BLOGCZEJNalpha

Venimus, vidimus, Deus vicit

Juliusz Cezar zdając "relację" senatowi ze swojego zwycięstwa nad królem Farnakesem II miał rzec tylko veni vidi vici: przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Ta sentencja, podobnie jak kilka innych, na stałe weszła do kanonu cywilizacji Łacińskiej. My Polacy też mamy swoją wersję tej sentencji i swojego bohatera, który odniósłszy wielkie zwycięstwo trawestując słowa Cezara, przekazał wieść o zwycięstwie papiestwu w słowach: venimus, vidimus, Deus vicit: przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył. A może to nie była tylko trawestacja wynikająca z pobożności, a stwierdzenie faktu?

http://mobile.wilanow-palac.pl/image/m/3213/2560/974/article/image.jpg

Nie chcę wcale umniejszać tutaj geniuszu militarnego naszego króla, którego bardzo szanuję. Co więcej wbrew wielu opiniom uważam że odsiecz Wiedeńska nie tylko była nieunikniona (ze względu na sytuację wewnętrzną w kraju), ale również potrzebna i dobra. Mam jednak nieodparte wrażenie, że umyślnie czy nie używając takich słów zawarł w nich drugie dno...

Polityka Bałtycka

W momencie objęcia przez Sobieskiego tronu, pomimo faktu że został wybrany na króla poniekąd jako zwycięzca w wojnie z Turcją, postanawia on dokonać zwrotu w polityce międzynarodowej IRP i skupić się na odzyskaniu i zwiększeniu wpływów w obszarze Morza Bałtyckiego (z punktu widzenia geopolityki bardzo dobra decyzja) w tym odzyskaniu władzy nad Prusami. W tym czasie Francja i Szwecja prowadziły wojnę przeciw Brandenburgii, która to z kolei chwilę wcześniej niespodziewanie przyłączyła się do koalicji Habsburgów(Holandia, Hiszpania i Austria) walczącej z Francją w Niderlandach. Nadarzała się więc okazja by naszego największego w tamtym czasie rywala i wroga w rejonie bałtyckim pokonać wchodząc w sojuszu z niezwyciężonymi Szwedami i potężną Francją. Rozpoczęto pertraktacje, w 1675 podpisujemy tajny traktat w Jaworowie, w 1677 w Gdańsku zostaje zawarty sojusz ze Szwecją. Niestety wewnętrzna opozycja wobec króla, niechęć szlachty do wojny z Prusami, wielkie trudności, pomimo zwycięstw militarny w podpisaniu pokoju z Turcją spowalniają realizację ambitnych planów. Wspólnej kampanii nie pomagają też klęski potencjalnych sprzymierzeńców zwłaszcza jak dotąd niepokonanej armii Szwedzkiej. Być może gdybyśmy do wojny dołączyli wcześniej wszystko potoczyłoby się inaczej, kto wie. Warto wspomnieć, że Francja nie tylko starała się pomóc w rozwiązaniu konfliktu polsko-tureckiego, ale we wspomnianym traktacie deklarowała potężne wsparcie finansowe.

Szlachta silniejsza od króla

Król będąc w polityce od wielu już lat widział jak bardzo państwo polskie w tym czasie już niedomagało. Planował on nie tylko zmianę na arenie międzynarodowej ale również reformę wewnętrzną, która miała prowadzić do wzmocnienia pozycji króla. Jak się domyślacie nie spodobało się to naszym sąsiadom, którzy to wsparli wewnętrzną opozycję w praktyce uniemożliwiając jakiekolwiek reformy. Swoją drogą działania przeciwników króla (już po Wiedniu) Forst de Battaglia nazwał zabawą w huśtawkę, nie było istotne co król proponował, oni zawsze byli przeciw, ja bym to nazwał bardziej współcześnie: opozycja totalna. Z reform nic nie wyszło, a gdy przyszło wezwanie o pomoc z Austrii podburzona i zauroczona wizją przedmurza Chrześcijaństwa Szlachta Polska niejako wymusiła udział Polski w wojnie z Turcją.

Nowa dynastia polska

Sobieski jednak nie dawał za wygraną. Swoje zwycięstwo pod Wiedniem i kolejne jeszcze większe, pomimo opuszczenia przez sojuszników pod Parkanami chciał wykorzystać (pięknie wykorzystywał również w propagandzie) do wzmocnienia Polski z tej strony. Po zwycięstwie pod Parkanami powołano do życia Świętą Ligę która miała chronić Chrześcijaństwo przed Imperium Osmańskim, niemniej Cesarz Austriacki chciał wykorzystać ten sojusz do rozciągnięcia swojej władzy nad straconymi Węgrami, Wołoszczyzną czy Bałkanami. Taki wzrost potęgi Austrii był geopolitycznie niebezpieczny (co z resztą znalazło potwierdzenie w dalszych naszych dziejach), dlatego to też nasz król chciał wyhamować te dążenia najpierw próbując zagarnąć tron Węgierski, a potem Mołdawski dla swojego syna. Totalna opozycja oczywiście utrudniała te dążenia oskarżając króla o przedkładanie interesów rodzinnych nad państwowe. Nie było to całkowicie bezpodstawne, bo kolejne porażki polityczne coraz bardziej popychały króla do skupienia się na realizacji jednego tylko celu: przekazania korony polskiej swojemu synowi.

Nikt nie słucha mnie za życia...

Nic jednak z tego nie wyszło, podobnie jak z pozostałych wielkich planów Jana III Sobieskiego. Ten wielki wojownik i mąż stanu, zwycięzca na polu bitwy pozostał przegranym w polityce. Nikt nie słucha mnie za życia... takie słowa miał wypowiedzieć na łożu śmierci, może jeszcze tym ostatnim słowem chciał zakląć rzeczywistość mając nadzieję, że chociaż po śmierci jego słowa zostaną wysłuchane? Sobieski nie chciał wojny Turcją, w 1672 jako hetman wielki koronny pisał do Sejmu żeby raczej z Turcją stworzyć wspólną koalicję przeciw Rosji, niż żeby walczyć z Turkami. Jednak historia potoczyła się zupełnie inaczej, a nasz król został zapamiętany jako pogromca potęgi Osmańskiej. Czyż zatem Venimus, vidimus, Deus vicit nie jest do bólu prawdziwe? Wiktoria Wiedeńska nie była ani zwycięstwem króla Polski, a nie naszego państwa... choć z pewnością była zwycięstwem cywilizacji Chrześcijańskiej.

Epilog

Dlaczego mimo to uważam że odsiecz Wiedeńska była czymś dobrym? Uważam że wszelkie "co by było gdyby" w odniesieniu do wielkiej historii są całkowicie bezsensowne. Człowiek nie jest w stanie przeanalizować wszystkich komplikacji, konsekwencji wywoływanych przez donośne dla dziejów zdarzenia, nie wiemy więc czy realizacja planów Sobieskiego byłaby w jakikolwiek sposób lepsza i dla kogo. To co wiemy to że potęga Osmańska została złamana i zagrożenie cywilizacyjne jakie stanowiło to państwo zostało pokonane. My zaś, Polacy, ulegliśmy wielkiemu zepsuci i demoralizacji. I choć to nasi sąsiedzi byli rządzeni przez złych tyranów, to sami jesteśmy winni swojej ostatecznej klęski i upadkowi. Gdyby Rzeczpospolita pozostała silna cnotami swoich obywateli, nie zostalibyśmy pokonani przez absolutystycznych sąsiadów. I nie było problemem to że sami sobie nie stworzyliśmy absolutystycznych rządów, ale właśnie upadek cnoty obywatelskiej i stworzenie rządów dziesiątek tyranów. Oczywiście to tylko moja opinia.


Obraz: Portret Jana III, rycina Simeona Thomassina wg Jana Hoehna, 1695; Biblioteka Narodowa.
Źródła:

  1. Sobieski-polityk i mąż stanu, Zbigniew Wójcik, w:Studia Wilanowskie, 1978 r., T. III-IV
  2. Nikt nie słucha mnie za życia... Jan III Sobieski w walce z opozycyjną propagandą (1684-1696), Anna Czarniecka

Tekst napisany w ramach 2 tematy w konkursie #temaTYgodnia o numerze 21

KOMENTARZE

  • pkocjan

    Świetny artykuł. Bardzo mi się podoba :) chyba po czytaniu Twoich postów zacznę lubić historię ;)

  • wadera

    Również uważam, że to szlachta doprowadziła do upadku Rzeczpospolitej. Upadek cnoty obywatelskiej... Mam wrażenie, że niewiele się nauczyliśmy, jako naród.

  • mys

    Dobra lekcja historii

  • assayer

    Bardzo cenny rodzaj tekstu, nie tylko odczarowujący bardzo zmitologizowany moment naszej historii, ale także dający do myślenia o tych, których uważamy za panów świata.

    Okazuje się, ze mechanizmy historii są ponadludzkie i właściwie nie ma tak mocnej pozycji w społeczeństwie, aby być pewnym realizacji swoich planów. Współcześnie wszyscy to już dość dobrze rozumieją i stąd wszystkie te wojny o media, z jakich powstała także ideologia blockchains, platform zdecentralizowanych.

    Na pocieszenie Sobieskiemu: chrześcijaństwo wtedy wygrało, ale nie tylko z nim. Lata studiów na początkami tej religii przekonały mnie, że wygrało nawet z własnym założycielem, który spędził żywot nauczając o nadejściu apokaliptycznego Królestwa Boga. Została z tego tylko drobna wzmianka w popularnej modlitwie "przyjdź Królestwo Twoje", cień jego marzeń...

  • dutmistrz

    Bardzo dobry tekst. Szkoda, że ten jeden z ostatnich przedrozbiorowych gwizdków nie został przez cudowną szlachtę wysłuchany. Podoba mi się też rzadkie podejście do kwestii zaborów - tez uważam, że sami ukręciliśmy na siebie bicz, a nie ci źli, wstrętni sąsiedzi się na nas uwzięli. Wielką słabością RON była nieumiejętność, chroniczna, do przekuwania wspaniałych tryumfów na polu bitwy w korzyści polityczne...

  • hallmann

    Niestety wewnętrzna opozycja wobec króla, niechęć szlachty do wojny z Prusami (...)

    (...) kolejne porażki polityczne coraz bardziej popychały króla do skupienia się na realizacji jednego tylko celu: przekazania korony polskiej swojemu synowi.

    Ja śmiem twierdzić, że Jan III Sobieski najpewniej od samego początku miał plan by po nim na tronie zasiadł syn Jakub. I o to właśnie chodziło w całym "pruskim planie". Zdobyć Prusy i oddać Jakubowi. Wtedy doszłoby do ogromnego wzmocnienia obozu królewskiego. Na tym rzecz jasna szlachcie nie zależało, dlatego byli przeciw.

    Historyk nie powinien gdybać, ale moim zdaniem, taki ruch mógłby ocalić Rzeczpospolitą, bo jeden z jej największych wrogów i później "rozbiorców" zostałby unieszkodliwiony. Swego czasu pracowałem nad grą planszową, w której można było wprowadzać alternatywne scenariusze. Chyba muszę do niej wrócić...