BLOGCZEJNalpha

"Żołnierz P.Z. w kombinezonie przypomina goryla" - recenzja "Kawalerii kosmosu" R.A. Henleina

pzmech.jpg

-pancerz wspomagany P.Z. mojego autorstwa-

"Kawaleria Kosmosu" to powieść science fiction autorstwa Roberta A. Henleina, napisana w 1959 roku. Akcja powieści osadzona jest w bliżej nieokreślonej przyszłości; być może przyszłości alternatywnej. Zjednoczona ludzkość pod nazwą Federacji Ziemskiej toczy wojnę z insektoidalnymi Pluskwo-pajęczakami oraz ich sojusznikami, zwanymi Skórniakami. Książka powstała jako protest autora przeciwko zbrojeniom atomowym ZSRR, a bezwolni robotnicy Pluskwo-pajęczaków poddani bezwzględnie Królowym i Mózgowcom mieli służyć jako metafora komunizmu. Świat ten poznajemy dzięki osobie młodego żołnierza Piechoty Zmechanizowanej – Juana Rico.

Rico po ukończeniu szkoły średniej, wraz z przyjaciółmi postanawia zaciągnąć się do wojska. Komisja poborowa przydziela go do Piechoty Zmechanizowanej. Jesteśmy świadkami jego drogi przez ciężkie szkolenie, pierwsze zrzuty bojowe aż po szkołę oficerską i wojnę z Pluskwo-pajęczakami. W powieści najistotniejsze nie są jednak losy Rico, a tło powieści – system etyczny i ustrój Federacji Ziemskiej.

Federacją Ziemską rządzą bowiem wojskowi, a konkretniej – weterani. Prawa wyborcze pasywne i aktywne mają jedynie Obywatele, którzy odbyli służbę wojskową. Reszta to jedynie Rezydenci mieszkający w granicach Federacji. Nie jest to jednak dyktatura wojskowa, a demokratyczny rząd złożony wyłącznie z byłych wojskowych – ci pozostający w służbie czynnej nie mają praw wyborczych, tak samo jak Rezydenci. Aby zdobyć prawa wyborcze, należy odsłużyć swoje w Służbie Federalnej – na przykład jako pilot, piechur lub mechanik. Nie ma znaczenia wykształcenie czy sprawność fizyczna, choć mają wpływ na rodzaj przydziału. Liczy się przede wszystkim gotowość służby dla Federacji, i nawet dla niepełnosprawnych ochotników znajdzie się jakieś miejsce.

W powieści system ten działa nad wyraz sprawnie. Rezydenci stanowią większość ludności i wykonują swoje zawody bez przeszkód, nie mieszając się do polityki. Nikt ich nie szykanuje. Między obywatelami a nie-obywatelami nie ma większych napięć, mimo że czasem jedni drugich uważają za głupców. W czystych miastach żyje się spokojnie, przestępczość jest niska, podatki również. Drobne przewinienia karane są chłostą, przez co więzienia pozostają puste. Federacja zapewnia funkcjonowanie jedynie najbardziej potrzebnych insytucji jak sądy czy służby porządkowe. Innymi słowy, raj dla libertarian.

Juan Rico wstępuje do armii w okresie pokoju, żeby zdobyć prawa wyborcze. Po przejściu szeregu testów zostaje skierowany do Piechoty Zmechanizowanej, trzonu wojsk Federacji Ziemskiej. Można by spodziewać się, iż spotka go los typowego trepa. Piechota Zmechanizowana nie jest jednak zwyczajną piechotą. Każdy z rekrutów poddawany jest rygorystycznemu szkoleniu. Instruktorzy są bezwzględni, a jednak próżno szukać w ich szeregach sadystów – znów widać rękę systemu, który czuwa i nie dopuszcza do służby osobników niezrównoważonych. Szkolenie Piechura Zmechanizowanego przypomina to, którym poddawane są elitarne jednostki komandosów. Kończy je zaledwie kilkuset spośród początkowych kilku tysięcy rekrutów. Wszystko po to, aby zwiększyć szanse żołnierza na przeżycie, a także nauczyć ich obsługi zaawansowanych kombinezonów wspomaganych.

PZ bowiem polega na specjalnych kombinezonach bojowych, w których "piechur przypomina stalowego goryla". Doktryna walki PZ przyjmuje desant z nienacka i taktykę raptownych skoków, tak aby dokonać jak największych zniszczeń u przeciwnika przy możliwie najmniejszych stratach własnych. Jak tłumaczy jeden z sierżantów – "dziecku, które zrobiło coś złego daje się klapsa zamiast od razu go zabijać". Zwycięstwo, o ile to możliwe, ma się dokonywać przez sparaliżowanie i zastraszenie przeciwnika. Przed zrzutem bojowym na planetę Skórniaków żołnierze dostają rozkaz "To ma być demonstracja siły, ognia i terroru [...] Nie bierzcie żadnych jeńców. Zabijajcie tylko w ostatecznym wypadku. Ale cały teren, który zaatakujemy, ma być obrócony w perzynę."

Gdy rasa Pluskwo-pajęczaków zmiata Buenos Aires z powierzchni ziemi staje się jasne, że należy zmienić taktykę. Wojownicy i robotnicy są tylko bezwolnymi narzędziami w rękach ich władców; nie odczuwają strachu, nie znają empatii ani troski o towarzyszy, więc nie można ich zastraszyć. Żyją w tunelach pod powierzchnią zajmowanych przez siebie planet, bombardowanie ich jest więc bez sensu.

Powieść Roberta Henleina wprowadza także ciekawe elementy do popkultury. Przyjmuje się, że tam zrodziła się koncepcja "kombinezonu wspomaganego", jak również "kosmicznego marine" – obecnego chociażby w Warhammer 40.000, serii Halo, Starcraft czy Mass Effect. Również wroga rasa wielkich insektów to częsty motyw filmów, gier i książek. Seria Endera z 1985 roku wykorzystuje motyw "Robali". Tam jednak mają one uczucia i rozum, o czym jednak główny bohater dowiaduje się po anihilacji ich planety.

shdw.jpg

O Tyranidach Henleinowi się nawet nie śniło

W 1997 roku, na podstawie powieści Henleina powstał film Paula Verhoevena znany polskim odbiorcom jako "Żołnierze Kosmosu". Z "Kawalerią kosmosu" łączy go ogólna fabuła; ustrój i wroga ludziom insektoidalna rasa. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Verhoeven odczytał książkę jako pochwałę faszyzmu i zdecydował się sparodiować w filmie koncepcje Roberta Henleina. Mamy więc sierżantów w czarnych płaszczach, podobnych do tych noszonych przez SS, młodzi rekruci mają mózgi wyprane przez państwową propagandę, noszą lekkie pancerze pożyczone z "Obcego" a wojna z Robalami to jedna wielka rzeź. W książce każdy piechur odziany jest w ważący tonę kombinezon wspomagany, który zapewnia najlepszą możliwą ochronę i miażdżącą siłę ognia, a każdy oficer zobowiązany jest do dbania przede wszystkim o bezpieczeństwo własnych ludzi. Rekruterzy zaś przypominają młodym ochotnikom, że mogą w każdej chwili zrezygnować ze służby i nie zostaną wyciągnięte wobec nich żadne konsekwencje.

FUBAR.jpg

FUBAR!-źródło

Pod względem stylistycznym książka jest taka sobie. Razi poszatkowana chronologia wspomnień Rico. Monologi na temat ustroju i etyki zajmują większą część powieści, podczas gdy opisy ważnych wydarzeń streszczone są w kilku zdaniach. A wersja wydawnictwa Amber jest wersją okrojoną względem oryginału. Czytając, nie mogłem się oprzeć wrażeniu naiwności głównego bohatera i pozostałych postaci względem rzeczywistości. Brakuje w książce wyrazistych postaci, mimo że kierują się różnymi motywami. Muszę jednak przyznać, że opisy pola walki, taktyki, technologii czyta się bardzo ciekawie. Mimo, że powieść liczy sobie prawie sześćdziesiąt lat pozostaje pod tym względem aktualna. Plusem są pojawiające się przed każdym rozdziałem cytaty znanych dowódców, fragmenty raportów wojennych czy nawet Biblii.

System etyczno-polityczny Federacji Ziemskiej najlepiej oddaje cytat: "najgodniejszym celem życia człowieka jest możliwość postawienia swojego śmiertelnego ciała w obronie ukochanego domu przeciw potwornościom wojny". Pomysł, aby oprzeć na weteranach wydaje się ciekawy. Z jednej strony mamy ochotników, którzy za potencjalne zagrożenie życia są nagradzani prawami wyborczymi, z drugiej strony nie-obywateli, których swobody, poza prawem wyborczym, nie są w żaden sposób ograniczane. Jest to sensowna koncepcja. Co jednak z innymi ludźmi, którzy również narażają życie i są odpowiedzialni za innych? W czym są oni gorsi od weteranów? Podobne pytanie zadaje w książce lekarz z komisji wojskowej i członkowie Floty Handlowej. Należy dodać, że wspomniany ustrój narodził się z potrzeby. Przed zjednoczeniem Ziemi borykała się ona z poważnymi problemami. Wysoka przestępczość, gangi młodocianych przestępcow, a w końcu wojny. Łatwo zrozumieć dlaczego właśnie byli wojskowi piastują stanowiska w polityce.

Ukazanie się "Kawalerii kosmosu" wywołało różne reakcje. Jedni nazywali Henleina faszystą, widząc jedynie militarystyczny wydźwięk powieści i ignorując wolnościowe przesłanie. Drudzy odczytywali książkę jako manifest pacyfistyczny. Dla mnie "Kawaleria kosmosu" nie jest jednym ani drugim. Głosi raczej konieczność kultywowania kultury wojskowej i utrzymywania armii dla istnienia silnego państwa. Ukazuje chwałę wojny, ale i jej tragizm. Zakłada wolność wyboru, ale i pokazuje jego konsekwencje oraz obowiązki obywatela. Przekazuje koncepcję "wojny sprawiedliwej", gdy zachodzi konieczność walki. Z uwagi na niewielkie stężenie akcji można ją czytać jak manifest ideologiczny. I choćby dlatego warto po nią sięgnąć.


Wpis powstał w ramach 2 tematu 21 edycji Tematów Tygodnia

Źrodła:

  • Henlein R.A., Kawaleria kosmosu, wyd. Amber, 1994
  • http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/SpaceMarine
  • http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/BigCreepyCrawlies

by @postcardsfromlbn

KOMENTARZE

  • synchrotronics

    Tragizm wojny to ciekawa koncepcja nie tylko z powodu jej ofiar, ale i z uwikłania jednostki w walkę niezależnie od wyznawanych wartości. To odwieczne pytanie czy rżnąć karabinem o bruk ulicy, czy nie. "Bezwolne narzędzie w ręku władców" to moim zdaniem smutna perspektywa dla przyszłości planety, państwa, wioski, ale to co nieuniknione czasem nadchodzi, a my musimy wtedy dokonać życiowego wyboru. No cóż, "Nigdy więcej wojny!