BLOGCZEJNalpha

Rola gier w moim życiu - Korzyści i pułapki wirtualnej zabawy. Konkurs #pl-gry

mario-1557240_960_720.jpg

Społeczeństwo w sposób bardzo różnorodny postrzega graczy. Jedni myślą stereotypowo, mówiąc coś o zabójstwach spowodowanych moim hobby, inni twierdzą, że to rozrywka wyłącznie dla dzieci, a jeszcze inni, uważają granie za stratę czasu. Z okazji konkursu na tagu pl-gry, chciałbym trochę o swojej pasji opowiedzieć.

Negatywne kwestie psychologiczne

Zanim przejdziemy do właściwego tematu, spróbujemy go ugryźć od trochę innej strony. Bo omawiane poniżej sprawy dotyczą w jakimś stopniu również mnie. Sprawdźmy co na temat gier mówią doświadczenia psychologiczne. Nie trzeba być geniuszem na miarę Freuda, aby stwierdzić, że gry mogą uzależnić. Dlaczego ? Między innymi odpowiada za to mechanizm psychologiczny o nazwie - pozytywne wzmocnienie. Oznacza to, że każda pojedyncza nagroda prowadzi do kolejnych sukcesów. Proces dzieje się cyklicznie, co może uzależnić, zwłaszcza w przypadku gier MMORPG, które praktycznie się nie kończą. Inny mechanizm psychologiczny to samodoskonalenie się. Gracz odczuwa potrzebę rywalizacji i budowania pozycji w rankingach czy wynikach. Chce być ciągle lepszy w wirtualnej rzeczywistości. W skrajnych sytuacjach koledzy ze świata gry, mogą zastąpić tych rzeczywistych.

Złe strony gier przedstawił już kiedyś słynny reportaż TVN-u 24 o grze tibia. Jako część społeczności graczy MMO, poczułem się dotknięty, gdyż reporterzy wybrali graczy, wyglądających na uzależnionych i starali się do jednego worka wrzucić nas wszystkich.

Tymczasem gry...

... to nie tylko negatywne skutki dla psychiki. Jest też wiele dobrych stron. Zanim przedstawię, co ja osobiście zawdzięczam grom, to znowu sprawdzimy, co na to naukowcy. Okazuje się, że większość gier redukuje stres i po prostu odpręża. Nie ulega wątpliwości, że gry rozwijają również pamięć i kształtują kreatywność. Gry logiczne czy FPS poprawiają spostrzegawczość.

brain-2062055_960_720.jpg

Jak to się zaczęło...

Trudno byłoby zrealizować temat bez nostalgicznych wspomnień. Były to późne lata 90-te. Jako jeden z nielicznych posiadałem w domu komputer klasy PC, a nawet dwa. Jako, że ojciec prowadził w domu biuro, to komputery służyły do pracy. Nie mogłem, więc na nich grać. Ale i tak grałem. Pierwsze moje gry oparte były na systemie Dos i nakładce - Norton Commander. Pamiętam dynę - czyli klon bombermana, doskonałą platformówke - Commander Ken czy starego dobrego Wolfensteina. Na Windowsie królowały stare fify i pierwszy Need For Speed. Od gier się uzależniłem, jak wiele dzieci w wieku 7-10 lat. Potrzebowałem grać, a dostęp do komputera miałem bardzo ograniczony. Czarę goryczy przelał fakt, że siedziałem sobie w internecie...na modemie. Modem to było takie urządzenie, które w dużym skrócie mówiąc - naliczało nam impulsy za czas spędzony w internecie, dokładnie tak samo jak za rozmowę telefoniczną. Kupiłem, więc za ciężko nazbierane 40 zł pierwszą konsolę. Był to klon popularnego Pegasusa. A właściwie podróbka, gdyż kupić oryginał w Polsce, stanowiło wtedy nie lada wyzwanie. Przypominam, że internet nie był wtedy rozpowszechniony.

Dobrze pamiętam ten dzień. Była ferie zimowe, a handel na miejskim targowisku kwitł w najlepsze. Gdzieś między badziewiem pokroju garnków, latarek i innych pierdół, moją uwagę przykuły charakterystyczne żółte dyskietki z grami, a obok nich król -"pegasus" (który, jak już ustaliliśmy oryginalnym pegasusem nie był, ale tak na niego wszyscy mówili). Był czarny z niebieskimi przyciskami. Wziąłem ten bogatszy zestaw z dwoma padami, pistoletem i dyskietką typu 999999 in one. Na dyskietkach było kilka gier, a te kolejne numery oznaczały prawie identyczne gry, które np. różniły się liczbą żyć w Mario. Mimo to i tak ostro katowałem tę jedną dyskietkę. Oprócz Mario był też chyba Soccer, Contra, Excitebike i inne świetne tytuły. Wiecie, 8 zł to co prawda mniej niż 40, ale to nadal kwota duża w tamtych czasach, w tamtym wieku i przy takim podejściu rodziców do gier, którzy z tych właśnie względów nie dokładali grosza na moje hobby.

Wniosek: Gry nauczyły mnie oszczędności.

Pamiętacie taką grę elektroniczną Tetris? Kosztowała jakieś 20 zł. Moja Pierwsza Komunia Święta to oczywiście doskonały przypływ funduszy, który można było zainwestować w tetrisa i inne gry. Kasa wpłynęła od gości do rodziców - osobiście. Ale przecież wiedziałem, gdzie je schowali. Prawdopodobnie chcieli je przeznaczyć na moją edukację lub wycieczkę szkolną. Dokładnie nie pamiętam ile tego było, ale pewnego wieczora wziąłem sobie te pieniądze. Przecież były moje! Następnego dnia zaniosłem je do szkoły. Przy czym "zaniosłem" to trochę delikatne słowo. Ja wbiłem z nimi do szkoły jak amerykański raper na teledysk. Trzymałem je w ręku i pokazywałem wszystkim. Kupiłem od kogoś tetrisa, ale to było za mało. Nabyłem również pistolet na żółte kulki (wtedy hit). W życiu piękne są tylko chwilę, więc epizod małoletniego gangstera z pistoletem i plikiem pieniędzy nie mógł trwać zbyt długo. Pistolet zabrał mi nauczyciel podczas przerwy za strzelanie do dziewczyn. Na osłodę kupiłem sobie i każdemu koledze z klasy chipsy i batony w szkolnym sklepiku. Stać mnie było. Reszta kasy miała zostać dorzucona do oszczędności na Playstation. Ale cały misterny plan poszedł się kochać...Podczas ostatniej lekcji, obok zeszytu i książki, na ławce porozkładałem sobie pieniądze. Nauczycielka zapytała na granicy pewności, czy to na wycieczkę szkolną? Ja na to, że nie, bo za to zapłacą rodzice, a ja mam jeszcze dwa sklepy po drodze powrotnej. Potem telefon do rodziców i skończył się dzień młodego milionera. Wróciłem z tetrisem i słodyczami. Pozostałe pieniądze schowałem sobie w rynnie przy domu, żeby rodzice nie nabrali podejrzeń. Ale zanim wróciłem, to już wiedzieli o moich ekscesach.

Wniosek: Nie obnoś się z pieniędzmi i bronią

money-2298506_960_720.jpg

Playstation i Playstation 2

To chyba najlepsze gamingowe wspomnienia. Multum niesamowitych gier, wspaniałe podejście twórców do graczy i cudowna szara konsola. Każdy ją kojarzy. Takie gry jak Tekken, Gran Turismo, Final Fantasy to niezapomniane wspomnienia, które ukształtowały mnie jako gracza i trochę jako człowieka. Ktoś kiedyś powiedział, że "kto czyta książki, żyje podwójnie" A czy wcielając się w postać wspaniałych gier RPG tamtych czasów, jak np Final Fantasy VII, nie przeżywamy wspaniałej historii i nie identyfikujemy się z bohaterami? Ponadto, te gry autentycznie uczyły języka angielskiego. Dziś czasem zapominamy, co w języku angielskim znaczy jakiś wyraz. W tamtych czasach, każde nieznane słowo sprawdzaliśmy w książkowym słowniku. Musieliśmy to zrobić, aby mieć przed sobą pełną i zrozumiałą fabułę gry. To procentowało później na lekcjach języka angielskiego. Na Playstation powstał wspaniały Resident Evil oraz Silent Hill. Te gry budziły grozę i stanowiły dla "małolata" nie lada zagadkę. Cała generacja z pierwszym Playstation to wspaniałe dziedzictwo, z którego czerpały kolejne gry i nadal czerpią. Nadal wychodzi Resident Evil, Tekken, Gran Turismo, Final Fantasy, Pro Evolution Soccer, jako kontynuacja ISS i wiele innych gier, które powstawały około 20 lat temu.

Potem przyszła pora na Playstation 2. Niesamowicie wysoka cena jak na tamte czasy. O ile pamiętam, konsola na premierę kosztowała ponad 2000 zł. Nawet dziś, konsole są dużo tańsze. Jednak za jakiś czas udało się kupić konsolę wraz z grą Jak X. To bardzo dobry futurystyczny racer. Natomiast prawdziwe ściganie przyszło wraz z grą Gran Turismo 4. Gra oferowała setki modeli aut. Tego nie ma chyba w żadnej obecnej "ścigałce". Najdłużej grałem w Devil May Cry 3, God of War 2 i Pro Evolution Soccer 6. Mógłbym tutaj godzinami zachwycać się tymi wspaniałymi tytułami. Jednak to nie czas na recenzje, tylko na wskazanie roli gier w moim życiu. Tamte czasy cenię za to, że pewne dodatki czy postacie do gier musieliśmy odblokować jako nagrodę za ukończenie jakiegoś etapu gry. Dziś...musimy za to zapłacić przez kupno "dlc".

Wniosek: Prawdziwa nauka języka, nawet lepsza niż w szkole. Nauka, że na nagrodę trzeba zasłużyć oraz przepiękne wspomnienia.

Playstation 3 i Xbox 360

Ta generacja to nadal wspaniałe gry, ale również wojna między obiema platformami. Na szczęście posiadałem obie konsole, z uwagi na mocne ekskluzywne gry. Na Playstation - wspaniałe The Last of Us czy seria Uncharted - to znakomite historie i materiały na książkę. Ta pierwsza gra niesamowicie chwyta za serce, a druga to ostra jazda rodem z Indiana Jones. Poza tym uwielbiałem Dragon's Crown. Niezwykły beat em up w cudownej oprawie wizualnej. Xbox 360 to przede wszystkim serie Halo i Gears of War. Gry multiplatformowe ogrywałem na konsoli Microsoftu z uwagi na bardzo wygodnego pada. Najwięcej godzin przegrałem w GTA 4 i 5 oraz Fight Night Champion. Kolorytu do generacji dodawała PS Vita

Wniosek: Wojna pomiędzy dobrami czy usługami to dla konsumenta raj. Ta generacja to jednak początek płatnych usług online i koszenia pieniędzy jak tylko się da, często ponad dobro gracza. Taki proceder trwa do dziś.

DSC_0038_1.JPG

DSC_0016.JPG

DSC_0001_8.JPG

Epoka PC i MMORPG

W międzyczasie bardzo dużo czasu spędzałem z Pecetem. W MMORPG można było zarobić pieniądze. Pod warunkiem, że było się dobrym graczem, który poświęcał na grę bardzo dużo swojego cennego czasu. Tak było również ze mną. Runescape to gra, w którą przegrałem najwięcej godzin spośród wszystkich gier na wszystkie platformy. Dość powiedzieć, że zarabiałem pieniądze. Również poznałem sporo osób, z którymi mam kontakt do dziś i to realnie. Poza pieniędzmi, Runescape doskonale odprężał i kradł czas. Minuty bardzo szybko zamieniały się w godziny. Opisane na wstępie mechanizmy psychologiczne działały doskonale. Trudno było kontrolować czas gry czy nabrać jakiś podejrzeń, że byłem uzależniony. Oceny miałem dobre, chodziłem do szkoły i wszystko z zewnątrz było w porządku. Po powrocie - szybko odrabiałem lekcje, by na cały dzień zmienić swoją osobowość z realnej na wirtualną. Wirtualne pieniądze, wirtualne jedzenie, wirtualni wrogowie i przyjaciele. Tak kręcił się mój świat. Pozyskiwane w grze dobra można było z łatwością sprzedać na Allegro. Byłem bardzo silnym graczem, a emocji dodawał runescapowy hazard. Stawiałem wirtualne pieniądze, chociaż de facto były one wymienialne na prawdziwe...więc...dwa nałogi w jednym. Na szczęście wyrosłem z tego, chociaż moje konto jest aktywne do dziś, pomimo, iż posiada innego właściciela. Runescapa wyparły inne wspaniałe pecetowe tytuły jak seria Civilization, Heroes czy Diablo. Dziś gram już tylko rekreacyjnie i w żaden sposób od tego się nie uzależniam. Te dwie pierwsze gry bardzo dobrze nauczyły mnie strategicznego myślenia. Podobnie jak, Rome: Total War.

Wniosek: Wiek gimnazjalny i komputer to mieszanka wybuchowa. Jako przyszły rodzic mam to na uwadze. Są gry dużo bardziej wartościowe, gdzie ze swojego małego państewka będziemy tworzyć wielkie imperium.

IMG_20170330_195711.jpg

Nintendo i gry niby dla dzieci

Serie Nintendo - podobnie jak te od Playstation, trwają po dziś dzień, a zapoczątkowane zostały bardzo dawno temu. Nadal mamy Mario, Pokemony, Donkey Konga czy Zelda. Te gry zdobi wspaniała i kolorowa oprawa, a wręcz bajkowa. Tylko, że każda z tych gier z wyjątkiem mobilnych pokemonów stanowi przed graczem bardzo trudne wyzwanie. Zaryzykuję stwierdzenie, że w Zeldę gra więcej dorosłych niż dzieci. Bo gry z tej serii to ponownie - wspaniała fabularna historia. Mimo, że wcielamy się w chłopca z mieczem, to mamy do pokonania potężnych wrogów, a niejednokrotnie czekają na nas trudne logiczne łamigłówki. Donkey Kong to gra ekstremalnie trudna. Pozostałe gry od Nintendo, jak np. Mario Kart - to idealna zabawa dla całej rodziny.

Skoro już o pokemonach mowa. To chciałbym powiedzieć coś o Pokemon Go. Chociaż ta gra miała na premierę mnóstwo niedoróbek, to dokonała czegoś kapitalnego. Wygoniła dzieciaki z domu! Po grach, w których spędzaliśmy czas na kanapie, przez tytuły, które wymagały od nas pewnej aktywności fizycznej przed kamerką, wreszcie musimy wyjść na powietrze. To już prawie sport. Sam pobrałem grę i ruszyłem na podój pokemonowego świata. Mnóstwo fantastycznej zabawy i zdrowej rywalizacji. Moda na Pokemon Go przerodziła się w prawdziwy sport. To nic, że ktoś tam w pogoni za pokemonem wpadł do wody, a ludzie z telefonami stoją pod kościołem, nie modląc się, nie żebrając, a zbierając pokeballe, gdyż kościół obok mojego domu jest pokestopem.

Wniosek: Nie oceniaj książki po okładce i czasem wyjdź z domu.

pokemon-1581771_960_720.jpg

Muzyka

Nie ma gier bez oprawy dźwiękowej. Takie tytuły jak Chrono Cross, Superhot, Hotline Miami to niesamowite doświadczenia dla melomanów. Ponadto polecam kapitalną pieśni Priscilli z Wiedźmina 3. Nie będę więcej nic pisał, zagrajcie lub sprawdźcie soundtrack na youtube.

Wniosek: Gry to również przepiękna muzyka

Nowa generacja...

Jeszcze krótko o nowej generacji. A właściwie o cenach gier, gdyż na podsumowanie całej generacji przyjdzie czas. Natomiast już dziś można jej zarzucić szereg płatnych dodatków i wysokie ceny gier. Aby liczyć się w grze Fifa - nie wystarczy wydać około 200 zł na premierę. Należy albo żmudnie budować swój zespół i być do tyłu, albo zrobić to co inni - kupić wirtualne monety. Gdzie to pasjonujące odblokowywanie dodatkowych funkcji w grze? Dzisiaj wystarczy potężna kampania reklamowa by zarobić kokosy. Nie trzeba nawet jeszcze wydać gry. Twórca gry No Man Sky, zrobił wokół swojego produktu ogromny szum. Zamówienia przedpremierowe sprzedawały się jak świeże bułeczki. A pierwsze recenzje...wypadły bardzo słabo...

Wniosek: Do nowości podchodź z dystansem i nie kupuj preorderów.

IMG_20161208_150531.jpg

Podsumowanie

Gry kształtowały i nadal kształtują mój charakter. Zanim powiesz, że to bzdura to spróboj mojej pasji. Świat gier to niesamowita ewolucja, od pierwszego ponga po virtual reality. Ja obserwuję ten rynek od lat 90tych. Pomimo, że obecnie jest skażony mikrotransakcjami i nieustanną wojną na lepszą i gorszą grafikę - to i tak od czasu do czasu otrzymujemy bardzo wysokiej jakości tytuły. Gry nauczyły mnie języka angielskiego dużo lepiej niż na lekcjach w szkole. Nauka przez pasję była dużo bardziej przyjemna. Dzięki grom, stałem się człowiekiem bardziej kreatywnym. Nic tak jak Cities Skylines nie uczy logicznego myślenia. Nic tak jak Civilization nie stworzy z Ciebie stratega. Niewiele książek, tak bardzo poruszyło mnie jak gra - The Last of Us. Gry to niesamowite emocje. Nie tylko w wirtualnym świecie. Gracze spotykają się osobiście i rywalizują ze sobą o wielkie nagrody finansowe albo po prostu amatorsko. Poza uzależnieniem od Runescape, nie żałuje tej fantastycznej przygody. Bo gry mogą uzależnić, ale to trochę jak z alkoholem - jeśli potrafimy z tego korzystać, to będziemy bawić się świetnie.

*źródła grafik: pixabay i własne

KOMENTARZE

  • veggie-sloth

    Pierwsze moje gry oparte były na systemie Norton Commander. Troszkę chyba nieścisłość, Norton był czymś w rodzaju graficznej nakładki na MS DOS :) FF VII to był tytuł! :)

  • bartheek

    Bardzo dobra praca. Jeśli @kapitanpolak ustanowi głosowanie tak jak w poprzednim konkursie (3 pkt, 2 pkt i 1 pkt), to nie powinno być problrmu z oddaniem głosu.

  • polskiarrow

    "Złe strony gier przedstawił już kiedyś słynny reportaż TVN-u 24 o grze tibia. Jako część społeczności graczy MMO, poczułem się dotknięty, gdyż reporterzy wybrali graczy, wyglądających na uzależnionych i starali się do jednego worka wrzucić nas wszystkich."

    A poza tym sądzę, że telewizja musi zostać zniszczona. :)

    Najpierw wymyślą jakiś termin, którym manipulują starych, a naiwnych ludzi. Nie istnieje coś takiego jak uzależnienie od gier, tak samo jak nie istnieje coś takiego jak mowa nienawiści. Uzależnieniem mógłbym nazwać sytuację, w której ktoś nie potrafi za nic w świecie wyjść z domu bo musi grać albo nawet nie pójdzie do kibla bo komputer zostanie w pokoju. Ale to nie jest już spowodowane grami, tylko wrodzoną lub wcześniej nabytą chorobą psychiczną. Takie jest moje zdanie. Człowiek zdrowy nie uzależni się od gier bo nie działają na ludzki mózg tak jak alkohol. Z resztą grałem w mnóstwo gier, które cyklicznie dawały mi nagrody za coś... po 30 minutach wyłączyłem i odinstalowałem bo nuuudyyy. A starzy ludzie wierzą, w to co im powie wszechwiedząca i wszechmocna święta alleluja telewizja i wymyślają jakieś ograniczenia na komputer mając zdrowe psychicznie dzieci, którym uzależnienie nie grozi. Mam kolegę, który nie wiem po co ma komputer bo rodzice mu zabraniają go włączać. Jak już to okazjonalnie na 30 min. Często jak do niego przychodzę to razem se nie możemy pograć w coś normalnego tylko ciągle trzeba ten monopol katować i pobierać 2 bańki za przejście przez start... No i wiecie? Ten kolega nie umie sobie założyć konta na portalu społecznościowym. Zero kontaktu na skypie, messengerze czy facebooku no i kontakt osłabiony... Strach pomyśleć, co będzie z nim w przyszłości jak mu każą CV przez emaila wysłać... Jak mu się poszczęści to będzie poniżej średniej krajowej zarabiał i odliczał do weekendów harując 8 godzin dziennie. To takie smutne, co telewizja robi z ludźmi. :( :( :( To czyn o wysokiej szkodliwości społecznej. Czy to w ogóle legalne? Jak dobrze, że ja znam swoje prawa i prawo do własności (o kompie mówię) i mi nikt nie może zabronić z niego korzystać.

    EDIT:
    "Wniosek: Nie obnoś się z pieniędzmi i bronią"

    Wniosek powinien brzmieć: Miej świadomość swoich praw. Co to nauczyciela obchodzi od kogo, na co i dla kogo są twoje pieniądze? Czy musiałeś się tłumaczyć z prawa do posiadania własności?

    Pozdrawiam, upvote za pracę poleciał!