BLOGCZEJNalpha

Czasem jeden uśmiech może wiele zmienić - tematygodnia #17

Mała wioska gdzieś przy drodze krajowej w Polsce. Niewielki, piaszczysty, ogrodzony drewnianymi żerdziami padok. Murowana stajnia z przebudowanej starej obory, wielka stodoła i budynek mieszkalny, w którym można napić się herbaty z kotem na kolanach i psem śpiącym pod stopami. Nie ma już tego miejsca. Gmina wymówiła dzierżawę i sprzedała teren dużemu inwestorowi. Teraz stoją tam szklarnie i magazyny, nad którymi powiewa flaga EU, a ciężarówki rozwożą stamtąd pomidory i ogórki do supermarketów Europy.

Przyjechałem tam bez zapowiedzi, sprawdzić wiarygodność historii o zbiórce pieniędzy na leki i opłacenie weterynarza dla chorego konia, który miał pracować z dziećmi.

Zawsze tak robię – sam naocznie sprawdzam fundacje i osoby, którym decyduję się pomóc jako wolontariusz. Nie wszyscy są uczciwi, zdarzają się oszuści prowadzący pseudo schroniska i fundacje, żerują na ludzkiej dobroci, defraudują otrzymane środki finansowe.

Na miejscu machające ogonami dwa psy o sympatycznych mordach, badawcze spojrzenia kotów, mała stajnia, trzy konie … i dwie uśmiechnięte dziewczyny. Pasję jazdy konnej połączyły z medycyną, chęcią niesienia pomocy i zaczęły prowadzić zajęcia hipoterapii. Znają się na koniach, jeżdżą od dziecka, wiedziały jakich koni szukają do takiej pracy, nie każdy koń się nadaje… Pierwszego konia odkupiły ze szkółki, w której jeździły. Dwa następne przeznaczone do rzeźni z ogłoszeń płacąca za 1kg wagi konia pomógł im kupić ojciec jednej z nich. Zrobiły kursy instruktora hipoterapii, tanio nie było ale mówią, że było warto. Oprowadziły mnie po terenie, który dzierżawiły od gminy. Opowiedziały jak znajomi pomagali im remontować stara gospodarkę. Obejrzałem stajnie i konie widać było, że dbają o zwierzaki i stajnie. Było biednie ale czysto. Zamieciona stajnia, w boksach świeżo pościelone, dobry owies, w poidła i wiadrach na paduku świeża, czysta woda. Usiedliśmy przed domem rozmawiając o problemach z jakimi się borykają. Dostałem kubek herbaty, kawałek chleba z dżemem truskawkowym i wtedy na podwórko wjechało białe Audi A4.

On Pan „wiem wszystko” w markowych oksfordach i garniaku za kilka tysi. Pani w eleganckiej, stonowanej garsonce i na szpilkach. Ona… patrząca w ziemię, wycofana, zamknięta w sobie i swoim świecie mała istotka.
Kobieta mówi, że próbowali wszystkiego, leków, terapii indywidualnej i grupowej, wizyt u dobrych (drogich) lekarzy. Małej miało się poprawić… nie poprawiło się ale oni ciągle szukają i próbują. Jest ciężko. Ktoś im powiedział żeby spróbowali koni, dał namiar na stajnie dziewczyn, wytłumaczył jak dojechać.

Pan „wiem wszystko” przerywa i mówi, że on był przeciwny bo ”z koni to tylko kiełbasa się jeszcze opłaca bo na wsi to już wszędzie traktory” jak dla niego to jest bez sensu ale żona się uparła… nagle przestał mówić i już tylko patrzył…

freepik 1.jpg

Dziewczynka odeszła na bok i stanęła przy ogrodzeniu spojrzała w górę i zamarła. Patrzyła na konia, koń pochylił się i patrzył na dziewczynkę. Dziewczyny bez słowa podeszły do ogrodzenia. Jedna założyła dziecku toczek jeździecki delikatnie zapinając pod szyją. Druga weszła na padok. Podały sobie dziecko i posadziły na koniu. Dziewczynka położyła się na grzbiecie konia obejmując go szeroko rączkami. Jedna z dziewczyn prowadziła konia druga stabilizowała dziecko na grzbiecie konia, zrobiły szerokie kółko po padoku. Dziewczynka przytulała się do konia i uśmiechała się… Pan „wiem wszystko” milczał i płakał…

pixabay 2.jpg

Potem powiedział, że mała nigdy się nie uśmiecha, że nie lubi kontaktu fizycznego. Że to jest niewiarygodne, że on się mylił z tą kiełbasą z koni bo to tak jakby zabijać lekarza bo ten koń dla niego jest jak lekarz.

Spotkałem ich 2 lata później w innym schronisku. Przyjechali pomóc przy zwierzętach i żeby mała pobyła z puchatymi, ciepłymi królikami, żeby położył się na niej kot i zasnął przy niej przytulony pies. Okazało się, że potrzebny jest ktoś kto wkopie 20 tui przy ogrodzeniu schroniska. Było bardzo ciepło. On wziął łopatę i kopał dołki ona sadziła krzaki tui. Obok nich na trawie siedziała dziewczynka. Wtulona w dwa schroniskowe psy i uśmiechnięta patrzyła na padok, po którym chodziły konie.

tara kon dziecko 3.jpg

Pan „wiem wszystko” pomylił się. Pomysł z hipoterapią nie był bez sensu. Ten pomysł się sprawdził. Pomylił się z końmi. To nie kilogramy mięsa rzeźnego sprzedawane przez Polaków w transportach śmierci na kiełbasę do włoskich rzeźni. To czujące istoty, które mogą leczyć i pomagać ludziom jako zwierzęta towarzyszące, podobnie jak psy w dogoterapii i koty w felinoterapii.

Pomyliłem się i ja. Oceniłem pana „wiem wszystko” patrząc na niego przez pryzmat białego Audi A4, drogiego garniaka i maski pewnego siebie, opryskliwego i aroganckiego człowieka. Pod tą maską tak naprawdę ukrywał się wrażliwy mężczyzna i kochający swoje dziecko ojciec. Człowiek, któremu jeden uśmiech dziecka zmienił zdanie na temat koni.

To życie weryfikuje nasze poglądy, często kiedy najmniej się tego spodziewamy a nam pozostaje pogodzić się z tym, że mamy prawo się mylić. Sztuką jest z każdej takiej pomyłki wyciągnąć wnioski. Ta wiedza jest naszym prawdziwym bogactwem.

Tekst zgłoszony do tematygodnia #17 - Temat 3: Nigdy na to nie patrzyłem z tej strony...

Zdjęcia

  • Pixabay
  • Freepik.com
  • Fundacja Tara

KOMENTARZE

  • mmmmkkkk311

    I just upvoted You! (Reply "STOP" to stop automatic upvotes)

  • mazelin

    Jaki cudem ten post ma tylko 16 głosów? Wzruszający jest i świetnie napisany. Uwielbiam zwierzęta. Wszystkie są cudowne.

  • grecki-bazar-ewy

    Świetny artykuł! Wzruszający i prawdziwy...
    (resteem)

  • fraktale

    świetny tekst jakoś mi umknał ale @kurator-polski mi o nim przypomniał,
    To są piękne i bardzo satysfakcjonujące chwile dzięki, że sie tym podzieliłeś.