BLOGCZEJNalpha

(Nie tylko) Drobne naprawy #15

logo.png

Cześć,
minęło już sporo czasu od mojego ostatniego wpisu. Spowodowane to było wyjazdem na delegację. Po powrocie uznałem, że czas najwyższy wziąć się za tematy w domu, które do tej pory omijałem szerokim łukiem.

W dzisiejszym wpisie o drobnych naprawach opowiem Wam o moim spotkaniu z sylikonem. Posłuchajcie...

Pokonaj lęk

Mimo, że z wykształcenia jestem elektrykiem, staram się nauczyć możliwie jak najwięcej rzeczy z innych branż. Dlatego też nie straszne mi wszelkie remonty: murowanie, hydraulika, układanie płytek, szpachlowanie. Nigdy jednak nie umiałem i bardzo nie lubiłem pracy z sylikonem. Ta wstrętna maź zawsze układała się inaczej niż bym tego chciał. Zamiast do podłoża kleiła się do palców. Zawsze nakładałem go zbyt mało bądź zbyt dużo. Zanim skończyłem go nakładać wszystko dookoła było już usmarowane tą paskudą na tyle, że dłużej schodziło mi czyszczenie niż sama robota.
Nie było jednak odwrotu. Musiałem ujarzmić tego potwora.
Szczególnie, że pracę tą odwlekałem już dobre pół roku... z nawiązką.

Czysty umysł

Po powrocie z delegacji tknęło mnie by w końcu wziąć się za zabezpieczenie sylikonem blatu roboczego w kuchni. Szczególnie, że zauważyłem w kilku miejscach jak wierzchnia warstwa na blacie zaczyna pęcznieć. Oznaka, że dostała się tam woda... Wiem, teraz już dość późno i cofnąć tego się nie da, ale może chociaż zabezpieczę resztę blatu?
Wziąłem się więc z niechęcią za ten sylikon. Kupiłem tubkę, odnalazłem pistolet i do roboty!

Przygotowania

W pierwszej kolejności warto wspomnieć, że na sylikonie nie opłaca się oszczędzać. Na prawdę lepiej dołożyć te parę złotych i kupić dobry sylikon. Koniecznie sanitarny (jeśli ma mieć kontakt z wodą). Dodatkowo do tego polecam dokupić zestaw końcówek.

IMG_20180801_164543.jpg

Zazwyczaj sylikon zostaje w tubie i zamiast czyścić końcówkę, lepiej ją zostawić szczelnie zamkniętą. A przed kolejnym użyciem, po prostu ją wymienić. Oszczędzicie sobie czasu, nerwów i sprzątania.
Gdy już mamy końcówkę w ręku, trzeba ją przyciąć. Ja to zrobiłem w następujący sposób.

IMG_20180801_164722.jpg

Czy to jest optymalny kąt? Nie wiem, ale mi się nakłada dobrze.

Jeśli chodzi o samo podłoże koniecznie musi być czyste, suche i odtłuszczone. Warto przemyć je np izopropanolem. Po wyschnięciu dla mniej wprawnych polecam okleić przyszłe miejsce zbrodni papierową taśmą. W taki sposób oszczędzimy sobie trochę sprzątania.

22.jpg

Ostatnia rzecz to płyn do naczyń. Musimy mieć go pod ręką. Przyda się przy formowaniu sylikonu po nałożeniu.

Gotowi... do biegu... start!

Ja sylikonowanie zaczynam od narożników. Staram się dozować sylikonu na tyle by warstwa była jednolita. Jednocześnie przesuwam pistolet ze stałą prędkością. Lepiej jest moim zdaniem nałożyć tego paskudztwa mniej niż za dużo.

333.jpg

Gdy już skończymy nakładać, odkładamy pistolet, nalewamy na palca kropelkę płynu do naczyń i przesuwamy po nałożonym sylikonie. W taki o to sposób równamy go. Płyn do naczyń zapobiega przyklejaniu się sylikonu do palca. Jeśli zdarzy się, że gdzieś widać, że go brakuje tak jak na zdjęciu poniżej, dokładamy odrobinkę.

444.jpg

Ważne jest jednak by sylikon nałożyć przed wgłębieniem. Dzięki temu gdy palcem będziemy go ściągać, zepchniemy go wprost w ubytek.

Po wszystkim odklejamy taśmę, czyścimy delikatnie miejsca gdzie sylikonu nałożyło nam się za dużo. Zabezpieczamy tubę i zapominamy o tej robocie na dłuższy czas :)

Poprawki

Poprawianie jest najgorsze. Szczególnie, gdy wydaje Ci się, że wystarczy delikatnie przeciągnąć palcem by coś poprawić. Rzeczywistość jest jednak inna i sylikon nas najczęściej nie słucha. Warto uzbroić się w papierowe ręczniki by zbierać nadmiar sylikonu. Czasami przydatne są również patyczki higieniczne, które pozwolą poprawić niedoskonałości.

Powodzenia!

KOMENTARZE