a obok ręczniczka oliwka.

  • Czyszczenie pępuszka, przemywanie oczek? To wszystko było w filmikach pielęgnacyjnych. Nie ma czego się bać- to dziecka nie boli a żeby zrobić maluchowi krzywdę przy tych czynnościach na prawdę trzeba by było nie mieć wyczucia.

  • Pierwsze spacery z noworodkiem? Dziecko ubrane, nie za grubo i nie za cienko. Czapeczka na uszka i zakryta szyjka. Kremik na mróz 10 minutek przed wyjściem. Najpierw ubieramy siebie, potem dziecko. Prościzna!

  • Skracanie paznokci? Mam nożyczuszki, obcinaczki i tyci pilniczek. Mam też dobry wzrok, na pewno nie będę się bała że utne dzidzi paluszek!

  • Podać dziecku syrop? Przecież teraz są te strzykaweczki i przepyszne smaki!
    Wkładasz strzykaweczkę do buteleczki, nabierasz, wkładasz dzidzi do buzi, ona połyka, oblizuje się, oczka zaczynają się świecić i po kilku kolejnych dawkach przepysznego leku na które tak wyczekuje dziecko- nasz maluszek ZDROWIEJE!

  • Zapisać dziecko do lekarza? Dzwonisz i masz! Umawiasz się na godzinę i punktualnie wchodzisz do gabinetu... przecież nikt ci z dzieckiem nie będzie kazał czekać na wizytę pare miesięcy.

Jak to możliwe, że wśród tych wszystkich filmików, książek, gazetek nie znalazłam ani zdania o tym z czym tak na prawdę sobie nie radziłam?

kobieta.jpg

Nie każdy organizm w pore się orientuje, że na świat przyszły dzieci! Mój chyba zapadł w sen zimowy, bo nie czuł nawet skurczów, które wychodziły podczas badania kilka godzin przed porodem. Lekarze: czemu pani nie mówi, że skurcze się zaczęły? Ja: bo się nie zaczęły, dajcie mi spać!

A gdzie w tych filmikach o pielęgnacji mówili, że dzidzia urodzi się taka malutka, że będę się bała złapać pewnie za ramię żeby nie pokruszyć kostek? No może w tych filmikach nie uwzględniali dwukilogramowych maluszków... Ale czemu nie powiedzieli ile stresu powoduje pół stopnia niższa/wyższa temperatura wody?

Czyszczenie pępuszka i oczek- masakra! Przecież te ciałka były tak delikatne, ze przy samym dotyku zostawał czerwony ślad, a gdzie tu powieke dotykać? A pępuszek? O wszyscy święci! Teraz już wiem dlaczego w tych filmikach występowały lale albo dzieci bez "kikutka"...

Pierwsze spacery... A miało być tak prosto- ubierać nie za cienko i nie za grubo. Tylko kiedy jest za cienko a kiedy za grubo? Przecież to pojęcia względne. A może moje córki wolą mieć cieplej, może chłodniej? A co jeżeli- o zgrozo- jedna woli cieplej, druga chłodniej a ubieram je tak samo?!

Czemu nigdzie nie pisali, że paznokietki dzieci są mikroskopijne? Wiedziałam, że są małe, ale aż tak? Do czasu pierwszego obcinania paznokci nie wiedziałam, że dzieci mają szósty zmysł i nawet podczas spania wyczuwają, że mamuśka chce się zająć ich manicurem... I gdy już miałam złapany paluszek i nożyczuszki milimetr od paznokcia i myślałam, że nic już nie może pójść nie tak to albo sama się przestraszyłam albo dzidzia zabrała rączkę.

Syropy nie są takie pyszne jednak. A te strzykaweczki wcale nie zawsze muszą okazać się pomocne.

Dziecko jest pacjentem jak każdy inny- zero ulg. Tego się nie spodziewałam w ogóle. Zarówno ze strony lekarzy jak i innych pacjentów.

To tylko kilka z na prawdę wielu punktów, które mogłabym tu wypisać.

Jedno tylko sprawdziło mi się bez zarzutu z tych wszystkich książkowych rad- i to akurat ta rzecz w którą najmniej wierzyłam: dzieci rosną z ogromną prędkością! Z dnia na dzień.


Mam nadzieje, że post ten przeczytaliście z lekkim przymrużeniem oka. Ja świetnie bawiłam się przypominając sobie te moje skrupulatne przygotowania do narodzin dzieci. Moje książki, playlisty i notatki...

Rzeczywiście sporo czasu spędziłam na czytaniu i oglądaniu materiałów traktujących o początkach zycia z nowonarodzonym dzieckiem. W moim otoczeniu nie miałam za bardzo z kim o tym porozmawiać by mieć wiedzę "z pierwszej ręki".
Narodziny dzieci zweryfikowały wszystko, poniekąd się tego spodziewałam. Bywały sytuacje gdy intuicyjnie dawałam radę, bywały też takie w których rzucałam książkami, które znałam już niemalże na pamięć a okazywały się być nieprzydatne w tych konkretnych ciężkich momentach.

Z perspektywy czasu ciesze się, że piłam tę wiedzę hektolitrami, bo przynajmniej do momentu pojawienia się córek na świecie byłam pewna siebie. A to co było później... Tak chyba musi być, gdy tak bardzo nam na kimś zależy...
Ten strach, stres i niepewność... To chyba nieodłączne elementy macierzyństwa jakkolwiek teoretycznie nie byłybyśmy przygotowane.


Mam nadzieje, że podobał wam się post, gdyż mi przyniósł tyle radości i wspomnień, że już wiem, że będę wracała do takiego rodzaju wpisów. Sama dla siebie i swojej rozrywki!

KOMENTARZE

  • breadcentric

    Jak to mawiają, swoje dzieci wychowuj jak cudze - cudze każdy potrafi wychować.

  • browery

    dzieci rosną z ogromną prędkością!

    To racja, jeszcze mam przed oczami to wszystko co opisujesz, i wydaje mi się, że to było wczoraj, a dziś moja córka już ma 19 lat.
    BTW, w czasach, gdy moja córka się urodziła nie było filmików z YT, była za to "teściowa", nie wiem co lepsze :P