BLOGCZEJNalpha

Wspomnienia z dzieciństwa. Zabawy małych mężczyzn bronią miotającą.

Będąc młodym, no może bardzo młodym mężczyzną - czyli wiek 10 lat i parę latek jeszcze w górę, nie było w tamtych latach zbyt wiele możliwości aby kupić sobie gadżety rodem z filmów czyli łuk, proca itp. Oglądając filmy jakie były w telewizji, każdy młody chłopiec marzył o super łuku, a że u mnie na wsi nie było możliwości takiego kupić, więc każdy próbował zrobić go samemu. ![1.jpg](https://gateway.ipfs.io/ipfs/Qmeo36dMqUX8AumTgW1hUeNfQUfHS8RABDkoxbm8UZhEii) pixabay Poprzez wiele prób, z ogólnie dostępnych gałęzi robiliśmy łuki z olszyny lub z jesiona. Były to nasze próby, bez pomocy dorosłych osób. Kawałek kija uciętego nożem wyniesionym z kuchni mamy i następnie uwiązany sznurek z jakiegoś starego snopka słomy bądź sznurka, który nie został jeszcze użyty. Wykonanie łuku to była dość prosta sprawa, ważniejszą rzeczą było wykonanie strzały, a te sporządzaliśmy z usłych resztek roślin lebiody, która po wyschnięciu była lekka i można było ręcznie w środek takiej strzały umieścić ucięty gwóźdź lub zaostrzony drut, który był następnie obwiązany cieniutkim drucikiem. Nie używaliśmy piór czy innych lotek, które są w tylnej części strzały. Umieszczony gwóźdź, obwiązany drucikiem sprawiał, że strzała obciążona z przodu pięknie i równiutko leciała. Było to dość niebezpieczne. Taka strzała, która posiadała ostry czubek mogła komuś zrobić krzywdę, lecz zachowaliśmy na tyle rozwagę, że nikomu nigdy nic się nie stało. Strzelaliśmy z takich strzał do kartonów, lecz częściej robiliśmy zawody, która strzała poleci najdalej. ![2.jpg](https://gateway.ipfs.io/ipfs/QmYT7QnJExHN1yTYHs2n8tdiMFBnZTbzHaFP7gdBgSCrgP) pixabay Drugą taką bronią, który każdy chciał mieć była kusza, lecz tutaj było to dość skomplikowane, więc pozostało to tylko w naszych marzeniach. Oczywiście każdy posiadał procę, która była łatwa w wykonaniu. Trzeba było jedynie znaleźć odpowiednio rozrośniętą gałąź i wyciąć ją nożem. Za napęd używaliśmy przeważnie gumek od słoików albo jak się trafiło to dęntkę od rowera. Natomiast z uciętego języczka od buta sporządzaliśmy mieszek w którym umieszczany był kamień. ![3.png](https://gateway.ipfs.io/ipfs/QmPpti1SvJz67tGzgf2it4YfpNArF4wZ9VTEMEyLSMCE8y) pixabay Najczęściej proca używana była do strzelania z niedalekiej odległości do butelek szklanych. Takie wówczas były. Nie było plastiku ani puszek po napojach. Wszystkie napoje znajdowały się w opakowaniu szklanym, czy to była oranżada czy mleko. Dość popularną zabawą jesienią było rzucanie się nawzajem jabłkami nadzianymi na dwumetrowy zaostrzony kij. Każdy zbierał jabłka w opuszczonym sadzie i stawaliśmy grupami naprzeciw siebie w odległości około 50 metrów i rozpoczynała się bitwa, czasami ktoś wyszedł z walki z siniakiem. Nadziane jabłko na czubek kija potrafiło bardzo daleko polecieć, te 50 metrów to nie był żaden problem, a jest to już spora odległość i ręcznie rzucone jabłko nie poleciało na taką odległość. Następnym naszym ulubiony zajęciem było rzucanie do celu tzw lotką. ![5.jpg](https://gateway.ipfs.io/ipfs/QmQPHf27Emp2a2CpFcjewDBp6n2CrD47fPVV9EhokKG9pA) Kawałek trzonka od szpadla nadawał się najbardziej. Jak nie było ucinało się grubsza gałąź i w jednej części wbijaliśmy gwóźdź, który był następnie ostrzony a w tylnej części zrobione były otwory za pomocą gwoździa i tam wetknięte były trzy długie pióra. Rzucona lotka leciała obracając się i była ona dość celna. Tarcza przeważnie była z szerokich desek zawieszonych na drzwiach obórki, bądź opartych o drzewo i narysowane na nich były ponumerowane okręgi. Na koniec chciałbym opisać moja najbardziej ulubioną bron miotającą - nazywaliśmy ją - machawka. Nie wiem jaka jest poprawna nazwa. Pomysł na tą broń miotającą powstał po obejrzeniu filmu w którym bohater miotał kamienie za jej pomocą na bardzo duże odległości. ![6.jpg](https://gateway.ipfs.io/ipfs/QmQsjwJS5LHEFcFYUotLcyHMpL6APt6T4fJP6KGyLSXgsA) Wikipedia W podobny sposób wykonywaliśmy sporządzenie tego urządzenia. Dwa długie sznurowadła o długości przynajmniej 50 cm gdzie jeden koniec zakończony oczkiem zakładany był na dwa palce, a drugi zakończony supłem i ten podczas rzutu był puszczany. Języczek z buta podobnie jak w procy wiązany do obydwu sznurowadeł. Gdy umieściliśmy kamień trzeba było ruchem okrężnym nadać prędkość i w odpowiednim momencie jeden koniec był puszczany. Kamień z takiego urządzenie rzucany był przez nas na około 150 - 200 metrów. Nasze jezioro ma szerokość około 150 metrów i gdy rzucaliśmy to bez problemów przerzucaliśmy kamień na drugi brzeg. Na wikipedii znalazłem informacje na temat tego urządzenia i nazwane jest procą, ale artykuł ten wymaga jeszcze weryfikacji. Podany jest zasięg takiej broni jako 400 metrów - tego się nie spodziewałem. O prędkości rzuconego kamienia mogą świadczyć nasz doświadczenia, które robiliśmy podczas rzucania. Jedna z osób ustawiała się z machawką, a pozostali chowali się za górkę i rzucający starał się rzucić jak najniżej górki. Wtedy przelatujący kamień nad naszymi głowami wydawał niesamowity dźwięk jak przelatywał w naszym pobliżu.

KOMENTARZE

  • sarmaticus

    Ostatniej broni nie znam, kuszę o małej mocy z "cięciwą" z gumek udało nam się raz zrobić, ale efekt był gorszy niż łuk także ten :D no ale moje czasy to też już pistolety na kulki czy na wodę. Chociaż osobiście najlepiej wspominam machanie różnego rodzaju mieczami głównie z patyka ;)

  • abc.love.steemit

    Miły do poczytania artykuł, który pochłonąłem w parę minut. Czytało mi się go z pewną nostalgią i żalem za latami, które dawno odeszły :)

    Mam taką śmieszną historię w temacie.
    Koledzy porobili łuki i chodzili jako banda Robin Hood-a.
    Spotkali "niewtajemniczonego".
    ..."teraz uciekaj..."
    Chłopak puścił się pędem przed siebie, był natomiast na tyle świadom tematu ucieczki przed strzałami, że biegł zyg-zakami.
    Herszt bandy naciągnął łuk i celując na środek zygów uciekiniera wypuścił strzałę. Po chwili cała grupa stoi nad leżącym na ziemi "trafionym".
    Strzała wbiła mu się w plecy i padł tracąc przytomność.
    Po chwili wstał, patrzy w tył i mówi: ..."coście mi zrobili, głupki"...
    Nie wiedzieli co mają zrobić, gdy odchodził w stronę własnego domu ze sterczącą strzałą. Reszta... to już tylko historia. :)

    Były jeszcze historie: z procami na gwoździe, trzecia z bryłkami, czwarta z psem, który niby nie gryzł, piąta z nadgarstkiem, który obrócił się o 180 stopni i ileż jeszcze więcej.

    Dziękuję :)

    Pozdrawiam.

    Piotr.

    PS: robię resteem.

  • davidspol

    Oj strzelało się kiedyś strzelało, hihi.

  • berniesanders

    Ho! Ho! Ho! Merry Christmas!! I've given you an upvote and left you this amazing automated comment!!