BLOGCZEJNalpha

A na drzewach zamiast liści będą wisieć… śmieci

IMG_20180817_122821561.jpg

Tytuł nie brzmi zbyt optymistycznie, bo w sumie to co pragnę przedstawić w tym poście do najbardziej optymistycznych wizji nie należy. Postanowiliśmy z Suchym trochę nagiąć chronologię naszych wpisów i umieścić tu wpis na temat wydarzeń bieżących. Obecnie przemierzamy Peru i to z czym codziennie mierzą się nasze oczy woła o pomstę do nieba.

Ale od początku. Peru, mocno przereklamowany (naszym zdaniem) kraj, miał być petardą, wisienką na torcie i owszem jest, ale lekko podgniłą. Miało być uroczo, pachnąco, smacznie i bardzo lamowo. Miały nas otaczać piękne widoki i uśmiechnięte babuszki z dziećmi na plecach, zawiniętymi w kolorowe chusty. Wyszło nie do końca tak jak powinno, może z tego względu, że sezon średni, a oni nieprzygotowani, albo, po prostu, nie jeździmy wytartymi szlakami dla turystów, lubimy się szwendać, a moja osoba, niestety, ma oko do szczegółów.

IMG_20180822_095143820.jpg

Piękny widok, prawda?

IMG_20180822_095146914.jpg

To spójrzcie w dół

Bez bicia przyznam, Peru mnie zszokowało. Niestety, nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeździmy już chwilę, jest to 9 kraj, który dotąd odwiedziliśmy, wcześniej również bywałam tu i tam, głownie w Europie. Ale nic, dosłownie NIC mnie tak nie zabolało jak tony śmieci, które ujrzałam tuż po przekroczeniu granicy Ekwador – Peru. Zaraz pewnie ktoś mi tu szepnie - przesadzasz! Peru ma piękne górzyste tereny, no przecież widziałem na Discovery, czy tam innym National Geographic. Też sobie to wmawiałam, że to tylko przygraniczne odpady, pojedziemy dalej to ten syf zniknie, przepadnie, a pojawią się piękne zielone tereny. Nic bardziej mylnego. Minęły ponad 3 tygodnie od naszego wjazdu do Peru, a sceneria przy drogach nieznacznie się zmieniła. Owszem, miejsca turystyczne, takie jak centrum Cusco czy Arequipy o które zahaczyliśmy, prezentują się wręcz po europejsku. Pojedyncze papierki upchnięte pod pięknie przystrzyżone krzaczki nie rażą tak bardzo. Wyjdziemy jednak tuż za winkiel, niecały kilometr poza turystyczną trasę typowego gringo z workiem pieniędzy, a naszym oczom ukaże się tona śmieci wyrzucona wprost do koryta rzeki, czy promenada worków ze śmieciami (w najlepszym przypadku, bo przeważnie są one porozrzucane kilka metrów wokoło).

WP_20180826_002.jpg

Promenada przy jeziorze Titicaca

Poniżej filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=oQrmC9vxJlY

Podróżując samochodem, autobusem, czy tez innym środkiem transportu uwielbiam zerkać sobie przez okno. Mogę tak siedzieć godzinami, ze słuchawkami na uszach. Dotychczas umilało mi to podróż, relaksowałam się patrząc na zielone tereny, górki i pagórki, wodospady, wioski, owce czy inne chmurki. W Peru jest inaczej. Dosłownie, serce mnie boli jak patrzę za okno. Obrzeża miast, miasteczek, wiosek – wszędzie, gdzie postawił w tym kraju nogę człowiek prezentuje ten sam widok – tony śmieci, które wyrastają z ziemi zamiast trawy.

WP_20180817_005.jpg

Peruwiańczycy szczególnie upodobali sobie worki foliowe oraz plastikowe butelki, które masowo wyrzucają z wehikułów, którymi podróżują. Nie blefuję i nie wyolbrzymiam. Przytoczę to co widzieliśmy tu na własne oczy: jadąc autobusem na dłuższej trasie, para siedząca przed nami wyrzucała przez niewielki lufcik wszystko co miała pod ręką. Nam ręce opadły, patrzyliśmy z niedowierzaniem. Suchy zwrócił chłopakowi uwagę, a ten się tylko rozchichotał. Inna sytuacja przydarzyła się nam w centrum miasteczka Chachapoyas. Przechadzając się wokół ryneczku, który był w remoncie, dostrzegliśmy dwie starsze Peruwianki. Jedna z nich, jak gdyby nigdy nic, po konsumpcji, wyrzuciła plastikowy talerzyk wprost na chodnik. Zbulwersowani zwróciliśmy jej uwagę (głównie Daniel, bo ja rozumiem sporo, ale nie mówię po hiszpańsku). Dorzuciłam soczyste CONCHUDO (tym słowem uraczył nas pan przewodnik napotkany w drodze nad wodospad Gocta. Wyjaśnił, że ów słowo nie jest wulgarne, ale określa dobitnie osobę, która śmieci i ma w nosie swój kraj, taki ignorant) patrząc wprost w oczy śmiecącej pani. Poleciały pioruny i widać, że zabolało. Pani jedynie wysyczała, że nie jesteśmy na swojej ziemi i nie mamy prawa tak mówić, ale podniosła talerzyk i odeszła ze spuszczoną głową. Owszem, nie jesteśmy w swoim kraju, ale co to ma do rzeczy? Ziemia jest jedna i to nie istotne gdzie leżą granice krajów, czy śmiecę w Indiach czy w Polsce.

IMG_20180826_190532744.jpg

Zakaz wyrzucania śmieci pod karą grzywny - czy oby na pewno?

Tony palonych śmieci, kolejne tony wyrzucanych do rzek czy na pobocza, nie wspomnę nawet o wysypiskach na terenach określanych „parkami narodowymi” – to wszystko oddziałuje na nasz ekosystem. „Nasz”, bo niestety nie ma blokad w powietrzu, a Peru nie leży pod szklanym kloszem.

WP_20180818_005.jpg

Typowy peruwiański dworzec autobusowy

W dużej mierze ma tu swój skutek brak edukacji. Niewyedukowani rodzice przekazują swoje zachowania, które znają z dziada pradziada – wyśpij się, spłodź dzieci, najedz się, resztę wyrzuć przez okno autobusu, bądź nietolerancyjny i zamknięty na świat. Takie niestety mamy odczucia po wizycie w Peru. Typowy Peruwiańczyk (przepraszam za generalizację, wiem, że w każdym narodzie znajdą się osoby, które wyłamują się z powszechnych stereotypów, ale chciałam opisać, w tym wypadku, to z czym my mieliśmy do czynienia) nie jeździ zbyt daleko i bron Boże, nie opuszcza swojego kraju. Ogółem, to nie ma zbyt wielkich wymagań od życia – jeździć taksówką lub tuk-tukiem, zostać młodym rodzicem (niekoniecznie wiąże się to ze słowem „odpowiedzialny”…), najeść się ryżu, wysikać się gdziekolwiek go najdzie ochota (dosłownie) i traktować z pogardą białych, czyli „gringos”, bo przecież wszyscy biali są Amerykanami. Peru jest jedynym krajem w którym odczuliśmy wzmożoną niechęć do białych, ale chęć do ich pieniędzy. Dostrzegliśmy to na ulicach, w obsłudze, w krzywych minach i ogólnej niechęci do zawierania bliższych kontaktów (nie wspominam tu o uśmiechu – spotkaliśmy może ze 3 osoby, które potrafiły odwzajemnić nasz uśmiech).

WP_20180819_009.jpg

Ruiny starożytnego miasta Chan-Chan

Tak jak wspomniałam wcześniej, z dziada pradziada są przekazywane pewne wartości oraz brak edukacji i to potwierdziła nam zaczepiona wczoraj jedna peruwiańska pani zamiatająca chodnik (tak, ta pani się uśmiechała i była skłonna do rozmowy). Przyznała, że przeraża ją ilość śmieci w kraju i dodała, że rząd nie robi z tym nic. Nie ma żadnych funkcjonariuszy, którzy by tego pilnowali, a policjanci przy których kierowca wyrzuca butelkę nie reagują (idąc tym tropem, wnioskuję, że coś takiego jak „ochrona środowiska” w Peru nie istnieje). Daniel wytłumaczył jej, że dla nas, przyjezdnych, jest to rażący widok i raczej już tu nie wrócimy. Pani przyznała nam rację, przeprosiła za swój naród i obiecała powtórzyć to politykom w swoim okręgu. Skrycie wierzymy, że takie małe rozmowy z „lokalsami” (otwartymi i skłonnymi do rozmów, rzecz jasna 😊 ) są w stanie coś wskórać, choćby na małej przestrzeni. Smutnym jest też, że wielkie organizacje, typu Greenpeace, które trąbią na lewo i prawo o ochronie środowiska, zwierzątek i pobierają na to comiesięczne opłaty, zdają się nie widzieć problemu Peru. A problem jest ogromny i prognozuję, że w ciągu kilkudziesięciu lat miejsca nie odwiedzane przez turystów (w bardziej turystycznych starają się trzymać porządek = pieniążki) zostaną zatopione przez sterty śmieci. Stan rzek też pozostawia wiele do życzenia, a wiadome, że woda to życie. Z niesegregowanych odpadów wyrzucanych koło domu, byle gdzie, mogą zacząć się tworzyć bakterie, a w efekcie jeden wielki „syf”, choroby, a w niedługim czasie epidemie. Bo Peru do najczystszych i najhigieniczniejszych krajów nie należy. I ucierpią na tym nie tylko ludzie, ale i zwierzęta i natura.

WP_20180829_002.jpg

WP_20180829_006.jpg

WP_20180829_012.jpg

Doszły mnie słuchy (i ucieszyło się me serduszko), że w Polsce zapanowała moda na zbieranie śmieci dookoła siebie. Czy to 5 sztuk czy jeden worek, robi to znaczącą różnicę. Niestety, w Peru nie miałoby to sensu. Owszem, przeszło mi przez myśl, by podnosić śmieci, ale w tym kraju prędzej nabawiłabym się bólu pleców niż zostało by to zauważone. Pozostałam więc przy pilnowaniu swoich śmieci, a do Peru powinny zawitać uzbrojone, pancerne śmieciary, może wtedy, jednorazowo, można by ujrzeć ten kraj czystym. Smutne, acz prawdziwe, bo zmienić ten kraj i podejście ludzi będzie ciężko. Przeszło nam przez głowy, by w przyszłości zorganizować coś na większą skalę, ale patrząc na tych ludzi to aż się odechciewa. Politycy też nic nie wnoszą, szczególnie, że obecnie panuje czas kampanii wyborczej. Zobaczyć można pełno plakatów oraz malunków krzyczących, że będzie super, jak tylko mnie wybierzecie. Do czasu. To „super” zostanie na murze, pieniążki wpłyną do kieszeni, a Peru się nie zmieni. Ot co.

IMG_20180810_124645468.jpg

Miasto Jaen na północy kraju

Z góry dzięki za przeczytanie moich lakonicznych wypocin. Już jakiś czas nosiłam się z zamiarem napisania tego postu, bo to czym raczy nas Peru od przeszło 3 tygodni powoduje wielkie gotowanie się w moim ciele. Niemoc, smutek, ogólna bezradność. I złość, że wszyscy udają, że jest super. Nie wierzę, że tylko my mamy takie odczucia wobec tego kraju, który marketing ma, przyznać muszę, przepięknie rozwinięty. Ale czego się nie robi dla kasy.

WP_20180817_004.jpg
Sterta pampersów

Ten kraj to taka elegancka kupa w papierku. Bardzo nie polecam. I każdej osobie, która mi kiedykolwiek powie, że chciałaby odwiedzić Peru odpowiem, aby wpierw wybrała się na najbliższe wysypisko śmieci. By poczuć klimat.

Dziękuję,

Moniś

WP_20180829_010.jpg
Ponoć najpiękniejsze miasto Peru - Arequipa

Post zgłaszamy do tematów tygodnia #44, temat nr 1 "Skróty farmaceutyczne"
(farmacja -> chemia -> plastik -> śmieci -> zanieczyszczenie środowiska -> epidemie)

KOMENTARZE

  • veggie-sloth

    Dzięki za ten tekst - trzeba to jasno powiedzieć, że ludzie w większości to syfiarze. Z podobnym problemem wszechobecnych śmieci i zerowej świadomości spotkałem się i na Sri Lance i w Egipcie i w Kambodży - oni nie widzą związku między śmieciami a wodami w glebie czy rzecze. Takie totalne lenistwo intelektualne, które jak wspomniałaś, w dużej mierze wynika z edukacji. Bardzo to smutne.

  • rozku

    ten widok sprawia aż fizyczny ból

    pięknie to Moniś opisałaś,
    wszystkie te uczucia, które mną teraz targają :(
    rozczarowanie, rozgoryczenie, ból oczu i ból serca,
    bezradność,
    i wściekłość, że bezradność

  • shogunma

    Jak bym widział niektóre zbiorniki wodne w Polsce. Wędkuję i to co zostawiane jest na brzegach a nawet w wodzie to tragedia. U nas wielu ludzi nie posiada normalnej przyzwoitości i nie interesuje ich wcale w jaki sposób oni sami przyczyniają się do tego.
    Brrr żaden to wypoczynek czy uciecha dla oka gdy widzimy wokół góry śmieci.

  • annaburska

    Okropne zdjęcia :/ skala problemu, którą opisujesz jest przerażająca. A ja już mam wystarczający niesmak po spacerach w niektórych miejscach w Polsce. Tu skala nieporównywalnie większa i tak jak piszesz to świadomość musi się zmienić, więc cała nadzieja w młodszych pokoleniach. Pojechać na śmietnisko żeby poczuć klimat.... zabawne, chociaż wolałabym, żeby prawdziwe nie było.

  • jozef230

    Ucikej z tamtąd! :-) Co za syfiarze.

  • tomosan

    Rzeczywiście kiepsko to wygląda, ale czy poza ośrodkami miejskimi jest podobnie? W peruwiańskiej dżungli na pewno są jeszcze tereny nieskażone odpadami współczesnej cywilizacji.

    PS
    Wybieracie się może do dżungli na spotkanie z szamanem, aby spróbować Ayahuasca? :)

  • emsonic

    Ludzi nie nauczysz. I tak będą śmiecic i tak. Taka już ich natura

    Posted using Partiko Android

  • kalikalejawp

    A w Peru podobno jada się świnki morskie, ktoś kiedyś tak mówił. Nie wiesz może czy to prawda czy raczej mit? Spory rynek konsumencki nie ma gdzie zutylizować śmieci, swego czasu był też to problem jednej z greckich wysp Zakhyntos ale nie w takim stopniu bo tutaj to jakaś ogromna bomba biologiczna, z tykającym zegarem.

  • wrestlingworld

    Szkoda że mnie tam nie ma to bym posprzątał. Bo bym się patrzeć na to nie mógł.

  • grecki-bazar-ewy

    W Grecji niestety jest podobnie, zwłaszcza na wyspach :(