BLOGCZEJNalpha

Moja księżniczka

– Dobry wieczór – powiedziała Gosia i skinęła głową do przechodzącego tuż obok niej sąsiada spod 2-ki na parterze.

– Dobry wieczór Gosiu - odpowiedział starszy pan, delikatnie unosząc kapelusz znad swojej głowy i odwzajemniając uśmiech. Jego serce na moment szybciej zabiło. Znów przed oczami pojawił się ten sam okropny widok, którego starał się pozbyć już od przeszło 20 lat. Zawsze wraca, zawsze w najmniej oczekiwanym momencie, tak jak teraz. Oparł się o poręcz schodów i wyjął z wewnętrznej kieszeni swojego czarnego skórzanego płaszcza butelkę oraz plastikowy pojemnik na tabletki. Tylko dzięki nim wciąż mógł egzystować w społeczeństwie, a łyk alkoholu zwyczajnie kupował mu kilka chwil zapomnienia. Niby lekarz nie zaleca pić przy tych tabletkach, ale co mi z życia pozostało!? – wykrzyczał niemo w myślach i upił jeszcze dwa łyki słodko – gorzkiej spirytusowej nalewki, jego ulubionej. Poprawił płaszcz i ruszył żwawo do drzwi, aby w końcu opuścić tę betonową klatkę i zająć czymś myśli i ciało.

***

Niespodzianka!! – rozległ się gromki krzyk po niewielkim, 3 pokojowym mieszkaniu znajdującym się na 5 piętrze tego 12 piętrowego budynku. Było to ich spełnienie marzeń, własne 4 kąty, okupione ciężką pracą i wylanym potem. Jeszcze 10 lat i w końcu, będą mogli oznajmić, że jest ich. Już niedługo, przecież 17 lat tak szybko minęło. Dopiero co się wprowadzili, dopiero co Marysia była w ciąży, a Piotr kończył studia i zaczynał nowy rozdział życia w swojej pracy marzeń. A tutaj już 17 lat kończy ich ukochana Gosia, już nie Gosia a Małgorzata, prawie dorosła, jedyna córka, którą tak bardzo kochają.

Nie kryjąc zaskoczenia dziewczyna, aż podskoczyła gdy zobaczyła swoich rodziców w towarzystwie ukochanej cioci i wujka, którzy w międzyczasie zaczęli jej śpiewać 100 lat. Gdy już opadł kurz pierwszych emocji, rodzice wręczyli jej dość ciężkie pudełko owinięte kolorowym papierem w balony. Nie zastanawiając się dwa razy dziewczynka od razu zabrała się do zrywania wierzchniej warstwy. Gdy zobaczyła wyłaniający się napis Can to się rozpłakała, był to jej wymarzony aparat, o którym tak ciągle opowiadała i w końcu mogłaby zacząć realizować swoje fotograficzne pomysły. Dokładnie był to Canon EOS 77D wraz z dwoma obiektywami, jeden 28-50 mm, a drugi, dużo większy 70-300 mm. Idealny zestaw. Uścisnęła wszystkich, zjadła szybko kawałek tortu, zdmuchując naprędce świeczki i pobiegła do parku fotografować jesień i ćwiczyć w praktyce to czego ją nauczyły książki.

***

Słońce powoli zaczynało się chować za horyzont, jednak bylo dość jasno i latarnie wciąż były wyłączone. Spacerowicze niespiesznie opuszczali park, jednak on dopiero przekraczał jego bramy. Jak zwykle, pod prąd. Inaczej niż wszyscy. Przychodził tu codziennie od 20 lat, nikt nie zakłócał jego spokoju. Niespiesznie poruszał nogami, myślał co by było gdyby…gdyby tamtego dnia jednak na zawsze zatrzymał przy sobie swoją królewnę, tę o której tak marzył od dzieciństwa. Gdy tak szedł zamyślony, znowu ją zobaczył. Sąsiadkę z piątego piętra, szczupłą w długich kasztanowych włosach. Pełna życia i radości, tak jak kiedyś jego królewna. Dlaczego ją wypuścił? Nie mógł się pogodzić z tą myślą. Sięgnął do kieszeni, aby jak zwykle odgonić mroczne myśli, jednak w pudelku nie było już tabletek. Zaczął panikować, pociągnął ostatnie łyki nalewki, żeby choć na chwile się uspokoić. Nie mógł przestać spoglądać na dziewczynę, która mogłaby być jego wnuczką. Była bezbronna, młoda, piękna, tak jak jego ukochana księżniczka. Tęsknił za nią jak za nikim innym. To było silniejsze od niego i już nie panował nad tym. Znowu poczuł się jak trzydziestolatek, pełen sił. Tabletki wzięte przed wyjściem już przestały działać, a przecież nowych nie było, nic go nie mogło już powstrzymać. Byli sami. Tak długo czekał na tę chwilę, tak długo rozmyślał co zrobi, gdy znajdzie swoją ukochaną, lecz teraz nie musiał już myśleć. Postanowił działać. Podszedł do śmietnika i wyjął pustą butelkę po piwie, pewnym krokiem podszedł do dziewczyny.

death-164761_960_720.jpg

– Dobry wieczór jeszcze raz panie Dakowski, niech pan spojrzy, dostałam dzisiaj na urodziny – pokazała nowy aparat niczego nieświadoma Gosia. Ale on już jej nie odpowiedział i nie ukłonił się. Ścisnął mocniej butelkę i bez mrugnięcia okiem rozbił szkło na jej głowie. Ciche echo rozeszło się po okolicy, jednak nie było nikogo kto mógłby to zauważyć i usłyszeć. Podekscytowany wziął dziewczynę na ręce, aparat przewiesił przez ramię, tak żeby nie przeszkadzał i udał się w stronę opuszczonych budynków za miastem. Złapał taxi, a kierowcy powiedział, że wnuczka się upiła i właśnie odebrał ją od znajomych. Kierowca na szczęście nie zobaczył plamy krwi na czubku jej głowy i spokojnie dowiózł ich pod wskazany adres, kilka przecznic przed pustostanami. Już czuł zapach jej krwi wymieszany wraz z jej delikatnymi perfumami, wiedział, że za moment czeka go uczta i nic już go nie powstrzyma.

Wszystko miał już przygotowane od 20 lat. Ułożył dziewczynę na ziemi, związał jej ręce oraz nogi za plecami, w usta włożył starą szmatę, tak żeby nie mogła swoim krzykiem mu przeszkodzić w tej uroczystości, na którą tak długo czekał.

Podlał benzyną i rozpalił własnoręcznie zrobione pochodnie poustawiane w kątach tego ogromnego pomieszczenia. Kiedyś były tu fabryki, ale gdy zmieniał się ustrój polityczny w kraju, to produkcja stała się nieopłacalna i ludzie zabrali wszystko co miało jakąkolwiek wartość i zostawili gołe ściany oraz wspomnienie reżimu i jego ofiar. Tych, którzy już nigdy nie dokończyli swojej zmiany, zakopywano z tyłu budynku i sadzono drzewa, by zatrzeć ślady. I się to udało, ponieważ policja żadnych ciał i ludzkich szczątków nie znalazła, a ci którzy byli odpowiedzialni za tę masakrę teraz popijają wino przed kominkiem i powoli dożywają swoich dni.

Przerażona dziewczyna w końcu się obudziła, chciała wstać i uciec, ale lina na rękach i nogach tylko się zacisnęła, a szmata w jej ustach nie pozwala wypowiedzieć ani słowa. Pewnym krokiem podszedł do niej i czubkiem noża zaczął powoli rozcinać jej błękitną koszulę. Gosia wiła się i krzyczała, lecz bezskutecznie i bezgłośnie. Nagle piorun uderzył w jedno z drzew z tyłu obiektu, po chwili kolejny, a za nim jeszcze dwa. Rozpętała się burza, ale nie była to zwykła burza, deszcz padał tak mocno jakby miał zalać całe miasto i cały świat za jego grzechy.

***

Zrozpaczeni rodzice dzwonili po wszystkich znajomych córki i nawet zaczęli pytać przechodniów na ulicy pokazując zdjęcie jej uśmiechniętej buzi. Policja kazała im się uspokoić, sugerując, że córka pewnie jest w jakiejś restauracji ze znajomymi i rozładował jej się telefon i tylko czeka aż burza minie. Nie kupili tego. Modlili się w myślach, żeby wszystko było w porządku, pomimo, że nie chodzili do kościoła, wiedzieli, że jest pewna siła, która nad nimi wszystkimi czuwa. To właśnie tam kierowali swoje myśli biegnąc w stronę parku przez ten nieludzki deszcz.

***

Nie przejęty niczym kontynuował powolne rozcinanie guzików jej aksamitnie gładkiej koszuli, gdy nagle wszystkie pochodnie zgasły, tak jakby ktoś zdmuchnął świeczki na urodzinowym torcie. Postanowił ponownie je odpalić. Podszedł do pierwszej, jednak była tak mokra, jakby ktoś wylał na nią wiadro wody, ale przecież dziury w dachu nie było, a w budynku był tylko on i jego piękna królewna. Podbiegł do następnej, tak samo mokra i pozostałe dwie również. Serce zaczęło mu szybciej bić. Usłyszał szuranie, jak gdyby ktoś szedł, ale nikogo nie widział. Dziewczyna leżała na ziemi w rozciętej koszuli. Nagle przypomniał sobie, że ma aparat i może użyć lampy błyskowej, żeby chociaż na chwilę oświetlić pomieszczenie i się upewnić, że wszystko jest w porządku. Pewnie go chwycił, nacisnął guzik otwierający lampę i błysnął. Zdawało mu się, że zobaczył czarną postać poruszającą się w jego stronę. Nie uwierzył. Zrobił kolejne zdjęcie, teraz był już pewien. Nie byli sami. Ze strachu zapomniał zdjąć palec ze spustu migawki i flesz błyskał, niczym błyskawica przeszywająca burzowe niebo.

spirit-2304469_960_720.jpg

Był w pułapce. Próbował bronić się rękami i nawet chciał poświęcić aparat, jednak na nic się to zdało. Zjawy były coraz bliżej. Kiedy nie mógł się już ruszyć sparaliżowany strachem i zamknięty w tym czarnym, niewidzialnym kręgu, słowa dusiły się i milkły zanim wyszły z jego gardła. Krzyczał, ale nikt go nie słyszał. Niemy wrzask, teraz on wołał o pomoc. Jedyne pomocne ręce leżały związane na podłodze, a on już nie mógł złapać oddechu. Czuł jak jego płuca powoli zaczynają się zapełniać wodą. Nie mógł oddychać. Pomimo, że był pośrodku ogromnego pokoju, czuł jak jego skrępowane ciało zaczyna wpadać coraz niżej i niżej pod powierzchnię wody, a on nie może się ruszyć. W myślach prosił o jeden, mały, ostatni łyk powietrza, którego tak bardzo potrzebował. Upuścił aparat, stracił siły, stracił życie.

***

Piotr z Marysią zauważyli osamotnioną taksówkę na drodze i przemoknięci do cna postanowili wrócić do domu, żeby przeczekać tę ulewę. Kierowca jak zawsze zagadał, co robili o tej porze i w taką pogodę w parku. Gdy mu opowiedzieli, że szukają córki i pokazali jej zdjęcie, kierowca od razu ją rozpoznał. Kilka godzin wcześniej wiózł ją pijaną z dziadkiem do domu - bez namysłu odpowiedział. Gdy się dowiedział, że żaden z jej dziadków nie mieszka tutaj, puls mu przyśpieszył. Doskonale pamiętał gdzie ich wysadził i tam też zawiózł jej rodziców, których nadzieje na ocalenie córki ożyły.

***

Pochodnie rozbłysnęły jasnym, żółtym światłem, a deszcz ustał, jak gdyby ktoś zakręcił kurek od prysznica. Księżyc będący w pełni, ponownie oświetlał śpiące miasto.

***

Biegnąc wzdłuż ulicy Piotr z Marią zauważyli światło pochodni w jednym z budynków po starej fabryce i od razu tam pobiegli. Nie było drzwi, wbiegli na piętro i ujrzeli związaną Gosię w pociętej bluzce oraz martwego sąsiada spod dwójki. Uwolnili córkę, a ona od razu chwyciła za aparat. Przełączając na podgląd ostatnio wykonanych zdjęć, nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Pokazała rodzicom. Na zdjęciach było widać ludzkie twarze, jednak nie byli to ludzie. Nie mieli ludzkich sylwetek, nie mieli nóg oraz rąk. Może jej się przewidziało, ale nie to było teraz najważniejsze. Cieszyła się, że żyje i dziękowała Bogu i tym postaciom, kimkolwiek byli, za ocalenie życia.

***

KONIEC

Jest to odpowiedź na Wielki Konkurs ŚLINOTOK #1, temat proza: „Powiew grozy! Wymyśl lub opisz historię z udziałem zjawisk paranormalnych.”

Oba zdjęcia zostały pobrane z pixabay.

KOMENTARZE

  • rozku

    nieźle!
    cała się trzęsę, noo dzięki @suchy!
    :)

  • glass.wolf

    Taki ze mnie literacki coach?:D
    To chyba były najbardziej pożyteczne przekleństwa w tym roku. Gratuluje tekstu i życzę powodzenia w szrankach.
    EYR.jpg

  • pibyk

    To jest naprawdę niezłe :-)

  • caesarsupaimin

    Wow nice pic

    Posted using Partiko Android

  • lynxialicious

    Kurczę wstęp w ogóle nie sugerował takiego obrotu sprawy :) Brawo, bardzo fajna historia :)

    Pozdrawiam!