BLOGCZEJNalpha

Jak kawałek szkiełka zrobił ze mnie Boga

religion-3452582_1280.jpg
Chwała tobie na wysokościach.

Przedmowa

Witajcie drodzy Steemianie! Z tej strony wasz oddany KapitanPolak.

W dzisiejszym artykule podzielę się z wami pewną ciekawą historią z mojego życia.

Otóż opowiem wam o tym jak stałem się Bogiem, a raczej jak myślałem o tym, że nim jestem. A wszystko to za sprawą pewnego pospolitego przedmiotu zwanego lupą.

Brzmi niedorzecznie co nie? I dokładnie tak jest :P

ant-563287_1280.jpg

Przyjmij tą ofiarę Panie i zachowaj nas od złego...

Fascynacja mikrokosmosem towarzyszy mi już od czasów wczesnego dzieciństwa kiedy to rodzice podarowali mi moją pierwszą lupę.

Ten niepozorny kawałek szkiełka zamocowany na plastikowej rączce otworzył przede mną zupełnie nowy, wypełniony cudami świat.

Może wyda wam się to śmieszne, ale dla ciekawego świata 13-letniego szkraba zobaczenie jak wygląda kryształek cukru czy owad w powiększeniu jest doprawdy niesamowitym doświadczeniem.

To były cudowne chwile... Ahh... Ile bym dał za to by by móc znowu przeżyć ten czas kiedy to człowiek cieszył się tak prostymi rzeczami jak choćby oglądanie skrzydeł motyla za pomocą soczewki...

Cóż takie są uroki bycia dzieckiem.

Pamiętam, że wielką radość sprawiało mi obserwowanie tego jak radzi sobie pewna kolonia mrówek, która zalęgła się w szczelinach w kostce brukowej wyłożonej na podjeździe do garażu.

W pracy tych insektów było coś niezwykłego, skryta pod pozornym chaosem harmonia.
Wystarczyło by w pobliżu ich gniazda rozlać kilka kropel słodkiego płynu a już po upływie paru sekund otaczał je korowód małych chitynowych ciałek.

Zadziwiało mnie to, że mrówki działają tak świetnie skoordynowane pomimo tego, że nie potrafią mówić.

Niczym zahipnotyzowany spędzałem kolejne godziny przesiadując w pobliżu i dokarmiając tą malutką enklawę.

Patrząc na ruchy ich czułków wyobrażałem sobie, że porozumiewają się niczym osoby głuche czyli "Na migi" i to właśnie tak przekazują między sobą niezbędne informacje.

Oczyma wyobraźni widziałem jak oddają cześć "Wielkiej ręce z nieba", która codziennie dostarcza im pożywienie.

Był to okres wakacyjny kiedy nadmiar wolnego czasu sprawiał, że w umyśle młodziana takiego jak ja rodziło się sporo naprawdę dziwnych pomysłów na walkę z nudą.

Tak więc postanowiłem, że zostanę "Mrówczym Bogiem" jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało to właśnie taka idea wpadła mi wtedy do głowy :D

nature-3294696_1280.jpg

Mrówczy Prorok

Od czasu do czasu brałem jednego z moich wyznawców na rękę by obserwować jak to drobne stworzonko niepewnie bada nowy teren.

Na dłoni umieszczałem kroplę wody z cukrem i patrzyłem jak mrówka posilała się tą "Manną z nieba". Doświadczałem wtedy poczucia bezgranicznej władzy, bowiem to od mojego kaprysu zależał los tej istoty.

Po kilku chwilach pozwalałem takiemu wybrańcowi wrócić z powrotem w okolice gniazda. Zastanawiałem się potem czy podzielił się swoją historią z resztą mrowiska.

Czy opowiedział im, że "Wielka Ręka z Nieba" zabrała go do raju, w którym nikt nie musi martwić się o to czy będzie miał co jeść?

Jak zaareagowali na to jego współplemieńcy?

Czy okrzyknęli go prorokiem i mianowali przywódcą kultu?

A może ogłosili heretykiem i przykładnie stracili?

Ciekawe rozmyślania jak na 13-nastoletniego bachora co nie? ;)

gallows-2631544_1280.jpg
I tak jak rzekł nastał koniec...

Zbrodnia i kara...

Wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku.

Przez wiele dni wyznawcy żyli w harmonii z swoim "Dziecięcym Bogiem", który w zamian za oddawaną mu cześć zapewniał dobrobyt rozrastającej się koloni.

Do czasu... W ramach łaski udzielonej za sumienną posługę postanowiłem odwiedzić mych poddanych w ich ziemskim królestwie pozwalając na swobodne zwiedzanie mej "Boskiej dłoni".

Niestety Ci niewdzięcznicy zbuntowali się zajadle kąsając swego dobroczyńcę.

Rozgniewane Bóstwo wymierzyło karę....

A była ona straszliwa....

Lupa, która do tej pory służyła jako narzędzie poznania stała się posłańcem zagłady.

Na świętokradzką kolonię spadły Ogniste Promienie Śmierci paląc wszystkich których spotkały na swej drodze.

Na nic zdały się prośby o łaskę i przebaczenie.

Ten "Owadzi Holocaust" trwał tak długo, aż każdy "Mrówczy Judasz" został oczyszczony przez święty płomień.

Kiedy gniew ustąpił Absolut przyjrzał się swojemu dziełu po czym widząc rozmiar tej tragedii zapłakał, bowiem niszcząc wyznawców pozbawił się własnej boskości.

Grafiki pochodzą z:
https://pixabay.com/de/

KOMENTARZE

  • theadelina

    Czy opowiedział im, że "Wielka Ręka z Nieba" zabrała go do raju, w którym nikt nie musi martwić się o to czy będzie miał co jeść?

    "insektopia" :) oglądałeś "Mrówkę Z"?

  • kotu1986

    Kurde muszę znaleźć w końcu czas, by może popstrykać w tej technice coś, bo mam parę "szkiełek" do mojego 5DMII, które chyba robią takie samo przybliżenie.
    szkla.jpg

  • wzp

    Uśmiałem się pod nosem bo miałem bardzo podobny okres. Też obserwowałem owady pod lupą a że mrówek najwięcej więc nad nimi w kuckach spędzałem najwięcej czasu. Też muszę się przyznać, że kilka owadów padło od mojej zabawy. Tyle, że ja nie karałem mrówek a skorki pospolite, które często z prania wypadały.

  • assayer

    Chyba nie idealizujemy niczego bardziej, niż dzieciństwo. Tymczasem jak w Twojej opowiastce byliśmy wtedy niegotowi, chaotyczni, często okrutni...

    Brakowało mi przyznam podwójnej perspektywy, dziecka i dorosłego, tym bardziej że mrowisko jako coś w rodzaju "zbiorowego" umysłu to jeden z najczęściej badanych przypadków emergencji. Na przykład:

    http://155.158.112.25/~algorytmyewolucyjne/materialy/inteligencja_stadna.pdf

  • kusior

    Jak tylko w tekście zobaczyłem słowo lupa i mrówki, to wiedziałem jak się to skończy :D