BLOGCZEJNalpha

Leniwiec nasłuchuje (12): Muzyka do słuchania po zmroku

leniwiec-nasluchuje-12.jpg

Coś wisiało w powietrzu. Wśród miłośników twórczości panów Christophersona i Balance’a, czyli duetu Coil rozeszła się wieść, że przygotują nowy studyjny album. Był rok 1998 r.

Osiem długich lat

Po wielu latach eksperymentów z formą, zahaczających o kwasowe glicze czy remiksy i składanki, miał być to nowy pełny album od ponad ośmiu lat, od kultowej już wtedy płyt Love Secret Domain, którą wielu uważa za szczytowe osiągnięcie Coila. To wielobarwna, zmieniająca się niczym w kalejdoskopie płyta, łącząca zupełnie przeciwstawne gatunki muzyczne jak techno, noise, industrial, awangardę i ciężkie ballady. O tym albumie może jeszcze kiedyś wspomnę, jednak teraz wróćmy do tytułowego Musick to play in the dark, który ukazał się w 1999 r.

Warto było czekać te wiele lat na nową płytę. W międzyczasie oczywiście grupa cały czas pracowała, pojawiły się cztery epki nagrane w czasie przesileń i równonocy, czy eksperymentalne albumy jak Worship the Glitch, jednak ten to pełnowymiarowy godziny album, zaplanowany niemal w każdej sekundzie i porażający od pierwszego do ostatniego dźwięku. Klimatem, spokojem i księżycową mroźną atmosferą. Alchemią dźwięków. Posłuchajcie...

https://www.youtube.com/watch?v=H7VAlw3d72s

Kopia kopii

Były to czasy, gdy muzyki w Internecie było mało. Nie istniały jeszcze serwisy muzyczne typu Spotify, czy Napster. Nie było torrentów ani technologii P2P. Co więcej - niewielu z nas miało w domowych komputerach nagrywarki CD, zatem warto było mieć w kręgu znajomych kogoś, kto mógłby pomóc w skopiowaniu płyt. Trochę jak z kaseciakami 10 lat wcześniej.

Wieść niosła, że nowy album Coila ma być wydany jedynie w 2000 egzemplarzy, zatem szanse na zakup, szczególnie dla studenta, były marne. Na szczęście już po miesiącu od ukazania się płyty Musick to play in the dark miałem w swojej kolekcji CDR ze skopiowaną muzyką. Oczywiście była to kopia, kopii, kopii - bez okładki, z napisaną długopisem listą utworów. Zaledwie 6 utworów.

https://scontent-ort2-2.cdninstagram.com/vp/caec7989d04db5a85a5dedb2f5ad3ee3/5C2B5EE2/t51.2885-15/e35/27891427_173642216589930_3347693726083317760_n.jpg?se=8&ig_cache_key=MTcyMTM3MjA2NTkzODE3OTc4MA%3D%3D.2
Oryginalna płyta z certyfikatem autentyczności

Are you shivering, are you cold
Are you make in silver

Już od pierwszych dźwięków zanurzamy się w alchemiczną podróż. Oszczędne piewsze nuty i przetworzony syntezą granularną głos tworzy rytm. Dopiero po kilku minutach pojawia się wokal Balance’a - smutny, poważny i nieco natchniony, choć daleko mu o teatralnej maniery Davida Tibeta. Nie śpiewa, mówi. Kończąc pierwszy utwór zapowiada, co wypełni najbliższe kilkadziesiąt minut.

This is moon musick
And the light of the moon

Drugi utwór to hołd złożony twórczości Tangerine Dream. Każdy, kto lubi długie, zbudowane na brzmieniu syntezatorów i arpeggiatorów suity będzie zadowolony! Choć nie brak w nim harszów i wariackich zgrzytów, znanych z innych płyt Coila.

Mamy również balladę, graną na fortepianie, lekko jazzową, z akompaniamentem przetworzonego hangu, czy też czymś w rodzaju beczki. I tutaj zamiast śpiewu słyszymy tylko recytację.

Is it so unsafe when you are
Insecure in the space where you are?
Is it so, really so, unsafe you can't let
Let go?

http://backtovinyls.fr/12675-thickbox/coil-musick-to-play-in-the-dark.jpg

Cała muzyka wypełniająca album jest bardzo oszczędna, nie epatuje bogatymi aranżacjami, czy solówkami. To cały czas elektronika, jednak bardzo organiczna, ciepła, namacalna. Eksperymentalna, ale miła dla ucha. Pełna nowych dźwięków, ale doskonale nadająca się do słuchania przy kominku z lampką wina w zimną księżycową noc. Płyta, na której doceniona została też cisza. Jest tam jej sporo.

Hush… may I ask you for silent
The dreamer is still asleep

Tymi słowami zaczyna się ostatni utwór. Jedyny z wyraźnym rytmem i jedyny, w którym usłyszymy Johna Balance’a śpiewającego. Nie był nigdy wybitnym wokalistą, w jego głosie odnajdziemy tę samą melancholie co u Iana Curtisa z Joy Division, jest jednak o wiele głębszy, cieplejszy, choć równie smutny. Czasem wybijał się on na wyżyny i w dyskografii Coil znajdziemy wiele utworów z piękną partią wokalną, jak choćby Batwings, z drugiej części Musick to play in the dark. Bo ta płyta ma swoją niemal bliźniaczą kontynuację, równie dobrą, a może nawet lepszą.

The beginning is also the end
Time defines it, time defines it
It will end
Like close friendship
Nothing could be further
We forget the space between people and things
Is empty
We forget, and don't notice the loss

Peace and love @veggie-sloth

Wszystkie cytaty i zdjęcia pochodzą z teksów płyty Coil „Musick to play in the dark Vol.1“



KOMENTARZE

  • martaedyta

    Peace & Love!!! B. Dobre!

  • suchy

    No to wiem co będzie słuchane wieczorem :)

  • foodini

    Leci na listę do sprawdzenia!

  • saunter

    Obie części są niezwykle magiczne i głębokie. Albumy te mają wyjątkowe miejsce w moim sercu i ZAWSZE mocno mnie poruszają. Są po prostu przepełnione tajemnicą i gdy ich słuchasz, masz wrażenie że na twojej duszy dokonuje się jakiś rodzaj reakcji chemicznej, a sceptyczny, racjonalny umysł jakby się rozluźnia i pozwala sobie na dopuszczenie do świadomości conajmniej cień wątpliwości co do tego, czy nasz materialny świat to jedyny możliwy i istniejący wymiar (:

  • ciekawski

    Za Coil zawsze plus :)

  • andzi76

    Ten post został podbity przez użytkownika @mmmmkkkk311 i jego program #perpetuummobile. Z jego inicjatywy zostało przydzielone opiekunom Tag'ów po 10 SBD na wspieranie dobrych treści na platformie #steemit, ja dostałem na wspieranie Tagu #pl-muzyka.

  • rozku

    pracowałam sobie ostatniej nocy przy Twojej muzyce.

    uuu tam jest chyba wszystko:
    szeleszczenia, drapania, skrobania
    pomruki, szuranie i cmokanie
    plumkanie kapanie ale i trafianie w dźwięki.
    czy wymieniłam juz wszystko?
    oczywiście, ze nie.
    jest jeszcze sapanie napaleńca a nawet skryty szloch.

    no i oczywiście łażenie po księżycu.
    bo czemu nie.

    jest wszystko a mimo to, ta opowieść jest spójna i taka fabularna.

    no i ten mroczny głos, taka wokalo-recytacja.
    niby po zmroku, ale spania nie ma.
    nie ma opcji.