BLOGCZEJNalpha

"Wypadek w pracy" - czyli niewiele brakło by zabić człowieka

glass-984457_1280.jpg

Przedmowa

Witajcie drodzy Steemianie Z tej strony wasz oddany KapitanPolak.

Jak zapewne większość z was wie pracuję jako operator żurawia wieżowego. (Dźwigowy).

Moja praca polega na transportowaniu w obrębie placu budowy, materiałów konstrukcyjnych, elementów prefabrykowanych oraz wszelkich innych rzeczy, których pozostali pracownicy nie chcą lub nie mogą przenieść ręcznie.

Jest to odpowiedzialny, wymagający skupienia i cierpliwości zawód, bowiem chwila nieuwagi może skończyć się tragedią.

W dzisiejszym artykule opowiem wam o tym jak wydawałoby się banalna, rutynowa czynność niemalże skończyła się śmiercią jednego z moich współpracowników. A wszystko to z powodu niefortunnego zbiegu okoliczności podszytego ludzką głupotą i wyraźnym brakiem odpowiedzialności. (Nie mojej :P)

IMG_20180919_103843.jpg

Montowanie ścian

Jak zawsze w takich przypadkach, wszystko zaczęło się niewinnie. Ot zwykły, nudny dzień w robocie.

Już poprzedniego dnia zostałem poinformowany o tym, iż czeka mnie około dziesięciu godzin montowania prefabrykowanych ścian w piwnicach powstających właśnie domków jednorodzinnych.

Są to tak zwane Hohlwände czyli puste w środku, częściowo zazbrojone elementy, które po montażu zalewa się betonem. Heh.. Na myśl od razu nasuwają się komunistyczne budynki z wielkiej płyty.

Myślę sobie - masakra, cały dzień powtarzania tej samej czynności :/ no, ale w końcu za to mi płacą...

Cały proces montażu jest prosty niczym konstrukcja cepa co umożliwia postawienie budynku w bardzo krótkim czasie.

Wystarczy podjechać i podnieść scianę z wyznaczonego składowiska, by przy kolejnych kursach już spokojnie jeździć na pamięć sprawdzając tylko od czasu do czasu ekran kontrolny zamontowany w kabinie.

Tamtego dnia zostało mi przydzielonych do pomocy dwóch monterów. Ich zadaniem było odpowienie wypoziomowanie elementów konstrukcyjnych i zabezpieczenie ich za pomocą metalowych podpór tak by kilkutonowy bloczek nie zwalił się nikomu na głowę.

Postawienie ściany w pionie/ wypoziomowanie/ zabezpieczenie podporami/ i od nowa, aż do porzygu...

Niestety, jeden z wcześniej wspomnianych pracowników nie jest zbyt bystrym człowiekiem i to właśnie z powodu swojej hmm... "Niepełnosprytności" niemalże pozbawił się życia...

banana-42793_1280.png

"Dziadek Banan"

Ciekawy pseudonim co nie? Wszak jak inaczej nazwać człowieka, którego twarz na sam tylko widok butelki wódki rozpromienia się w szerokim niczym banan uśmiechu.

Tak... O takim typie człowieka mówimy. Chodzący stereotyp wiecznie zapitego/skacowanego, komunistycznego budowlańca. Relikt minionej epoki, który każdy dzień zaczyna od szklanki "wody ognistej".

A to na trawienie, na dobre samopoczucie, bo zimno. Okazja zawsze się znajdzie, byle wódy nie brakło. Spytacie jakim cudem taki gagatek nie wyleciał jeszcze z roboty?

Odpowiedź jest prosta, nasz szef trzyma go z litości. " Dziadek Banan" jest już po sześćdziesiątce i raczej nie odnalazłby się w innej pracy. Tak więc działa w naszej ekipie w charakterze pomocnika. Typowo cieciowa robota. Przynieś podaj, pozamiataj byle tylko dowlekł się do emerytury.
Pozostali pracownicy starają się pilnować by ten nie popijał w pracy, ale nikt go na smyczy trzymać przecież nie będzie...

No i pewnego dnia stało się... Pech chciał, że akurat wtedy przyszło nam działać razem.

Jest takie powiedzenie: "Na kaca najlepsza jest praca" tak więc nasz drogi "Banan" wziął je sobie do serca i będąc wyraźnie niedyspozycyjny postanowił wybrać się tego dnia do roboty. Z powodu ogólnego zamieszania nikt nie zauważył, że ten palnął sobie kilka głębszych.

Jego zadaniem w tym czasie było zapinanie i odpinanie haków służących do przenoszenia gotowych ścian. Z racji tego, iż piwnice w których były one montowane pozostawały poza zasięgiem mojego wzroku, (przesłaniał je inny budynek) zmuszony byłem kierować się gestami dłonią oraz instrukcjami przekazywanymi mi przez krótkofalówkę.

Mijały godziny, ścian ubywało a dniówka ślimaczym tempem zbliżała się do końca. To właśnie wtedy mój podpity współpracownik popełnił krytyczny błąd. Nie zauważył, iż hak od dźwiga zaczepił się o jeden z licznych wystających prętów i poinformował mnie, że mogę żwawo pojechać po kolejny element.

Efekt był katastrofalny.

Ściana z impetem została wyrwana z posad wraz z trzymającymi ją podporami a sam dźwig zaczął się przeraźliwie bujać. Byłem przerażony, bowiem przez dobrych kilka minut nie widziałem co tak naprawdę się wydarzyło i moją pierwszą myślą było to, iż zabiłem człowieka. Sam dziadek został zrzucony z rusztowania przez wyrwany element, jednak szczęśliwie skończyło się tylko na potłuczeniach.

Pamiętam jak wtedy ze strachu zaczęły trząść mi się ręce a ja sam dygotałem z powodu targających mną emocji. Wiedziałem, że to był koniec roboty na tamten dzień...

Wściekły do granic możliwości kierownik budowy kazał wszystkim zakończyć pracę i po zbadaniu sytuacji wyładował swoją furię na "Dziadku Bananie". Ten zaś niedługo po tym wydarzeniu i udzieleniu mu nagany, został przeniesiony na inną budowę, powierzono mu tam o wiele mniej odpowiedzialną pracę.

Pozostali pracownicy w tym i ja zostali zmuszeni do wzięcia udziału w obowiązkowym kursie BHP w przeciągu kilku następnych dni.

Podsumowanie

Patrząc na to z perspektywy czasu mogę bez obaw stwierdzić, że był to najgorszy dzień w mojej dotychczasowej karierze w roli operatora. Przez tamte wydarzenia stałem się o wiele ostrożniejszy, czasami nawet do przesady, co często irytuje moich współpracowników.

Hmm... Jak widać czasami trzeba myśleć za innych...

Źródła:

Materiał własny,

Pixabay.com

Polecam

"Warsztat Fantasty"

KOMENTARZE

  • yehey

    Upvoted.

  • strefanetu

    O tak bywają takie przypadki. Pamiętam przez źle dobrane proporcje betony z zawalił się strop i na szczecie ekipie nic się nie stało. Zamknięta budowa dochodzenie...

  • nervi

    Całe szczęście!
    Nawet o własne życie nie potrafią zadbać.

    Posted using Partiko Android

  • julietlucy

    Najgorsze co może być.
    Człowiek ginie przez swoją głupotę a ty zapamiętujesz to do końca życia zastanawiając się jak mogło by się to potoczyć inaczej i jak mało brakowało by jednak przeżył.
    Na szczęście w twoim wypadku nie doszło do najgorszego z możliwych zakończeń takiego scenariusza.
    Pozostaje mieć nadzieje, że dziadek banan czegoś jeszcze się na starość nauczył.

  • fat.music

    Tak mnie się przypomniało

    https://www.youtube.com/watch?v=JGwQx_gGJs4

  • bargolis

    No to Ty teraz cyk na L4 z tytułu uszczerbku na psychice :D Żartuje oczywiście, mam nadzieję, że jak usiądziesz następnym razem w szoferce to nie będziesz miał flashbacków z tego zdarzenia. Zdarzają się takie sytuacje gdzie po tego typu zdarzeniach człowieka nagle ogarnia panika, chociaż nic na to nie wskazuje.

  • shogunma

    Ostrożność przede wszystkim. Czasami takie zdarzenia obudzą człowieka - jak łatwo może się coś złego przydarzyć. Pozdrawiam.