BLOGCZEJNalpha

Małe, chorobotwórcze żyjątka, czyli jak wynaleziono dezynfekcję.

bact.jpg

Małe, chorobotwórcze żyjątka, czyli jak wynaleziono dezynfekcję.


Żyjemy w czasach, gdy wiedza o wirusach i bakteriach przenoszonych na rękach jest powszechna. Każdy wie, co zrobić przed kontaktem z raną lub zadrapaniem. W szpitalach mycie rąk i dezynfekcja to czynności rutynowe, powtarzane codziennie setki i tysiące razy. Był jednak taki okres, gdy procedury te uznawane były za uwłaczające, a sale operacyjne i szpitale cuchnęły ropą i stęchlizną, ale uważano to za naturalną kolej rzeczy. Pacjenci umierali tysiącami, a przeżywalność powyżej 50% można było uznać za sukces. Nie są to tak zamierzchłe czasy, jak można by sądzić, a XIX wiek, stulecie chirurgów.

vinthosp.jpg
źródło

Lata '40 XIX wieku. Na Pierwszym Oddziale położniczym wiedeńskiej kliniki powszechnej umierają setki kobiet pod czujnym okiem lekarzy i studentów medycyny. Najczęściej są to prostytutki i biedne samotne matki, które szpital przyjmuje nieodpłatnie, w zamian za możliwość nauki dla położnic i studentów. Śmiertelność wynosi 10%, a nawet więcej. Przyczyna? Gorączka połogowa o nieznajej etiologii – lekarze badający to zagadnienie jako przyczyny podają stres, przeziębienia, ogólną skłonność do chorób, histerię, reakcję emocjonalną na przeludnione sale... Gorączkę połogową przyjmuje się za nieszczęśliwe, ale nieuniknione zjawisko towarzyszące porodom w klinice. Za ścianą znajduje się Drugi Oddział, prowadzony przez położnice. Tam śmiertelność wynosi 4% i mniej, o czym wiadomo również poza szpitalem. Kobiety zmuszone rodzić w klinice błagają na kolanach, by mogły zostać przyjęte na Drugi Oddział Położniczy.

665px-Ignaz_Semmelweis_1860.jpg
P.I. Semmelweiss by Eugen Doby (1834-1907[1]) - Scanned from "Die großen Deutschen im Bilde" (1936) by Michael F. Schönitzer, Domena publiczna.

W takim właśnie miejscu, w 1846 roku pojawia się młody lekarz, Ignaz Philipp Semmelweis, syn węgierskich niemców. Ignaz urodził się w 1818 roku w Budzie. W 1837 roku zaczął studiować prawo. Na studiach był świadkiem sekcji zwłok wykonywanej przez młodego wiedeńskiego profesora, Karla Rokitansky'ego, co skłoniło go do porzucenia prawa na rzecz medycyny. W 1844 r. Uzyskał tytuł doktora medycyny, a w 1846 roku przyjął stanowisko asystenta w Pierwszej Klinice Położniczej. Tylko póki nie znajdzie nic lepszego, jak początkowo myślał.

Gorączka połogowa była na Pierwszym Oddziale zjawiskiem powszechnym, traktowanym z obojętnością przez starszych lekarzy, zwłaszcza dyrektora kliniki, profesora Kleina. Młodego Semmelweisa poruszyła jednak wielka śmiertelność wśród młodych matek i zapragnął rozwiązać tą makabryczną zagadkę.

Semmelweis zadręcza pytaniami i dociekaniami swojego szefa, prof. Kleina. Kwestionuje istniejące wyjaśnienia gorączki połogowej – argumentuje, że gdyby chodziło o epidemię gorączki połogowej śmiertelność na obu oddziałach byłaby podobna, tymczasem na oddziale prowadzonym przez położne wynosi 1-2%. Semmelweis ze swoimi studentami przeprowadza raz za razem sekcje zwłok zmarłych kobiet. Obraz zawsze jest ten sam: ropienie i stany zapalne niemal we wszystkich narządach; macicy, wątrobie, śledzionie, gruczołach limfatycznych, otrzewnej, nerkach i oponach mózgowych. Obraz łudząco podobny do fenotypów przedstawiających stany ropne i ropiejące rany po zabiegach chirurgicznych. Odkrycia Semmelweisa nie przybliżają go jednak do poznania choroby. Po każdorazowej sekcji zwłok udaje się ze studentami, których ręce wciąż słodkawą woń kostnicy do sal, gdzie starannie bada kobiety rodzące, a następnie te które już urodziły. Skutek jest odwrotny od przewidywanego, kobiety na jego oddziale umierają jeszcze częściej. Semmelweis każe rodzić ciężarnym na boku, bo tak się przyjęło na drugim oddziale, przy badaniach postępuje z najwyższą delikatnością, bo ktoś twierdzi że ręce położnych są delikatniejsze niż ręce studentów. Wszystko bez skutku. Odkrywa tylko, że kobiety przebywające dłużej na oddziale częściej zapadają na gorączkę. Dyskutuje ze swoim współlokatorem, lekarzem Markusowskim i Kolletschką, profesorem medycyny sądowej, który pracuje w kostnicy tuż obok niego. W 1847 znajduje się na skraju załamania nerwowego.

Jego przyjaciel, Kolletschka namawia go w końcu na urlop. Semmelweis wyjeżdża do Wenecji, nie znajduje jednak spokoju. Nie wie jeszcze, że przed wyjazdem widział Kolletschkę ostatni raz. Podczas jednej z sekcji niezdarny student zadrasnął Kolletschkę nożem w ramię, co profesor zlekceważył. Następnego dnia dopadła go gorączka i dreszcze. Kilka dni później, majacząc w gorączce, zmarł. Semmelweis czytając protokół z sekcji zwłok profesora, czuje się jakby czytał jeden z setek protokołów zmarłych na gorączkę połogową kobiet. Stan ropny i zapalenie gruczołów limfatycznych, żył, opłucnej, otrzewnej... Ignaz Semmelweis po raz pierwszy rozumie, a prawda jest przerażająca.

bakt 2.jpg
źródło

Skoro wyniki sekcji prof. Koletschki i chorych na gorączkę połogową są identyczne, skoro Kolletschka zmarł na skutek skaleczenia, do którego przedostały się resztki gnijącej substancji ze zwłok, być może on i jego studenci przenoszą tą substancję do zranionego porodem łona położnic? Na drugim oddziale pracują położne, nie mające kontaktu ze zwłokami. Dociera do niego, że gdy przeprowadzał sekcje zwłok jedna po drugiej, przyczyniał się nieświadomie do wzrostu umieralności na jego oddziale. 15 maja 1847 roku przybija na bramie kliniki zarządzenie, głoszące że każdy lekarz i student przed wejściem na sale kliniki położniczej ma umyć ręce w miednicy z chlorowaną wodą.

Semmelweiss nie wiedział nic o bakteriach, jako sprawcach gorączki połogowej. Odkrył jednak tajemnicę, że przenoszą je ręce i narzędzia lekarzy. Profesor Klein zgodził się na wprowadzenie nowych zasad dość niechętnie, studenci zaś traktowali to jako bezsensowną uciążliwość, przez co Semmelweiss musiał osobiście pilnować czy każdy delikwent umył ręce. W maju 1847 roku śmiertelność wciąż wynosiła 12,34%, jednak w kolejnych miesiącach spadła do 3%. Po raz pierwszy w historii oddziału.

2 października 1847 roku Semmelweissa trafia straszliwy cios. Gdy rankiem wchodzi do dwunastoosobowej sali w swojej klinice odkrywa, że wszystkie z kobiet chore są na gorączkę połogową. W ciągu kilku dni umiera dziewięć kobiet. Studenci przeciwni "bezsensownej czystości" triumfują. Semmelweiss głowi się nad zagadką, w końcu odkrywa jednak przyczynę. Na pierwszym łóżku tej sali leży kobieta z ropiejącym rakiem macicy. Semmelweiss i jego studenci myli ręce przed wejściem na salę. Potem badali pierwszą z kobiet, a później wszystkie następne, nie myjąc rąk między badaniami. Semmelweis dokonuje drugiego odkrycia – substancje zarażające przenosi się nie tylko ze zmarłych na żywych, ale także z chorych, u których występują procesy gnilne, na zdrowych.

pool-778207_640.jpg
pixabay.com

Semmelweiss zarządza bezwzględnie mycie rąk przed każdym badaniem i czyszczenie każdego instrumentu, które dotychczas wycierano po prostu o poły surduta. Ściąga na siebie gniew studentów i pielęgniarek, którzy wnoszą zażalenia do profesora Kleina.
Semmelweiss próbuje napisać o swoim odkryciu, odzywa się w nim jednak przemożna niechęć do pisania i wystąpień publicznych. Tym razem o odkryciach Semmelweisa postanawia napisać Ferdynand von Hebra. Jego artykuł ukazuje się w 1848 roku, w grudniowym numerze czasopisma c.k. Wiedeńskiego Towarzystwa Lekarskiego. Spotyka się ono z niewielkim odzewem w świecie utartych pojęć położników i lekarzy europejskich. W 1849 roku wstawia się za Semmelweissem prymariusz Haller z Wiedeńskiego Towarzystwa Lekarskiego. Uświadamia on sobie, że odkrycie młodego lekarza może zapobiegać nie tylko gorączce połogowej. Za sprawą Hebry i Hallera podjęta zostaje uchwała, aby odpowiednia komisja Uniwersytetu Wiedeńskiego zbadała odkrycie Semmelweissa. Profesor Klein dowiaduje się o tym i nabiera podejrzeń, że jego wydrwiony asystent być może stoi na progu sukcesu i donosi na niego. Otóż Ignaz Semmelweiss, z pochodzenia węgier, w czasie walk rewolucyjnych przeciwko rządowi wiedeńskiemu w 1848 roku, sympatyzował z rewolucjonistami. Doprowadza to do jego zwolnienia z uczelni. Namawiany przez Hebrę próbuje bronić swego odkrycia, jednak jego niechęć do pisania przeszkadza mu w udokumentowaniu swoich wniosków.

W 1851 roku obejmuje posadę honorowego, czyli bezpłatnego ordynatora oddziału położniczego w Budapeszcie. Na małym, smrodliwym i brudnym oddziale, Semmelweiss zaczyna od nowa. W ciągu sześciu mozolnych lat doprowadza do spadku śmiertelności poniżej 1%. Odkrywa tam również, że brudna pościel może przenosić zarazki. W 1855 roku zostaje mianowany profesorem położnictwa. Nominacja znów budzi w nim pragnienie aby przekonać do swej metody innych i uratować dziesiątki tysięcy nieszczęśliwych ofiar. Dla siebie nie żąda niczego, odmawia choćby uniwersytetowi w Zurychu, który oferuje mu katedrę położnictwa (a profesor tego uniwersytetu, Rose, jako jedyny chirurg w Europie stosuje zalecenia Semmelweissa). W 1860 roku pisze jeszcze raz pracę pt. "Etiologia, pojęcie i profilaktyka gorączki połogowej". Po latach starań o uznanie swoich odkryć zapada na chorobę umysłową i trafia do kliniki psychiatrycznej w Wiedniu. W 1865 roku umiera majacząc w gorącze, na chorobę którą zwalczał całe życie. I musi minąć jeszcze kilkadziesiąt lat, aby ktoś podjął temat aseptyki.


800px-Joseph_Lister_c1855.jpg
Joseph Lister w 1855 roku

W 1866 roku, w szpitalu brudnego przemysłowego Glasgow, angielski chirurg o nazwisku Lister wprowadza metody dezynfekcji. Joseph Lister urodził się w 1827 roku w Upton, w rodzinie kwakrów. Początkowo studiował botanikę, jednak po uzyskaniu tytułu naukowego w wieku 26 lat podjął się studiowania medycyny.

Za czasów Listera dominującym poglądem na powstawanie chorób były miazmaty z powietrza, które powowodowały zakażenie ran. Wietrzono często szpitalne sale, chirurdzy jednak chodzili w niepranych fartuchach zaplamionych krwią i ropą, a smród przez nie wydzielany określano "poczciwym zapachem chirurgii". Oczywiście ogromna śmiertelność wśród chorych nie mogła zostać niezauważona, pojawiło się więc wiele teorii na temat tego stanu rzeczy. Metodą Chassignaca i Guérina próbowano chronić rany przed dostępem powietrza za pomocą kauczuku i folii ze złota, nakładano również gumowe kaptury zakończone pompą ssącą, która wypompowywała powietrze, jak również torebki z bawełny Guerina które tkwiły na ranach tygodniami zapobiegając przedostawaniu się powietrza do rany. Skutki tych zabiegów były mizerne, a smród nasiąkniętych krwią i ropą bawełnianych torebek nie do zniesienia.

Francuscy chirurdzy podczas wojen napoleońskich w Egipcie odkryli, że ciepły klimat wpływa korzystnie na gojenie ran. Korzystano ze skrzyń ocieplających Guyota i gorących kąpieli Mayora z Lozanny. Odmienne podejście sugerował Friedrich von Esmarch z Kolonii, zalecając okładanie ran lodem. Jednak te sposoby również nie przyniosły pozytywnych wyników. Najskuteczniejsza zdawała się metoda wiedeńczyka Kerna, który nie zakładał żadnych opatrunków. Ponadto podczas wojny secesyjnej, wzniesiono w Waszyngtonie szpitale w stylu pawilonowym, pozwalające na swobodny przewiew. Zauważono bowiem, że ranni w szpitalach polowych składających się z baraków i namiotów rzadziej zapadają na tężec, gorączkę ropną i różycę od chorych stłoczonych w murowanych budynkach.

1024px-Albert_Edelfelt_-Louis_Pasteur-_1885.jpg
Louis Pasteur

W trakcie swych studiów Lister zetknął się z tymi teoriami i najbardziej obiecująca wydała mu się teoria Kerna. Później jednak wpadł mu w ręce artykuł napisany przez francuskiego chemika, Louisa Pasteura. W 1863 Pasteur badał procesy fermentacji. Obserwując fermentujące substancje pod mikroskopem, za każdym razem odkrywał drobne żyjątka, których ilość przez noc gwałtownie wzrastała. Tam, gdzie występowała fermentacja i gnicie, tam pojawiały się żyjątka. Jednak gdy tylko podgrzało się taką substancję, rozwój żyjątek ustawał. Przeciwnicy Pasteura twierdzili, że żyjątka te są jedynie skutkiem fermentacji, nie jej przyczyną. Skłoniło to chemika do dalszych badań. Za pomocą specjalnych naczyń udowodnił, że żyjątka, nazywane przez niego mikrobami, przenikają z zewnątrz. Aby dostać się do środka, mikroby musiałyby pokonać długą szyjkę flaszki. Pasteur założył, że mikroby osiądą w najgłębszym zgięciu szyjki. Gdyby pochylił więc flaszkę, pozwalając płynowi dotrzeć do zagłębienia, do płynu dostałyby się mikroby. Jego przewidywania były słuszne.

Louis_Pasteur_Experiment.svg.png
Eksperyment Pasteura

Jeśli mikroby dostawały się do butli Pasteura, to jak bardzo podatne na zakażenie były otwarte rany pacjentów. Lister stanął przed poważnym problemem – ran nie można było wygotować, ani nadać im kształtu wygiętej flaszki. Musiał wynaleźć inną barierę ochronną. Wkrótce dowiedział się, iż doktor Crooks na nawadnianych polach w Carlisle usunął gnilny zapach za pomocą kwasu karbolowego, zwanego również fenolem. Z faktu iż kwas karbolowy usuwa zapach gnilny, Lister wywnioskował, że musi on niszczyć mikroby. Pokrycie rany materiałem nasączonym kwasem powinno zadziałać jak filtr, chroniący przed zakażeniem. Zaczął stosować opatrunki nasączone fenolem w swojej klinice, dzięki czemu udało mu się uratować pacjentów, których gdzie indziej czekała by niechybna śmierć.Dzięki zastosowaniu kwasu karbolowego udawało się także uratować kończyny tych nieszczęśników, którym do tej pory ratowano życie za pomocą amputacji. Z czasem Lister udoskonalił swoją metodę, uzyskując roztwór karbolu o odpowiednim stężeniu, który nie podrażniał tkanek. Wiedziony przeczuciem zaczął również dokonywać operacji tzw. abscesów mięśni biodrowych. Powodowały one powolną śmierć w wyniku zakażenia ogólnego lub zakażenia krwi, jeśli się czekało, aż same się otworzą. W przypadku otwarcia abscesu chirurgicznie pacjent umierał nadzwyczaj szybko. Lister podjął się pierwszej operacji pod ochroną nakładki nasyconej karbolem, za pomocą skalpela opłukanego w karbolu i odniósł sukces. Absces zaczął się zamykać bez gorączki i śmiertelnego ropienia. Pacjent przeżył.

Ośmielony sukcesem Lister rozszerzył swoje metody na dalsze chirurgiczne przypadki różnego typu. W 1867 roku starsza siostra Listera, Isabella zachorowała na raka piersi. Żaden ze ściągniętych na konsultację chirurgów, również Syme, nie odważył się dokonać operacji. Taki zabieg wiązał się z usunięciem wiązań mięśni i gruczołów pachowych, a to pozostawiało po sobie olbrzymią ranę, która niechybnie prowadziła do śmierci. Rozpacz siostry i jej próby szukania ratunku u rozmaitych znachorów przekonały Listera do wykonania zabiegu, po którym nastąpiły pełne wyczekiwania dni. Pod karbolowymi opatrunkami ogromna rana zagoiła się w kilku tygodniu, to zaś ostatecznie skłoniło Listera do zaprezentowania swego odkrycia światu.

Simpson_James_Young_signature_picture.jpg
J. Simpson - źródło

9 sierpnia 1867 roku w Dublinie, podczas spotkania Brytyjskiego Towarzystwa Medycznego, Lister zabrał głos. Jego przemówienie nie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem, co więcej zyskał sobie wroga w osobie Jamesa Younga Simpsona. Punktem zapalnym była nie tyle dezynfekcja przy pomocy karbolu, a proponowane przez Listera zastąpienie długich ligatur nićmi nasączonymi karbolem, które można było zostawić w ranie. Simpson używał wynalezionych przez siebie klamer narządowych do hamowania upływu krwi i bał się, że metoda Listera sprawi, iż jego klamry pójdą w zapomnienie. Na zjeździe ostro zaatakował pomysł Listera, mówiąc że stosowanie karbolu nie jest niczym nowym i stosowano go już we Francji i Niemczech, po czym odstąpiono od tego. Wystąpienie Simpsona spotkało się z gromkim aplauzem. Jakiś czas później rozpoczął on kampanię wymierzoną w Listera.

Nowym odkryciem interesuje się, choć z początku ostrożnie, brytyjski Lancet. Niewiele później do redakcji przychodzi list od niejakiego "Chirurgicusa", który głosi, że wynalazcą karbolu jest francuz Jules François Lemaire, a lister przywłaszczył sobie jego pomysł. "Chirurgicus" to nie kto inny, jak sam Simpson. Lister sprostował, że nie twierdzi, iż wynalazł karbol, a jedynie zastosował go do jako pierwszy dezynfekcji ran. Zaczyna się polemika, walka między Listerem a Simpsonem, walka kwasu karbolowego z klamrami naczyniowymi. Początkowo przoduje w tej polemice Simpson, łagodny Lister nie potrafi w subtelny sposób obrażać rozmówcy. Wielu lekarzy stosuje karbol w niewłaściwy sposób, choćby myjąc rany kwasem karbolowym, a następnie wpychając tam brudne szarpie, po czym ogłaszają, że metoda Listera nie działa. Simpson umiera w 1870 roku, uczyniwszy najpierw Listera przedmiotem drwin. Tymczasem za granicą metoda Listera zyskuje wielką popularność. Lipski profesor Karl Tiersch ogłosił, że trzy lata po zastosowaniu metody Listera w swojej klinice udało się całkowicie wyeliminować gangrenę i zakażenie ogólne. W ślady Tierscha poszli niemieccy lekarze – Adolf von Bardeleben, Richard von Volkmann oraz profersor Nussmann, a także August Socin z Bazylei. Gdy Lister kilkanaście lat później odwiedza Europę, witają go tam jak zbawcę.

788px-Robert_Koch_NLM.jpg
źródłó
Tymczasem w Wolsztynie pracował nieznany jeszcze nikomu lekarz, który udowodnił przypuszczenia Pasteura i Listera. Nazywał się Robert Koch. Urodzony w 1843 roku w Clausthal Koch, pracując jako lekarz obwodowy z obowiązku badał zdechłe owce, które ginęły setkami na nieznaną chorobę. W toku choroby ich śledziona czerniała, w związku z czym, chorobę nazywano wąglikiem. Już w 1849 roku młody lekarz o nazwisku Pollender twierdził, że we krwi zmarłych owiec zaobserwował dziwne laseczki, jednak nikt nie brał go na poważnie. Podobnie potraktowano Francuza Davaine'a, który wstrzykiwał zdrowym owcom krew z zawartością owych laseczek, przenosząc na nie chorobę. Do uznania odkrycia przyczynił się dopiero chemik z Wolsztyna.

Laseczki obserwowane przez Kocha z początku były jakby martwe i mieszały się z innymi drobnoustrojami. Doszedł do wniosku, że należy je izolować i pobudzić do zycia poza zwierzętami, które zdechły na tę chorobę, aby zobaczyć czy i jak się rozmnażają. Głowiąc się nad problemem odizolowania laseczek, wpada na pomysł aby kroplę płynu z laseczkami umieścić na szklanej płytce i przykryć drugą, grubszą płytką z zagłębieniem. Dokoła, na obydwu szkiełkach znajduje się wazelina. Tym samym Koch tworzy szkiełko nakrywkowe. I owszem, laseczki widziane pod mikroskopem mnożą się z ogromną szybkością. Obserwuje "wiszące krople" w różnych temperaturach, prowadzi doświadczenia na zwierzętach. W końcu dokonuje decydującego odkrycia. Zarodki zmieniają się pod wpływem niekorzystnej dla nich temperatury w "zarodniki", które mogą przetrwać długo poza ciałem zwierzęcia. Gdy jednak dostaną się do żywego ciała, znów zmieniają się w "bakterie" czy bakcyle, jak nazywa je Koch i gwałtownie namnażając się, wywołują śmiertelne zapalenie śledziony.

koch lab.jpg
źródło

Koch demonstruje swoje eksperymenty we Wrocławiu, przed profesorami Uniwersytetu Wrocławskiego. Są przekonywujące i nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Profesorowie domagają się przeniesienia Kocha do Berlina, nadania mu profesury i przyznania laboratorium. W Berlinie jednak wypowiada się przeciwko niemu ten sam człowiek, który niegdyś potępił Semmelweissa: Virchow. Udaje się jedynie wywalczyć dla Kocha posadę lekarza obwodowego we Wrocławiu, blisko uniwersytetu. Zarobki jednak są marne i aby wyżywić rodzinę, Koch wraca do Wolsztyna, gdzie stawia sobie za cel uwidocznienie owych bakcyli, tak aby każdy mógł je zobaczyć. Odkrywa, że zarodki wchłaniają w siebie kolory, co więcej, różne zarodki wchłaniają różne kolory. Dzięki swym odkryciom daje podwaliny mikrobiologii lekarskiej. Koch zdobywa uznanie, odkrywając zarazki gruźlicy (1882) i paciorkowca cholery (1883).

Tymczasem metody Listera od lat '80 XIX wieku zaczęly się przyjmować, mając oparcie w badaniach Kocha i Pasteura. Odkryto staphylococcus i streptococcus, sprawców różnych form gorączki ropnej. Feihsen odkrył bakterię wywołującą różycę. Batton wykazał, że przyczyną tężca również są bakterie. Wydawałoby się, że droga dla wynalazku Listera stoi otworem. Siły postępowe przejęły metody Listera i z konieczności zaakceptowały odkrycie Kocha. Jednak dla rzesz chirurgów zabiegi Listera były zbyt kłopotliwe i mozolne. Fakt, że karbol powodował wyjątkowo trudne do wyleczenia rany na rękach wielu chirurgów oraz toksyczne działanie jego oparów, które powodowały czasem uszkodzenia nerek były argumentami, których często się chwytano, aby uchylić się od uciążliwego leczenia ran systemem Listera. Opór z czasem słabł, a zwycięski pochód "listeryzmu" parł naprzód. Do roztworu karbolowego wkładano instrumenty, opatrunki przepajano karbolem, rozpylano roztwór karbolu w powietrzu, a rany zalewano litrami karbolu. Wynalazek Listera nie był jednak cudownym środkiem na wszystkie patogeny. Działanie chemikaliów było bezsilne wobec bakterii otoczonych warstwą brudu i tłuszczu, karbol nie docierał również do bakterii za paznokciami, ukrytymi w porach skóry i bruzdach. Odkryto sterylizację za pomocą gorącej pary wodnej, a instrumenty chirurgiczne zmieniły się – były teraz w całości z metalu, pozbawione drewnianych rękojeści, aby można je było gotować. Ręce chirurgów szorowano, myto i nacierano alkoholem, nie udało się jednak całkowicie wyeliminować zarodków. Dopiero w 1890 roku rozwiązanie problemu przyszło z Baltimore, a jego centalną postacią był William Steward Halsted.

William_Stewart_Halsted_Yale_College_class_of_1874.jpg
źródło

William S. Halsted urodził się 23 sierpnia 1852 roku w Nowym Jorku. W 1877 roku uzyskał tytuł doktora medycyny. Przez całe swoje dorosłe życie pozostawał uzależniony od kokainy, a następnie morfiny którą usiłowano leczyć pierwsze uzależnienie. W 1889 w szpitalu Johna Hopkinsa w Baltimore, gdzie pracował Halsted pojawiła się świeżo wyszkolona pielęgniarka, panna Karolina Hampton. Jej sposób bycia, a zapewne i uroda, przykuły uwagę młodego lekarza. Halsted darząc ją wzrastającą sympatią, mianował ją przełożoną siostr sali operacyjnej, aby ta dumna kobieta nie musiała się podporządkowywać siostrze naczelnej. Zimą 1889/90 roku na skórze rąk Karoliny pojawiły się zmiany wywołane zapewne sublimatem używanym na sali operacyjnej do dezynfekcji rąk. Wywoływał egzemy, stale rozszerzające się, aż opanowały nawet ramiona. Nikt jeszcze nie wiedział jakie uczucia żywi Halsted do panny Hampton, jednak troska o jej poranione ręce zwróciła uwagę jego asystentów. Halsted podejmował się wielu prób aby zapobiec egzemie, wszystko bez skutku. Pod koniec roku Karolinie pozostało tylko przygądać się zniszczeniu zaatakowanych przez egzemę rąk, lub opuścić salę operacyjną, a tym samym szpital i Halsteda. Głęboka obawa przed zniknięciem obiektu westchnień doprowadziła do momentu gdy Halsted wręczył pannie Hampton cienkie rękawiczki z gumy. Rękawiczki na zlecenie lekarza wykonała firma Goodyear Rubber Company. Były lekkie, delikatne i cienkie, jak druga skóra. Od tego dnia nosiła je Karolina, a sterylizowano je za pomocą pary. Karolina Hampton opuściła szpital, zostając żoną Halsteda, rękawiczki jednak pozostały.

Gumowe rękawiczki szybko zdobyły sale operacyjne świata i weszły w skład niezbędnego wyposażenia chirurgów i personelu, wypełniając lukę w systemie aseptyki. Usunięcie tejże poważnej przeszkody rozpoczęło nowy okres dla chirurgii.


Tekst powstał w ramach Tematów Tygodnia #19, jako luźne nawiązanie do tematu drugiego - "Lista wynalazców zabitych przez ich własne wynalazki".

@postcardsfromlbn


źródła:

  • Jürgen Thorwald, Stulecie chirurgów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, s. 303-402
  • https://pl.wikipedia.org/wiki/Ignaz_Semmelweis
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_Lister
  • https://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Koch
  • https://en.wikipedia.org/wiki/William_Stewart_Halsted
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Caroline_Hampton

KOMENTARZE