BLOGCZEJNalpha

Wróbel na wolności... a na dachu?

Nie wiem jak wy, ale mnie się to nasze polskie przysłowie całkiem przejadło.

Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu

Zapewne można w nim znaleźć pochwałę rozsądku, ostrożności i umiarkowania.

Łatwo jednak można przegiąć, wiecie. Nieustannie usprawiedliwiać niechęć do zmian. Notoryczne ignorować okazje, jakie życie nam przynosi, podciągając to pod mądrość ludową.

Teoretycznie, każdy chce "coś" osiągnąć, pragnie mieć gołębia. Trudno go jednak złapać trzymając w garści wróbla, dzień i noc. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

Można próbować. Przystawić drabinę, wdrapać się na dach i rzucić na gołębia - używając jednej ręki. Można go też zwabić bliżej. Latami oswajać, by sam wlazł nam w dłoń. Moglibyśmy w końcu uwolnić tego biednego, wymiętolonego wróbla.

Tak na marginesie - lubię wróble o wiele bardziej niż gołębie. Ale wiadomo o co chodzi.

Różnie radziłam sobie z moim gołębiem. Latami patrzyłam w inną stronę i udawałam, że go nie ma. Albo siedziałam w bezruchu wierząc, że weźmie mnie za głaz i usiądzie na głowie - wtedy ja go z łatwością złapię jedną ręką. Plan powiódł się częściowo. Gołąb usiadł, nasrał i uciekł, bo w międzyczasie naprawdę zmieniłam się w kamień.

Na szczęście, na przełomie 2016/2017, wydarzyła się moja wielka, osobista katastrofa. Wielka w subiektywnym odbiorze (jak wszystko, co osobiste), w makro skali było to jak tchnienie wiatru łaskoczące skórę - ledwo zauważalne dla kilku najbliższych mi osób.

O katastrofie nie będę pisać, bo ważniejsze jest to, co nastąpiło po niej. Przeszłam wszystkie etapy, których zapewne doświadczył każdy z nas - bezruch, lizanie ran, potem czołganie się... powoli... siły wracają, można poruszać się na czworaka. Wreszcie czas, by wstać, wyprostować się, iść - ostrożnie, ale nieubłaganie do przodu. Pewnego dnia nie czuć już bólu. Wkrótce zaczynamy się rozglądać, wraca ciekawość i chęć działania. A my wracamy do gry!

Wróciłam do gry jakieś 8 miesięcy temu, zaś na początku tego roku odważyłam się wyprostować palce i dokładnie obejrzeć swojego wróbla. Ten sam od lat, wymęczony i zmizerowany. Może kiedyś, jeszcze przed katastrofą, próbowałabym wmówić samej sobie, że ten wróbel jest całkiem dobry. Tak, jak to robił sprzedawca w skeczu Monty Pythona z martwą papugą.

"On tylko drzemie! Piękne pióra, no nie?

Ale ja już byłam inna i wiedziałam, że ten wróbel bezwarunkowo nie żyje. On śpi snem wieczystym, jego już nie ma, to jest eks-wróbel!

I nagle wszystko potoczyło się bardzo szybko. Jedna sylwestrowa myśl, która momentalnie zamieniła się w działanie - odchodzę z pracy i stawiam na siebie. W styczniu złożyłam wypowiedzenie.

Wiecie, jeszcze w październiku, gdy otwierałam działalność, miałam taki plan: niech mi się firma powolutku rozkręca, a ja powolutku porzucę etat. Ostrożność nade wszystko, jak dawniej. Doświadczyłam jednak fenomenu, o którym do tej pory tylko czytałam i skręcało mnie wtedy z zazdrości - gdy się odważysz, zrobisz pierwszy trudny krok i jest on właściwy i dobry dla ciebie, to wtedy cała reszta jakby dzieje się sama!

Decyzja, której nigdy wcześniej nie odważyłabym się podjąć (strach było nawet o tym myśleć) przyszła ot tak... na autopilocie, nie wiem jak inaczej to opisać. Jakbym przez rok nakręcała wewnętrzny mechanizm, nastawiała kompas, oliwiła wszystkie trybiki - i teraz to ruszyło.

Wczoraj byłam ostatni dzień w "robocie", od dziś pracuję tylko dla siebie. W środku mieszanina emocji: radość, lęk, ekscytacja, wahanie...

Wypuściłam wróbla, pacnął o ziemię. Mam wewnętrzne zasoby, narzędzia i dwie sprawne, całkowicie wolne ręce.

Spoglądam na dach, nie ma gołębia!

Jest paw. Nie wiem, czy pawie mają w zwyczaju przesiadywać na dachach, mój tak ma. Jest mój, choć jeszcze o tym nie wie.

Osobista "katastrofa", jaka mnie dotknęła ponad rok temu, to najlepsze, co mogło mi się w tamtym momencie przydarzyć. Kosmiczny kop w dupę, który wystrzelił mnie na właściwą orbitę. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że jeszcze za to podziękuję, rzuciłabym się mu do gardła.

A dzisiaj dziękuję, codziennie.

https://steemitimages.com/DQmRFJj4kMYmThobEUE6265QAKvZFonM9brruvPppCSThzp/moje_zycie.jpg

Zgłaszam artykuł do konkursu Tematy Tygodnia (#temaTYgodnia) #26, nawiązanie do tematu nr 1

KOMENTARZE

  • rozku

    o dziewczyno, aż sie wzruszyłam
    (tak, to było emocjonalne, chociaż przecież tak mocno osadzone w realiach "tu i teraz".)

    pięknie napisałaś,
    zaciskam dla Ciebie kciuki za pierwsze chwile "samodzielności" w tym nowym Etapie Życia, i gratuluje odwagi!

    (choć trochę zrobiło mi sie żal wróbla, gdy pacnął.. (też wole od gołębi), pewnie to też jest dowód, ze sama tkwię w pułapce przyzwyczajenia do "oswojonej szarości")
    no ale może umówmy sie ze ten wróbel nigdy nie żył? będzie łatwiej go nie żałować, może to było tylko takie uporczywe trzymanie kukiełki?)

  • sisters

    Odważna decyzja ale do odważnych świat należy! Trzymam mocno kciuki! 👍🏻👍🏻

  • grecki-bazar-ewy

    Brawo @wadera :) Pomalutku i do przodu, samodzielnie obraną drogą. Powodzenia!

  • kramkraka

    Bardzo bliskie temu, co siedzi we mnie od dłuższego czasu. Mam tego wróbla. Czuję, że tracę czas i zdrowie. W przeciągu roku 2 sytuacje z pogranicza skalpela i L4. Powoli czara się przepełnia. Szkoda mi zdrowia... na spełnianie czyichś marzeń.
    Chcę pozostawić coś po sobie. Podpisanego moim nazwiskiem.
    Mam nadzieję, że w koncu się uda 😊

  • tapioka

    Jesteś niezwykła Wadero. Cieszę się, że Cię poznałam :)

  • shogunma

    Wszyscy trzymamy kciuki i życzymy powodzenia.