BLOGCZEJNalpha

Błękitnoocy szaleńcy, wątpliwości i wieczorny seans.


https://steemitimages.com/DQmVG7oYd14cU6YLebJZ3EW9qid9cHCBb34DhvDN7MPBoEn/00.jpg

Lektura tekstów zgłaszanych do Tematów Tygodnia za każdym razem jest zajmująca, gorzej z głosowaniem. Nie ma szans, bym choć raz w cudowny sposób, intuicyjnie i bez wahania wskazała trzy najlepsze moim zdaniem posty. Zawsze jest ich co najmniej 10 - 12. Wypisuję je na kartce. Potem przyznaję punkty w wewnętrznym głosowaniu: za emocje, styl, długość, zawartość merytoryczną...

Tym sposobem zostaje 5 - 6 artykułów i robi się jeszcze trudniej. Wybrać trzeba i wybieram, ale zawsze mam niedosyt i odrobinę żalu. I nadzieję, że na te artykuły, których nie wyróżniłam, zagłosuje ktoś inny.

Dzisiaj przeczytałam wiele dobrych tekstów, między innymi Wewnętrzny rozłam w filmie „SPLIT” napisany przez @ines95. Widziałam ten film i podzielam podziw dla Jamesa McAvoya, który w niezwykły i przerażający sposób wcielił się w tak odmienne osobowości.

McAvoy - niebieskooki numer jeden.


Obserwuję tego aktora od 2013 roku, po obejrzeniu filmów "Brud" i ***"Trans"***. Pierwszy z nich, mocno kontrowersyjny i zakładam, że dla wielu widzów ciężki do strawienia - mnie się niezwykle podobał, choć sponiewierał emocjonalnie i pozostawił z otwartą japą przez całe napisy końcowe. Określany niewinnie jako "dramat, komedia kryminalna"... serio? Powinni wprowadzić kilka dodatkowych kategorii, na przykład RB (Ryje Beret). Brudowi przyznałabym BRB (Bardzo Ryje Beret). Wulgarny język, brzydki seks, dragi, halucynacje, kłamstwa, wóda, dewiacje, korupcja, choroba psychiczna, absolutne zero jakiejkolwiek poprawności, ani okruszka litości dla samopoczucia widza - jazda bez trzymanki. I James McAvoy - obrzydliwy i bezczelny, piekielnie inteligenty i zdeprawowany... arcykapłan wszelkiego zepsucia. Czy wspomniałam, że gra sierżanta edynburskiej policji?

https://steemitimages.com/DQmYCfwcAvmh6CoGmvHAbzd3wcF8sGcLk2wG4baE5uNZaBe/01.jpg

Zastanawiam się, co mnie tak urzekło w filmie i postaci głównego bohatera. Może to, że w tym całym syfie przebijała co rusz jego osobista tragedia i wbrew sobie zaczęłam darzyć go sympatią i współczuciem? Lub też przekroczona została granica, gdy brud przestaje być brudem, a staje się sztuką? Czy absurdalny, wisielczy humor? Prawdopodobnie wszystko po trochu.

https://steemitimages.com/DQmafhSf1gP5r7adc3LVhuiTSnrgafXqh7YEnt9FowE4Rw4/02.jpg

"Trans" - to niesamowite, jak ten gładki facet o niebieskich oczach idealnie wciela się w role świrów. Myślę, że to kwestia kontrastu - niewinnie wyglądający, czarujący chłopak z sąsiedztwa czy z baru na rogu i ten moment, gdy w błękitnym bezkresie jego spojrzenia rodzi się szaleństwo. Film jest połączeniem kryminału i thrilleru psychologicznego, w obsadzie raczy nas swą obecnością m.in. Vincent Cassel - temu zawsze źle z oczu patrzy. Polecam - intryga, odrobina szaleństwa i piękna kobieta - rozrywka na przyzwoitym poziomie (reżyserował Danny Boyle, ten od Trainspotting).

A 20 lat wcześniej... (malutkie spoilery!)


Rozszczepienie jaźni i niewinność spojrzenia z czymś mi się skojarzyły. W czasach, gdy filmy puszczało się z kaset video, obejrzałam ze znajomymi ***Primal Fear (Lęk pierwotny)***. W roli głównej Richard Gere, jako Martin Vail, wzięty adwokat, cyniczny i pozbawiony złudzeń:

Jeśli matka powie wam, że was kocha, zasięgnijcie drugiej opinii. (...)
Moją prawdą jest obraz, jaki tworzę w umysłach ławy przysięgłych.

Martin wydaje się być wyprany z uczuć i skrupułów, dopóki nie spotyka Aarona, dzieciaka oskarżonego o bestialski mord na swoim opiekunie, arcybiskupie kościoła katolickiego w Chicago. Zostaje jego adwokatem pro bono i choć pierwotnie kieruje nim wyrachowanie, to z czasem angażuje się w sprawę emocjonalnie.
Rolę Aarona zagrał Edward Norton, miał wtedy 27 lat, a wyglądał na 17. Z ekranu zerka na nas lękliwie zagubiony i jąkający się chłopiec, nieśmiały i grzeczny...

Film długo się rozkręca, mord i ujęcie domniemanego sprawcy następuje już na początku i wydaje się, że jest po sprawie. Cóż jeszcze mogłoby się wydarzyć? Zabawa jednak dopiero się zaczyna. Patrzymy na Aarona i nijak nie możemy uwierzyć, że to on jest rzeźnikiem. Niemożliwe.
Na jaw wychodzą kolejne fakty, przypadkiem okazuje się, że Aaron cierpi na rozdwojenie jaźni. Rozpoczyna się batalia o jego życie, Martin wprost wychodzi ze skóry. W tle przewijają się wielkie pieniądze, interesy kościoła i niemoralne prowadzenie się arcybiskupa.

https://steemitimages.com/DQmYAQC6suMgKWpxVLLpzWyr331SPH1LP6b1ea3LPB2fDsm/03.jpg

Wiedziona sentymentem obejrzałam dzisiaj ten film ponownie, po raz piąty czy szósty, odkąd widziałam go pierwszy raz. Wrażenia wciąż te same - Edward Norton to świetny aktor. Cała jego postać mówi nam łagodnie: jestem niewinny. Nie mógłbym tego zrobić. Zgarbiony i skulony, patrzący nieśmiało wzrokiem zdziwionego chłopczyka.

Gdy niespodziewanie, przez chwilę widzimy tego drugiego... Trwa to kilka sekund, ale nie mamy wątpliwości, że właśnie spojrzeliśmy w oczy czystemu złu.

https://steemitimages.com/DQmTGohBjHVQxVPxMserXdyxL7zw3FGPbLerMJGXfxpP3cv/04.jpg

Norton gra oszczędniej niż McAvoy, nie stosuje tak barwnej ekspresji, co nie znaczy, że jest mniej wyrazisty. Myślę, że dzięki tej oszczędności i pewnej monotonii, z jaką odgrywa Aarona tym większym szokiem i zaskoczeniem jest pojawienie się jego alter ego - Ricka.
Gra toczy się do samego końca. Czy Aaron wiedział o Ricku? Czy Rick istnieje? Kto zabił arcybiskupa? Czy uda się przekonać sąd, że Aaron jest niepoczytalny?

Gdy po dwóch godzinach szykujemy się do zakończenia seansu z błogim poczuciem, że wszystkie kulki wpadły do właściwych dziurek, okazuje się, że gra jeszcze się nie skończyła... to lubię!

Jest wiele filmów, do których wracam wielokrotnie, jednym z nich jest Primal Fear, który obejrzałam co najmniej pięć razy. Trans zaliczyłam dwa razy.
Brud - choć tak bardzo mi się podobał, niech idzie do piekła! Poruszył najgłębsze zakamarki mojej duszy, w które lepiej nie zaglądać :)

Ale tak ogólnie, to uwielbiam Kino!


grafika nr 1 - www.pixabay.com

kadry z filmów:

Brud (Filth), reż. Jon S. Baird, na zdjęciach James McAvoy
Trans (Trance), reż. Danny Boyle, na zdjęciach James McAvoy
Lęk pierwotny (Primal Fear), reż. Gregory Hoblit, na zdjęciach Edward Norton

Cytat pochodzi z filmu Lęk pierwotny (Primal Fear), reż. Gregory Hoblit

Wszystkie materiały poza zdj. nr 1 wykorzystałam na prawie cytatu.

KOMENTARZE

  • kusior

    Bardzo ciekawy post! "Brud" jest na mojej liście filmów do obejrzenia, a o "Transie" dowiedziałem się dopiero od Ciebie :) Co do McAvoy'a to facet coraz bardziej zyskuje w mych oczach. Z rok temu widziałem "Ja w środku tańczę" i swą grą aktorską w tej produkcji zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie.

    Nie tylko świrów potrafi grać na wysokim poziomie. W "Pokucie" też pokazał klasę. A i sam film zasługuje na uznanie.

    "Lęk pierwotny" sobie w głowie przypominałem, gdy ostatnio tworzyłem tekst o Nortonie. Zaskoczony byłem, gdy zobaczyłem, że aktorowi niewiele brakowało do trzydziestki podczas występu w tym filmie. Młodziutko wyglądał.

    PS.
    Podziwiam Twoją rzetelność przy głosowaniu na teksty z "Tematów Tygodnia"!

  • postcardsfromlbn

    Mi akurat "Brud" niekoniecznie się podobał. Trudno mi jednak nie docenić historii i zwrotu akcji, który przeczuwałem prawie od początku. Sam zresztą mam kilka ulubionych filmów, które mogłyby znaleźć się w kategorii BRB :)

  • rozku

    mi twarz Jamesa McAvoya już zawsze będzie sie kojarzyć z faunem z Narnii, nic nie poradzisz:)

    głosuję za powstaniem kategorii RB:))
    i już sie nauczyłam, ze recenzje tzw."krytykuf", są psu na buty.
    ileż to wartościowych filmów czy książek bym przegapiła "dzięki" ich ułomnej relacji lub kategoryzacji.
    i odwrotnie