BLOGCZEJNalpha

Seksualność w barwach niepełnosprawności intelektualnej


https://steemitimages.com/DQmeKKyHsxJvHWgjETWWty5MeHUfP3Wi5SZxzf8zxFWV8VM/image.png

Jako przyszły terapeuta zajęciowy bywam na różnych prelekcjach, spotkaniach, warsztatach oraz wizytach studyjnych organizowanych w „Warsztatach terapii zajęciowej”, nazywanej inaczej WTZ. Często podczas takich wizyt poznajemy grono terapeutyczne danego podopiecznego – czy to dziecka, czy dorosłego.
Skład osobowy zależny jest indywidualnie od przypadku oraz od jednostki terapeutycznej. Może to być np.:

Kierownik WTZ
Terapeuta zajęciowy
Opiekun/rodzic
Asystent/opiekun socjalny
Logopeda
Rehabilitant
Psycholog
Psychiatra/Neurolog/Seksuolog/Ginekolog – lekarze specjaliści, którzy pomagają określić ogólny stan pacjenta
Kapelan – większość osób niepełnosprawnych jest głęboko wierząca, bo tak została ukierunkowana przez rodziców/otoczenie.

PIERWSZA ODSŁONA

Rozwój seksualny u osób niepełnosprawnych intelektualnie – bo takimi dziś się zajmiemy – jest znacznie szybszy niż rozwój ruchowy i psychofizyczny. Niestety, w Polsce nie jesteśmy przygotowani na to, by wprowadzać edukację seksualną wśród osób niepełnosprawnych, ich rodzin i otoczenia. W naszej małostkowości, zaściankowości utarło się bardzo, że jedynym wyznacznikiem słusznych poglądów jest Kościół i wiara. Tylko że wiara ani Kościół nie pomogą, kiedy popęd jest tak silny, że dziecko/dorosły z niepełnosprawnościami sobie nie radzi. Tłumaczenie, groźby, bicie – też nic nie pomogą. No, ale co zrobić, jeżeli rodzice nie chcą słuchać?
Bardzo często jest tak, że rodzice osób niepełnosprawnych intelektualnie sami też mają problem ze sobą, są niezdiagnozowani. Niepełnosprawność intelektualna wynika z wielu czynników. Może być też diagnozowana na wielu płaszczyznach, co stanowi o bardzo szerokim spektrum problemu. Oczywiście, w rodzinach zdrowych też istnieje szansa, że urodzi się dziecko dysfunkcyjne.

Historia, jakich wiele, wydarzyła się w małej wiosce, gdzie prym wiodło i wiedzie radio na „Ma”, a proboszcz do rozgarniętych nie należał. Mieszkała sobie rodzinka – niestety, patologiczna: głowa rodzinki dawno w rynsztoku, matka po wielu latach picia denaturatu uwsteczniła się, a i czasy nie były takie, by badać dziecko. Tak na świat przyszła ‘’Grażka’’ – śliczna blondynka, długie nogi, ładne piersi, zielone oczy... Nie było chłopaka, który by jej nie chciał zaliczyć. Grażka niestety była dzieckiem z FAS, niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym i z szeregiem chorób współczutych. Oczywiście, Grażka była niezdiagnozowana do 21 roku życia, kiedy to GOPS wysłał ją na WTZ. Tam poznała Jakuba – też z niepełnosprawnością intelektualną i zaburzeniami psychiatrycznymi. Ciągnie swój do swego, oczywiście widać było, jak na dłoni, co w trawie piszczy. Rodzice obojga zgadzali się, by Ci się spotykali. Jeżeli opiekunowie wyrażają zgodę, to co komu do domu, jak chałupa nie jego?
Po pół roku okazuje się, że Grażka jest w ciąży – terapeuci rozmawiają z parą, pytają czy się zabezpieczali. Odpowiadają że tak, czasami, jak pamiętali, albo jak Grażka zjadła tabletki… Szok i niedowierzanie. Na dywanik trafiają rodzice Grażki i Kubusia. Po czym pada magiczne stwierdzenie „Bo ja e... myślałam, że jak będą spać pod osobnymi kocykami, to będzie dobrze...” Zastanawiasz się pewnie, czy to prawda? Niestety, szczera, bolesna i bardzo prawdziwa prawda. Polskie prawo nie reguluje aspektów seksualności osób niepełnosprawnych intelektualnie. Rozmowy z matką Grażki nie przynosiły efektów – w swoim zaściankowym świecie wymyśliła sobie, że ona weźmie to dziecko jeżeli będzie zdrowe!! Oboje rodzice są obdarzeni chorobami o podłożu genetycznym, do tego badania perinatalne wskazywały jasno, że dziecko będzie niepełnosprawne w stopniu znacznym – i co teraz? Ano, osoby niepełnosprawne umiarkowanie bardzo często są reprezentowane przez rodziców i to oni podejmują za nie decyzje. Kiedy był czas, aby podjąć kroki, by zapobiec powielaniu niedobrych schematów, był kocyk – a teraz, cóż, jak się zakończyła ta historia, nie wiem – nie o wszystkim się mówi na wizytach studyjnych.

Sama historia zmusza do refleksji. Mianowicie, czy można było temu zapobiec? Sprawić, że jednak uniknie się przykrych konsekwencji? Oczywiście, że tak. Można edukować, próbować docierać różnymi metodami. Ponadto istnieją różne metody antykoncepcji. Jednak największym problemem jest to, że nikt w Polsce nie bierze się za edukację seksualną wśród osób niepełnosprawnych. W Polsce jest 9 prywatnych specjalistów seksuologów, zajmujących się leczeniem oraz pracą z osobą niepełnosprawną pod kątem jej seksualności, hormonów, zachowań. To bardzo mało, nikt nie chce ruszać tematu – a dlaczego? Bo tak wygodniej, klauzula sumienia, Kościół, inne brednie. Drugim bardzo bolesnym faktem jest to, że nie ma normalizacji prawnej co w sytuacji, jeżeli już dojdzie do zapłodnienia – czy można usunąć? Kto ma wychowywać? Kto jest odpowiedzialny za to wszystko? W mediach lekarze przekrzykują się, rodzice zwalaja winę na wszystko, tylko nie na siebie – bo tak wygodniej jest.

OD INNEJ STRONY

Przypadek inny – raz na tydzień prowadzę zajęcia teatralno-ruchowe w pewnym ośrodku dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Zajęcia mają charakter zabaw oraz integracji społecznej. Uczestnicy? Przekrój wiekowy do 30. Na zajęcia przychodzi Janek. Janek ma 22 lata, a umysł 10-letniego chłopca. Popęd niestety hamowany biciem. Zawsze przez zajęciami idzie do toalety i wszyscy słyszą, jak oddaje się przyjemności cielesnej. Powód? W domu matka bije go po dłoniach gazetą lub szpicrutą, taką jak kiedyś w szkołach były. Dla mnie to był szok – mamy XXI wiek! Próby rozmowy z mamą Janka zawsze kończą się skargą na personel i groźbą że zgłosi to gdzieś. Zastanawiam się jednak, czemu boimy się uczyć dzieci i młodzież niepełnosprawną normalnych rzeczy.
Może to kwestia tego, co kto wynosi z domu albo tego, w jakim ustroju się wychował? Może ludzie nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, jak dotknąć tego tematu? My – terapeuci, animatorzy do zadań specjalnych, często sami zastanawiamy się, jak mamy nie zwariować. Ja na zajęciach mam tylko Janka. Moja koleżanka, pracująca w WTZ, ma takich osób 7-8. Na początku, kiedy został zdiagnozowany problem, terapeuci krzyczeli, prosili, mówili... Od niedawna stosują manewr odwrócenia uwagi. Koniec całowania, czas na malowanie na początku. Nie zawsze zdawało to egzamin, bo osoby niepełnosprawne uwielbiają zwracać na siebie uwagę i kiedy zwraca im się uwagę, mówi podniesionym głosem, one i tak będą robić to, czego nie chcemy – ale kiedy pokazujemy im, że to normalne, że nikt ich nie wytyka palcami, nie śmieje się, że jest to normalne – zmniejsza im się zainteresowanie oraz chęć na… No właśnie… Wystarczy znaleźć złoty środek.

JESTEŚ KUMATY TO DOBRZE, A JAK NIE….

Są rodzice nowocześni albo wygodni, chcieliby, by problem napięcia seksualnego rozwiązał się sam, albo byśmy my znaleźli uniwersalny środek. Podczas jednej z wizyt studyjnych był poruszany temat leków na obniżenie popędu seksualnego: kiedy podawać? komu? Rodzice niekiedy nie wiedzą, jak radzić sobie z tym tematem. Czasami nawet myślą o sterylizacji swoich dzieci po to, by, no właśnie, po co? Czasami tłumaczą to tak: nie chcemy, by był agresywny, nie potrafimy mu ulżyć, bardzo ciężko zapanować nad nim, gdy jest pobudzony. Nie odbiera żadnych bodźców zewnętrznych, nie rozumie świata, to dla jego dobra. Z drugiej jednak strony, są też takie głosy: ‘’bo tak jest łatwiej ‘’...
Wiele się już zadziało dobrego w kwestii osób niepełnosprawnych, ale nadal ta zaściankowość i małostkowość wychodzi. Dlatego starajmy się widzieć więcej, rozumieć więcej i rozmawiajmy. Na każdy temat i z każdym. Może dzięki temu będziemy „sprzedawać” dobre wzorce.

A Ty, co o tym sądzisz? Zapraszam Cię do rozmowy w komentarzach albo na czacie!

https://steemitimages.com/DQmQMS2WdfQtW8tMe2CnGvqHFHbiL9T89vMUqmooWto5bBh/DSC_0197.JPG

KOMENTARZE

  • synekto

    Bardzo fajny post :) Pozdrawiam :)

  • grecki-bazar-ewy

    Bardzo trudny temat poruszyłaś ale zrobiłaś bardzo dobrze, trzeba o tym mówić i pisać, może stanie się cud...
    Powiem Ci jako ciekawostkę, że w Grecji nie ma na studiach pedagogicznych kierunku opiekuńczo-wychowawczego, nie ma takiej potrzeby (nie znają wręcz i w rozmowie mylą z resocjalizacją).

  • anka

    Edukacja seksualna u nas leży całkowicie. Nie ma komu uczyć ani sprawnych umysłowo ani niesprawnych.

  • deepresearch

    Temat ten wydaje się kompletnym tabu w Polsce. Bardzo się cieszę, że dodałaś ten artykuł, taki ludzki.

    Jako ciekawostkę dodam fakt, że w Japonii funkcjonuje firma zwana Białe Rękawiczki, bodajże jest finansowana z budżetu państwa i pracują tam kobiety pomagajace osobom niepełnosprawnym ruchowo i intelektualnie w zaspokojaniu potrzeb seksualnych. Co ciekawe, nikt nie traktuje tego jak prostytucji, raczej jako akt opieki nad chorym, dokument na ten temat bardzo mnie wzruszył. Kiedy w Polsce dojdziemy do takiego poziomu?

    Ciepło pozdrawiam!

  • barbarossastudio

    Temat mega trudny, ogarnięcie go wymaga zmiany nastawienia do seksu, uznanie, że jest to zwykła, ludzka potrzeba jak jedzenie czy sen. To jest straszne, że osoby niepełnosprawne nie mogą się spełniać seksualnie, chociaż natura je do tego pcha, wszak w normalnych warunkach, szanse na znalezienie przez nie partnera są znikome. Sterylizacja mogłaby się wydawać humanitarna, ale jest to jednocześnie okaleczenie którego nikt nie chciałby doświadczyć. Cóż począć? W Niemczech na przykład działają prostytutki wyspecjalizowane w pacjentach upośledzonych, może tędy jest droga?

  • cryptoclick

    Wartosciowy artykul, ale nie mam mocnej opinii na ten temat... Staram się widzieć więcej i rozumieć więcej...

  • wolontariusz

    Edukacja w tym temacie wśród terapeutów też leży odłogiem. Widziałem sytuacje jak studentki w ramach zajęć z metodyki miały pracować z takimi dziećmi i nie potrafiły zinterpretować zachowań seksualnych młodzieży, z którą miały na praktykach styczność, traktując to jako przutulanie. Pani metodyk, która je wrzuciła na tą wodę, nie raczyła nikogo uprzedzić z kim będą miały pracować i jak z taką młodzieżą prowadzić zajęcia. Dochodziło do sytuacji, w których dziewczyny rezygnowały z pracy na warsztatach terapeutycznych czując się poprostu molestowane. Nikt ich pracy z taką młodzieżą nie uczył, nie wiedziały jak reagować.

  • smashedturtle

    Hej.
    Czytalam tego posta zaciekawiona. Z takimi historiami miaam swego czasu do czynienia - nadal mam czasem- bardzo często. Edukacja seksualna w polsce wciąż jest tematem, który nie został "ugryziony" z właściwej strony. Zapotrzebowanie jest wielkie, sama mam znajomych którzy stworzyli cały program warsztatów seksuologicznych i ruszają z nim w trasę, rozmawiam z nimi czasem o tym i sytuacje jakie opisujesz to prawie, że norma.
    Jednak czytając twój artykuł trochę się śmiałam pod nosem kilka razy. Piszesz o sesksualności osób niepełnosprawnych a do jej opisu używasz czasem eufemizmów.

    Zawsze przez zajęciami idzie do toalety i wszyscy słyszą, jak oddaje się przyjemności cielesnej

    Na przykład tutaj. Janek sie po prostu mastrubuje. - Kilka razy widze w tekscie twoją ostrożność. Nie urazisz czytelnika takimi słowami a ewentualnie staniesz się wzorem do naśladowania w kwestii "nazywania rzeczy po imieniu" i zdejmowania z seksualności tabu

    Z drugiej strony

    rodzina patologiczna

    To troche stare okreslenie, moim zdaniem mocno oceniające i stygmatyzujące. Ostatnio mówi się rodzina zagrożona zmarginalizowaniem (nie przepadam za tym określeniem), nie dam więc dobrej alternatywy, ale unikam osobiście określenia "patologiczna"

    Fajny insight zrobiłaś w temat, przybliżyłaś go, jednak tylko do pewnego momentu. Opisałaś ze jest zle, ze jest tabu, że widziałaś różne historie. Zabrakło mi tego co dalej. I o tym rozwoju seksualnym - najwazniejszym punkcie, tylko wspomniałaś. Wiem, że temat jest ogromny ale warto go objąc w wiekszej części.

  • kamilkowalski

    Generalnie nie wiem co powiedzieć bo temat taki trudny... ale ogólnie edukacja seksualna w Polsce jest do dupy...

  • thatukeguy

    Bardzo przyjemnie piszesz. Teraz pytanie, jakie proponujesz rozwiązanie? Czy powinna się tym zająć szkoła, czy rodzice? W jaki sposób? Sama edukacja? Kto ma edukować rodziców i nauczycieli? Czy Twoim zdaniem jest w ogóle jakiekolwiek rozsądne i skuteczne wyjście z tej sytuacji? Pozdrawiam.