BLOGCZEJNalpha

Film Dead Man(Truposz) – Duchowa podróż „praktycznie” martwego człowieka.

Przedwczoraj mieliśmy okazję odkryć z żoną film Dead Man nakręcony dość dawno bo w 1995 r. Chociaż wydawało mi się że obejrzałem już  większość wartych uwagi filmów jakie powstały w ciągu ostatnich 30 lat to ta pozycja zrównała to przeświadczenie z powierzchnią ziemi;)

Możliwe że przeoczyliśmy go wcześniej dlatego że kiedyś ciężko było nam się przekonać do filmów kręconych w czerni i bieli, a być może umknął naszej uwadze dlatego że był on nakręcony, gdy z racji wieku, nie sięgaliśmy jeszcze po takie filmy. Większość wzmianek o nim, w późniejszym czasie, zostało z kolei pewno przyćmione przez nowe produkcje. Szczególnie że z tego co mi wiadomo, nie była to jednak jedna z najpopularniejszych produkcji.

Tym co pomogło nam się na niego natknąć, był doskonały utwór wykonany solo przez Neila Younga skomponowana właśnie dla tego filmu. Polecam puścić sobie ją do czytania tego wpisu ;) :

https://www.youtube.com/watch?v=fi-S9lrnLZ8

Jako ze sama ścieżka dźwiękowa, która jak się okazuje jest głównym i jedynym motywem dźwiękowym - jest tak dobra że można jej słuchać dosłownie w kółko - stwierdziliśmy że film z taką nutą musi być co najmniej dobry i niezwłocznie zaczęliśmy szukać sposobu na obejrzenie go jeszcze tego samego dnia.

Wystarczyło kilkanaście pierwszych minut doskonałych ujęć filmowych, aby utwierdzić nas w przekonaniu że najbliższe dwie godziny naszego życia (które nota bene skończyły się o 2 w nocy) nie zostaną zmarnowane i zakończone rozczarowaniem jaki zwykle towarzyszy oglądaniu rozreklamowanych superprodukcji.

Główny bohater- Wiliam Blake w którego wciela się młody Johnny Depp, jest księgowym który po śmierci bliskich i porzuceniu przez narzeczoną, sprzedaje swój majątek i wyrusza w pogoni za „gwarantowaną” ofertą pracy, w fabryce położonej w najdalszym zakątku wschodniej części Ameryki Północnej, gdzie linia kolejowa się kończy a dalej są już tylko dzikie i zamieszkane przez Indian tereny.

factory.png

Niestety gdy dociera na miejsce okazuje się że owa „gwarantowana” podpisem i pieczęcią oferta jest niczym innym niż bezwartościowym kawałkiem papieru. Posadę zajął już ktoś inny a właściciel fabryki nie należy do osób które mają ochotę komukolwiek się tłumaczyć:

boss.png

Wyrolowany i zdezorientowany udaje się do speluny gdzie za resztę drobnych zamierza się upić. Tam poznaje piękną Thel Russell(Mili Avital grająca min zonę Daniela Jacksona w filmie Gwiezdne Wrota)), która zostaje wyrzucona z baru. W zamian za to że nie pozostał on obojętny wobec leżącej w błocie damy i podał jej dłoń, ta zaprasza go do siebie oferując mu nocleg. Być może doszło by nawet do czegoś więcej, jednak tego samego wieczoru zjawia się jej były adorator, będący zarazem synem właściciela fabryki i zabija dziewczynę gdy ta daje mu wyraźnie do zrozumienia że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Rani przy okazji Williama który w odwecie sięga po ukrytą pod poduszką broń i zabija mordercę. Następnie ucieka z miasta na jego koniu ściągając na siebie w ten sposób gniew majętnego ojca zabójcy oraz pościg połowy zbirów z miasteczka (w tym gościnnie występującego jako Salvatore "Sally" Jenko- Iggy Pop-a).

Tu przygoda dopiero się jednak zaczyna. Rannego i wycieńczonego Blakea znajduje i udziela mu pomocy, tajemniczy Indianin włóczęga, nazywający siebie imieniem„Nikt”(Gary Farmer) który uważa że jest on słynnym Williamem Blakem ze stowarzyszenia umarłych poetów. Razem wyruszają na wędrówkę której celu nie poznajemy do samego końca.

Tu dopiero zaczyna się prawdziwa podróż widza przez surrealistyczny świat przedstawiony w filmie. Jawa i sen dosłownie zlewają się tu w jedno. Doskonale ujęcia sprawiają że widz zaczyna czuć jakby przedstawione realia zaczęły go wchłaniać niczym ruchome piaski, jednak bez lęku, z przeświadczeniem że po drugiej stronie czeka nas coś więcej aniżeli zwykła śmierć a pozornie bezcelowa podróż ma jednak jakiś głębszy sens.

Zrzut ekranu z 2018-05-28 13-39-01.png

Z jednej strony wydaje się ze sytuacja bohatera jest beznadziejna i jego los jest już przesądzony jednak z drugiej wciąż gdzieś na krawędzi mistycznego tła jakie po mistrzowsku zarysował reżyser i scenarzysta filmu, Jim Jarmusch, widać że bohater przechodzi pewna metamorfozę która ostatecznie ma pomóc mu wyzwolić się z własnych ograniczeń.

Zachwyciło mnie między innymi to że film nie narzuca nam jednoznacznej interpretacji wydarzeń. Wiele tu pozostaje do osobistej oceny widza. Jest to niby „typowy” western amerykański jednak jest on tak naprawdę zabawą stylem i grą na emocjach.

Oczywiście nie każdemu film musi przypaść do gustu. Zwolennicy kina akcji i szybkich migawek i wydarzeń pędzących niczym rozpędzone ferrari, raczej nie znajdą w nim niczego interesującego a nawet może wydać im się nudny.

Obfituje on w ujęcia które w dość wymowny i zabawny sposób wyrażają to w jakie „bagno wdepnął nasz bohater przyjeżdżając do tego zapomnianego przez wszystkich miejsca.

Jak tu gdzie przystający na chwilę bohater który ledwo co wysiadł z pociągu, filmowany jest na tle zakładu pogrzebowego:

trumna.png

albo poniższa scena która jednym ujęciem obrazuje prawdziwe oblicze miasteczka do którego trafił nieszczęsny bohater a także zarazem, także zarazem, "przyjazne" nastawienie mieszkańców z jakim spotyka się już na starcie:

town.png

Jeśli lubisz więc refleksyjne sceny z doskonałymi ujęciami oraz symbolikę połączona z czarnym humorem, ukryte w ujęciach i dialogach, to ta pozycja jest zdecydowanie może ci się spodobać. Na nas film wywarł na tyle duże wrażenie, że chociaż nie zwykłem pisać o filmach, postanowiłem jednak zrobić wyjątek ;). Być może dzięki temu wpisowi będziesz miał taką samą szansę na to aby dać się mile zaskoczyć i obejrzeć prawdziwe arcydzieło kinematografii które umknęło twojej uwadze.

Pozdrawiam oraz zapraszam do obejrzenia filmu oraz dyskusji na jego temat. Zachęcam również do czytania innych moich wpisów

UPVOTE <> FOLOW <> RESTEEM

KOMENTARZE

  • veggie-sloth

    Zastanawiałem się przez moment czy od razu nie dać upvota :) Jednak przeczytałem i miło mi się wspominało ten znakomity film. Genialne zagranie Jarmusha z nazwiskiem bohatera, którego biorą z wcielenie poety, taki buddyzm na dzikim zachodzie :)

  • krashaii

    Świetne to jest!

  • krashaii

    Świetne to jest! Naprawdę1

  • sirq

    Słyszałem wielokrotnie o tym filmie (tytuł zapada w pamięć) jednak go nie oglądałem. Teraz to nadrobię skoro polecasz. :)

  • assayer

    Jima Jarmusha polecam w całości, praktycznie bez wyjątków.

    Robi jeden film chyba co 10 lat, ale to są Filmy.

  • wadera

    Nie każdy Jarmush mi podchodzi... ten film widziałam baaardzo dawno temu i wtedy zupełnie do mnie nie trafił. Prawdopodobnie byłam zbyt młoda na te klimaty. Chyba się skuszę i sprawdzę, jak będzie teraz :)

  • kusior

    Bardzo dobry post. Film już od jakiegoś czasu jest na mojej liście do obejrzenia. Teraz mam pewność, że słusznie się tam znalazł 😉