BLOGCZEJNalpha

Festiwal Świateł, mężczyźni w spódnicach i krwawe plamy na ziemi - Dawei i okolice (Mjanma #2)

<div class = "text-justify"> # Dawei, Tavoy bądź Tawe - w końcu! Nasz pierwszy przystanek w Mjanmie. Po długiej (i nie bez przygód) podróży, dojechałyśmy pod hotel. Po całym dniu tułaczki ja i mój tyłek nie bardzo wiedzieliśmy jak się nazywamy i od razu po szamce udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. A nazajutrz - siema Mjanma i Dawei! Jakie było pierwsze spotkanie (tym razem już na spokojnie) z miejscowymi? CzytOjcie poniżej =] Śniadanko w cenie noclegu na przestrzennym rooftop’ie było jak najbardziej fajnym rozpoczęciem drugiego dnia w tym kraju. I te widoki. I ta ogromna przestrzeń. I intensywny błękit tutejszego nieba. Coś wspaniałego: <center>![P_20181022_085012-01.jpeg](https://cdn.steemitimages.com/DQmZVuTXrJDHRJJJ1ESokbspESCzTQeVHiCn2JHny4X6M7F/P_20181022_085012-01.jpeg)</center> Z oczywistego lenistwa chciałyśmy zostać kolejną noc w tym samym miejscu, ale okazuje się, że trafiłyśmy na dość intensywny okres. Otóż w dniach 23 - 25 października w całym kraju obchodzony był Festiwal Świateł, tudzież po birmańsku Thadingyut. Co więcej, Dawei jest miejscem, gdzie najhuczniej jest on obchodzony i ludziska z całego kraju właśnie tutaj zmierzają. My byłyśmy na miejscu w przeddzień całej fiesty, więc nie ma się co dziwić, że było oblężenie ;) ## Dawei Miasto samo w sobie nie jest duże, raczej powiedziałabym, że mamy do czynienia z małym miasteczkiem =] Warto jednak napomknąć, że jest to stolica regionu Tanintharyi i jednocześnie stanowi nazwę mniejszości etnicznej. Tak poza tym, to hmm.. no nic więcej ciekawego tutaj nie ma (przynajmniej z mojej perspektywy ;)) Dlaczego zatem tutaj przybyłyśmy? Ze względu na "bliskość" morza oczywiście :P Ale o tym za chwilę. W drodze do naszej kolejnej noclegowni miałyśmy przyjemność widzieć jakąś rozgrzewkę przed samym festiwalem, zobaczcie sami: <center>https://youtu.be/vGDWA0IgLzQ</center> <center> Dobra biba nie jest zła w poniedziałek z rana ;)</center> <div class = "text-justify"> ## Mężczyźni w spódnicach Jak przyjrzycie się, to na filmiku obczaicie ziomka w... spódnicy! TAK! W Mjanmie mężczyźni zapierniczają na co dzień i od święta w spódnicach! Szczerze? Czytałam o tym przed przyjazdem do tego kraju i myślałam sobie, ale wieś! I tutaj muszę przyznać, że żadnej wsi nie ma. Ba! Faceci wyglądają NAPRAWDĘ przystojnie! U facetów spódnica również całkiem nieźle podkreśla męskie kształty hahahaha =) Dodaj do tego białą, pięknie wyprasowaną koszulę i ja odpływam hahahahhahha :P <center>![P_20181107_100350-01.jpeg](https://cdn.steemitimages.com/DQmNpfrKEUqWpJmZSLSJnFsrn3e6euuNYygbrfwLsKVCmmJ/P_20181107_100350-01.jpeg)</center> A tak serio, to birmańskie spódnice nazywają się longyi. Mężczyźni wiążą sobie je z przodu i jakoś tak sprawnie przeplatają nadmiar materiału, że wszystko się trzyma jak Budda przykazał ;) Kobitki również noszą longyi, ale tutaj żadnego dużego supła nie ma. ## Krwawe plamy na ziemi i wampirze uśmiechy ;) W świetle dziennym nie da się nie zauważyć licznych czerwonych plan na ziemi. Udało mi się dotychczas odwiedzić kilka krajów azjatyckich, ale tego jeszcze nigdzie nie widziałam. Serio. Jeśli będziecie się przechadzać po Mjanmie na pewno zauważycie to na niemalże każdym kroku. Spokojnie, to nie krew! To "tylko" skutek żucia betelu. A to jest chyba narodowa pasja i używka Birmańczyków. Drugim skutkiem są czerwone zęby i przestrzenie między nimi. Yummy! Bez kitu, widzicie lokalnego przystojniaka w lokalnej spódnicy, super koszuli, który uśmiecha się na Twój widok i wtedy zamierasz. Za pierwszym razem tak naprawdę to zrobiło mi się niedobrze. Później "da się" do tego troszkę przyzwyczaić ;) Troszkę, podkreślam :P <center>![Screenshot_20181121-165552_1.jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmPCyCbHX49rrVEob36RwumCERPKStanF7G7y2E9QEcKfg/Screenshot_20181121-165552_1.jpg)</center> <center>Źródło: www.edition.cnn.com</center> Czym jest betel? To taki mały pakuneczek zawinięty w zielony liść. W środku znajdziemy pieprz żuwny, wapno (mleko wapienne), orzechy palmy arekowej i inne dodatki typu cynamon czy kardamon. Wszystko zależy od tego, co lubimy. I na słodko i na gorzko. Podobno powoduje lekkie oszołomienie, zmniejsza zmęczenie i zabija uczucie głodu oraz pasożyty. Znalazłam również info, że jest afrodyzjakiem. No nie wiem na kogo może zadziałać krwistoczerwony uśmiech, ale może jestem przesiąknięta zachodnią kulturą ;) <center>![Screenshot_20181121-165647_1.jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmTdaTLqcNHcdMJraXRDnsRLiafaZFNSSwZimS6H2aDT99/Screenshot_20181121-165647_1.jpg)</center> <center> Źródło: www.edition.cnn.com</center> ## Okolice Dawei, czyli kierunek plaża! Po pierwszym spacerku po mieście udało nam się dotrzeć do kolejnej miejscówki gdzie miałyśmy spędzić noc. Zanim jednak miałoby do tego dojść szybko rzuciłyśmy nasze graty i w drogę po skuter! Pogoda przecudna, nie ma co siedzieć w mieście. Wynajem skuterów w Dawei na 24h to wydatek rzędu 8,000 kiatów. Trzeba zostawić jakiś dokument, ale o prawko nie zapytali ;) Aaa i jeszcze jedna ważna rzecz - w Dawei raczej nie dostaniecie skuterków z automatyczną skrzynią biegów ;) Ahoj przygodo! To jedziemy. Bardzo szybciutko opuszczamy Dawei i rura na plażę. W "pobliżu" Dawei jest ich kilka. My postanowiłyśmy wybrać się na plażę przy Paradise Beach Bungalows. <center>![P_20181121_111334_1.jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmPMDvdEyQ6AMAydHEjtt92SVovF4pjfeMfeSVnMKmjtPm/P_20181121_111334_1.jpg)</center> <center>Mała mapka z plażami i okolicami Dawei</center> Podobno jedna z piękniejszych w okolicy. I jednocześnie najdalej położona. A droga była super, do czasu gdy był asfalt oczywiście ;) W drodze do Dawei jak zobaczyłam z jaką drogą mamy do czynienia pomyślałam sobie, że nie ma mowy o jeździe na skuterze w takich warunkach, że będzie to samobójstwo. A tutaj nam przyszło jechać po takich samych hopkach. Brawo dla mojej kompanki, która dała radę w takich warunkach. Chapeau bas! Po drodze miałyśmy przecudne widoki. Poniżej zamieszczam kilka fot z drogi. Bez upiększaczy, bez filtrów. Nie ma takiej potrzeby. Kolory tak soczyste, że ma się ochotę dać ponieść ;) Tak jadąc, myślałam sobie, że rzeczywiście Mjanma to jest coś zupełnie innego. Innego od Tajlandii, którą dopiero co opuściłyśmy i która tak naprawdę już dawno temu została wyparta przez Mjanmę. Po pierwsze przestrzeń. OGROMNA przestrzeń niczym nieskalana. <center>![P_20181022_133623.jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmc6jaRvx8UbDMsYyUPvbhfZB1m77NM1imE3TCRPXg9rtk/P_20181022_133623.jpg)</center> No może tylko tym asfaltem i małymi chatkami od czasu do czasu. Albo malutkimi wioskami. I góry w oddali. Ma się wrażenie, że to takie ciemnozielone chmurki na ziemi, albo jakiś puszysty dywanik, na którym z chęcią bym poleżała. Niebo błękitne, ale zupełnie inaczej błękitne. Chyba po prostu birmańskie ;) I do tego te chmury niczym puszek. W nich też fajnie byłoby się zanurzyć :P <center>![P_20181022_133618.jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmPyADHqSbrjYTuoTKmjAJeGFuwj5yyAMTXSMGDNRdceoE/P_20181022_133618.jpg)</center> I tak jechałyśmy, jechałyśmy i... jechałyśmy. Myślałyśmy, że szybciej uda nam się dojechać, ale w trakcie podróży stwierdziłyśmy, że możemy nie zdążyć przed zachodem słońca, a chciałyśmy jeszcze się w wodzie pokąpać. No i trochę zmęczenie dawało się we znaki. Dlatego też zmieniłyśmy plan i dotarłyśmy na Grand Father Beach. Prawie że w ostatniej chwili ;) I tutaj... zatkało mnie. Plaża pusta. Poza jednym domem/restauracją/miejscówką nie było absolutnie niczego! Tylko morze, plaża, góry w tle i niebo. I cisza, którą przebijał jedynie szum morza. Cudo, cudeńko. Warto było się trochę pomęczyć żeby tutaj dotrzeć. Oj tak. <center>![P_20181022_170342-02.jpeg](https://cdn.steemitimages.com/DQmY6gXx4cRKU5pYYmkafFVBiEKttrib8V11GkmP2q7fQ5S/P_20181022_170342-02.jpeg)</center> I do tego ten zachód słońca: <center>![P_20181022_172029-01.jpeg](https://cdn.steemitimages.com/DQmQPfMgf5akLSvag4oUiqvcEbTkByKDKPdsBRVxxUBs2yv/P_20181022_172029-01.jpeg)</center> ## Maungaman Skoro 23 października miał zacząć się Festiwal Światła i skoro już tutaj byłyśmy, to nie można było przegapić takiej okazji! Lipa była tylko z noclegiem. Jedyną opcję znalazłyśmy niedaleko Dawei, w Maungaman. Tam też się wybrałyśmy. Plusem tego była bliskość plaży. Ta niedaleko nas nie do końca była dziewicza i średnio zadbana, tzn. ja tam przyczaiłam martwego szczura i trochę śmieci w okolicy. Ale dzieciaki za to bawiły się przednio ;) <center>![P_20181023_103030-01.jpeg](https://cdn.steemitimages.com/DQmQBf91KV2DHS5VWEH36RaJKX8RtEqDqJ983ADEUPUboFs/P_20181023_103030-01.jpeg)</center> Z kolei moja kompanka przyczaiła w oddali kolejną plażę, która wydawała się z daleka na całkiem przyjemną. Ruszyłyśmy zatem dalej. I po drodze złapał nas konkretny deszcz. Co więcej, asfalt już dawno temu się skończył, więc droga początkowo była dość uciążliwa. Moja towarzyszka miała dobrego nosa - na miejscu znowu cisza, spokój, praktycznie nikogo poza kilkoma osobami nie było. ![P_20181023_133230.jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmasXPLiUThRvVzEbhK2in466AzJC9tVn1DmztqVr2Xw6Y/P_20181023_133230.jpg) A w drodze powrotnej pojawiła się tęcza... <center>![P_20181023_170401-01.jpeg](https://cdn.steemitimages.com/DQmW3oQhxaFkgQVK5TgvhrujQKtkAnenneknwqF3fRM4YVx/P_20181023_170401-01.jpeg) </center> ... tudzież dwie ;) ## Festiwal Świateł w Dawei Festiwal światła miał się rozpocząć 23 października nieco po 18. Wg lokalsów nie ma co tam się pojawiać przed 2 w nocy. Tak też zrobiłyśmy. Pod osłoną nocy udałyśmy się te parędziesiąt kilosów z powrotem do Dawei. Wszystko byłoby spoko gdyby mnie nie dopadła biegunka po dobrze wyglądającej kolacji. Ale skoro już tu jestem, to przecież nie zostanę w pokoju :P Festiwal Świateł rozpoczyna się dzień przed pełnią księżyca i trwa trzy dni. Po czym rozpoznać, że zbliża się to święto? Po licznych światełkach i lampkach zawieszonych na domach/płotach, etc. na kilka dni przed samym świętem. Generalnie jest to święto radości kiedy dziękuje się rodzicom i nauczycielom. Dodatkowo jest to czas, kiedy można przeprosić tych, których się skrzywdziło w ciągu roku. Jak to wyglądało w praktyce? Przyznam się szczerze, że spodziewałam się czegoś hmmm... lepszego :P A może to po prostu moja niedyspozycja spowodowała, iż moje receptory były absolutnie przewrażliwione ;) Jak dla mnie było mega głośno (hej, w końcu to festiwal, co nie?!), duszno, zewsząd dziwne zapachy albo smrodek palonego mięsa czy też ciężkie zapachy kadzidełek. <center>https://youtu.be/G38Zq5Ik48Y</center> <center>Tak lokalsi bawią się na Festiwalu - kobitki pojedynczo pięknie się poruszają na podeście samochodów, a panowie równie wdzięcznie się bujają na dole. Oczywiście takich fur było zdecydowanie więcej =]</center> <div class = "text-justify"> Wizualnie również było całkiem spoko. Każdy zaopatrywał się w taki "lampion": <center>![IMG-20181025-WA0033(1).jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmdQozVLREpdWF3ibqCq53dRokt2gvhdRL8LRWGNxS6BhD/IMG-20181025-WA0033(1).jpg)</center> <center> fot. M. Siemionka</center> Później całkiem długa, ale sprawna kolejka do rzeki, gdzie się kładło owe "lampiony": <center>![IMG-20181025-WA0037(1).jpg](https://cdn.steemitimages.com/DQmTKXJ78moZbiCrSB4rnnSaMojCykL1gVSpCYKiveyc3sc/IMG-20181025-WA0037(1).jpg)</center> <center>fot. M. Siemionka </center> I na koniec BIBAAAAA, która trwa podobno do samego rana. Podobno, bo my się po jakiejś godzinie zawinęłyśmy z powrotem w kimkę. A pamiętajcie, że ok. 30 kilosów trzeba było gnać z powrotem :P ## Nazajutrz, z dalej nieco podrażnionym żołądkiem, zapasem suchego chleba tostowego i wodą, ruszyłyśmy naprzód. Gdzie dalej nas poniosło? Autostopem na północ, do Mawlamyine. A docelowo do Hpa-An. Ale to już zupełnie inna historia =] Do następnego! ## Buźka! # Karola P.S. Praktyczne info: 1. Jeśli potrzebujecie kontaktu ze światem zewnętrznym lub ze względów praktycznych potrzebny Wam net, to warto zainwestować w kartkę SIM i dobry pakiet internetu. Jak to wygląda cenowo? Całkiem spoko. Karta SIM to wydatek 1,500 MMK, płacimy dodatkowe 1,000 MMK (chyba za sam fakt korzystania z numeru, trudno było stwierdzić ze względu na trudności komunikacyjne) i za 5 GB netu 5,000 MMK, które spokojnie starczy na 4 tygodnie jeśli nie będziecie namiętnie siedzieć na YT czy innych takich bajerach. Czyli łącznie ok. 17 ziko. Ja miałam numer w Telenor i nie miałam większych problemów z siecią =] 2. Warto wziąć ze sobą leki na biegunkę lub kupić na miejscu. Miejscowy specyfik, który ja zastosowałam i pomógł mi praktycznie od ręki to Disento. Niby szamka wyglądała naprawdę spoko, ale jednak do końca nigdy nie wiadomo. 3. W Dawei znajdziecie bankomaty bez problemu. Gorzej poza Dawei, tam raczej ich nie uraczycie. 4. Litr paliwa to wydatek od 800-1200 kiatów - wszystko zależy gdzie chcecie albo musicie kupić ;) 5. Pamiętajcie, że to Wy właśnie jesteście super wielką atrakcją dla lokalnych. Zwłaszcza dla tych z małych, okolicznych mieścinek. Dlatego też przygotujcie się na machanie, radosne krzyki witania (wypowiada się to "minglaba", ale nie pytajcie jak to napisać po birmańsku ;)) i miliardy uśmiechów. Myślę, że całkiem naturalnie Wam przyjdzie odmachiwanie, odkrzykiwanie i uśmiechanie się. Bynajmniej ja miałam rogala praktycznie non-stop ;) </div>

KOMENTARZE

  • wadera

    Nigdy nie ciągnęło mnie do Azji, w żaden sposób. Ale jak sobie dziś przysiadłam do Twojego artykułu, to mnie na maksa wciągnęło. Tak bym wsiadła w coś i jechała, jechała...jak Wy. Bardzo fajnie piszesz.
    A pusta plaża - cudo.

  • gtg

    A na SteemFest to nie wróciła jak obiecała. :-P