BLOGCZEJNalpha

„Bardzo dziki kraj” (Netflix) – historia niezwykłej sekty


  Wyobraźcie sobie taki moment. Mieszkacie powiedzmy na malutkiej wsi, gdzieś w rejonie Podkarpacia. Jest was tam około 100 mieszkańców. Niedużo. Ale pewnego dnia Agencja Rynku Rolnego sprzedaje wielkie połacie ziemi jakiejś firmie lub osobie fizycznej. Ta od początku mówi, że ma spory rozmach i będzie inwestować. Niby wszystko ok, prawda? Ale co by było, gdyby ten inwestor okazał się wyrzuconym z powiedzmy Indii Góru, którego celem jest „poznanie własnego wnętrza”? I zabrałby ze sobą ok. 1000 wyznawców? Wiadomo, coś by się właśnie zmieniło. I o tym właśnie opowiada film „Bardzo dziki kraj”. Mała miejscowość na głębokiej prowincji USA staje się źródłem poważnych zmian społecznych i głębokiej debaty na temat wolności słowa, bycia sobą czy też nagłej zmiany struktury społecznej w małych miejscowościach.   




 https://www.youtube.com/watch?v=hBLS_OM6Puk (zwiastun filmu) 




  Bohater filmu jest zbiorowy – to wyznawcy i przeciwnicy Bhagwan Shree Rajneesh, przywódcy wokół którego kręci się cały film. Ale oczywiście nie tylko. Bhagwan ma swoje interesy i potężne ociekające luksusem życie. I ma w sobie coś ciekawego – magnetyczne zainteresowanie tłumu. Skąd ono się bierze? Zastanówmy się… 


Dlaczego w połowie lat 70-tych tak dużo białych mieszkańców Stanów Zjednoczonych i Europy zainteresowało się czymś tak odległym jak medytacja czy też hinduski styl życia? Oczywiście chyba za główną przyczynę weźmiemy kryzys cywilizacji łacińskiej – chrześcijaństwo czy też konsupcjonizm nie wystarczał ludziom w realizowaniu swojej duchowości. Mieli pieniądze, ale wewnętrzne czuli się puści. A z racji tego, że świat dzięki coraz lepszym połączeniom lotniczym stawał się coraz mniejszy łatwo było dolecieć do miejsc, gdzie żyje się po prostu inaczej. Stąd wielkie zainteresowanie Indiami, co wielu bardzo sprytnie wykorzystało. Sam Bhagwan uważany był tam za hochsztaplera, ale pokazał pokoleniu „posthipisowskiemu”, że warto żyć w zgodzie ze sobą, a przede wszystkim akceptował i zachęcał do „wolnej miłości”. To dało mu wielu fanatycznych wyznawców i mnósto pieniędzy. Ale także otwartą drogę do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozgrywa się akcja filmu.   



https://cdn.steemitimages.com/DQmRCywn9sGWtMgaRDFGbLEuEJzafB5zmfYMpkp6SEQVCiT/Osho_Drive_By.jpg
  żr: Samvado Gunnar Kossatz Osho Rajneesh Drive-by in Rajneeshpuram

 

 Bhagwan i jego ferajna chcieli się rozwijać, ale miejscowi nie bardzo ich akceptowali. I zrodził się konflikt, który spokojnie możemy nazwać „wojną kulturową”. Ale rdzennych było kilkudziesięciu, a ich mnóstwo – więc w wyborach przejęli miasto, zmienili nazwy ulic, wyznaczyli swojego burmistrza… Napięcie nieustannie rosło (tu dalej nie zdradzę), aż w końcu zajął się nimi rząd USA.   




 W tym serialu dokumentalnym mamy znakomicie ujęty moment w którym dochodzi do spotkania obcych sobie kultur. Tradycyjni farmerzy i ich nowi sąsiedzi nie chcieli  i nie mogli się ze sobą dogadać. A to dlatego, że obcy zaczęli brutalnie zmieniać ich rzeczywistość. Narzucać im ich rozwiązania, a najlepiej to wysiedlić tych, którzy tutaj jeszcze są. Obcy rozumieli jak buduje się siłę polityczną – demokrację chcieli zwyczajnie ośmieszyć (dwa przykłady z filmu dają mocno do myślenia). Nie chcieli integracji i poszanowania, ale likwidacji tego co było na rzecz ich wartości. Nie dziwi, że tej mini rewolucji przyglądał się cały kraj.   



https://cdn.steemitimages.com/DQmQfEgG3V6SJHgP6uLYCkcFRRCs2DUbgCPjL6FwFsnVZ1r/1024px-Pune_OSHO_Teerth_Park_Preeti-Parashar_07.JPG (zr: https://commons.wikimedia.org/w/index.php?title=User:Preity.133&action=edit&redlink=1)
 Serial warto obejrzeć, bo oprócz tego standardowego pokazania jak robi się wodę z mózgu sekciarskim niewolnikom pokazuje jak łatwo możemy złamać nasz ciąg kulturowy, gdy żyjemy w świecie ignorancji. Dodatkowo to co mi się zawsze podoba w tego typu produkcjach Netflix i HBO – dobór ludzi, którzy opowiadają historię. Tutaj nie ma przebacz – FBI, Prokuratorzy, ale także wysoko postawieni członkowie sekty. Robi to świetne wrażenie. Gdy patrzymy na 60-70 latków, którzy opowiadają o tym co ich wtedy urzekło, ale i wkurzyło w tej „budowie raju na ziemi”.   




 Sam serial opowiada o mocnych, starych jak świat potrzebach związanych z potrzebą władzy i namiętności płynącej z jej używania. To od początku w tym serialu uderza – prości ludzie, ale także elita bezrefleksyjnie ulega i oddaje siebie jakiemuś obcemu gościowi, który chyba po cichu się zwyczajnie z nich śmieje... 




  Co ciekawe – do dziś, mimo że zmarł w 1990 roku Bhagwan Shree Rajneesh ma wielu wyznawców. W Indiach są centra jego „nauk”, a co rocznie podpisuje się… 1000 (!!!) umów wydawniczych na publikację jego dzieł. Da się? Da się!

 


KOMENTARZE

  • hallmann

    Przeczytałem Twój post popołudniu, ale nie miałem czasu skomentować. A chciałem napisać, że ten guru przypomina cudaka, którego dzisiaj widziałem na FB...

    https://www.youtube.com/watch?v=wDbIaxUpD5c

    Dziwne, ale okazało się, że to ta sama osoba.

  • kusior

    Serial mam zaznaczony na Filmwebie do obejrzenia. Ktoś już o nim chyba wcześniej pisał na Steem i mnie bardzo zainteresował. Zapowiada się naprawdę świetnie!

  • anshia

    Nie dość, że nie powinnam gmerać po Steemicie, to jeszcze znajduję serial, który zachęca do obejrzenia! Powinnam sobie ukryć Twoje publikacje, żeby nie kusiło...
    No ale nie mogłabym zasnąć ze świadomością, że uciekną mi kolejne dobrze zapowiadające się seriale, a ja bym narzekała, że nie ma czego oglądać.