BLOGCZEJNalpha

Imperatura – czyli parę słów o kolejnym fantastycznym settingu

Czasami nadchodzi czas stabilizacji.
Bandyci przekwalifikowują się na poborców podatkowych, granice poprawiane kredą (na wzór padłych denatów) dostają nieśmiałe przejścia i słupki graniczne, kielichy z czaszek wrogów zmienia się na garnki z hełmów do gotowania zup, a rolnicy są zmuszeni do zainwestowania w normalne nawozy, bo trupy akurat się kończą. Słowem – sielanka, jak okiem rzucić nie ma żadnej porządnej bitki.

Wtedy Bóg Wojny opuszcza swój punkt obserwacyjny w pierwszym rzędzie trybun niebios, błąka się nocą od miasta do miasta i budzi losowych ludzi świecąc im w mordę i krzycząc: "DLACZEGO SIĘ NIE NAPIERDALASZ, DLACZEGO SIĘ NIE NAPIERDALASZ?!".

Dzięki Bogom te okresy są akceptowalnie krótkie i można się skupić na nieco ciekawszych rzeczach.

Wojny są częste, krwawe i brutalne, do tego angażujące na ogół całą krainę, składającą się z jakichś ośmiu milionów państewek i jeszcze trochę. Każdy szanujący się władca kiedy wybucha wojna wyciąga drzewo genealogiczne i patrzy która ze stron ma mniej jego kuzynów, wujków, teściów, szwagrów, zięciów i bękartów. Jak w życiu bywa wybory często mają wiele odcieni szarości – dlatego w czasie bitew armie walczą między sobą, z przeciwnikami, obok, albo z wszystkim naraz i z każdym kto się trafi przy okazji. Nikt nie chce przez przypadek zawieść swoich więzów krwi, a złamanie Tradycji może mieć poważne konsekwencje – groziłoby to utratą reputacji, zszarganym imieniem i znaniem jako człowiek który ZrobiłRzeczKtórejSięNieRobi.

Co innego gdybyśmy swoich krewniaków zabili w pojedynku, udusili albo otruli – jest to jak najbardziej społecznie akceptowalne zachowanie!

W starciach królują długie piki, zweihandery, hakownice, lance i armaty, jednak ich niepodzielnym władcą jest chaos. Poza masą mniejszych bądź większych władyków na ogół bitwy ściągają gigantyczne ilości najemników – więc w czasie bitew roi się od akwizytorów z tubami próbującymi przekupić kogo się da. Co bardziej przedsiębiorcze oddziały załatwiają sobie zamiast flag rolety na kijkach, coby szybko i skutecznie zmieniać strony.

Po polach bitew błąkają się starzy weterani, unikający wszystkich szarż, kul i pocisków. Siedzą na rozkładanych krzesełkach (czasami się przesiadają, kiedy wiedzą że następna poleci w ich stronę), siorbiąc herbatę i paląc fajki obserwują zmagania wszystkich okolicznych sił, głośno narzekając, że kiedyś krew była bardziej czerwona.
***ZA MOICH CZASÓW LEKKA JAZDA ZACZYNAŁA SIĘ OD 200 KILO! A PAMIĘTACIE OBLĘŻENIE X? TO BYŁA JAZDA, JAK ODPALILIŚMY Z TEJ ARMATY TO ZMIOTŁO MIASTO OBOK! CIEKAWE CZY NAUCZYLI SIĘ JUŻ Z NIEJ CELOWAĆ. KIEDYŚ TO BYŁO, DZISIAJ JUŻ NIKT NIE CHCE UMIERAĆ ZA OJCZYZNĘ I TRZEBA IM W TYM POMAGAĆ!***.

Kiedyś Potężny Cesarz z ościennych krain postanowił wybrać się na podbój. Czerpał on POTĘGĘ z porządku i organizacji – im bardziej zdyscyplinowana była jego armia tym potężniejszy się stawał. Wściekle wielki, na cztery metry wysoki, z gigantycznym młotem, zakuty w czarną zbroję, wyruszył na czele swoich perfekcyjnych regimentów (idealne poustawianych po wielkości żołnierzy), naprzeciw armiom które słyszały o taktyce i strategii wszystko – dlatego postanowiły jej unikać kiedy to tylko możliwe. Wrócił po roku, sam, wychudzony do granic możliwości, niższy o ponad połowę.

Świat Imperatury jest pełen bohaterów i genialnych wojskowych. Był strateg którego wojska były tak świetne w flankowaniu, że nie dość, że okrążyły przeciwnika trzy razy, ale i przy okazji samych siebie. Jest też wielki rycerz, który miał pecha się zestarzeć – do tego stracił nogę w strasznym wypadku w którym brał udział mrówkojad, młoda dziewka i koło młyńskie. Jednak zamiast się załamywać zrobił wielkiego robota na sprężyny, którym steruje za pomocą skompilowanych dźwigni i peda... wihajstrów do naciskania pozostałą stopą. Potężny jak cholera, jednym ciosem niszczy mury, a drugim wywołuje trzęsienia ziemi – tylko nakręcenie go zajmuje wieki.

Jest też państwo, które będąc idealnie płaskie leżało pomiędzy potęgami chcącymi cały czas się napierdalać. Obraz nędzy i rozpaczy, dopóki nie zaczęli pobierać opłat za wejście i traktować wojen i najazdów jako pewien rodzaj turystyki. Stworzyli nawet wyznaczone pola do walk między potęgami i promocje dla zwycięzców (WYGRAJ BITWĘ, WYGRAJ WOJNĘ – PIWO 50% TANIEJ!)

(w nieco nowocześniejszych settingach gdzie mamy czołgi, samoloty i internet mogliby oferować testowanie broni biologicznej i atomowej I ZACHĘCAĆ INNE PAŃSTWA DO TESTÓW!
"SOWIECI ZROBILI GRZYB WIELKI NA 10 KM - MYŚLISZ ŻE UDA CI SIĘ ICH POBIĆ?"
I do tego oferować np. opalanie się w blasku atomowej eksplozji
"Życie jest do bani, a rak skóry wspaniale wzbogaca wnętrze!")

Są republiki kupieckie. Są nieprzepastne lasy pełne bandytów, szaleńców, wróżek, uchodźców, węglarzy i kombinacji wszystkich naraz. Są potężne smoki zabijane kredytem i magowie ekonomii podróżujący na kulach armatnich – ale o tym może innym razem.

I to jest właśnie Imperatura. Może i podwyżka jest bardziej motywująca niż chłosta, ale człowieku! Ile frajdy daje bieganie z biczem jak chory pojeb!


Obrazki zarąbane dzięki uprzejmości (współ)autora z jego artstation, które polecam paczerować – https://www.artstation.com/szprotfisz

KOMENTARZE