BLOGCZEJNalpha

Wizyta w studiu nagraniowym

To była "szybka akcja"

Przed samym weekendowym wyjazdem zadzwonił do mnie kumpel z prośbą, bym pożyczył mu perkusję do studia.


1.jpg



Z zasady żony, auta i instrumentu nie pożyczam :) Zatem trzeba było na szybko zorganizować wspólny wyjazd do studia nagraniowego. Tym razem, nietypowo jak dla mnie, jechałem w roli technicznego.

Z koncertu na Mazurach wróciliśmy w Poniedziałek o 4tej rano, dalej 3 godzinki snu i biegiem do roboty. W pracy na pełnych obrotach, bo trzeba zdążyć do studia na 15tą.... masakra - ale cóż - lubię takie akcje!


Do studia dotarliśmy o czasie, i zaczął się (z jednej strony) ciut żmudny, a zarazem ekscytujący dla mnie czas. Niezwykle ekscytujący, gdyż rzadko mam przyjemność pomagać komuś od strony technicznej, a i jakąś tam niewielką wiedzą mogę się podzielić.
A minimalnie żmudny od tej strony, że przy samym procesie opinania (mikrofonowania) i "souncheck'u" miałem przyjemność być już wielokrotnie, i tu nic nowego się nie wymyśli. Pojedyncze uderzenia w stopę, werbel, hi-hat, 1szy,2gi, 3ci tom, później crashe i ride (sprawdzenie overheadów) i na końcu trochę grania na całym zestawie. Ot i cała filozofia soundcheck'u ;) Swoją drogą - wrzucę kiedyś filmik, jak to u mnie wygląda.


20180527_155741.jpg



Mój standardowy zestaw perkusyjny (powyżej) został, wspólnymi siłami, sporo odchudzony ze zbędnych blach, a tomy zostały ustawione zgodnie z ustawieniem pożądanym przez kolegę. To samo stało się z konfiguracją talerzy - z moich siedmiu, zostawiliśmy -odpowiednio ustawiając- tylko hi-hat, dwa crash'e i ride.
Ustawiliśmy je tak, by grający miał jak największy komfort gry.


3.jpg



Do tego, wspólnie z realizatorem, doszliśmy do wniosku, że brzmienie bębnów do studia powinno być o wiele bardziej otwarte niż mój "strój" koncertowy. Zatem z naciągów zniknęły żelki (oraz moje patenty) ograniczające "sustain", a z centrali wyjąłem poduchę tłumiącą naciąg uderzany i rezonansowy.
Po tych zabiegach bębny zabrzmiały swoim pięknym, długim i ciepłym brzozowym brzmieniem.


Po tych wszystkich zabawach, podstroiłem jeszcze każdy z bębnów. Szczególnie centrala wymagała trochę pracy -po wyjęciu poduchy, oraz werbel - po zdjęciu "patentów skracających wybrzmienie".
Dalej zostawiliśmy delikwenta sam na sam z zestawem, a my udaliśmy się do "realizatorki".


20180716_171027.jpg



W trakcie soundcheck'u kumpel pograł kilkanaście minut na całym zestawie, a realizator, z pomocą odpowiednich "narzędzi" (widocznych na ekranie na wprost procesorów, oraz po lewej - stołu mikserskiego) wydobył najlepsze z możliwych brzmień tej perkusji, dostosowane odpowiednio do charakteru nagrywanego utworu.


W końcu można było rozpocząć samo nagrywanie utworu.
To jest dopiero żmudny i czasochłonny proces.
Można nagrywać "na setkę" - od początku do końca, lub fragmentami - osobno wstęp, zwrotki, refreny , bridge itd.


Jakąkolwiek formę wybierzemy, i tak trzeba się liczyć z drobnymi korektami ze strony realizatora.


20180716_183531.jpg



Żywy człowiek to nie maszyna, trudno jest zagrać utwór bez najmniejszego potknięcia, super-hiper ekstra równo, z identyczną dynamiką uderzeń w całym kawałku, gdy naprzeciw stają ogromny stres związany z debiutem w studiu nagraniowym, oraz fakt, że nie jest się profesjonalnym muzykiem.


Jestem pewien, ze ten utwór będzie świetny (już jest), a cała płyta zwali słuchaczy z nóg.


Na zakończenie fragment nagrywania. Filmik jest "saute", poczekajcie trochę, a usłyszycie to w wersji po miksie i masteringu - WARTO!
Polecam poczekać na całą płytę!


https://www.youtube.com/watch?v=obJBD9dtEX0

KOMENTARZE

  • andzi76

    Coś tam słychać, może być fajny kawałek, czekam na całość.

  • andzi76

    Wyrażasz zgodę żeby ten post został podbity przez bota którego zrobił użytkownik MK. Aby wspierać dobre treści. Głos idzie z konta użytkownika.