BLOGCZEJNalpha

Jordan Peterson – 12 życiowych zasad. Recenzja.

Postaram się was nie zanudzić, a o to łatwo, pisząc kolejną z miliona recenzji ostatniej książki Petersona. Nie będę więc opowiadał, jak autor stał się znany, czym się zajmuje na co dzień i jak ta książka odmieniła moje życie – już to wszystko wiecie, plus ostatnie pytanie jest bezprzedmiotowe, bo nie nie odmieniła. Opiszę za to książkę jako książkę i skonfrontuję ja z wykładami Petersona. Następnie przejdę do być może najnudniejszej dla jego fanów: treści. Najnudniejszą, bo tę treść pewnie już znają i mogą śmiało ominąć te akapity. Na końcu będzie moja refleksja na temat dzieła i samego autora, wobec którego wysuwanych jest mnóstwo przeróżnych zarzutów. Postaram się powiedzieć tylko to, co musi być powiedziane, bo szkoda mojego i waszego czasu. To do roboty! Tzn. ja się zabieram do roboty, a wy się zrelaksujcie.

39379580_1094363864045923_3960973494954602125_n[1].jpg

Narracja w 12 życiowych zasadach jest dość obfita i swobodna, coby nie powiedzieć, że książka jest przegadana. Peterson stylem nawiązuje do swojego największego mistrza, Carla Junga, więc możecie spodziewać się miliona dygresji, pozornie niezwiązanych z głównym tematem, które następnie kieruje ku owemu tematowi i skleja w spójną całość. Zaletą takiego pisarstwa jest to, że gdy treść jest dla nas zupełnie nowa lub gdy jesteśmy w jakiś sposób uprzedzeni do niej na mocy naszych przekonań, od których nieświadomie uzależniamy nasz komfort psychiczny, to łatwiej tej treści "zainstalować się" w naszych głowach dość głęboko i ominąć ewentualne bariery, które mogłyby uniemożliwić jej pełne, intelektualno-emocjonalne zrozumienie. Z tym że taka zaleta jest cechą pozytywną dla ludzi o niskiej inteligencji emocjonalnej albo dla ludzi o małej wiedzy i doświadczeniu, czyli dla ludzi albo bardzo młodych, albo średnio rozgarniętych. Identyczny styl Petersona w jego wykładach jest już zaletą dla każdego, nie tylko dla wymienionych grup, ale jednak czegoś innego wymagamy od wykładów, a czegoś innego od książki. Jeśli wykładowca będzie zbyt nastawiony na treść i zaniedba formę przekazywania wiedzy, to słuchacze po prostu się wyłączą. Nasze myśli prawie zawsze są ciekawsze niż czyjeś monotonne dukanie, na nieważne jaki temat. Kto kiedykolwiek miał nudnego wykładowcę albo nauczyciela, to wie, o czym mówię. A prawdopodobieństwo, że nigdy nie mieliście, jest absurdalnie niskie, bo nauczyciele w szkołach to w większości osoby, które przeleciały studia na trójach i im nie wyszło w życiu, a wykładowcy na uczelniach bardziej myślą o swoich badaniach, a nie, jak to ujął nieboszczyk Wolniewicz, o odrabianiu pańszczyzny na salach wykładowych.

Z książkami rzecz ma się trochę inaczej. Oczywiście forma też odgrywa jakąś rolę, bo zbyt długie i zawiłe zdania ciężko się czyta, a wtrącenie jakiejś anegdotki czy żartu pomaga odświeżyć umysł czytelnika i wpływa pozytywnie na jego koncentrację, ale nie można z tym przesadzać, a Peterson niestety przesadził. Od książki oczekuje się jednak bardziej zwartej treści i więcej konkretnych informacji. Ich natłok nie będzie tak zabójczy dla naszej uwagi, jak natłok informacji na wykładzie, bo można zawsze w spokoju przeczytać jeszcze raz poprzedni akapit, zatrzymać się na refleksje, czy robić notatki. Książka ma być bardziej syta intelektualnie. Wykład zawsze traktuję jak paczkę czipsów. Może być smaczny, może zaspokoić choć trochę głód wiedzy, ale nie oczekuję, że będzie mi się po nim ulewać. Książka mam być wyzwaniem, prawie nigdy do wciągnięcia na raz. Książka ma być ucztą. 12 życiowych zasad to niestety tylko ładnie udekorowana kanapeczka na fantazyjnym talerzu z Ikei.

Przyjrzyjmy się w końcu zawartości. Większość znamy już wykładów Petersona, ale może komuś przyda się ta esencja, bez zbędnego słowotoku.

Zasada 1: Pilnuj sylwetki, plecy proste, ramiona wciągnięte.
W tym rozdziale autor opowiada o tym, że układ nerwowy mamy odziedziczony po homarach, co warunkuje nasze reakcje na zwycięstwa i porażki w życiu oraz wystawia nas na ewentualność nabycia zaburzeń lękowych. Od ilości serotoniny i od kompetencji zależy nasza pozycja w hierarchiach dominacyjnych. U Homarów była tylko jedna hierarchia, my na szczęście tych hierarchii mamy dużo i człowiek ma wiele możliwości, by stanowić wartość dla innych i czerpać z tego korzyści, zarówno ekonomiczne, jak i socjalne. Co ciekawe, pokazanie, że hierarchie są starsze, niż człowiek zupełnie anihiluje wszelkie egalitarystyczne ideologie, co też niezbyt podoba się lewicy na całym świecie i jest to główny powód oczerniania profesora, obok mówienia o różnicach płciowych i popularyzowania tradycyjnego modelu rodziny. No bo jakże to tak w XXI wieku opowiadać, że od miliarda lat istnieje podział na cechy męskie i żeńskie, a od 200 milionów lat kategorie rodziców oraz dzieci i że wszystkie te pojęcia są dla nas naturalne i głęboko zakorzenione w strukturach percepcyjnych, emocjonalnych i motywacyjnych?

lobster-164479_640.jpg

Zasada 2: Traktuj siebie tak, jak traktujesz osoby, na których ci zależy.
Ludzie nie dbają o siebie, bo czują się niewartościowi i niegodni swojej uwagi. Bardziej wolą dbać o zwierzęta, bo te są nieświadome, a więc niewinne. Moje obserwacje zupełnie potwierdzają tę tezę, ale jak dla kogoś to za mało, to Peterson przytacza dane, że połowa recept nie jest wykupywana, a jak już ktoś ją wykupi, to z tego grona 67% osób nie zażywa leków w prawidłowy sposób. To już daje do myślenia, co nie? Rozdział oczywiście nie dotyczy tylko dbania o zdrowie. Są to ogólne rozważania na temat opiekowania się innymi, jak i naszego własnego samorozwoju. Celem każdego człowieka jest stanie się samodzielną jednostką i by to pokazać, autor odwołuje się dużo do chrześcijaństwa, które traktuje nie mistycznie, a po prostu psychologicznie. Godne pochwały jest zaznaczenie tutaj, że ofiara Chrystusa i wezwanie do naśladowania go to nie promocja tępego altruizmu i poniżanie siebie w służbie innym, bez osiągania żadnych korzyści w postaci wewnętrznej równowagi, to poddanie się tyranii, a nie "chodzenie z Bogiem". Prosta prawda, ale obawiam się, że przerastająca takiego Yarona Brooka.

Zasada 3: Przyjaźnij się z ludźmi, którzy życzą ci jak najlepiej.
Poza tytułem to z konkretów jest tu tylko przestroga przed toksycznymi relacjami o opisanie paru typów niezdrowych zależności.

Zasada 4: Nie porównuj się z tym, kim inni są dzisiaj, ale z tym, kim ty byłeś wczoraj.
Zasada stara i znana, ale raczej przez mało osób, więc słusznie popularyzowana. Niestosowanie się do niej grozi pogardą albo zgorzknieniem i paraliżem jakiejkolwiek motywacji. Ciekawym jest tu zwrócenie uwagi na ślepotę pozauwagową, czyli na to, że to, na co kierujemy swoją uwagę, determinuje to, co jest dla nas zauważalne. Peterson przytacza tu słynny eksperyment, gdzie dwie drużyny podawały w swoich obrębach piłki do koszykówki i badani mieli policzyć liczbę podań. Wtedy na plan wkraczał koleś przebrany za goryla i nikt go nie zauważył. Ważnym jest skupianie się na swoich spersonalizowanych celach, bo jeśli skupiamy się na jakichś ogólnikach i innych, to dosłownie nas to oślepia i często unieszczęśliwia.

Zasada 5: Nie pozwól swoim dzieciom robić niczego, co wzbudza twoją niechęć
Rozdział o wychowaniu dzieci. Należy sformułować im jak najmniej, ale jasno sformułowanych zasad i stosować minimalną ilość przemocy konieczną, aby wymusić przestrzeganie tych zasad. Peterson nie namawia tu do bicia dzieci, raczej mówi o tym, że jak dziecko się miota, to trzeba je przytrzymać, ale sugeruje też kawałek dalej, że jeśli raz w życiu zdarzyłaby się taka konieczność, to lepiej by to rodzic dał dziecku klapsa, niż by potem nieułożone dziecko miało zostać zdyscyplinowane przez społeczeństwo, bo inni ludzie zrobią to jeszcze mniej delikatnie. Małe dzieci, zwłaszcza chłopcy, są bardzo agresywni i jeśli wtedy nie nauczy się ich panowania nad sobą, to najprawdopodobniej będą nieznośni już do końca życia. Z istotnych rzeczy, to autor jeszcze wykazuje konieczność występowania rodziców parami i ich powinność bycia świadomymi swoich własnych pokładów surowości, mściwości, arogancji, gniewu, zła i skłonności do oszustwa, by dzieci nie postrzegały ich jako hipokrytów, do których zaleceń nie warto się stosować.

Zasada 6: Zanim zaczniesz krytykować świat – zaprowadź porządek we własnym domu
Niestosowanie się do tej oczywistości owocuje masowymi morderstwami i różnymi, sprzecznymi z ludzką naturą utopiami, więc nie kupuję gadania, że pisanie o tym, to couching i truizmy. Jest to uniwersalna prawda, którą trzeba będzie powtarzać dopóty, dopóki istnieje ludzkość. Nie ma zmiłuj.

z18806273Q,Jozef-Stalin.jpg

Zasada 7: Podążaj za tym, co wartościowe (a nie za tym, co wygodne)
Tymczasowa wygoda może prowadzić do większych niewygód potem, a tymczasowa niewygoda może doprowadzić do dużo większej wygody. Takie typowe rozprawienie się z hedonizmem i nihilizmem. Nawet jeśli życie nie ma sensu, to nie jeszcze bardziej nie ma sensu pogarszanie go. Cierpienie możemy minimalizować, podążając za obiektywnymi wartościami. Obiektywnymi, bo obiektywnie poprawiającymi nasze życie, które chcąc czy nie, ale prakseologicznie cenimy. Podążanie za tymi wartościami pozwala odnaleźć sens tam, gdzie się go nie spodziewamy.

Zasada 8: Mów prawdę – a przynajmniej nie kłam
Kłamcy żyją nieautentycznie, w sztucznie wykreowanych przez siebie światach, a że są niedoskonali, to i te ich światy są niedoskonałe. Spycha ich to do poziomu żałosności, który następnie wypełnia ich dusze frustracją i mściwością. Autor stwierdzenia, że totalitaryzmy były niemożliwe, gdyby ludzie zawsze mówili prawdę i zresztą nie bez przyczyny. Sam Hitler doceniał rolę wielkich kłamstw, w które paradoksalnie jest ludziom łatwiej wierzyć, niż w kłamstwa drobniejsze.

Zasada 9: Zakładaj, że twój rozmówca może wiedzieć coś, czego ty nie wiesz
Poza oczywistym wezwaniem do niebycia bucem, mamy tu zwrócenie uwagi na coś, o czym pisał już Mises w "Teorii a historii". Totalitaryzm polega na pysznym absolutyzowaniu tego, co już się wie i na niedopuszczaniu możliwości poprawy naszej filozofii.

Zasada 10: Bądź precyzyjny w tym, co mówisz
Ta zasada powinna się raczej nazywać "Nazywaj nienazwane i odkrywaj zakryte, bo łatwiej wtedy to ogarnąć".

Zasada 11: Nie przeszkadzaj dzieciom, gdy jeżdżą na deskorolce
Ludzie nie dążą do minimalizacji ryzyka, ale do jego optymalizacji, bo tylko w takich warunkach mogą się rozwijać, testować swoje umiejętności i przede wszystkim nie zanudzić się na śmierć. Tworzenie zbyt bezpiecznych placów zabaw owocuje tym, że dzieci wykorzystują dane sprzęty w sposób niestandardowy, a jeśli nie ma jak obejść "systemu", to hoduje się niepewne siebie i lękliwe jednostki.

21769-The_Simpsons-Bart_Simpson-skateboard-748x421.jpg

Zasada 12: Pogłaszcz kota napotkanego na ulicy
Ostatni rozdział to ogólna zachęta do czerpania przyjemności z drobnych rzeczy i zwrócenie uwagi, że ludzie kochają rzeczy ze względu na ich delikatność, kruchość i wynikające z tego potencje. Właśnie dlatego, że dana osoba reprezentuje sobą określone wartości, to jej życie stanowi twórczy potencjał, który pragniemy pielęgnować, by wydał owoce.

Ok. Dotarliśmy do końca. Może i treść książki jest mi znana z wykładów, ale to jego pierwsza książka z tą treścią, więc powinienem ocenić ją uczciwie. Jest to pozycja niebywale dobra i niezwykle potrzebna współczesnemu światu. Bardzo dobrze uźródłowane badania plus erudycja autora wyprostowały tysiące, ludzi na świecie, a napisanie tej książki jest gwarancją, że kolejne tysiące odkryją uroki normalności tj. konserwatywnego, rodzinnego życia, z wyraźnymi rolami płciowymi i hierarchiami kompetencji. Peterson ma tę moc, że udało mu się obudzić nawet co inteligentniejszych lewicowców. Aktualnie plują na niego tylko najbardziej zaczadzeni ideolodzy albo ludzie zazdroszczący mu sukcesu i nazywający go couchem. Couching w popularnym wydaniu to zupełne niezważanie na realia biologiczne, antropologiczne, czy rynkowe i obietnice, czyniące tę dziedzinę ludzkiej aktywności swoistą świecką religią. Peterson nie proponuje nam żadnej religii, żadnego bogactwa na wyciągnięcie ręki i nie obiecuje zniesienia cierpienia. Na każdym kroku zaznacza, że cierpienie jest immanentną cechą rzeczywistości, co czyni go naprawdę rzadko spotykanym realistą. I nie zaprzeczy temu nawet szczekanie co poniektórych, że Peterson śmiał przywołać coś nienaukowego, zaznaczając przy tym, że nie ma na to żadnych dowodów, a tylko pewne intuicje, jak w przypadku, gdy powiedział, że wydaje mu się, że Egipcjanie mogli znać kształt helisy DNA. W ogóle jak już dotarłem do tego fragmentu, to nie omieszkam wspomnieć o pewnym filmiku jednego przygłupa, który mówienie przez Petersona o Homarach skomentował krótkim "my mamy mózgi, a homary nie". No i co z tego, że mamy mózgi? Mózg nie znosi biochemii, tylko umożliwia dużo więcej zaawansowanych sposobów manifestowania tych procesów biochemicznych. Nie będę reklamował tego żałosnego kanału, ale jak już chcecie pokrytykować Petersona, to polecam pomyśleć samemu, bo internet nie ma w tej kwestii nic do zaoferowania.

Mojego życia to może jakoś bardzo nie zmieniło, ale mam wielki szacunek dla autora, że głosi na każdym kroku tę ważną prawdę: kultura nas zniewala, owszem, ale oferuje nam olbrzymie korzyści instytucjonalne, technologiczne i intelektualne. Dostrzeganie tylko jednej strony to ignorancja.

9/10

KOMENTARZE

  • introduce.bot

    @okcydentalista, I gave you a vote!<br>If you follow me, I will also follow you in return!