BLOGCZEJNalpha

Gdy Świat domaga się Twoich emocji .... popatrz w Siebie


https://cdn.pixabay.com/photo/2018/02/27/20/30/fantasy-3186483_960_720.jpg


To spontaniczny wpis, ale taka jest moja potrzeba i chciałem się nią z Wami podzielić. 


Dla tych z Was, którzy pierwszy raz czytają wpisy na moim blogu, odsyłam do mojego pierwszego wpisu aby łatwiej Wam było zrozumieć istotę mojej wypowiedzi. Od razu zaznaczę, że być może, ten tekst będzie odrobinę trudniejszy i dłuższy (no i pamiętajcie, że jestem na lekach psychotropowych więc mogę nieco zakręcić się). Gdyby coś stało się dla Was za bardzo złożone, dajcie znać w komentarzach. Zachęcam Was również do długiej weekendowej dyskusji i rozmyślań.


Życie - świadomość - śmierć


https://cdn.pixabay.com/photo/2018/04/13/20/22/clouds-3317458_960_720.jpg


Tak, zaczyna się. Kiedy uświadamiasz sobie, że wszystko zaczęło się z maleńkiego punktu - niczego i rozpełzło po całym wszechświecie, to łatwo popatrzeć sobie jak małą iskierką jest nasze życie. Jednak po coś zostaliśmy powołani. Nie mówię tu o religii, raczej o skali wielkości, to łatwo wpaść w tok myślenia, który podpowiada nam, że cokolwiek nie robimy lub robimy, to w tej skali nie ma kompletnie znaczenia. Mnie to męczyło od zawsze. Słowem, czy robię źle, czy dobrze, to co z tego? A jednak. Zakodowano Nam także pewne mechanizmy, które określiliśmy jako dobro i zło. Najgorsze jest, że to My ludzie, których to dotyczy wytyczyliśmy ich granice. Okropne jest też to, że są one płynne. W czasie naszego fizycznego życia towarzyszą nam one i kreują emocje i myśli. Fakt tej pływającej granicy powoduje, że robimy rzeczy, z których nie jesteśmy dumni lub wręcz przeciwnie. 


Życie i śmierć


Życie pojmowałem jako wszystko co się tyczyło zachowania mojej fizyczności. Dlaczego? Bo przecież śmierć to brak oznak fizycznego życia. Hymm ... Czy aby na pewno? Chyba jednak gdzieś w tym myśleniu był błąd. Z czasem i wieloma lekturami oraz wykładami na ten temat, doszedłem do wniosku że musi być coś jeszcze. O fizyczny dowód jest dość nietrudno.


Całkiem niedawno, no ponad setkę lat temu, ludzkość odkryła /zaznaczam, że to forma przykładu/, że istnieje coś takiego jak narkoza. Jedna z największych zagadek anestezjologii. Wiecie, że nikt na świecie nie wie dokładnie jak ona oddziałowe na człowieka? Co się wtedy dzieje? Gdzie jesteśmy? Oczywiście jest wiele różnych form narkozy, ale podczas niektórych pacjent kompletnie niczego nie pamięta z czasu kiedy był pod jej wpływem. Nie ma snu (to naukowo udowodnione), nie ma wspomnień - nic kompletna pustka. Ciało jednak reaguje i funkcjonuje. Oczy reagują na ostre strumienie światła (jest to sprawdzane podczas narkozy). Pacjent zachowuje wszelkie podstawowe formy życia, mózg pracuje, to gdzie jest reszta? Mówi się, że świadomość odchodzi - OK, ale gdzie? Skąd wraca? Co daje jej impuls do powrotu lub do wyjścia?


Czy to jedyny przykład? Och nie, są ich dziesiątki. Jak będziecie chcieli to Wam o nich napiszę innym razem.


Świadomość


Świadomość musi być odseparowana od faktu życia i śmierci (przykład czasowej separacji już czytaliście przed chwilką - tak?). Ten fakt prowadzi nas po nitce do kłębka. Świadomość istniała wcześniej i istnieć będzie później. Ta zwariowana, ale jakże prawdopodobna teza, uzmysławia nam "naczyniowość" życia - życie przechowuje czasowo świadomość wędrującą dalej po śmierci. Chęć pójścia dalej ze świadomością (niektórzy mówią duszą, ja tak tego nie nazywam) powoduje u ludzi rozmyślania nad skróceniem sobie drogi. Pewnie wielu z Was zauważyło, że czasami mówi "... no ja się zabije ... ", w jakimś dowolnym kontekście. Fakt przemyśleń nad tym nie jest niczym złym. Tylko odważnie i szczerze rozmawiający ze sobą samym człowiek, może śmiało w zdrowy sposób ze swoją głową o tym dyskutować. Jeżeli zbyt często to robisz, lub pojawiają się przy tym stany euforyczne, to jest już gorzej (to nie powód by od razu do psychiatry lecieć, do tego jeszcze daleko). Świadomość bardzo dokładnie czują niedoszli samobójcy i Ci którym się nie udało (dobrze, że się nie udało - masz żyć!). Ja uzmysłowiłem sobie jej obecność w przeciągu tych moich 72 godzin, o których pisałem. Blokady wbudowane w Nas są niesłychanie silne. Wywołują ogromne zmiany fizyczne w organizmie i uruchamiają działania, które w czasie normalnego stanu emocjonalne są zupełnie dla nas niedostępne. Coś w sposób niewyobrażalnie silny tworzy potężną zaporę. Próby jej łamania, czy to myślami (bardzo silnymi), czy czynami (nawet drobnymi), to już zmiany chorobowe i mocny sygnał do szukania pomocy.


Gdzie ją znaleźć? Lekarz, grupa wsparcia (w mojej mieścinie niestety nie ma jej), a dla mnie pisanie na Steemit i Wy.


Przez gąszcz świata, czy chcemy czy nie, przedzieramy się przeważnie sami. Ciężko podzielić się wszystkimi rozterkami z rodziną i przyjaciółmi. Ilu osobom możesz tak naprawdę wszystko powiedzieć? O każdym małym i większym grzeszku, tak żeby nie myśleć, że komuś kiedyś powie? Trudne. Świat zaczyna na nas naciskać. Patrząc na niego jak na budowniczego napięcia, daje mu w skali 1-10 tak około 9,5. Jak to robi. Odejdziemy na chwilę od faktu, czy dana emocja jest zła, czy dobra. Zrobimy małą listę, taką na dzisiaj.



  • szkoła - emocje uczą nas i edukują

  • rówieśnicy - chęci dorównania, współzawodnictw o cokolwiek

  • wiadomości - zobaczcie ostatnie news'y - 90% negatywne, szczytem już było, jak zobaczyłem jedną z chyba byłych żon jakiego sportowca, która rozebrała się "w czasopiśmie" żeby .... tragedia

  • czasopisma - czego nas uczą

  • reklamy - co w nas sączą? posiadaj więcej! pracuj mocniej! wypoczywaj w luksusie ale z kredytem (o którego spłacie myślisz już na urlopie), weź pożyczkę lub kredyt (który lekko spłacisz??? no jasne jeszcze przed umową się już o nią martwisz)

  • celebryci - ładujący w nas wykreowany styl życia i zachowania, tylko po to żebyś biegał jeszcze szybciej


Ot taka krótka lista. Niekompletna. Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem przeciwnikiem tego wszystkiego. Zachęcam jedynie do przemyśleń. Może do zwolnienia?


Co robić kiedy w głowie pojawia się autostrada?


O autostradzie w głowie pisałem we wcześniejszych postach (72 godziny). Najpierw powstrzymaj wszelkie niemądre myśli. Ja tego nie zrobiłem. Drugą rzeczą, która powinna być pomocna, to wygadanie się. W dowolny sposób. Ja piszę tutaj. Jeżeli Wam to pomoże piszcie komentarze. Będę odpisywać, może ktoś inny coś napisze. Jeżeli tutaj jest zbyt mało, to trzeba pomału szukać wsparcia w rodzinie i u przyjaciół. Odciąć się trochę od świata i bodźców emocjonalnych. Wycieczka bez telefonu? Całkiem dobry pomysł. Ja czasem wybierałem się w długą podroż pociągiem i wracałem do domu. Możesz coś napisać tylko dla siebie, ale odejdź od komputera i zrób to pisząc piórem (pióra mają coś magicznego w sobie). 


Macie pomysły? Może wspólnie coś na Steemit zrobimy. Ja jestem otwarty i chętnie pomogę. 


Ponieważ to nie jest element mojej przygody i tego co było w szpitalu nie zamieszczam linków do ciągu dalszego i poprzednich, ale ciąg dalszy na pewno nastąpi. Przy okazji dziękuje za Wasze wcześniejsze komentarze.


KOMENTARZE

  • veggie-sloth

    Dzięki za wpis. Ważne tematy dla każdego z nas poruszyłeś, nie ważne czy zagubił się na autostradzie, czy dalej bez trzymanki jedzie. Mam temat trochę już przerobiony, chociaż zgroza bezcelowość czasem mnie ogarnia. Chyba lepiej myśleć, że to wszystko dookola raczej nie prowadzi do niczego, a jest tylko zbieraniem doświadczenia. I raczej cieszyć się jak to tylko możliwe ze wszystkiego, to podobno rozluźnia mięśnie twarzy :) Milego!

  • qinfinitas

    Intrygujące i skłaniające do refleksji nad życiem, ludzkością i śmiercią przemyślenia. Myślę, że większość ludzi od czasu do czasu ma takie pytania jak "po co to wszystko?" (i nie żeby narzekać, ale by pomyśleć o egzystencji).
    Lubię poznawać różne filozofie i wizje tego po co to tu jesteśmy i co jest po śmierci i co z nami się dzieje. Pewnego dnia się dowiemy co jest dalej - lub nie dowiemy się, jeśli nie ma nic.
    Naturalnym jest strach, ale nie przed nieznany, ale bardziej przed utratą tego co tutaj mamy. Myślę, że po pogodzeniu się ze śmiertelnością powinna nam pozostać ciekawość tego co jest dalej - choć to całkiem inny temat.
    Jedną z ciekawszych teorii o jakiej usłyszałem jakiś czas temu jest ta o której wspomniałeś w komentarzu do veggie-sloth, czyli o tym, że żyjemy w symulacji.
    Oczywiście nachodzi od razu myśl, że porównujemy rzeczywistość do tego co znamy - setki/tysiące lat temu też tak było i kiedyś też tak będzie.
    Napisałeś, że za niedługo będzie coś od Ciebie na temat tej teorii, może pomocny będzie film od SciFun'a (:
    Link do filmu:
    https://www.youtube.com/watch?v=L-aRFDlQ2M0