BLOGCZEJNalpha

Testament Kisiela – minirecenzja

Wywiad ze słynnym konserwatywnym liberałem. No ale właśnie. Czy aby na pewno konserwatywnym liberałem? Z jednej strony Kisiel mówił, że najbliżej mu do Korwina, ale z drugiej twierdził, że on nie wyznaje żadnej ideologii i kieruje się czystym pragmatyzmem. Jakby tak faktycznie było, to po co podawałby swoje rozróżnienie na lewicę i prawicę? Lewica jest według niego internacjonalistyczna i chce urządzić cały świat na jedną modłę, jedną metodą. Prawica zaś zajmuje się powierzonym jej wycinkiem świata i nie ma narzędzi, nie rości sobie prawa do doradzania ludziom na drugim końcu globu, by uspołecznili środki produkcji. Sam oczywiście w tym rozróżnieniu uważa się za prawicowca, a więc czy aby na pewno nie przypisuje żadnych łatek? No jeśli potraktujemy to rozróżnienie czysto psychologicznie to nie. Lewica to te osoby, które, mówiąc Jordanem Petersonem, nie posprzątały swojego pokoju, a z fanatyzmem chcą „sprzątać” świat, podczas gdy prawicowcy to osoby dojrzałe emocjonalnie, świadome immanencji cierpienia w świecie, a więc i jego nawrotów mimo chwilowej ulgi, toteż racjonalniej kierują swoją energię.

a2070375ce6b466e[1].jpg

W każdym razie jest to wywiad z Kisielem. Postacią bardzo znaną pod koniec PRL-u, a którą współcześnie ludzie co najwyżej kojarzą z mema z cytatem „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”. Niektórym młodszym osobom może obiła się też o uszy Nagroda Kisiela, choć mało kto się tym de facto interesuje i słusznie. Nie ma czym się interesować.
Kisielewski rozwodzi się na różne tematy związane z transformacją. Raz szanuje Balcerowicza, czy Michnika, innym razem ich krytykuje. Ten drugi element mnie nie interesuje, a profesora się czepiał głównie za zbyt wolną prywatyzację. Tak, dobrze czytacie. Za ZBYT WOLNĄ, a nie za prywatyzację W OGÓLE. Bo nie ma niczego dobrego w publicznej własności środków produkcji, czego autor (dziwne określenie na osobę, z którą przeprowadzany jest wywiad, ale trudno) jest świadom do tego stopnia, że krytykuje nawet ideę oddania fabryk pracujących w niej ludziom. Jak prywatnemu przedsiębiorcy na zachodzie dobrze się wiedzie, to wtedy dopuszcza akcjonariuszy. Polacy chcieliby zacząć od podziału akcji, podczas gdy nie wiadomo, czy będzie jakiś zysk do dzielenia, czy raczej deficyt. Uściślając jego czasem mętne na publicystyczną modłę wywody: pracowniczy akcjonariat nie rozwiąże problemu braku kapitału. W pewnym sensie jest to prawda, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by pracownicy sprzedali swoje akcje jednej osobie, a byłoby to sprawiedliwsze, bo to aktualni użytkownicy własności państwowej powinni być potraktowani jako jej faktyczni właściciele, skoro nie można ustalić, która ukradziona podatnikowi złotówka wywędrowała gdzie.

Podobał mi się też postulat utworzenia teologii zysku i zwalczenia „pobożnego socjalizmu” typowego dla polakkatolickiego homo sovieticus. Szkoda tylko, że Kisiel nie okazał tutaj umiaru i wpadł w zachwyt skrajnie deterministycznym kalwinizmem.

To chyba tyle z najważniejszych kwestii. Reszta mnie zanudzała. Było o konieczności utrzymywania dobrych stosunków z Rosją, było trochę o życiu prywatnym autora, było o bieżących wydarzeniach politycznych, było również o zjednoczeniu Niemiec, czemu towarzyszył przytomny komentarz, że deal ziemie zachodnie za Kresy nie jest dla Polski taki zły. Więcej nie pamiętam, ale zainteresowanym historią najnowszą zdecydowanie rekomenduję i to mimo tego, że zdarza się Kisielowi popaść w „nie znam się, to się wypowiem”. No bo nie jest tak źle.

7/10

Wrzucałem to wczoraj LC, więc linkuję, żeby bot nie spamował:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/138341/testament-kisiela/opinia/46120809#opinia46120809

KOMENTARZE