BLOGCZEJNalpha

Byłem w sekcie...

Bez tytułu.jpg

Byłem w sekcie...

...niewyznaniowej, lecz równie szkodliwej.

Upalne lipcowe popołudnie gdzieś na wschodzie Polski. Odpoczynek przy zimnym piwie przerywa telefon. Dzwoni dawny znajomy z czasów szkoły podstawowej (nazwijmy go Michał) i proponuje mi biznes. Oczywiście zapytałem o co chodzi. Był bardzo tajemniczy, lekko nerwowy. Od razu więc pomyślałem, że chodzi o handel bronią, narkotykami, przemyt lub prostytutki. A może mam mu pomóc kogoś zakopać? Odpowiedziałem, że nie jestem zainteresowany nielegalnym źródłem zarobku. Stwierdził, że wszystko jest legalne i można dużo zarobić, ale w tej chwili nie może zdradzić mi żadnych szczegółów i musimy się spotkać. Przyniósł mi jakąś książkę i zalecił bym przeczytał dwa rozdziały. Taka sobie lektura. Byłem bardzo ciekawy czym jest proponowana przez znajomego żyła złota i przystałem na propozycję omówienia biznesu. Spotkaliśmy się w restauracji przy kawie. Był jeszcze jeden człowiek - Krzysztof. Michał przedstawił Krzysztofa jako swojego lidera i partnera biznesowego. Oboje reprezentowali firmę X. R e p r e z e n t o w a l i. Nie pracowali. Praca etatowa to najgorsze co według nich może spotkać człowieka, ale o tym później. Firma X prowadzi sprzedaż perfum, kosmetyków, kaw, herbat, a nawet usług telefonii komórkowej. Firma działa w marketingu wielopoziomowym. Oznacza to, że „partner biznesowy” buduje sieć dystrybucyjną, która obraca produktami lub/i usługami czerpiąc z tej sieci zyski. Zapraszasz do struktury 3 osoby, a one kolejne 3 itd. Jeśli każda zrobi obrót na wystarczającą kwotę to biznes się kręci. To takie proste. Tak mniej więcej mówił Krzysztof, a Michał tylko kiwał głową z lekkim uśmiechem, który wyrażał podziw i estymę względem Krzysztofa. Odnosiłem wrażenie, jakby bał się odezwać. Osiągając wysokie poziomy w firmie otrzymasz mercedesa klasę A, prawda że ładny ? Kontynuował Krzysztof. (Skłamałem przez grzeczność, że ładny, bo to ta starsza a klasa, która w mojej opinii przypomina hot doga, a nie auto). A także będziesz mógł wziąć udział w zagranicznych wyjazdach. Rzeczywiście takie atrakcje przewidywał plan marketingowy, który skrupulatnie przedstawił mi Krzysztof. Plan zakładał różne poziomy i od nich uzależnione były zarobki. Poziom to ilość punktów, które realizował „partner biznesowy” sam lub ze swoją grupą. Punkty otrzymywał za sprzedane produkty lub kupione na własny użytek. Wspaniały biznes. Firma płaci nam za używanie produktów. To nic, że tanie są tylko perfumy, a cała reszta to kpina i jak się potem okazało mało kto rzeczywiście chce kupować produkty. Jak zauważyliście „struktura” ma formę piramidy. Zarabia najczęściej ten kto jest na górze struktury. No właśnie - najczęściej, a nie zawsze. Czysto hipotetycznie tutaj może zarobić każdy. Dlatego w sensie prawnym mlm nie jest piramidą finansową. Oskarżenie o to, że firma przypomina piramidę u sekciarzy wywoływało napady szału i białej gorączki. Jak w sumie każda negatywna opinia o firmie.


https://steemitimages.com/DQmTEunRsBpQJ8jPgw9bat5fdmHZJL3CLNRCtuPJF1WiGt1/10556376_551317911662926_7286567061026704175_n.jpg


Byli na tyle zmanipulowani, że firmę X traktowali jak największą świętość. Podczas spotkania podpisałem umowę dystrybutora. Sama w sobie nie zawierała na szczęście żadnych kruczków. Należało zakupić tzw. starter duży lub mały. Duży kosztował około 140 zł, a mały około 40. Starter to po prostu próbki perfum. W dużym były wszystkie, a w małym najczęściej kupowane. Chciałem kupić mały, ale Krzysztof zaprotestował słowami „chyba chcesz być traktowany poważnie” Miał w sobie tyle pewności graniczącej z manipulacją mojej decyzji, że kupiłem duży. „Traktować poważnie” to jedno ze stwierdzeń powtarzanych wyjątkowo często przez członków sekty. (Zaznaczam w tym miejscu, że sekta to w mojej opinii grupa do której trafiłem. Nie mówię tu o całej firmie X). Oni mają kilka takich słów lub zwrotów, których używają nadmiernie. Do tego trzeba kupić książkę za jakieś 30 zł (o tym za chwilę).

Po kilku dniach doszło do drugiego spotkania z Michałem i Krzysztofem. Michał znów milczał i kiwał głową. Celem tego spotkania była próba zbudowania u mnie struktury. Na pierwszy rzut oka spoko. Pomyślałem, że będą ludzie to będą obroty. W międzyczasie kupiłem już perfumy, więc reszta pewnie zrobi to samo. Sekta ma jednak bardzo sztywny system. Nie pozwala na działanie po swojemu.

Obowiązuje kilka zasad pozyskiwania nowych członków (w języku sekty - sponsorowania)

  1. „Sponsorujemy” wyłącznie telefonicznie.
  2. Nie mówimy przez telefon o co chodzi. Informujemy tylko o możliwości zarobienia pieniędzy i umawiamy się na dostarczenie m a t e r i a ł ó w odnośnie biznesu. Koniecznie i bezwzględnie używany słowa „materiały”.
    Najpierw spotykamy się z osobą którą chcemy zasponsorować i pożyczamy jej książkę „45 sekundowa prezentacja, która odmieni twoje życie”. Są w niej opisane zasady działania MLM, czyli marketingu wielopoziomowego/sieciowego. Zaznaczamy, że potrzebujemy jej z powrotem maksymalnie za dwa dni. Zmuszamy w ten sposób, aby delikwent szybko przeczytał minimum dwa rozdziały książki.
  3. Odbieramy książkę i jeśli chce to umawiamy spotkanie, które prowadzi nasz lider.
    Musiałem na drugim spotkaniu według określonych zasad wykonać 5 telefonów. Jak sami się domyślacie proponowanie komuś podejrzanych interesów nie budzi zaufania w rozmówcy ani pewności siebie w osobie, która dzwoni.
    1098535_379150062213046_127488454_n.jpg


    Celem drugiego spotkania było zachęcenie moich znajomych do współpracy ze mną i z ludźmi wyżej ode mnie w strukturze. Nie wiedziałem jeszcze, że będę musiał dzwonić i mówić takie głupie teksty o tajemniczych propozycjach biznesowych. Odrzekłem, że łatwiej by było pogadać z jakimś kumplem i po prostu zapytać czy nie chce budować ze mną sieci dystrybucyjnej. Krzysztof i Michał oburzyli się. Nie wolno! Musimy działać zgodnie z systemem. Chłopaki z Poznania (liderzy naszej grupy, mają pod sobą w piramidce całą Polskę, a pewnie również ludzi z innych krajów. Zakładam, że z ich sieci obecnie w biznesie ostro działa jakieś 2% osób, 30% od czasu do czasu kupuje jakieś produkty, a pozostali olali ten "biznes". Te 32% z tak dużej sieci pozwala jednak żyć na poziomie). pracowali długi czas nad naszym systemem i nie możesz łamać zasad. Popatrz na nich, jak dużo osiągnęli, zobacz te mercedesy (Krzysztof wyjął artykuły z jakiejś starej prasy). Rób co mówią a osiągniesz sukces!

Zalecił bym wypisał na kartce nazwiska 5 osób, z którymi chciałbym pracować. Odbyliśmy próbną rozmowę telefoniczną, oczywiście według sztywnego schematu. Powiedział, że świetnie mi idzie i żebym wizualizował sobie, że się na pewno uda i te 5 osób już zamawiają produkty i robią obroty.

https://steemitimages.com/DQmVCegeEKSduqXWJWz49hZETXJ5HYbyi5JtjdSa7hajDts/1009931_397437750384277_1414299406_n.jpg)

No i zacząłem dzwonić...dwóch kumpli powiedziało, że nie ma czasu, trzeci powiedział, że spoko ale chyba się zorientował o co chodzi i olał propozycję, gdy zaproponowałem mu m a t e r i a ł y, czwarty się zgodził i spodobało mu się tak jak i mi. Piąty powiedział, że to oszustwo i żebym dał mu spokój. Stary jedna osoba to i tak dużo, liczy się jakość, a nie ilość - może właśnie to nasza perła, resztą się nie przejmuj, oni całe życie będą pracować na etacie, a my osiągniemy wielki sukces - zapewniał Krzysztof. Potocznie perła oznacza perłową orchideę - wysoki poziom w firmie. Za to osiągnięcie możesz otrzymać mercedesa. Krzysztof był na dobrej drodze do tego, a Krystyna, którą poznałem tego dnia mercedesa już miała.

Zaproponowali byśmy się z nią spotkali. Zgodziłem się, bo byłem pełny emocji. "Zasponsorowanie" jednej osoby dało mi kopa. Wierzyłem Krzysztofowi, że sukces przyjdzie bardzo łatwo, że perłą można zostać w rok i do końca życia nie pracować. Chłopaki z Poznania, przecież budowali niesamowite struktury, my też tak możemy. Michał wszystko potwierdzał i przytakiwał. Krzysztof był pewny siebie, wręcz nieelegancko pewny i patrzył na innych z góry. Krystyna przeciwnie. Kobieta po 40stce, której uśmiech nie schodził z twarzy. Przywitała mnie serdecznie w biznesie, powiedziała że widzi u mnie sukces. W przeciwieństwie do Krzysztofa nie była sztuczna i wydawało się, że miała szczere intencje. Na jej podwórku stał już jakiś lepszy mercedes z firmy, naprawdę niezły. Zaproponowała nam wszystkim produkty (ona z nich wszystkich otrzyma obrót). Oczywiście Krzysztof zamówił najwięcej. Ja z Michałem skromnie. Żele pod prysznic za kilkanaście złotych i kawę za 30.

Nadszedł dzień s z k o l e n i a. Wynajęta sala, około 50 osób. W pierwszym rzędzie Krystyna, Andrzej, Krzysztof i kilka innych ważnych osób. Andrzej też ma mercedesa. Trzeba dobrze wypaść i się przedstawić jako nowy członek. Następnie prawie każdy prezentuje produkt jaki ostatnio kupił. Jeśli nie masz przy sobie produktu, inni krzywo na ciebie patrzą. Następnie wystąpienia kilku osób, co rozpoczyna karuzelę absurdu. Występuję ktoś odważny, krzycząc: "przecież każdy z was się myje, nie kupicie nawet mydła? to czym się myjecie? mydłem z biedronki?" Otrzymuje brawa. Ja z Michałem również bijemy brawo. Tak działa manipulacja. Po szkoleniu zapraszają na warsztaty sprzedażowe. Zostaję, całość trwa 3 godziny. Zbierają po kilka złotych za wynajęcie sali. Andrzej radośnie krzyczy "6 zł za taką dawkę wiedzy to jak za darmo".


Ten sam tydzień i kolejne szkolenie. Jestem ze swoim kolegą, którego wpisałem do struktury i przeszedł obowiązkowy wstęp, który opisałem na początku. Pełen zapału, tak samo jak i ja. Miły człowiek, taki do tańca i różańca. Jednak dowiaduję się, że to za mało. Muszę mieć więcej znajomych w biznesie. Problem w tym, że kontakty na tym polu sobie już spaliłem. Podobnie jak na polu osobistym, gdyż do wielu osób dzwoniłem zgodnie z tajemniczym schematem. Podobne spostrzeżenia mają inni członkowie grupy. Żalą się, że trudno o kontakty i o sprzedaż, bo produkty są drogie. Ceny o kilkaset procent przewyższają rossmanową konkurencję, a same perfumy to za mało. Krystyna stwierdza, że grupa popełnia błędy. Zarządza absurdalne przedsięwzięcie nr 1. Każdy do każdego musi zadzwonić po 3 razy i przeprowadzić próbę sponsorowania przez telefon. A za 4 razem mamy zadzwonić do niej. Kto tego nie zrobi, niech się nie pojawia na szkoleniu. A jak wielokrotnie powtarza, bez szkoleń biznesu nie zrobimy. Kołcz Majk mawiał "bez rozwoju jesteś w duie". "Rozwijamy się" i dzwonimy. Udaje się w międzyczasie "zasponsorować" moją dobrą koleżankę. Przychodzę z nią na kolejne szkolenie i dostajemy brawa. Każdy z naszej trójki robi jakieś tam zakupy. Aby jednak osiągnąć pierwszy próg awansowy należy zrobić tego dużo więcej. Hipokryzja Krystyny sięga granic. Mówi nam o tym, że zarobione pieniądze możemy wypłacać...w produktach, póki nie zdobędziemy wysokiego awansu w firmie. Jesteśmy nadal zmanipulowani i motywuje nas to tylko do działania. Absurdalne przedsięwzięcie nr 2. zarządza wyjazd na jakieś mega szkolenie, które poprowadzą chłopaki z Poznania. Wow! Koszt to 300 zł + transport w obie strony i hotel. No ale bez szkoleń nic nie osiągniemy. Wymiguję się jakoś, bo uznałem, to za niezasadne ekonomicznie. Reszta jedzie. Wraca mega zmotywowana, mówią że teraz to już nie ma wymówek i zrobimy ten biznes. Nagadali im, że gdyby 8 godzin dziennie pracowali w tym biznesie i sponsorowali kolejne osoby (zawsze zamiast "ludzie" mówią "osoby" do dziś nie wiem dlaczego, chyba ktoś z góry zaczął, a reszta powtarza) to zostaliby milionerami, na etacie nie osiągną nic. Dochodzi do sytuacji, która przelewa czarę goryczy, miły i zawsze uśmiechnięty Michał po wysłuchaniu tych bzdur rzuca studia informatyczne na 4 roku. Każdy oprócz członków sekty z wyjątkiem mnie chciał mu to wybić z głowy. Powiedziałem, że programista to zawód przyszłości. Odparł, że MLM to przyszłość. Szok.

https://steemitimages.com/DQmYZCHH3qLuKYqEaWG72RW4dGoyVbskj9RLcHaSn4avpG2/12688235_857644937696887_6646717007493448541_n.jpg)

Był też Zbyszek, 30letni chłopak którego najbardziej mi szkoda. Niezbyt inteligentny i niezbyt urodziwy, jąkał się. Ale przy piwie czasem o kobietach pogadał, chociaż z żadną go nigdy nie widziałem. Nie mógł znaleźć żadnej pracy umysłowej, a i na budowie odniósł jakąś kontuzję, co uniemożliwiło mu jakąkolwiek poważniejszą pracę fizyczną i możliwość utrzymania się samemu. Wiecie, taki poczciwy gość. On był zmanipulowany totalnie, strasznie wierzył w ten biznes i do wszystkich latał z książką. Nawet w kościele ludzi zaczepiał (regulamin w przypadku posiadania książki przy sobie dopuszczał "sponsorowanie" osobiste. Zbyszek zawsze miał książkę przy sobie, ba nawet 3). Przez jąkanie się mimo wszystko osiągał skuteczność kilkuprocentową. Jednak oblatując wszystkich sąsiadów, sklepikarzy, ludzi poznanych w kościele, byłych nauczycieli, udało mu się pozyskać kilka osób. Zawsze jednak uważał, że coś robi źle. Brał pożyczki na książki związane z rozwojem osobistym i szkolenia. Krystyna mu przyklaskiwała. Osiągnął jakiś tam poziom. Jednak nadal zbyt niski by to wszystko mu się zwróciło. On zawsze powtarzał za chłopakami z Poznania "Ja biznes/ludzi/życie traktuje poważnie."

Nowi ludzie nie przychodzili, produkty się nie sprzedawały. Krystyna, która mówiła zawsze, że jesteśmy poważną firmą i nigdy nie będziemy "chodzić po domach jak jechowi" zleca nam taką akcję. Nazywa to "prezentacją produktową u klienta" by uniknąć negatywnych skojarzeń. Na tym samym szkoleniu mówi, że ci którzy nie chcą robić z nami biznesu i wolą tkwić całe życie na etacie, nie mogą się nazywać naszą rodziną i przyjaciółmi. Przecież podajemy im pomocną dłoń, a oni na nią plują. Po tych słowach wyszedłem i już nie wróciłem.

Od czasu gdy Michał rzucił studia zacząłem oceniać to wszystko na trzeźwo. Byłem jak w transie lub hipnozie. Na szczęście w przeciwieństwie do innych otrząsnąłem się. Zmarnowałem jakiś rok życia i trochę pieniędzy. Nie zarobiłem praktycznie nic materialnie. Zyskałem jednak bezcenną wiedzę co do ludzkiej podłości i zdolności wykorzystywania drugiego człowieka. Zastanawiam się, czy gdybym był tak wyrachowany jak ludzie na górze piramidki, to osiągnąłbym sukces w tej branży? Całkiem możliwe. To jednak zbyt wysoka cena. Krystynę i Andrzeja w okolicy traktują jak świrów. Sąsiedzi donosili na nich do Urzędu Skarbowego. Oczywiście w sensie prawnym wszystko jest legalnie. Dzwoniło do mnie sporo ludzi z "biznesu", po tym jak wyszedłem podczas szkolenia. Telefonów było tyle i przez tak długo, że musiałem zmienić numer. Tylko ze Zbyszkiem się skontaktowałem na facebooku, bo mi było go tak po ludzku szkoda. Po cichu myślałem, że zmądrzał. Pogadaliśmy i napisałem mu w dużym skrócie co myślę o naszej grupie. Odpowiedział, żebym spiedalał, bo przeze mnie mu poziom spadł i powodzenia na etacie. To życzenie teraz się spełnia i rozwijam się zawodowo i jestem szczęśliwym i jeszcze przez chwilę młodym człowiekiem.

https://steemitimages.com/DQmX5Gpd2gAv6vJeCdwf6FTtS8ecUoTFpxFjJm4rCspHYih/10406898_539264852868232_819976398638015661_n.jpg)


Wnioski końcowe i więcej grzechów nie pamiętam:

  1. Krystyna i Andrzej nadal działają w firmie X. Andrzej dorobił się lepszego mercedesa.

    2. Nie wiem co robi Michał.

    3. Zbyszek w "biznesie" nie działa, nie wiem czym się zajmuje. Widziałem go tylko z okna auta.

    4. Kolega i koleżanka, których wkręciłem do "biznesu" zrobili to samo co ja i nadal się z nimi trzymam.

    5. Część osób, którym proponowałem "biznes" uznało mnie za idiotę/oszusta, przez co nadużyłem ich zaufanie i teraz głupio mi się z nimi mijać na ulicy.

    6. Na szczęście nie moja kobieta, która zawsze miała do tego dystans :)

    7. Jeszcze raz podkreślam, wpis nie jest opinią o całej firmie X, tylko o grupie do której trafiłem.

    8. Być może są grupy, które działają innym systemem, ale nie spotkałem się z nimi. Zdaje się, że chłopaki z Poznania mają monopol.

    9. Ten biznes jest w Polsce legalny. Przedstawione tutaj zachowania i sytuacje to kwestia norm etycznych.

    10. Historia jest autentyczna, a imiona przedstawionych tutaj osób zostały zmienione.

    11. Wpis nie miał na celu nikogo urazić. Jedynie przedstawić historię z mojego życia.

    12. Właściwie to mercedes nie należy do końca do dystrybutora. Dostaje go w leasingu i obowiązkowo musi mieć reklamę firmy z tyłu.

Jeżeli masz podobne historie, jakieś wnioski lub pytania, zapraszam do komentowania :)

KOMENTARZE

  • bowess

    Świetny wpis! Przeczytałam z wypiekami na twarzy. Brawo!

    #temaTYgodnia to tag konkursowy. W tym tygodniu są akurat inne tematy. Poczytaj regulamin konkursu i zadania na aktualny tydzień, a tag "tematytygodnia" raczej usuń - i tak masz błędny zapis. Zamiast "blog" czy "sekta" polecam tagi pl-psychologia i może pl-emocjonalny - myślę, że zwiększą widoczność postu.

    Mam nadzieję, że post zgromadzi dużo upvotów - zasługuje na to. :)

  • niepoprawny

    Bardzo dobry wpis. Spotkałem kilka takich "firm" na swojej drodze i zawsze przestrzegam ludzi przed MLM. Ostatnio dostałem propozycję podobnego biznesu, odmówiłem od razu. Warto takie historie nagłaśniać, bo ludzie, mimo ogromu informacji w sieci na temat tych mechanizmów, potrafią utopić w tym mnóstwo pieniędzy, których nie mają.

  • grafzero

    Bardzo dobry wpis - otarłem się o takie klimaty, ale na szczęście nigdy w to nie wszedłem.

  • crazyasshole

    A już myślałem, że chcesz porozmawiać o bogu 😁
    Tak czy siak - ciekawe

  • anka

    Mnie też znajomi chcieli wkręcić w to g***o, czyli piramidę nazywając rzecz po imieniu.
    Chcesz zarobić kupę szmalu? zapytał kolega. Odpowiedziałam, że poczekam aż on będzie w kasie pływał to wtedy i ja zechcę zarobić.
    Na spotkaniu jakiegoś Amłeja czy innej podobnej było tak: a co pani szkodzi wypróbować ten krem do twarzy, przecież jak nie będzie odpowiadał to może pani zwrócić.
    A jak krem zniszczy mi skórę na twarzy to co? Zapłacicie odszkodowanie, opłacicie leczenie?
    Jakoś nie był skory do odpowiedzi.
    Wolę kupić kosmetyk w Rossmanie, w Owadzie też jest sporo fajnych, żadne sekty/grupy sprzedażowe nie są mi potrzebne.
    I jeszcze najśmieszniejsze, wyszło po tym wiele osób: firma żyje tylko ze sprzedaży jak opisana w poście, nigdzie nie znajdziecie reklam firmy, w żadnej gazecie czy telewizji.
    No przecież reklamy lecą w tv, w czasopismach różnych, co wy chrzanicie.
    Po tych słowach kogoś z sali spotkanie opuściło prawie 3/4 osób. Z piszącą te słowa włącznie.

  • flocki

    Miałem takiego znajomego na studiach.Bez przerwy namawiał na "byznes",roztaczał wizje sukcesu związane z MLM, mówił o nagrodach w postaci samochodów i pokazywał słupki w jakimś wewnątrz-firmowym systemie. Chwalił się,że w czasie gdy inni pracują na etacie,on idzie sobie na siłownię.Było to 7 lat temu.Niedawno po latach go przypadkiem spotkałem.Pracuje na stoisku owocowo-warzywnym.Dziwne.

  • wanderjusta

    Bardzo ciekawy wpis. Osobiście też całe życie byłam bardzo negatywnie nastawiona do wszystkich em-el-em-ów :) Najzwyczajniej uważałam to za pranie mózgu osób podatnych na manipulację. Odmówiłam chyba z 10 propozycjom takich "byznesów". I ku ogromnemu zaskoczeniu... 1,5 roku temu sama dołączyłam do jednej z takich firm (branża health& wellness) i powiem szczerze, że żadna z przedstawionych sytuacji nie miała miejsca.

    Przypuszczam, że w branży mlm, tak jak napisałeś, dużo zależy od tego, na jaką firmę i ludzi (przede wszystkim) trafimy. Dodatkowo też trochę się zmieniła forma "pracy" i w tym momencie internet daje ogromne możliwości. Na przykład ja ani razu nie podniosłam słuchawki telefonu, nigdy żadnego znajomego nie próbowałam werbować do współpracy, wszystko robię w 100% online (głównie fanpage na facebooku).

    Moja firma ma produkty dobre jakościowo (choć przyznam, że ceny trochę zawyżone) i potencjalni klienci sami się do mnie zgłaszają. Pieniądze co miesiąc, regularnie są wypłacane, wszystko jest legalne.

    Milionerką z tego tego "byznesu" nie jestem i raczej nie będę, gdyż nie nadaję się do rekrutowania (a bez tego daleko się nie zajdzie). Jednak to nie stanowi żadnego problemu aby pracować i zarabiać. Osobiście zdecydowanie lepsza jestem w sprzedaży i dzięki temu zarabiam prowizję, uzależnioną od sprzedaży - zazwyczaj w wysokości mniej więcej średniej krajowej.

    Odnośnie oskarżeń jaka to piramida zła, itd., to osobiście nie zwracałabym aż tak dużej uwagi na to, gdyż strukturę piramidy ma niemalże każda firma (tylko inny sposób rekrutacji i droga awansu :D ) - na górze jest szef/dyrektor zarabiający najwięcej, pod nim 2-3 kierowników, pod nimi niższej rangi kierownicy/supervisorzy, a na końcu szeregowi pracownicy, z najniższymi zarobkami.

    Plusów i minusów jest dużo. I można by o tym dyskutować godzinami. Ale myślę, że jeżeli trafi się na dobry zespół i firmę z ciekawymi produktami, może być to jakaś alternatywa do pracy na etacie, lub dodatkowa forma zarobku (np. na wakacje). Tylko też nie zapominajmy o używaniu własnego rozumu i rozsądku, nie łykajmy jak pelikany, wszystkiego co nam mówią :)

    • PS. Zdecydowanie przestrzegam przed pochopnymi decyzjami... Jeżeli właśnie dostaliście tą "najlepszą propozycję zarobkową EVER" / "życiową szansę", to zanim zdecydujecie się na dołączenie, prześpijcie się z tym na spokojnie kilka dni, zróbcie rozeznanie, poczytajcie o produktach i z przymróżeniem oka słuchajcie historii jak to osoba X czy Y w rok została milionerem ;) o ile to się zdarza, to nie zdarza się każdej osobie, która dołącza.