BLOGCZEJNalpha

Budda, ruiny, świątynie, Budda, ruiny, świątynie, powtórz ;)

Kilka dni w Bangkoku, Chinatown, setki Buddów odwiedzonych, sporo kilometrów przemierzonych i… tyle wystarczy w tajskiej stolicy =) Gdzie dalej? Dla tych, co mają jeden dzień w zapasie, gorąco polecam Ayutthaya. Bardzo urokliwa miejscowość położona kilkadziesiąt kilometrów od Bangkoku. Dlaczego warto? O tym poniżej ;)

Król U Thong i UNESCO

Ayutthaya znalazła się w moim „planie” na kilka dni w Tajlandii z polecenia bliskiej mi osoby. I absolutnie się nie zawiodłam. Ayutthaya znajduje się na północ od Bangkoku i słynie z ruin pradawnych buddyjskich świątyń (taaaaaaak, od Buddy nie uciekniesz :P). Miasto zostało założone w XIV wieku i zostało mianowane Królestwem Ayutthaya przez króla U Thong. Czasy prosperity skończyły się w XVIII wieku, kiedy to birmańskie wojska splądrowały miasto. Tym samym zostało ono zapomniane i porośnięte dżunglą. Ayutthaya na nowo została doceniona pod koniec XX wieku, kiedy to została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

P_20180912_120621~2.jpg

Jak dojechać?

Generalnie są dwie główne opcje - pociąg bądź minivan. Ja wybrałam tą drugą opcję. Żeby dostać się do minivanów, zlokalizowanych przy dworcu autobusowym Mo Chit, trzeba wziąć autobus z Khao San Road (oczywiście jeśli znajdujecie się akurat w tej okolicy). Cała trasa trwała ok. 2h (1h na dojazd na dworzec plus 1h na dojazd już do Ayutthaya). Cena: zawrotne kilka groszy z autobus plus 60 batów za minivana. Alternatywą jest pociąg, gdzie ceny wahają się od 15 batów do 245 (w zależności od standardu pociągu). Czas dojazdu oczywiście też będzie się różnił i trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że pociągi mogą mieć spore opóźnienia :)

Atak tuk-tuków i dlaczego warto wziąć rowerek ;)

Ledno wysiadłam z minivana i chorda szalonych kierowców tuk-tuków rzuciła się na potencjalnych nowych klientów. Ja to ledwo uszłam z życiem;) Dobrze zrobiła taka parka, która ze mną przyjechała, która od razu dała nogę z parkingu ;) Generalnie jeśli podróżujecie po kosztach, odradzam tuk-tuki. Za godzinę transportu Tajowie liczą sobie bagatela 300 batów (jeśli się potargujecie, to zejdziecie min. do 200 batów za godzinę). Jak dla mnie nie ma bata żeby wybrać tą opcję. Dlaczego? Prosta sprawa, nie dacie rady objechać najbardziej interesujących ruin w ciągu jednej godziny. Obiektywnie trzeba liczyć minimum 3-4 h żeby na spokojnie i bez pośpiechu „zaliczyć” fajne miejsca w Ayutthaya.
Czym zatem najlepiej się poruszać? Na nogach? Hmmm, raczej bym odradziła tą opcję. Chyba że chcecie spędzić tam kilka dni i na spokojnie sobie pospacerować, to jak najbardziej tak. Ja gorąco polecam rowerek. Dlaczego? Jest to bardzo wygodna i najtańsza opcja jaką mamy do wyboru :) Rower można wypożyczyć w kilku miejscach niedaleko parkingu minivanów i kosztuje niewiele. Za cały dzień zapłacimy (znowu) zawrotną kwotę 50 batów i do tego dostaniemy mapkę ;) Teraz już tylko warto zaopatrzyć się w wodę i ruszyć w drogę.

„Must see” w Ayutthaya

Za wejście na niektóre ruiny świątyń pobierane są opłaty 50 batów od osoby. Można kupić bilet na 6 wejściówek za 220 batów (tylko tak naprawdę nie wszystkie wejścia do świątyń z tego zbiorczego biletu są odpłatne ;))

Poniżej przedstawiam Wam miejsca w kolejności jaką ja obrałam:

  • Wat Mahathat - najbliżej i wypożyczalni rowerów i parkingu dla minivanów. Miejsce o tyle ciekawe, że pomimo tego, iż nie uciekniesz od Buddy, to tym razem jego głowa znajduje się w drzewie:

P_20180912_115745~2.jpg

P_20180912_120051_1~2.jpg

  • Wat Ratchaburana z jednym z najbardziej okazałych prang w Ayutthaya (bogato rzeźbiona wysoka wieża nad świątynią):

P_20180912_123244~2.jpg

  • Wat Phra Si Sanphet - przed najazdem wojsk birmańskich uważana za najświętszą świątynię:

P_20180912_132615_HDR~2.jpg

  • Wat Chaiwatthanaram - położona już nieco dalej od "centrum". Trzeba troszeczkę tam popedałować, ale naprawdę warto. Przy okazji jak już będziemy po drugiej stronie rzeki, warto zawitać do kościoła św. Józefa - pierwszy katolicki kościół jaki spotkałam w Tajlandii:

P_20180912_140244_1.jpg

P_20180912_143105~2.jpg

  • Wat Phraram i Wat Maheyong- w drodze powrotnej zza rzeki znajdziemy kolejne ruiny, już nie tak okazałe jak pozostałe. Bynajmniej moim zdaniem. Szczerze mówiąc trochę zmęczenie zaczęło brać górę, więc już moje oko nie było tak ukontentowane jak na samym początku. Albo może nie zrobiło to szału z powodu przesytu wcześniejszych ruin =) Wat Maeong była mega daleko, na tzw. wygwizdowie :P Żeby się tam dostać trzeba było zdrowy kawałek przemierzyć. Musiałam pokonać rzekę z rowerem (po 5 batów za mnie i za rower w jedną stronę) i dalej jechać przez szerokie trasy, gdzie ruch był naprawdę intensywny. Wysiłek włożony w dojazd nie był adekwatny do tego, co widziałam, ale no cóż, nie przekonasz się, to nie wiesz :P

Ale udało się ;) Mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna =) Zostawiwszy rower jedyne o czym marzyłam to ululać się w minivanie. Co też zrobiłam i odpłynęłam jak dzidzia już po kilku minutach. Niby nie taki duży wysiłek (ok. 4-5 h w ruchu czy na rowerze czy pieszo przez ruiny), to i tak klimat zrobił swoje. Ale warto było, zdecydowanie tak!

Jak już wyżej pisałam, jeśli jesteście kilka dni w Bangkoku, polecam wygospodarować jeden dzień na Ayutthaya. Oczywiście możecie zostać dłużej, ale dla mnie liczba świątyń, ruin i Buddów, których łącznie widziałam przez te wszystkie dni były absolutnie wystarczające =)

P_20180912_161034~2.jpg

Gdzie dalej mnie poniosło? Na samo południe kontynentu azjatyckiego, mianowicie do Singapuru. Czy Miasto Lwa jest rzeczywiście tak bardzo drogie jak to wszyscy opowiadają? Czy ten jeden z azjatyckich tygrysów pozwala cieszyć się życiem przy tak licznych obostrzeniach i zakazach? Czym jeszcze zaskoczył mnie Singapur? O tym już niebawem, a tymczasem żegnam się i ruszam dalej w drogę!

Czołem!

Karola

P.S. Bardzo ważna uwaga - nie zapomnijcie jakichś chust bądź zwiewnych ubrań z długimi rękawami/nogawkami - bez nich nie zostaniecie wpuszczeni na ruiny ;)

KOMENTARZE

  • bichen

    good

    Posted using Partiko Android

  • the.foodini

    O matko, co za klimat! Jak w końcu doturlam się do Bankgkoku to na bank odwiedzę. Wielkie dzięki za polecenie bo na zdjęciach wygląda zjawiskowo!

    A na skuterku trochę śmigasz czy tylko rowerek? 😉