BLOGCZEJNalpha

Drugie życie w świecie IT.

Zaczęło się od starego Della Latitude E6400. Kupiony kilka lat temu okazyjnie na portalu aukcyjnym okazał się małą miną. Przy pracy na baterii pod obciążeniem grafika zaczęła migać. Pojechał w ramach gwarancji na serwis, wróciła inna sztuka, ta również migała pod obciążeniem. Podpiąłem go więc na stałe pod zasilanie i postawiłem na stole w kuchni jako sprzęt do przeglądania internetu, filmów i rozgrywek HS-a. Okazało się, że przy dłuższym czasie pracy pod obciążeniem nagrzewa się i zwalnia. Przeczyściłem bestię sprężonym powietrzem, wymieniłem pastę i nasmarowałem wentylator, wgrałem nowy bios, który jakoby miał pomóc... Nie pomogło. Zacząłem szperać w sieci i znalazłem info o tym modelu traktujące właśnie o przegrzewaniu się go jak również opinie użytkowników, którzy wszyscy pisali to samo - pisali do pomocy technicznej Della - wszyscy dostali tą samą odpowiedź "Problem jest znany, pracują nad rozwiązaniem". :)

Czas mijał rozwiązania jak nie było tak nie było. W ramach dalszych prób walki laptop dostał nowy dysk SSD. Szybkość wzrosła przez pierwsze 30 min. pracy, przegrzewanie się i wynikiem tego mulenie się grafiki pozostało. W międzyczasie w lombardzie trafił się w ładnym stanie biały Samsung z serii 3 370R5E. Dell poszedł na półkę z serwisowymi klamotami i złomem elektronicznym.

Nie dawał mi spokoju ten złomek. Miał dobrą matrycę z podświetlaniem led, procek pentium 2,8 pełne dwa rdzenie i 4 Gb Ram-u... no męczyło mnie to strasznie, że leży na kupce złomu.

Wczoraj znajomy przyszedł z padniętym laptopem, wysypał się system a on pilnie potrzebował odzyskać do pracy dane z dysku. Pech chciał, że naszą przenośną serwisową stację dokującą do dysków zabrał kolega w teren. Najszybszym rozwiązaniem było pociągnięcie z sieci obrazu dystrybucji linuxa, za pomocą programu Rufus wrzucenie jej na pamięć przenośną i stworzenie tym samym bootowalnego pendrive'a. Potem jeszcze tylko przestawienie w laptopie kolegi sekwencji boot'owania na USB i po robocie. Potrzebne mu dane przerzuciliśmy na drugą pamięć przenośną. On pojechał do pracy a ja stwierdziłem, że pogrzebię w złomkach i mój stary laptop dostanie drugie życie.

Wytargałem mojego pechowego della i przy okazji jakiś stary monitor i klawiaturę z myszką. Z plecaka wygrzebałem 4 GB pamieć przenośną, której nie widział komputer u fotografa i popadła w niełaskę u mojej kobiety. Mój komputer ją widział więc kobieta dostała nową 16 GB pamięć a ja zatrzymałem tą "zepsutą" - teraz nadszedł jej czas! . Całość przytargałem na biurko i zacząłem szukać dystrybucji linuxa, która odpalona na pamięci przenośnej zrobi z mojego złomka serwisową stację roboczą. Padło na Linuxa Mint 18.3 „Sylvia” w edycji Cinnamon.

m1.jpg

Test wypadł OK. Dell chodzi jako stacja serwisowa 24 h. Nic się nie grzeje i nie muli, wiatraka o ile wcześniej wył to teraz jakby wcale nie było.
Ja dobrze się bawiłem i wreszcie jestem wolny - kamień spadł mi z serca ponieważ sprzęt się nie marnuje a dostał drugie życie i jeszcze nieraz nam się przyda. :)

Ta techniczna przygoda dała mi inspirującą podróż przez różne dystrybucje linuxa. Ja zatrzymałem się kiedyś na Knoppix Linux Boot CD... przez dwa dni życie "wymusiło" na mnie weryfikację tego co od czasów Knoppix 6.0 się zmieniło a zmieniło się sporo i cieszę się, że uzupełniłem tę wiedzę. :)

KOMENTARZE

  • allnatural

    Get your post resteemed to 72,000 followers. Go here https://steemit.com/@a-a-a

  • alcik

    I tak trzymać !!!!

    Nie dość, że sprzęt nie trafił na półkę ani na złom to jeszcze dostał porządny system ;-P.

    Ja podobne złomki z linuxem mam poupychane u rodziny. Dla niektórych to nie drugie ale trzecie a może i czwarte życie. Są tam nawet jednostki jeszcze 32-bitowe - i jako tako dają jeszcze radę.

  • mmmmkkkk311

    Czy linux potrzebuje programu antywirusowego?