BLOGCZEJNalpha

Ty zawsze...! Ty nigdy...!, Dlaczego, powinieneś, ale i... chcę Cię przelecieć. Niebezpieczne słowa czyli czemu coraz częściej się kłócimy?

https://cdn.pixabay.com/photo/2014/01/04/13/58/argument-238529_960_720.jpg
pixabay.com


A więc...? O co chodzi bo trochę niesmaczny ten tytuł...?

Dziś będzie trochę na temat języka i czystości naszej pięknej (jak dla mnie) polskiej mowy.
Coraz więcej kłótni w związkach, rodzinach, między znajomymi, a zazwyczaj statystycznie rzecz biorąc – 80 proc. tych nieporozumień stanowią nie rzeczywiste problemy a właśnie błędy komunikacyjne, których często nawet nie dostrzegamy i traktujemy jako coś naturalnego.

Pesymistycznym akcentem rozpocząć czas...
Już A.Schopenhauer pisał o próżności istot ludzkich. W książce pt. "Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów" wspomina, iż podczas dysputy nie zależy nam tak naprawdę na dojściu do prawdy w miarę obiektywnej i osiągnięciu synergii z interlokutorem bądź chociaż kompromisu. Zależy nam jedynie na udowodnieniu naszej racji. W związkach, również, bardziej wolimy mieć rację niż być szczęśliwi z bliską osobą. Często ranimy po to by dowieść jak bardzo sami zostaliśmy zranieni... choć tak naprawdę urażona została jedynie nasza duma. Podczas utarczki słownej gdy widzimy, że faktycznie nie mieliśmy racji i wyczerpały nam się argumenty, siłą rzeczy i tak nie chcemy odstąpić od swojego stanowiska. Więc skąd się to bierze? Schopenhauer tłumaczy, że z "naturalnej marności rodu ludzkiego". No ale on był pesymistą.

http://memy.pl/index.php/show/big/uploads/Post/72501/14677913535394.jpg
memy.pl

Kocham Cię ALE pierz częściej swoje skarpetki...
Mówi się, że tylko kobiety potrafią zawrzeć w jednym zdaniu uczucie miłości i roszczenie :-) Ma to swoje źródło w chęci osłodzenia nieco niekomfortowego komunikatu i nadaniu mu pozytywnego zabarwienia. Bywa również, że taki komunikat wiąże się z uczuciem wstydu z naszej strony stąd chcemy go zamaskować. "No ale jak mam mu powiedzieć, że śmierdzą mu stopy? A jeśli się obrazi? To takie trudne...".

Słowo ALE zawiera w sobie o tyle niebezpieczeństwo o ile treść przekazana przed ALE traci jakby na znaczeniu a pozostaje część negatywna. "Kocham Cię, ale (...)" zawiera w sobie szantaż emocjonalny, w domyśle znaczy tyle co: moja miłość do Ciebie jest warunkowa i musisz na nią zasłużyć. Bombą konsekwencyjną tutaj, jeśli mówimy tak do dziecka jest schizofrenia wczesnodziecięca. Ambiwalentna postawa matki (komunikat pozytywny + negatywny) wykształca ambiwalentną postawę u dziecka. Mówi tyle, że jest matka, która kocha i ta, która karci i stawia warunki swojej miłości wzbudzając tym samym lęk. Oczywiście aby do takiego rozszczepienia osobowości u dziecka doszło potrzeba także wielu innych elementów i wysokiej częstotliwości tego typu komunikatów, niemniej jednak są one szkodliwe.

Przyjrzyjmy się bliżej słowu ALE. Co się dzieje gdy spotyka się dwoje młodych ludzi? On jest nią zauroczony, ona... załóżmy, że nie bardzo.
On: A może chciałabyś wybrać się ze mną do kina w tą sobotę?
Ona: Oh, chętnie ale wiesz... w sobotę jestem zajęta.
Frania nie chciała urazić Zdzisia, który jej się całkowicie nie podoba jednak nie powie mu o tym, więc skłamała, że chętnie oglądnęła by z nim film i zjadła popcorn ale jest to niemożliwe gdyż ma już plany. Co się dzieje w głowie naszej Frani? Uważa, że wyraziła się dość jasno: jestem zajęta, mam już plany, nigdzie z Tobą nie pójdę. I oczywiście, że on to zrozumie, na dłuższą metę dając jej spokój. A co z nadawcą? Zdzisek dobrze zapamięta słowo "chętnie", co popchnie go do dalszych prób zagajania Frani. Więc gdy znów się spotkają ponowi pytanie:
To może w ten wtorek pójdziemy? Grają ciekawy film o...
Frania: No przecież mówiłam Ci, że jestem zajęta!! - następuje eskalacja emocji.
Zdzisek: Ale o co Ci chodzi? Przecież mówiłaś, że chciałaś...? - konsternacja.
W pamięci nadawcy pozostaje pozytywna część komunikatu dlatego, że chciał to usłyszeć. U odbiorcy negatywna – bo to chciała na prawdę powiedzieć dlatego setna próba zagajenia wywołała u Frani gniew i wybuch. A on...? Nie ma pojęcia o co chodzi...

Powinieneś / Powinnaś się wstydzić!
Co to do nas mówi? Słowo POWINIENEŚ - mniej więcej tyle, że ktoś staje na poziome mojego superego i mówi mi jak postępować i jak żyć :-) Stawia to osobę doradzającą w roli eksperta odpowiednio niżej plasując drugiego rozmówcę. Otóż dawanie rozwiązań w tym udzielanie rad zajmuje szczególne miejsce w tzw. Brudnej 12-stce Gordona i jest klasyfikowane w przedziale barier w komunikacji werbalnej. A co do wstydu, jest to jedna z emocji, która reguluje nasze relacje społeczne. Jeśli np. niechcący obrazimy kogoś wywołując tym samym czyjś gniew, demonstracja wstydu chroni przed potęgowaniem konfliktu i jest rodzajem niewerbalnych przeprosin. Uczucie wstydu jeśli pojawia się autonomicznie jest naszą pozytywną reakcją, która przez wieki pomagała nam współistnieć w grupie. Tak więc, ktoś kto mówi nam: powinieneś się wstydzić – powinien się wstydzić ;-)

Chcę cię przelecieć!
Jest to agresywny komunikat jednak rozmówca ma prawo do takiego. I tak owszem, brakuje tu taktu i kultury jednak jest to swojego rodzaju uczciwość asertywna, której brakuje chociażby na rozmowach kwalifikacyjnych. Spójrzcie ile Zdzisek zaoszczędziłby czasu z Franią gdyby zaczął właśnie od tego zdania... Żartuje oczywiście :-)

Ty zawsze się spóźniasz!
Ty nigdy po sobie nie sprzątasz!
Dlaczego tak się ubrałaś?

Ty i dlaczego charakteryzują się tym, że zawierają ładunek oskarżycielski i brzmią roszczeniowo. Stąd też pytanie "dlaczego tak się ubrałaś?" nie zawsze będzie odebrane przez dziewczynę, która spędziła (dobierając ciuszki przed lustrem) całe popołudnie, jako zakamuflowany komplement przez jej oczarowanego chłopaka a bardziej jako wyrzut. Ona zrozumie: no tak, przecież idziemy tylko do kina, pewnie uważa, że przesadziłam. Co ją albo zdenerwuje albo zawstydzi albo ... - dokończ sam, reakcji tyle co i ludzi. Podczas gdy jemu załóżmy, naprawdę spodobała się ta sukienka i zrobiło mu się miło, że założyła ją właśnie na pójście do kina z nim.

Zawsze i nigdy bardzo generalizują. Często używamy ich w kłótniach by podkreślić dramaturgię ;-) Tak naprawdę podsycają spór nie prowadząc do rozwiązania. I nie są prawdziwe. Bo czy można powiedzieć o kimś kto z 15 wykładów spóźnił się na 14, że ZAWSZE się spóźnia? No nie. Na jednym był na czas ;-)

Jeśli chodzi o TY, jest zasadnicza różnica pomiędzy zdaniami:
To co pan mówi jest niejasne.
Nie zrozumiałem tego co pan powiedział.
To chwyt erystyczny, który służy w sporach głównie projektowaniu winy na kogoś i wyrażaniu osądu o osobie. To takie charakterystyczne wytknięcie czegoś komuś paluszkiem. To samo tyczy się również form ON, ONA, ONI. A jeszcze bardziej ogólne i nieprecyzyjne jest TO, np.:

Ten sprzęt jest wadliwy – powiedziała Kasia zaraz po tym jak zepsuła pralkę.

Stawia to wymawiane treści jako jedyne słuszne i właściwe czym charakteryzuje się język urzędniczy. Czyjaś opinia bywa sprzedawana jako obiektywna prawda w formule TO po czym zostaje poprzedzona wybiórczymi paragrafami. Często rozmowy manipulacyjne mają charakter porozumiewania się bez pierwszoosobowej narracji. Służy to emblematowaniu i klasyfikowaniu innych. Alternatywą jest w dużej mierze używanie języka nieocennego oraz języka JA. Język JA umożliwia branie odpowiedzialności za przekazywaną wiadomość. Jak wygląda forma TO i JA w praktyce?

Ten dowcip był głupi [czyt. twoje dowcipy są głupie – wniosek: ty nie jesteś zabawny]

Natomiast język JA składa się z trzech części, które mogą tworzyć różne sekwencje:

UCZUCIE + ZACHOWANIE (FAKT) + KONSEKWENCJA

Co tworzy zdanie, np. takie:

Nie podwiozłeś mnie dzisiaj rano [ZACHOWANIE/FAKT] i spóźniłam się na zajęcia, z których zostałam wyrzucona przez profesora [KONSEKWENCJA]. A to wprawiło mnie we wściekłość [UCZUCIE].

Brzmi lepiej niż:

Przez ciebie spóźniłam się na zajęcia [TY + OSKARŻENIE]. Naprawdę mnie wkurzasz!

Tutaj dajemy informację zwrotną, że denerwuje mnie całość osobowości rozmówcy a nie konkretne, pojedyncze zachowanie. Zamyka to pole do konstruktywnej dyskusji i tym samym porozumienia się a powoduje jedynie, że dyskutant wylewa na drugą osobę falę złości. A czy tak naprawdę jeden brak podwózki pod uczelnie świadczy o tym, że jesteśmy totalnie zepsuci moralnie i źli do szpiku kości? I czy naprawdę te studia są potrzebne do pracy na zmywaku?

Tym sucharem zakończę. Jeśli macie ochotę na więcej ciekawostek odnośnie języka dajcie znać w komentarzu. Dzięki!

`

KOMENTARZE

  • mmmmkkkk311

    I just upvoted You! (Reply "STOP" to stop automatic upvotes). Do społeczności: Jeżeli uważasz że głos został przyznany niesłusznie, przedstaw krótkie uzasadnienie w odpowiedzi do tego komentarza.

  • wadera

    Och, czubek góry lodowej... bardzo ciekawej zresztą.
    Niegdyś przeczytałam/usłyszałam takie powiedzonko, nie pamiętam gdzie: chcesz mieć rację, czy relację?
    Język to potężne narzędzie, często wykorzystywane do manipulacji. Wystarczy niewielki zabieg lingwistyczny, by obrócić przekaz o 180 stopni.

    Słówko "ale" jest bardzo ciekawe! Ponoć pobudza ono "gadzią" część naszego mózgu, przez co z automatu, podświadomie reagujemy na nie jak na atak. Coś w tym jest, skoro często używa się go, by przemycić krytyczną uwagę. Co z tego, że oblaną lukrem.

  • jarosalawszafran

    Bardzo ciekawy artykuł. I cóż chciało by się powiedzieć "samo zycie"
    Chętnie poczytam kolejne artykuły o jezyku komunikacji :)
    Pozdrawiam

  • lukmarcus

    Gratulacje, twój post został uwzględniony przez @OCD w dziennej międzynarodowej kompilacji o numerze #124!

    Możesz także dodać @ocd do obserwowanych użytkowników – dzięki temu dowiesz się o innych projektach i poznasz różne perełki! Walczymy o transparentność.