BLOGCZEJNalpha

Wykorzystuj złe momenty

Kłótnie, rozstania, porażki... Teraz myślę, że mimo że każdy unika ich jak może, nie ma niczego, co by je zastąpiło. Spójrz wstecz, na wszystkie swoje trudności. Wszystkie w jakieś sposób pokonałeś, a nawet jeśli nadal coś cię dręczy, to nie może to trwać wiecznie - prędzej czy później, uciekniesz spod jarzma swoich problemów. Zobacz, jak te trudności, które już pokonałeś, cię zmieniły. Prawda jest taka, że wzloty zawsze muszą poprzedzać upadki, nie ma nic innego, co tak wpływałoby na twój charakter i życie.

Myślę, że paradoksalnie porażki i ciężkie chwile są nam bardzo potrzebne. Choć nikt go nie chce, mówi się, że ból jest najlepszym nauczycielem. Jestem pewna, że widzisz także w swoim życiu zdarzenia, które to potwierdzają.

Piszę to pod wpływem chwili, nie było tu nic planowanego. Jeśli mam być szczera, jedną z najcięższych rzeczy w moim życiu było rozstanie z moim pierwszym chłopakiem. Tak, byłam wtedy młoda, jednak związek trwał niemal rok, a z moim ukochanym miałam naprawdę silną więź, a przynajmniej taka była z mojej strony, do samego końca, i jeszcze dłużej. Dla niego, po prostu zaczął się liczyć ktoś inny. Na pewno chociaż część z was wie, jakie towarzyszą uczucia, gdy dowiesz się o pewnego rodzaju zdradzie. Na początku jest niedowierzanie, faza całkowitego zaprzeczenia. Po prostu mówiłam mu, że to nie może być prawda, że chyba żartuje, podczas gdy on, zapewniał mnie, że tak nie jest.
Przemyślałam to dość szybko, nadal chciałam rozwijać z nim relację. On w tym czasie miotał się między nami dwiema, a ja nadal czekałam, nie zmieniając zdania. Próbowaliśmy zejść się jeszcze kilka razy, niedługo po tym, jednak mimo że bardzo tego chciałam, trwało to bardzo krótko, bo nadal czułam do niego ogromny żal, a sprawa była dość aktualna. Minęło już około 1,5 roku,a ja nadal mam jasne uczucia co do niego. Przez ten czas zdarzały się epizody w których utrzymywaliśmy kontakt, jednak nigdy zbyt długo, bo źle na mnie działały, mówiłam mu szczerze, że nie jestem teraz w stanie być dla niego przyjaciółką. A za kilka miesięcy znów ponawiał próbę kontaktu. I tak cały czas, aż zaczął zachowywać się, jakby znaczyło to dla niego coś więcej. Miałam nadzieję, jednak realistycznie myśląc wiedziałam, że mimo to nic z tego nie będzie, i miałam rację.

Jednak nie czuję się już z tym źle. W pewien sposób rozumiem, że to musiało się wydarzyć, i że gdyby nie to, na pewno byłabym w innym miejscu. To właśnie po tym zaczęłam rozwijać się ze zdwojoną siłą, i tego podejścia nikt mi nie odbierze. Chcę po prostu zapierdalać, żeby mieć dobre życie, znaleźć się wyżej, niż inni mają nadzieję. Jasne, nadal zdarzają mi się momenty, kiedy zakładam bransoletki od niego, kiedy płaczę. Jednak to nie przeszkadza mi w mówieniu, że jestem szczęśliwa. Paradoksalnie, od tego czasu jestem dużo pozytywniejsza, doceniam więcej rzeczy, cieszę się mniejszymi. Bo zrozumiałam, że nie chcę mieć przeciętnego życia, że sama chcę nim kierować, i na pewno nie chcę odkładać go na później. Chcę dobrze wykorzystać każdą sekundę, i z czasem widzę to tylko coraz wyraźniej.
Żyję, by być szczęśliwym, spokojnym, by pomagać, dla pasji. Być może w szczególności dla tego ostatniego, bo to właśnie gorąco twojej pasji decyduje o twoim szczęściu, to, jak spełniasz swoje cele, marzenia.

Cokolwiek cię dręczy, kiedyś się z tym uporasz, i staniesz się lepszą wersją siebie. Gdy pojawią się takie momenty, korzystaj z nich w pełni. Rozmyślaj, analizuj swoje ruchy, uczucia, myśl, co chcesz w związku z tym zrobić dalej, a gwarantuję, że zaprowadzi cię to na twój szczyt, a wtedy z dumą spojrzysz w dół, na drogę, którą przebyłeś.
szczytwsz.jpg
Bardzo dziękuję za przeczytanie do końca.

Źródła zdjęć:
https://www.hbrp.pl/b/samotno-na-szczycie-konieczno-czy-wybr/145Z6QjgH

KOMENTARZE