BLOGCZEJNalpha

Caproni Ca.60 - skrzydlaty moloch, czyli opowieści historyczno-lotnicze #4.

Tak, to coś na miniaturce to samolot. Jeśli w Waszych głowach pojawiły się myśli w stylu: „dziwna maszyna”, „bardzo interesująca konstrukcja” ewentualnie „co to ma do ciężkiej cholery być?” to nic dziwnego, naprawdę.

Wszystkie powyższe przemyślenia wydają się na miejscu jeśli weźmiemy pod uwagę kilka faktów dotyczących Ca.60.

Samolot ten:

  • został zbudowany niemal sto lat temu
  • był napędzany ośmioma silnikami w konfiguracji push-pull
  • ważył czternaście ton
  • mieścił stu pasażerów
  • był potrójnym(!) trzypłatowcem (prawdę mówiąc nie wiem nawet czy istnieje oficjalna nazwa takiej konfiguracji skrzydeł)
  • był też łodzią (no dobra, hydroplanem)


CaproniCa.60_res.jpg
Caproni Ca.60

Dziś odchodzimy od ciężkich tematów poprzedniego wpisu w serii i wracamy do zdecydowanie przyjemniejszych ciekawostek. Tym razem chciałbym Wam krótko opowiedzieć o jednym z najdziwniejszych samolotów świata, czyli tytułowym Ca.60. Samo spojrzenie na zdjęcia tego giganta rodzi pytania: „Jak to w ogóle mogło latać?”.

Cóż, nie mogło. To znaczy może i mogło ale nie latało; chyba, że za lot uznajemy pokonanie kilkuset metrów zwieńczone... nazwijmy to ekscytującym lądowaniem. Ale o tym trochę później.

Widząc po raz pierwszy fotografie Ca.60 nie mogłem powstrzymać myśli, że za jego projektem stał albo geniusz albo absolutny szaleniec. Mimo porażki powyższej konstrukcji uważam, że Gianni Caproniemu było znacznie bliżej do tego pierwszego miana. Zresztą niejednokrotnie przekonaliśmy się, nie tylko w inżynierii, że przełomowe rozwiązania leżą nieraz bardzo blisko spektakularnych porażek.


Ca.60_under_costruction_res.jpg
Ca.60 podczas budowy

Jak w ogóle doszło do stworzenia tego potwora? Cóż, pośrednią przyczyną była I wojna światowa. Caproni (inżynier, nie samolot) w jej trakcie projektował bombowce dla włoskich sił powietrznych. Jego konstrukcje były ciężkimi, wielosilnikowymi maszynami, zdolnymi przenosić duży ładunek. Po zakończeniu konfliktu zapotrzebowanie na samoloty bombowe spadło, więc młody włoski projektant musiał szukać dla swojej firmy innych okazji do rozwoju. Pierwsza wizja Ca.60 (znanego też pod nazwami Transaero lub Noviplano) pojawiła się jeszcze przed wojną, kiedy niespełna 30-letni Caproni stwierdził, że samolot zdolny przewieźć setkę pasażerów niedługo stanie się rzeczywistością. W końcu przerabianie powojennych bombowców na samoloty pasażerskie przestało mu wystarczać i w 1919 roku zgłosił pierwszy patent dotyczący swojego podniebnego liniowca.


23129734031_5e808a81a5_res.jpg
Transaero wystąpił w animacji "Zrywa się wiatr" japońskiego studia Ghibli

Założenia projektu były jasno sformułowane i oparte na logicznych przesłankach. Latanie okazało się najszybszym środkiem transportu, zwłaszcza jeśli w grę wchodziły długie dystanse lub tereny o słabo rozwiniętej infrastrukturze drogowej. Duża pojemność samolotu miała obniżyć koszt podróży, rozkładając go na większą liczbę pasażerów. Ze względów bezpieczeństwa Ca.60 został wodnosamolotem – w przypadku problemów akweny wodne dawały możliwość awaryjnego lądowania. Biorąc pod uwagę liczbę lotnisk na początku dwudziestego wieku, był to bardzo dobry pomysł. Transaero miał też mieć kilka bardzo nowoczesnych, jak na tamte czasy, rozwiązań takich jak silniki z doładowaniem, czy śmigła o zmiennym skoku.


caproni-ca60-transaereo-06-665x469_res.jpg
Ta fotografia dobrze pokazuje jakim kolosem był Ca.60

Los jednak nie był łaskawy dla wizjonerstwa Caproniego. Ca.60 wprawdzie dość dobrze spisywał się jako ekstrawagancka łódka, reagując odpowiednio na stery, ale jego całkowity czas lotu można było mierzyć w sekundach. Podczas pierwszego testu udało się jedynie „na chwilę” wzbić w powietrze, a dwa dni później, 4 marca 1921 roku Noviplano po raz drugi i ostatni oderwał się od tafli wody. Upadek z wysokości kilkunastu metrów roztrzaskał dziobową część kadłuba niszcząc wiele drewnianych elementów. Przyczyn klęski upatrywano w różnych miejscach. Jedni mówili, że winny był prom, który nieopatrznie znalazł się na drodze startującego samolotu, inni obarczali winą pilota rzekomo niepoprawnie reagującego na zachowanie maszyny. Dziś najbardziej prawdopodobną teorią jest złe zamocowanie worków z piaskiem, służących jako balast, przez co ślizgając się wewnątrz kadłuba przesunęły nagle środek ciężkości całej konstrukcji.

Jakikolwiek był powód katastrofy, zniszczenia okazały się na tyle duże, że ze względu na koszty nie próbowano już naprawiać Ca.60. Marzenia Caproniego o olbrzymim podniebnym okręcie musiały zostać bezterminowo odsunięte na bok. W dzisiejszych czasach nikogo nie dziwi widok Boeinga 747 czy Airbusa A380 zabierających na pokład ponad pół tysiąca pasażerów. Samolot dla setki ludzi? Przecież to maleństwo.

Wiele osób patrząc dziś na zdjęcia Transaero puka się w czoło i kręci głową. Ale czy Caproni naprawdę był szalony? A może po prostu urodził się za wcześnie by zrealizować swoją wizję? Dla mnie jego projekt jest dowodem na to, że nie zawsze porażka tożsama jest z błędem w rozumowaniu. Po prostu niektóre pomysły muszą poczekać na swój czas.


caproni-ca60-transaereo-13-665x310_res.jpg
Uszkodzony Ca.60

Zródła:
http://www.italianways.com/the-caproni-ca-60-transaereo-pushing-the-dream-a-little-further/
http://new-savanna.blogspot.com/2015/11/the-wind-rises-note-about-failure-human.html
oraz wikimedia

KOMENTARZE