BLOGCZEJNalpha

[RIPOSTA!] Rozważania o ostatniej szarży

Jako że na tagu #pl-historia do tej pory (o ile mi wiadomo) mimo dość sporej popularności nie ma kuratora, postanowiłem w czynie społecznym od czasu do czasu wypunktowywać nieprawidłowości oraz pozwolić sobie na luźniejsze dygresje pojawiające się tutejszych postach (czasami w formie komentarzy, czasami jak mam coś więcej do dodania w formie postów-ripost). Zwracam osobiście dużą uwagę na prawdziwość przekazywanej wiedzy i boli mnie w jaki sposób lekki sposób próby popularnonaukowego podejścia do historii sprowadza się do przekazywania „ciekawostek” i „sensacyjek” a nie wiedzy, często zresztą bzdurnych lub opartych na wątłych podstawach źródłowych. I żeby była jasność – to luźna dygresja, nie dotyczy ona scritce omawianego przeze mnie postu(!) a raczej wszelkiego rodzaju kanałów/portali pokroju Historia Bez Cenzury czy różnego rodzaju strony z ciekawostkami. Post ten zgłaszam też do konkursu #temaTYgodnia w kategorii RIposta.

Na pierwszy poważniejszy warsztat postanowiłem wrzucić post https://steemit.com/pl-historia/@glodniwiedzy/wloska-odwaga-na-bezkresnych-stepach napisyany przez użytkownika @dudmistrz, a opublikowany przez @glodniwiedzy . Był on dla mnie na tyle interesujący że nie jest on wcale ani jakiś głupi, ani zły. Nie mam zasadniczo zastrzeżeń ani do opisu samego starcia pod chutorem Izbuszeńskim ani do strony technicznej artykułu.

O Włoskiej Armii

Przyczepić na wstępie mógłbym się do swego rodzaju próby uczynienia z żołnierza włoskiego, na podstawie jednego epizodu wojny jakiegoś herosa, natomiast cały wspomniany nie mit dotyczący włoskiej armii nie brał się znikąd. Był wynikiem kolejnych niepowodzeń lub wątpliwych sukcesów Włoch na różnych frontach II wojny światowej takich jak:

  • Problem ze złamaniem obrony fatalnie jak na owe czasy uzbrojonej Armii Etiopskiej w latach 1935-1936 (w tle z wcześniejszą zakończoną klęską jeszcze z końca XIX wieku), dysponującej 4 czołgami z czasów I wojny światowej, 3 przestarzałymi samolotami dysponującymi uzbrojeniem oraz niedostateczną ilością karabinów do wyposażenia armii (tak, część wyposażona była w broń pokroju włóczni czy łuków), z których większość pochodziła jeszcze z XIX wieku.
  • Ofensywa na Grecję w 1940, zakończona zajęciem południowej Albanii przez Grecję.
  • Włoska ofensywa na Egipt, zakończona w wyniku Operacji Compass zajęciem przez siły brytyjskie połowy Libii.
  • Rozbrojenie przez siły niemieckie, armii włoskiej, praktycznie nie stawiającej oporu, a znajdującej się na własnej ziemi po przejściu Włoch na stronę aliantów we wrześniu 1943 roku.


Banito Mussolini wizytuje swoich żołnierzy podczas wojny włosko-abisyńskiej

Podobnych przypadków można wskazywać więcej, analogicznie zresztą jak przypadków męstwa włoskiego żołnierza. Prawda jest jednak taka, że o ile opinia o totalnym tchórzostwie i mierności włoskich żołnierzy jest mocno przejaskrawiona, to też tak samo Włosi w okresie II wojny światowej nigdy nie prezentowała zbyt wysokiego poziomu. I to nie tylko na tle sojuszniczego Wehrmachtu czy narodów takich jak Polacy lub Finowie. Wiedzieli o tym zwłaszcza główni sojusznicy, którzy wobec włoskiej armii stosowali tzw. „strategię gorsetu”, polegającą na ścisłej kooperacji wymieszanych oddziałów niemieckich z włoskimi. Poza lepszemu podporządkowaniu oddziałów sojuszniczych dowództwu, obserwowano też większość wolę walki u Włochów, którzy w towarzystwie Niemieckim wykazywali się z reguły większym hartem bojowym i skutecznością (omawiany chutor Izbuszeński, ale też np. bitwa pod El-Almei), niż w przypadkach, w których Armia Włoska operowała samodzielna (np. Operacja Mały Saturn)

O Kawalerii w II Wojnie Światowej

Za co jestem wdzięczny autorowi to poruszenie z innego punktu widzenia tematyki użycia kawalerii podczas II Wojny Światowej, ostatniego większego konfliktu, w którym miały swój zauważalny udział. O ile (przynajmniej mam taką szczerą nadzieję!) mit o szarżach polskich ułanów na niemieckie czołgi, znany jest z głównie z kolejnych tekstów obalających ten mit, to wciąż w narodzie pokutuje przekonanie, że powszechne użycie koni w Wojsku Polskim było tylko i wyłącznie efektem złego stanu modernizacji naszej armii przed II Wojną Światową.


Niemiecka Brygada Kawalerii SS, Rosja 1941

Tymczasem jak wykazuje tekst, konie były używane także przez bardziej zaawansowane armie świata. Podobną rolę co w Wojsku Polskim, kawaleria odgrywała w tym czasie w armiach innych krajów regionu – jak Rumunia czy Węgry. Obecne były jednak też w Wehrmachcie, armiach krajów zachodnich, a także w dużej ilości w ZSRR. Ich ilość „w czynnej służbie” sukcesywnie spadała wraz z postępem wojny na rzecz pojazdów (ze względu na postępującą modernizację wojska), natomiast często i powszechnie stosowane były zawłaszcza na obszarach o mniejszej siatce drogowej i ogólnie słabym poziomie infrastruktury, jak Europa Wschodnia lub Daleki Wschód.

Przy okazji warto nadmienić, że jednostki kawalerii co do zasady, we wszystkich armijnych doktrynach okresu nie miały domyślnie walczyć wierzchem. Konie służyły do transportu żołnierzy (i przy braku pojazdów także niesamodzielnego sprzętu ciężkiego), którzy mieli walczyć spieszeni. Według zasady „kawaleria manewruje konno, a walczy pieszo”. Sytuacje takie jak szarżowanie na pozycje przeciwnika, czy inna forma walki wierzchem z użyciem broni białej były zawsze sytuacyjne, wynikały albo z nagłego i niespodziewanego zetknięcia się z przeciwnikiem w bliskiej odległości, rzadziej służyły uzyskaniu efektu zaskoczenia i zmuszenia przeciwnika do opuszczenia pozycji.

Jednym z ciekawszych starć kawaleryjskich II wojny światowej jest Bitwa pod Krasnobrodem (23 września 1939), gdzie polska i niemiecka kawaleria przypadkiem wpadły na siebie, obie strony dokonały na siebie szarży aby zetrzeć się na broń białą niczym w zupełnie innej epoce sztuki wojennej. Ze starcia zwycięsko wyszli Polacy.

Ostatnia Szarża

Trochę się już rozpisałem, natomiast ciągle nie doszedłem do meritum sprawy i powodu napisania tego posta, grzęznąc w różnego rodzaju dywagacjach i przemyśleniach, nie będących właściwie większą polemiką z autorem tekstu, a jedynie uzupełnieniem pewnych rzeczy lub swoistym komentarzem.


Włoski plakat propagandowy przedstawiający szarżę pod chutorem Izbuszeńskim

Spójrzmy więc na ostatni akapit omawianego artykułu zatytułowany „Ostatnia taka szarża w Europie” w którym wyczytać możemy:

Atak pod chutorem Izbuszenski jest uważany za ostatnią szarżę kawaleryjską w historii Europy

Przeczytawszy ten fragment zaświeciła mi się czerwona lampka. Brzmi on szczerze powiedziawszy jakby był bezrefleksyjnie skopiowany z jakiegoś zachodniego artykułu. Wśród osób interesujących się historią wojskowości w naszym kraju raczej znana i uważana właśnie za ostatnią jest inna, późniejsza szarża, która miała miejsce na terenach dzisiejszej Polski, a dokonali jej polscy kawalerzyści.

Zanim do niej jednak przejdziemy warto byłoby nadmienić, że wspomniana szarża nie była nawet ostatnią szarżą włoskiej kawalerii w dziejach II wojny światowej. Ta miała się odbyć 17 października 1942 pod miejscowością Poloj (dzisiejsza Chorwacja), gdzie włoski 14. Pułki Kawalerii Lekkiej” Cavalleggeri di Alessandria, przebił się przy pomocy szarży z zasadzki zastawionej przez partyzantów Tito, tracąc przy tym jednak artylerię i ponosząc znaczne straty.


Obraz „Ostatnia szarża kawalerii polskiej”, Michał Bylina

Jednak to nie o tej bitwie chciałem napisać a o Szarży pod Borujskiem.

Po przełamaniu umocnień Wały Pomorskiego w lutym 1945 roku, 1 Armia Ludowego Wojska Polskiego została skierowana na Pomorze w celu oczyszczenia prawej flanki głównego natarcia Armii Czerwonej na Berlin.
1 marca 1945 roku siły 1 Armii LWP, natknęły się na silne umocnienia niemieckie (schrony ziemne, wały, zapory, pola minowe) na linii Borujsko-Żabin-Wierzchowa. Poprzedzone pomimo wcześniejszego zmasowanego ostrzału lotniczego i artyleryjskiego pod Borujskiem (dzisiejsze Żeńsko, powiat drawski) Niemcom z 163 Dywizji Piechoty udało się zatrzymać natarcie prowadzone przez polskie 1 i 2 DP oraz 14 Pułk Piechoty z 6DP. Polskie natarcie, prowadzone na podmokłym terenie z udziałem czołgów T-34 utknęło pod niemieckim ostrzałem. Ponowne próby przełamania spełzły na niczym, więc dowodzący 1 Armią LWP, gen. Stanisław Popławski postanowił rzucić do boju odwody w postaci 3 Pułku Ułanów 1 Warszawskiej Samodzielnej Brygady Kawalerii.

Brygada ta była tworem dość szczególnym, nie tyle ze względu na konie, co swój skład osobowy. Większość jej żołnierzy służyła wcześniej w jednostkach kawalerii II Rzeczpospolitej, wielu było weteranami kampanii wrześniowej, część zaś służyła wcześniej z rozwiązanej przez komunistów 27 Wołyńskiej Dywizji AK.

Polska kawaleria przedostała się niepostrzeżenie na pole bitwy zarośniętym jarem. Nagle, w okolicy godziny 16, spośród płonących wraków polskich T-34 na niczego niespodziewających się Niemców wyskoczyła dowodzona przez por. Staraka grupa polskiej kawalerii. Kawaleria rozwinęła się w szyk i cwałem wpadł na pozycje niemieckie. Zupełnie niespodziewający się takiego obrotu sprawy Niemieccy żołnierze wpadli w panikę. Tnąc nieprzyjaciół szablami po karkach polska kawaleria ruszyła w pościg i w pogoni za uciekającymi Niemcami zajęła Borujsko.

W wyniku szarży zginęło 7 ułanów (łączne straty Polskie w bitwie to 147 zabitych), Niemcy natomiast stracili ponad 500 żołnierzy a ponad 50 wzięto do niewoli.

Ten spektakularny wyczyn polskiej kawalerii (a nie, mająca miejsce prawie 2 lata wcześniej szarża włoskiej kawalerii pod chutorem Izbuszeńskim) jest powszechnie uważana za „ostatnią szarżę kawaleryjską Europy”.

Inni kandydaci

Spotkać się można jeszcze z kilkoma innymi kandydaturami do miana „ostatniej szarży kawaleryjskiej”.

Bohaterami dwóch z nich mieliby być również żołnierze 1 Warszawskiej Samodzielnej Brygady Kawalerii. Już 5 dni później 5 marca 1945 pod Bierzwanicą szarżować na pozycje niemieckie miał 2 i 3 Pułk Ułanów wspomnianej brygady. Kawaleria w tej bitwie jednak nie uderzyła bezpośrednio na pozycje niemieckie, a „jedynie” przecwałowała przez niemiecką linię okopów (co dla obserwatora musiało wyglądać jak szarża na pozycje niemieckie), następnie zaś spieszyła się i kontynuowała walkę z użyciem broni palnej.

Kolejna szarża 1 Warszawskiej SBK miała mieć, według płk. Cezarego Leżańskiego w walkach pod Heckelbergiem i Grunthal. Opisał ją we własnych, zbeletryzowanych wspomnieniach wojennych p.t. „Ostatnia Szarża”. Problem stanowi fakt, że jest to jedyne źródło dotyczące tej domniemanej szarży, próżno szukać informacji o niej w źródłach, wspomnieniach innych weteranów czy w książkach naukowych. Sam opis starcia (m.in. opis szarży w ruinach) wydaje się często niedorzeczny. Teza więc o tym jakoby autor podczas pisania tej autobiograficznej powieści lekko podkoloryzował opis wydarzeń w celu ubarwienia opisu wydaje się być bardzo prawdopodobna.

Kolejną polską kandydaturą, jest Chryszczata, w paśmie tej bieszczadzkiej góry w latach 1945-1947 znajdowała się baza wypadowa dwóch sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii – Stiacha i Chrynia (z czego Stiacha była sotnią konną). Ostatniej szarży w dziejach polskiego oręża miały dokonać oddziały konne 34 Budziszyńskiego Pułku Piechoty Wojska Polskiego podczas walk z wspomnianymi bandami UPA (które w końcu doprowadziły do ich likwidacji latem 1947). O ile samo wydarzenie wydaje się być prawdopodobne (34 PP posiadał pluton zwiadu konnego), to już samo wydarzenie jest zbyt słabo udokumentowane, aby dostać zaszczytny tytuł „ostatniej europejskiej szarży” – nie znamy ani przebiegu, ani nawet daty dziennej wydarzenia. Z braku rzetelnych źródeł dotyczącej tego wydarzenia (informacje o bitwie pochodzą głównie z tradycji lokalnej, co jest niewystarczające), musimy odrzucić tą kandydaturę jako nieweryfikowalną.


Amerykański kawalerzysta (prawdopodobnie 1940r.)

Kolejnym, tym razem bardziej udokumentowanym kandydatem jest szarża żołnierzy 10 Dywizjonu Rozpoznawczego, amerykańskiej 10 Dywizji Górskiej w czasie bitwy w dolinie Padu 23 kwietnia 1945 roku. Podczas zajmowania północnych Włoch, już, gdy zwycięstwo alianckie wydawało się pewne a większość załóg niemieckich we Włoszech nie stawiała większego oporu, odrobinę zbyt pewni siebie żołnierze 10 Dywizjonu Rozpoznawczego, podczas konnego rekonesansu zostali nagle zaskoczeni niemieckim ogniem. Zdezorientowani ostrzałem prowadzonym z niewielkiej odległości ruszyli oni na pozycje niemieckie. Szarża załamała się jednak pod wpływem ostrzału z broni maszynowej, a w jej wyniku poniesiono liczne straty.

Tutaj z kolei dochodzi problem z definicją pojęcia szarży. Żołnierze amerykańscy bowiem nie byli w ogóle uzbrojeni w broń białą, ich szarża polegała na natarciu na pozycje nieprzyjaciela prowadząc ostrzał z broni palnej (konkretnie pistoletów).

Encyklopedia PWN podaje następującą definicję słowa szarża:

szarża [fr.], końcowa faza natarcia (ataku) kawalerii, uderzenie w pełnym galopie z użyciem białej broni.

Tymczasem już Słowniki Języka Polskiego twierdzi, że szarża to

«ostre natarcie kawalerii»

, nie wspominając jednak nic o broni białej.

Spór o palmę pierwszeństwa w wyścigu o tytuł „ostatniej szarży Europy” pomiędzy atakiem 10 Dywizjonu Rozpoznawczego w dolinie Padu a szarżą 3 Pułku Ułanów pod Borujskiem zależy więc od przyjętej definicji. Powszechnie przyjęte wyobrażenie szarży raczy jednak wskazywać na potrzebę (albo chociaż zamiar) użycia broni białej. Szarża amerykańska przeprowadzona była tylko z użyciem broni palnej, więc na pewno nie jest ona klasycznie pojmowaną szarżą kawaleryjską.


Żołnierze Amerykańskich Sił Specjalnych w Afganistanie, 2001

Takich „nieklasycznych szarż” mamy zanotowanych w historii (już nie naszego kontynentu) potem jeszcze kilka. Ostatnią mi znaną dokonali żołnierze amerykańskich specjalnych sił lądowych, podczas walk o Mazar-i-Szarif 9 listopada 2001 roku! Żołnierze amerykańscy (oraz sojusznicy afgańscy z Sojuszu Północnego), podczas tej szarży mieli ostrzeliwać Talibów między innymi z karabinów szturmowych oraz… wyrzutni rakiet zmuszając nieprzyjaciół do ucieczki. Nie wiem jak wy, ale ja mam chyba za małą wyobraźnię aby sobie w pełni zobrazować tą sytuację :P

Pomimo więc tych kilku kandydatur, szarża pod Borujskiem jest ostatnią szarżą kawaleryjską na naszym kontynencie, która:
a) Jest w pełni udokumentowana i jej przebieg nie budzi większych wątpliwości
b) Została przeprowadzona w klasyczny sposób, tj. z wykorzystaniem broni białej

Źródła:

  • Wojsko polskie w II wojnie światowej (praca zbiorowa)
  • Wikipedia
  • http://www.strangehistory.net/2010/06/16/the-last-cavalry-charge-in-history/
  • http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleinmagazineshow/22210?t=Lance-szable-w-dlon-
  • http://www.stajniatrot.pl/texts/mondre/innesza.html
  • https://web.archive.org/web/20100530091605/http://www.przyroda-podkarpacia.pl/chryszczata_-pasmo_wysokiego_dzialu_.html
  • http://www.comandosupremo.com/poloj.html
  • https://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/08/23/ostatnia-szarza-polskiej-kawalerii-o-tej-bitwie-naprawde-warto-pamietac
  • http://www.indepthinfo.com/afghanistan/horse-soldiers.htm

KOMENTARZE

  • krashaii

    Rozdział Ostatnia szansa podobał mi się najbardziej!

  • shogunma

    Kto by tam Polaków wymieniał, że ostatnia szarża była wyczynem Wojska Polskiego, a tak było. Żabin, Borujsko - moje rodzinne strony.
    Napisałem post na temat wyzwolenia ich.
    Świetny artykuł. Pozdrawiam.
    https://steemit.com/busy/@shogunma/szarza-pod-borujskiem-ostatnia-szarza-bojowa-kawalerii-wojska-polskiego-charge-at-borujskie-the-last-battles-of-the-cavalry-of

  • kamilkowalski

    perła-odnaleziona.jpg

  • postcardsfromlbn

    Świetny artykuł :)

  • dutmistrz

    Dziękuję za ripostę. Jest ona świetnie przeprowadzona i posiada wiele interesujących spostrzeżeń, z których z pewnością w przyszłości skorzystam w swoich pracach.

    Co do pierwszego zarzutu, raczej nie było moją intencją gloryfikowanie Włochów, tylko wsadzenie kija w szprychy twierdzeniu o powszechnym tchórzostwie włoskiego żołnierza II WŚ. Proszę spojrzeć samemu:

    "Prof. Paweł Wieczorkiewicz, sowietolog i historyk wojskowości, podkreślał iż spadkobierca tradycji Imperium Rzymskiego potrafił w XX w. dzielnie walczyć, zwłaszcza jeśli był odpowiednio zaopatrzony."

    Wszystkie klęski Włochów wymienione przez szanownego autora są jak najbardziej dowodem na słaby stan włoskiej armii, jednak pragnę podkreślić, że nie stwierdziłem nigdzie jakoby była to świetnie naoliwiona machina wojenna, a jedynie iż łatka tchórzy jest niesłusznie przypinana włoskim wojakom co do zasady - a z tym twierdzeniem nie mogę się zgodzić. Podobnie jak ze stwierdzeniem, że artykuł to jakowaś apologia pod adresem armii Mussoliniego, o czym świadczy choćby ostatnie zdanie artykułu.

    Drugi zarzut jest poważniejszy i przyjmuję go pokornie oraz z lekcją na przyszłość, by unikać tak jednostronnych określeń. Głupie stwierdzenie: "jedna z ostatnich" byłoby bardziej na miejscu i mógłbym go bronić. W innym wypadku muszę się przyznać do nieścisłości i pobrać naukę, za którą dziękuję.

    Pozdrawiam i życzę serii ripost długiego życia, od dyskusji z mądrym człowiekiem jeszcze nikt nie zgłupiał, a można tylko zyskać. Dziękuję także za miłe słowa, jakie padły na temat artykułu mimo jego pewnych niedoskonałości. Zapraszam przy tym do lektury mojej serii o wojnie secesyjnej, może właśnie znalazłem bratnią duszę do dyskusji na ten fascynujący temat.

    Kłaniam się.