BLOGCZEJNalpha

Będę odpoczywać. Nareszcie!

Skończyłam ostatnie zlecenie, bagaż [prawie] spakowany, dyspozycje wydane. Za kilka godzin wyjeżdżam na CAŁY TYDZIEŃ w Karkonosze. Bez pracy, bez chłopaków, zostawiam to i niech się dzieje co chce.

Tymczasem krótki post sentymentalny.

Z mojej pracy najbardziej lubię drogę - powtarzałam często, aż do znudzenia.

Do "mojej" eks-firmy prowadzi ulica pełna kontrastów - niby w środku miasta, ale jakby na uboczu. Częściowo zarośnięta i dzika, pełna starych, zrujnowanych domów, jednocześnie pączkująca nowiutkimi osiedlami. Miejscami odludna, ale ruchliwa i często zakorkowana.

Pokonywałam ją pieszo przez cztery lata, w obie strony godzina marszu. Po uwzględnieniu nieobecności (choroba, urlop, ulewa) zostaje co najmniej 700 - 800 godzin wielce ożywczych spacerów, wewnętrznych dialogów i rozważań. Jednego dnia Eureka!, drugiego zagubienie, paleta emocji na cały rok. Czasem wlekłam się przybita, innym razem leciałam jak na skrzydłach. Na uszach muzyka, książka albo śpiew ptaków tylko. Moja droga.

Zaczęło się od tego, że autobusy kursowały rzadko i z dużym opóźnieniem. Początkowo była nas garstka piechurów, ale stopniowo ludzie się wykruszali i zostałam sama na trasie.

Miałam swoje ukochane miejsca, które witałam codziennie. Ulubione drzewa, krzewy i domy. Niektóre były ciekawsze jesienią, inne - wiosną. Będę za nimi tęsknić.

Wszystkie zdjęcia są zrobione telefonem, "z chodnika", i pokazują tylko jedno oblicze trasy - to bliższe memu sercu i klimatyczne. Wiem, że betonu będzie przybywać, ale w duchu kibicuję tym dzikim, zielonym enklawom i niszczejącym budynkom z minionej epoki.

Zapraszam na krótką wizytę w moim świecie :)

Witajcie w tajemniczym ogrodzie!


Ten dom, gdy rozpoczynałam spacery, posiadał jeszcze cały dach i nie był tak bardzo zarośnięty. Dach zapadł się stopniowo dopiero w ciągu ostatniego roku.

https://steemitimages.com/DQmVYEW7M3dsh3XzZf3Rm5gfg1yLBnsmCeet6eqKzZT9say/dom_wiosna.jpg

Wygląda przepięknie, choć zdecydowanie wolę jego jesienną wersję:

https://steemitimages.com/DQmZ7aTA92KVQUbTg7tuAsV82ppep4dndjKn9NVmXg6Wi3E/dom_jesien.jpg

Po drugiej stronie ulicy kolejne cudeńko - kompletnie zarośnięta, drewniana chałupka. Pięknie wygląda jesienią, przykryta grubym płaszczem czerwieni... niestety zdjęcia przepadły na starym telefonie.

https://steemitimages.com/DQmUdJEgUXRw3oDqPAMdGvL3rnAg2QdddFtYXdFh8hBGPZN/dom_01.jpg

Żeby nie było złudzeń co do lokalizacji - ujęcie z drugiej strony ulicy. Gdy rozpoczęto budowę bloku byłam przekonana, że rozbiorą ten dom, ale nie! Hura! Póki co stoi, ciekawe jak długo jeszcze...

https://steemitimages.com/DQmPmy7aRw5m4wfYhKewyvgnxKk93YKhwD6fMQ2dLgSbpEp/dom_02.jpg



Strefa wiewiórek


Jakieś 10 minut marszem i wchodzimy w najdziksze ostępy. Po obu stronach ulicy spore połacie zapuszczonej zieleni. Widać, że kiedyś były tu gospodarstwa - w chaszczach zdarzy się jabłonka (?) czy bez. Całość niezbyt przekonująco odgrodzona od ulicy, zapewne służy za miejsce nieoficjalnych pikników i schadzek - w trawie dostrzec można puste butelki i opakowania po prowiancie.

Wystarczy zbliżyć się nieco do ogrodzenia i stanąć twarzą do zieleni, by po chwili zapomnieć o pracy, mieście i wszystkim co było i będzie. Gdyby nie ten nieustający szum samochodów za plecami...

https://steemitimages.com/DQmUpr3ToyoD331MQKQ4Cc2f42weESNsyKicbFF3LYxbmpb/chaszcze.jpg




I następny niesamowity, opuszczony dom.

https://steemitimages.com/DQmPyqpTUQgSSWzbviBif2iSXV6GGaW9U9ojwrt8tFWpgSj/dom_04.jpg

Na tym odcinku często spotykałam wiewiórki - kicały z jednej strony ulicy na drugą, goniły się wokół pnia drzewa albo siedziały w bezruchu udając, że ich nie ma.

Natknęłam się na jedną z nich wczoraj rano, podczas krótkiej wizyty w firmie. Wyskoczyła tuż przede mną z ogródka i śmignęła na drugą stronę ulicy, ledwo uchodząc z życiem przed kołami samochodu. Ja tymczasem odtańczyłam pantomimę przerażenia, ku uciesze kierowców stojących w korku na jednym z pasów.

To nie mógł być przypadek. Uznałam to za oficjalne pożegnanie ze strony Gangu Rudych Kitek.



Ostatnia prosta


Kolejne stare domy i zabudowania gospodarcze wyglądające na co najmniej sto lat. Przyznam, że wstydziłam się tak wprost robić zdjęcia zamieszkanym domom... więc trochę się czaiłam, albo szukałam bezpiecznych ujęć.

dom_05.jpg

dom_03.jpg

I tajemnicza ścieżka. Ileż to razy miałam ochotę niepostrzeżenie w nią skręcić... w końcu to zrobiłam :)

sciezka.jpg



Królowa


Gdybym miała wybrać tylko jedną, najwspanialszą rzecz z całej podróży, wskazałabym na nią.

Dopiero w zeszłym roku wyszukałam w internecie, co to za krzew - magnolia gwiaździsta. Pierwszy raz zauważyłam ją cztery lata temu, gdy zaczęła kwitnąć. Była to zaledwie garstka kwiatów, ale i tak zaparło mi dech w piersi. W tym roku prawie nie było widać gałązek.

https://steemitimages.com/DQmVzS5ApSbE8zFbjFksKFUFv8KJvUnfck4D1vtwRs4W88C/Queen.jpg

Dla porównania zdjęcie z 2017 roku. Wprawdzie zrobiłam je dwa tygodnie wcześniej, niż w tym roku (już na początku kwietnia), ale i tak widać różnicę.

https://steemitimages.com/DQmY3UkEWuRcnpQU8zJTNTb2AfTqDvwkTtR4YSxeRF1eduV/Queen2017.jpg

Z moich obserwacji wynika, że kwitnie najwcześniej ze wszystkich krzewów i drzew przy "mojej" ulicy - już na przełomie marca i kwietnia jest szansa na pierwsze kwiaty, w zależności od pogody.
Fenomenalne jest to, że wypuszcza kwiaty z gołych gałązek, zanim pojawią się liście - chyba właśnie to zrobiło na mnie takie wrażenie, ta niczym nie zmącona, ażurowa biel.
W Krakowie do tej pory widziałam tylko dwa podobne krzewy - na ul. Lea (ale o wiele mizerniejszy) i w okolicach Wadowickiej.

Meta


No i już, jestem pod firmą.
Oto skwerek często odwiedzany przez stadko kur (plus kogut) z pobliskiego gospodarstwa.

https://steemitimages.com/DQmW3atPUY7K5uYVB9CcFEaUd9Dn41NdVhH35pBL5dcZhzD/omega.jpg

I kępa krzewów (nie mam pojęcia, jak się nazywają), obezwładniająca jesienią.

https://steemitimages.com/DQmSYnqRrDtHqwhBbvEGDN4b7ivGfUdcMYw7DvV9SjtrAJp/jesien.jpg


Zmiany wiążą się z wyborem i częściowo z rezygnacją, niektóre tematy zostawiam z ulgą, inne z ciężkim sercem. Jednocześnie bardzo się cieszę i nie mogę się doczekać następnych tygodni. Co mnie czeka za rogiem? Cóż, może limuzyna z barkiem pełnym szampana, a może zakapior :) Dowiem się wkrótce!

Tymczasem Ludzie ❤

KOMENTARZE

  • sisters

    Uwielbiam Twoje posty i czytam z zapartym tchem :) Mało kto chyba potrafiłby tak opisać „drogę do pracy” i zwrócić uwagę na te wszystkie piękne szczegóły!!! Ja mieszkam bardzo blisko mojej pracy i na dodatek jeszcze w małym mieście - często śmieje się, że nie zdążam przesluchac jednej piosenki w samochodzie a już jestem w pracy. Ale ostatnio mały sukces —> do pracy postanowiłam jeździć rowerem i też czasami celowo wydłużam sobie trase zbaczając z kierunku i zahaczając o fajne miejsca o ktorych istnieniu nie wiedzialam (a mieszkam tu całe swoje życie). Piękna sprawa! Pozdrawiam i nadal trzymam kciuki!

  • lesiopm

    Niestety do pracy jeżdżę samochodem, ale za to dużo spaceruję po okolicy w czasie wolny.
    Niemal od chwili jak się przeprowadziliśmy do obecnego mieszkania intryguje mnie pewien dom. Jest wiele ciekawych architektonicznie domów, jedne niewielkie i nowoczesne w swojej konstrukcji, inne ogromne wille z przełomu XIX i XX wieku świetnie zachowane, jak to się mówi "czuć piniądz".
    Ale jednak ten domek przy głównej ulicy intryguje najbardziej, otoczony jest wysokim żywopłotem, lub bardziej odpowiednia nazwa by była "krzakopłotem" do tego niski płot z siatki metalowej. Da posesja bardzo wyróżnia się na tle innych w sąsiedztwie, ponieważ idąc chodnikiem trudno zauważyć w tej kępie zieleni kształt domu. Przez długi czas myślałem, że jest to opuszczony dom, gdyż jest co prawda furtka, ale żeby ją otworzyć trzeba by użyć piły łańcuchowej, bo kilka pni i gałęzi skutecznie chroni przed otwarciem. Jest jeszcze brama wjazdowa na posesję, ale tu jest ciągle założony potężny łańcuch z kłódką. Generalnie to trudno dostrzec, że jest tam gdzieś w tej kępie drzew jakiś dom, tylko niewielkie światło z zewnętrznej lampy wieczorem jest dostrzegalne.
    Jakie było moje zdziwienie zeszłej soboty, gdy zobaczyłem przy tym domu dwoje starszych ludzi, którzy porządkowali teren, przycinali krzaki itp, generalnie kręcili się tam przez cały dzień, gdybym nie widział sterty gałęzi, które pakowali później na przyczepkę, żeby to wywieźć, to bym powiedział, że nic się nie zmieniło. No nie, zmieniło się tylko tyle, że mam świadomość, że ktoś tam jednak mieszka.
    Nie mogę sobie przypomnieć jak wyglądają sąsiednie domy, ale ten bardzo utkwił mi w pamięci.

  • bowess

    Mammo mio! Toż to światy równoległe. :)

    "Krzewy gorejące" to kępa sumaków octowców. Beznadziejna nazwa. Troszkę lepiej sumak odurzający brzmi, ale najmelodyjniejsza jest nazwa łacińska - Rhus typhina.

  • wmproductions

    Mam problem tak fajnie piszesz, że nie wiem, co piękniejsze "słowa", czy "zdjęcia". To i to super :) Pozdrawiam

  • grant-vegra

    Ostatnio u nas w miescie w jednym z takich domkow znalezli zwloki :D

  • sweetsandbeyond

    Uwielbiam czytać Twe posty! Kolejny wspaniały:)

  • foodini

    Masz super pióro! Właśnie zostałem fanem i zabieram się za kolejne wpisy! 😉
    🌶

  • tapioka

    Kapitalna jest ta kompletnie zarośnięta chałupka :)