BLOGCZEJNalpha

Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - Aldous Huxley

"Nie powiem Ci, że możesz wszystko... Powiem Ci, że możesz wszystkiego spróbować." - Ja

p1.jpg

Marzenie

Będę zajebistym fotografem postanowiłem. Będę wrzucał zdjęcia na fejsa i wszyscy będą się nimi zachwycać! Będę wygrywał konkursy fotograficzne, robił zdjecia dla National Geographic i wystawiał swoje zdjęcia na całym świecie! Takie miałem marzenie. Mam przecież "wieloletnią praktykę". Smiena a później Zenit, zdjęcia robiłem od dziecka! Teraz człowiek zarabia więc można kupić lepszy aparat! Najlepiej jakąś dobrą lustrzankę! Przeryłem fora i recenzje... Canon EOS 400D to będzie to! Na portalu aukcyjnym za używkę z kit-owym obiektywem plus plecak, statyw, ładowarkę, kartę pamięci i jakieś gajgi z oprogramowaniem zapłaciłem równo 999 pln.


p2.jpg

Droga

Przewertowałem literaturę źródłową "jak robić doskonałe zdjęcia" i wyruszyłem robić moje wymarzone super fotografie. Aparat żył moim życiem, zbierałem go do pracy, w skały, na ścianę, na koncerty, do sklepu, na spacery, do miasta, na wyjazdy do schronisk. Taszczyłem go ze sobą praktycznie wszędzie i wszędzie poszukiwałem tematów i chwil godnych uwiecznienia.

p3.jpg

Było słabo, nie podobało mi się to co pstrykałem, po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że to wina obiektywu! No przecież, że nie moja! :) Drugi raz przeryłem fora i testy i recenzje... Tamron 28-75 na początek wystarczy! Wziąłem na raty za 1800 pln do spłacenia jakieś 2000 pln czy jakoś tak. No z takim obiektywem będę wymiatał!... No jednak nie... Nie wymiatałem.
Przypadkiem trafiłem na zdjęcia mojej koleżanki.... i dupę mi urwało! Poszedłem na herbatkę pogadać jak ona to robi... i okazało się, że robi w fotografii od 8 roku życia amatorsko potem również zawodowo - imprezy, śluby, chrzty, komunie, kroniki, portrety itp. Wyszedłem od niej trzy razy mniejszy. Gorycz sponiewieranego ego osłodziła niesamowita szarlotka domowego wypieku, którą dostałem do herbaty.

p4.jpg

Zrozumiałem, że nie będę świetnym fotografem. Nie mam tego oka, które wyłapuje kompozycyjne niuanse i ciekawe obrazy subtelnej gry światła i cienia. Nie mam tego intuicyjnego timingu by w tym właśnie najlepszym momencie nacisnąć spust migawki. Nie ma tego zmysłu dostrzegania tych ulotnych chwilą i smakowitych szczegółów, które zdolne są ożywić zdjęcia tak by zaczęło ono mówić, krzyczeć. Dotarło do mnie, że poniosłem klęskę.


Tamron 28-75... Patrzył na mnie oskarżycielskim spojrzeniem. Marnował się u mnie w innych bardziej właściwych rękach mógłby tworzyć. Nie wytrzymałem tego spojrzenia, wystawiłem go na portalu aukcyjnym w licytacji od 1 pln. Dostałem za niego jakieś śmieszne pieniądze ale wysyłałem go do nowego właściciela z nadzieją, że trafi do kogoś kto w pełni go wykorzysta by robić świetne zdjęcia. Zostawiłem sobie aparat Canona by co jakiś czas pstryknąć jakieś zwykłe, rodzinne zdjęcie.
To była najdroższa lekcja w moim życiu. Lekcja jak sprawdzić czy będę dobrym fotografem. Poznałem swoje ograniczenia to dobra wiadomość. Tanio nie było to ta gorsza. Reasumując czułem, że jestem mocno w plecy na tym realizowaniu marzenia.
Zadziwiające i zastanawiające było to, że wszystko czego nie potrafiłem uzyskać na swoich zdjęciach widziałem na zdjęciach innych ludzi i zachwycało mnie to co tworzyli inni.


Bilans zysków i strat.


Straty... Kasa, podeptane ego i czas.

Zyski... Dowiedziałem sie czegoś nowego o sobie, poznałem swoje ograniczenia, spełniłem marzenie - przez krótka chwilę byłem "fotografem".


Bilans... Jestem mądrzejszy i z większą dojrzałością patrzę na sztukę fotografii. Cieszy mnie oglądanie ciekawych kadrów i zdjęcia zaczęły do mnie mówić... Nie moje zdjęcia ale to już nie ma tak naprawdę znaczenia. Mówią do mnie i z tego powodu bardzo się cieszę ponieważ uważam, że rozwija mnie to oraz wzbogaca wewnętrznie i duchowo. Warto spełniać marzenia nawet jeżeli jest to kosztowny proces ponieważ najbardziej wartościowa jest droga, którą przebywamy dążąc do ich spełnienia. Byłem kiepskim fotografem. Zostałem świadomym obserwatorem i odbiorcą.

p5.jpg

To prawda, że ilekroć zamykamy za sobą w życiu jakieś drzwi to otwierają się jakieś inne.

t1 małe.jpg

Zdjęcia - Pixabay

KOMENTARZE

  • foggymeadow

    Nigdy nie dowiesz się tez, czy to doświadczenie nie przyda się do innych rzeczy, które będziesz robić w życiu. I to jest cudowne. Ze każda porażka, i sukces, jeśli dobrze odebrane - uczą i mogą tez zostać.

  • mespanta

    A ja sobie myślę, że ważne, żeby to co robimy nas bawiło. Oczywiście nigdy nie będę śpiewać publicznie i nie będę dawać koncertów... nie potrafię śpiewać, ale zdarza mi się często, że to robię i lubię :) Zatem tak jak piszesz, trzeba znać swoje ograniczenia, chociaż z drugiej strony nie musimy wszystkiego robić na profesjonalnym poziomie.

  • wadera

    Wiem to wszystko... ale dzisiaj wyjątkowo potrzebowałam usłyszeć coś takiego :)

  • dyzia

    Właśnie dlatego uważam, że powinniśmy w życiu spróbować wszystkiego, co tylko przyjdzie nam do głowy. Wszak jak inaczej mamy się dowiedzieć, co będzie nas w życiu kręcić, co jest dla nas beznadziejne, a w czym może okażemy się mistrzami lub nieudacznikami?
    Z fotografią też próbowałam, oczywiście nie wyszło chociaż poniosłam znacznie mniejsze koszty niż Ty. Do tego kilkanaście innych pasji, które okazały się zdecydowanie nie dla mnie. I w sumie cieszę się, że spróbowałam, bo taka porażka to wciąż moim zdaniem coś lepszego niż siedzenie i bujanie w obłokach, "a co by było gdyby..." :)

  • alcik

    ...ciach...

  • alcik

    Bardzo fajny wpis.

    Zastanawiam się tylko czy nie poddałeś się za wcześnie?

    Nie mam pocieszającej historii - bo od lat jestem w trochę podobnej sytuacji. To znaczy zainwestowałem w sprzęt, w szkolenia, w książki. Wiem naprawdę sporo o robieniu zdjęć, o technice, o sprzęcie. A zdjęcia robię takie sobie - przynajmniej mnie się nie podobają. Najgorzej wkurza, że patrzę czasem na zdjęcia kogoś innego - totalnego amatora, który nie ma pojęcia jak działają aparaty, nigdy nie uczył się jak kadrować, używa średniej klasy małpki i te zdjęcia wymiatają. I ta osoba nawet sobie nie zdaje sprawy, że ma "oko", którego ja nie mam i nigdy mieć nie będę.

    Nic to. Od jakiegoś czasu pogodziłem się z tym, że nie będę potrafił zrobić zdjęć, które oddadzą to co widziałem, to co czułem gdy to widziałem. Znalazłem sobie jakąś tam niszę, jakiś kawałek fotografii, którą będę penetrował wyłącznie dla swojej przyjemności. Nie po to by się chwalić, nie po to by wygrywać nagrody - tylko dla siebie. I jak sobie to ustaliłem to jest spoko. Wciąż mi brakuje czasu by to robić w takim stopniu jakbym chciał, ale to może i nawet lepiej. Bo jeszcze czekam, aż wróci ta pełna radość z robienia zdjęć, która miałem kiedyś, zanim jeszcze rozczarowałem się wynikami swoich wysiłków.