BLOGCZEJNalpha

#2 Przemyślenia młodej mamy - publiczna przychodnia

Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. To oczywiste. Staramy się wybierać wszystko to, co dobre dla naszego maluszka.

Nasza Zuźka rośnie jak na drożdżach. Tydzień za tygodniem leci w zawrotnym tempie. To teraz jest taki czas kiedy nasz maluszek często bywa w przychodni na rutynowe szczepienia.

Chodzimy z nią do przychodni, która mieści się blisko domu. Nie jest to żadna prywatna przychodnia, nie należy też do najnowszych, ale wychodzimy z założenia, że szczepić ją tu można, bo po co jechać gdzieś dalej, jak każda szczepionka jest wszędzie taka sama.

Podczas ostatniego bilansu/badania przed szczepień, pediatra stwierdził, że nasza mała kruszynka jest blada. Zlecił morfologię i badanie moczu.

Powodów do lęku nie było, ponieważ Zuzia akurat była po drzemce, więc u niej (i u mnie) jest to normalne. Ale .. w sumie fajnie - mamy zlecenie na morfologię, upewnimy się czy na pewno jest wszystko ok.

Działanie przychodni

Któregoś ranka wybrałyśmy się do przychodni oddać krew. Już pomijam fakt, że krew malutkich dzieci nie jest pobierana w części dla dzieci .. tylko dla dorosłych. Dodatkowo, droga do pokoju zabiegowego prowadzi przez poczekalnię pełną zarazków, w której już o 7 jest mnóstwo starszych ludzi (mimo, że kozi doktor przychodzi o 8...).

Przed pokojem zabiegowym kolejka jakby w czasach PRL - bo coś rzucili w sklepie. My wchodzimy bez kolejki - bo malutkie dziecko. Ktoś zaczyna się awanturować, że jak to tak można bez kolejki ...
Już na wstępie pani pielęgniarka pyta, dlaczego dzisiaj przyszłyśmy a nie jutro. Jak się okazuje dzisiaj jest sama w zabiegowym. Dla mnie to nie ma znaczenia, dla niej chyba ma ...

Po chwili okazuje się, że krew będzie pobierana z dłoni, a nie z paluszka. Biorę Zuzię na ręce, a pielęgniarka szuka żyły i już po chwili rączka maluszka podlega dezynfekcji. Następuje wkłucie i ... po chwili płacz. Igła jest już w dłoni, a krew jak nie chciała, tak nie leci... Płacz staje się coraz to głośniejszy. Powoli coś zaczyna kapać, ale .. to i tak za mało. Mówię pani pielęgniarce, że nic z tego nie będzie, że kończymy, bo nie chcę męczyć mojego maleństwa. Igła zostaje wyciągnięta. Pielęgniarka przelewa odrobinę krwi do mniejszej fiolki. Po chwili okazuje się, że krwi nie starczy na wszystkie badania.

Pielęgniarka pyta czy możemy spróbować z drugiej dłoni, bo na wszystkie badania nie starczy. Waham się, ale się zgadzam. Po chwili wiem już, że to był błąd. Pielęgniarka ma problem z wkłuciem. Już po samym wkłuciu rusza igłą, ale to nic nie daje, bo krew nie chce lecieć. Mówię jej, że to co naleciało powinno wystarczyć, że nie zamierzam już jej męczyć.

***

Regularnie oddaję krew i wiem jak powinien wyglądać pobór krwi. Wiem jak powinna wyglądać żyła, w którą można się wkuć. Niestety tutaj zabrakło chyba precyzji, doświadczenia a może szczęścia? Wiem, że czasem jest problem, aby krew leciała, ale w takim przypadku jak ten, nie męczyłabym dziecka. W tej sytuacji widzimy też brak podejścia do dziecka...

Dodatkowo, dowiedziałyśmy się, że prawdopodobnie czeka nas kolejne wkłucie następnego dnia, ponieważ zrobił się skrzep w drugiej fiolce, zanim została przelana do odpowiedniej. Zdecydowałam, że nie pojawimy się następnego dnia, tylko znajdziemy taką przychodnię, gdzie pobieranie krwi będzie inaczej wyglądało niż tutaj. Szkoda łez mojego dziecka.

Najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że nawet taki bobas dostaje naklejkę dzielnego pacjenta, tak jakby miało go to pocieszyć :)

KOMENTARZE

  • annaburska

    Współczuje tego pobierania krwi :/