BLOGCZEJNalpha

Co jest nie tak z feminizmem?

feminizm.png

Kiedy zastępczyni RPO ws. Równego Traktowania Dr Sylwia Spurek zaczęła publicznie głosić poglądy typu przemoc ma płeć wiele osób w Polsce było oburzonych. Co to za rzecznik od równego traktowania, która utrwala fałszywe stereotypy, kreuje seksistowskie poglądy, i jeszcze do tego na swoich Social mediach pakuje nieustannie hasztag #trzymastronekobiet, a więc oficjalnie nawet nie udaje, że stoi po stronie wszystkich obywateli, bez względu na płeć?

Jednak dla mnie, człowieka który od dłuższego czasu monitoruje działanie tzw. feministek nie jest to nic nowego. W rzeczywistości slogan "przemoc ma płeć" jest powszechnie używanym feministycznym hasłem, np. przez takie osoby jak Joanna Piotrowska - założycielka Feminoteki, czy Urszula Nowakowska - założycielka Centrum Praw Kobiet.

A więc seksizm jest promowany nie tylko przez jakieś grupy radykalnych feministek, tylko po prostu tak postępują czołowe feministki z czołowych organizacji feministycznych. I tak jest na całym świecie. W USA to National Organization for Women (Narodowa Organizacja Kobiet) nagrodziła Emmę Sulkowicz, a więc studentkę rzucającą fałszywe oskarżenie o gwałt nagrodą Woman of Courage Award. We Francji to feministki przelobbowały karanie za wykonanie testu DNA na ojcostwo, w Indiach to feministki zablokowały zmianę prawa, tak żeby mężczyzna również mógł zostać uznany za ofiarę gwałtu i przemocy domowej. Przykładów można by tu mnożyć. Jednak zamiast tylko odnotowywać tego typu fakty, w tym tekście postaram się omówić również dlaczego tak się dzieje?

Feminizm - czym tak naprawdę jest?

Wbrew dość powszechnej opinii celem feminizmu nie jest równouprawnienie płci. Otóż celem feminizmu jest bliżej nieokreślone "zniszczenie patriarchatu". Mężczyźni występują tu jako swego rodzaju "wróg klasowy", tak jak burżuazja w komunizmie. Feminizm to kolejny nurt marksistowski, przenoszący rzekomą walkę klas na kwestie płci. Jeśli wejdziemy na jakikolwiek portal feministyczny znajdziemy nie tyle co tematykę dotyczącą praw kobiet, co masę wymyślnych ideologicznych określeń jak: patriarchat, kultura gwałtu, mansplaining, toxic masculinity, teoria gender, teoria queer, internalized sexism itd.

Pojęcie feminizmu należy odróżnić od pojęcia emancypacji kobiet. A właściwie to emancypacji w ogóle. Słowo to oznacza nadanie grupie społecznej wcześniej dyskryminowanej pełni praw. Poza emancypacją kobiet mieliśmy w historii również do czynienia z emancypacją niewolników, czy różnych mniejszości etnicznych jak np. emancypacja Żydów w ramach tzw. Haskalii. Można powiedzieć że ja również działam na rzecz emancypacji mężczyzn, w dziedzinach gdzie pozostają oni dyskryminowani jak np. dyskryminacja ojców czy dyskryminacja męskich ofiar przemocy ze strony kobiet itp. Dlatego powinniśmy tu rozróżnić pojęcie emancypantka, sufrażystka (od sufrażyzmu, ruchu działającego na rzecz praw wyborczych dla kobiet) i feministka.

Pojęcie feminizmu jako takiego rozpropagowało się tak na dobrą sprawę na przestrzeni lat 60-tych i 70-tych XX w. w USA. Wtedy zaczęła się jak to się najczęściej określa II fala, czyli feminizm współczesny. Jak już pisałem był on od samego początku bardzo radykalny i mizoandryczny. W swoim działaniu stał się bardzo podobny do komunizmu, tyle że w miejsce proletariatu wstawiono kobiety, w miejsce kapitalizmu "patriarchat", w miejsce burżuazji płeć męską.

Poniżej dobrze to opisuje Erin Pizzey, kobieta która pamięta jeszcze te czasy:

https://www.youtube.com/watch?v=tOOE5FbFYt0

Kim jest Erin Pizzey? Otóż jest to założycielka pierwszego na świecie schroniska dla kobiet doświadczających przemocy domowej w Chiswick w 1971 r.

Jednak szybko stała się ona wrogiem feministek numer jeden. Dlaczego? Dlatego że od początku wiedziała o tym, że kobiety potrafią być równie agresywne co mężczyźni i stosować przemoc wobec swoich partnerów i dzieci. Sama widziała, że 62 na pierwsze 100 kobiet, które zgłosiły się do jej ośrodka były równie agresywne co ich partnerzy i stosowały przemoc wobec swoich dzieci. Założyła również taki sam dom pomocy dla męskich ofiar przemocy domowej.

Jej badania wskazujące, że kobiety stosują przemoc równie często co mężczyźni, a większość przemocy w związku to tzw. przemoc wzajemna (oboje partnerów stosuje wobec siebie przemoc) spotkały się z ostrą reakcją środowisk feministycznych. Zabroniono jej udziału w konferencjach, jej książki i badania były bojkotowane, a nawet dostawała listy z pogróżkami. Dlatego musiała wyjechać na wiele lat z Wielkiej Brytanii do USA. W ostatnich latach nawiązała kontakt z męskimi organizacjami w celu wspólnego obalania stereotypów dotyczących przemocy domowej.

Jak było powiedziane na filmie, dla feministek rzekoma walka z przemocą domową to po prostu biznes, wart miliard dolarów rocznie w samym tylko USA. Jednak dostrzeganie sprawców przemocy tylko w mężczyznach prowadzi, do tego, że lekceważy się przemoc stosowaną przez kobiety zarówno wobec mężczyzn jak i dzieci. Z kolei osoby doświadczające przemocy w dzieciństwie gdy dorosną same stosują przemoc. I tak błędne koło przemocy kręci się dalej. Dlatego działanie grup feministycznych w sprawie przemocy domowej jest nie tylko nieskuteczne, ale też zwyczajnie szkodliwe.

Organizacje feministyczne to środowisko które "oczyszcza się" w drugą stronę

Zawsze kiedy zaczynam krytykę feministek słyszę zarzuty typu: "ale nie wszystkie feministki są złe", "czemu wrzucasz wszystkich do jednego wora?" itd. Problem w tym, że mizoandria i różne inne negatywne zachowania u feministek nie są zachowaniem wyjątkowym, ale typowym. Tu proporcje są odwrotne, to porządne osoby są w mniejszości i nieustannie są za to krytykowane przez inne feministki.

Margaret Atwood została zakrzyczana przez cały feministyczny świat i nazwana złą feministką za to tylko, że skrytykowała akcję #MeToo i stanęła w obronie swojego przyjaciela, wykładowcy akademickiego, którzy został wyrzucony z pracy i poddany medialnemu linczowi po oskarżeniu go o molestowanie seksualne bez udowodnienia mu winy. Jak się zresztą później okazało człowiek faktycznie był niewinny i uzyskał odszkodowanie w wysokości 167 tys. dolarów.

Michele Elliott przestała być "dobrą feministką" kiedy ośmieliła się ujawnić światu, że kobieca pedofilia występuję znacznie częściej niż się powszechnie wydaje. A pedofilki działają dłużej i są bardziej bezkarne od pedofilów, właśnie przez powszechne stereotypy.

Stajesz w obronie podstawowych praw człowieka - jesteś "złą feministką". Sprzeciwiasz się przemocy seksualnej wobec dzieci - jesteś "złą feministką". No Panie i Panowie, to się dzieje naprawdę.

Cassie Jaye została zhejtowana przez swoje feministyczne "siostry" po tym jak pochyliła się nad tematyką praw mężczyzn. Aż w końcu sama przestała nazywać siebie feministką. Poniżej opisuje w skrócie swoją historię:

https://www.youtube.com/watch?v=hCbX8HvcQpc

"To nie poznanie problemów mężczyzn odsunęło mnie od feminizmu. To poznanie feminizmu odsunęło mnie od niego. Wiem, że to brzmi ostro, zwłaszcza jeśli ktoś sam się z tym utożsamia, ale jak mogę być częścią ruchu, który odmawiał słuchania, który nie chciał żebym ja słuchała i nie chce żeby ktokolwiek słuchał?"

Czy trzeba jeszcze dodawać coś więcej?

Co dalej?

Moim zdaniem należy przestać się łudzić co do feminizmu i odłożyć ten nurt do lamusa. Sama jego nazwa zresztą brzmi bardziej jak nurt kobiecej supremacji, a nie równouprawnienia. Ponadto feministki lekceważą także pewne kwestie dotyczące kobiet, jeśli akurat nie pasują one do z góry przyjętej ideologii. Dobrym przykładem jest tu chociażby temat przemocy kobiet wobec innych kobiet. O stosunku feministek do islamistów nawet nie wspomnę, bo już naprawdę szkoda na to słów.

Na ideę faktycznego równouprawnienia obojga płci lepiej stosować inne określenia. Humanizm, egalitaryzm, może jeszcze coś innego? W każdym razie coś neutralnego. Aha i na koniec taka uwaga. Chociaż sam często piszę o prawach mężczyzn, jestem również przeciwny tworzeniu jakiś neologizmów typu meninizm. Można mówić o konkretnych problemach i konkretnych postulatach jak je rozwiązać, ale robienie z tego ideologii to zły pomysł, który zaprowadzi nas na manowce. Feminizm jest tego doskonałym przykładem.

KOMENTARZE

  • sarmaticus

    Polecam zmienić tag feminizm w którym nic nie ma na #reakcja gdzie imo ten tekst świetnie pasuje i będzie miał większą szansę być docenionym :)

  • anshia

    Bardzo przyjemny artykuł warty polecenia : )

  • bowess

    Nie udało się dotychczas feministkom przekonać mnie, że robią coś wartościowego i warto jeżeli nie dołączyć do nich, to choćby sympatyzować z nimi na odległość. Jest to dla mnie niemożliwe z kilku względów.
    Moim zdaniem czasy, kiedy kobiety miały jakiekolwiek ograniczenia związane ze swą płcią minęły straszliwie dawno temu i walka o "prawa kobiet" jest bezsensowna. Jeżeli ktoś ma chęć pomagać osobom, które mają problemy z asertywnością, nie mają wiedzy lub kompetencji w różnych zakresach i przez to żyje im się źle (są zdominowane przez członków rodziny, nie potrafią się uniezależnić, są bite i poniżane, nie mogą dostać pracy) to niech to robi nazywając rzecz po imieniu - dobrze byłoby również nie dyskryminować odmową takiej pomocy żadnej z płci.
    Występy, w których padają autorytatywnie wypowiadane przez kobiety stwierdzenia typu "nie rozumiem, jak kobieta może nie być feministką!" działają na mnie odstęczająco i pokazują, jak zideologizowane i zafiksowane na walce z rzekomym wrogiem są feministki.
    Obserwuję nielogiczność i szkodliwość niewątpliwego "sukcesu" ruchu feministycznego, jakim są parytety na listach wyborczych. Kobiety nie są zainteresowane działalnością polityczną w takim stopniu, jak chciałyby to widzieć feministki. Oczywiście przeszkód nie ma żadnych i kobiety w polityce są, jeżeli tylko chcą. Za to w związku z parytetami i koniecznością posiadania pewnej liczby kobiet w komitetach wyborczych trwa już "łapanka" do wyborów samorządowych. Nie jest to normalne.
    Jakiekolwiek selekcjonowanie ludzi pod względem cech niezależnych od nich samych jest złe i sprawia, że pojawia się dyskryminacja najgorszego rodzaju - na przegranej pozycji znajduje się osoba, której kompetencje są najwyższe, za to nie spełnia warunku, na który kompletnie nie ma wpływu (bo taka się urodziła - ma określoną płeć, kolor skóry i wiek - tak, tak i pod tym względem równie często się dyskryminuje).

  • theadelina

    pod moją nieobecność zdecydowanie brakowało mi Twoich tekstów :D popieram całkowicie to, o czym tu napisałeś. jestem kobietą i jestem całkowitą przeciwniczką feminizmu. płeć nie powinna dodawać ani odejmować nikomu żadnych praw.