BLOGCZEJNalpha

Bernardo Bertolucci (1941-2018). 5 najważniejszych filmów




 Wczoraj odszedł Bernardo Bertolucci. Gość, który udowodnił, że w kinie by osiągnąć świetne artystyczne spełnienie należy zbudować doskonały dialog z widzem. Ale także pamiętać, że jako reżyser posiada się własną osobowość i charakter. Wizualnie jego filmy były wspaniałe. Co do poglądów w niech głoszonych... Nie zawsze się z nimi zgadzałem, ale doceniałem, że jako artysta nie jest miękki. I że sprzedaje je za pomocą kina, a w różnych wywiadach rzadziej. To była postać, która często włoskie kino wymienia obok Felliniego czy też Antonioniego. Ale tworzył później. Odszedł przez tę cholerną chorobę XXI wieku – nowotwór. Jego twórczość może nie należy do najrówniejszych, ale splata ją ciekawy erotyzm i bardzo konkretni bohaterowie.   

https://cdn.steemitimages.com/DQmVMGNHvuvDxw4Y93NFyxbp7u7E89YpgynTDcfQ46buBFL/Bernardo_Bertolucci.jpg
(Associazione Culturale Cinemazero from Pordenone, wikipedia)



Jakie są pięć tytułów, które najbardziej cenię? Subiektywna lista poniżej! 


 Ostatnie tango w Paryżu (1973r.). Wczesny film reżysera, z mocnym i kontrowersyjnym tematem. Młoda dziewczyna odnajduje się w ramionach starszego, lekko zdziwaczałego faceta. Rodzi się między nimi niezdrowe uczucie oparte głównie na wyuzdanych zbliżeniach. Jak cierpi na tym jej dusza? Co to znaczy wolność i swoboda obyczajowa? W którym momencie zauważamy, że agresywny i intymny związek to już nie jest ta przyjemność co na niezobowiązującym początku? Bardzo ciekawy klasyk kina erotycznego. I jeden z największych skandali w historii kina.    


https://www.youtube.com/watch?v=o35Z4ue0BPI (zwiastun)  


Ostatni cesarz (1987r.). Las nagród na całym świecie, gigantyczne zainteresowanie produkcją.  Chiny w ramach „otwarcia na świat” pozwoliły nakręcić (pomagało nawet wojsko) temat w sumie dla siebie niewygodny. Bo jest to pewnego rodzaju rozliczenie z początkami komuny w tym państwie. I znakomite utwierdzenie widza w tym, jak ulotna jest władza. Bo to o niej jest w znacznej mierze ten film.  Jest co oglądać! 


https://www.youtube.com/watch?v=6N6nvUZO42o (zwiastun)  


Mały Budda (1993r.) W latach 90-tych w Hollywood zapanowała wielka moda na widowiska związane z czymś co byśmy nazwali promocją buddyzmu. Dzieł powstało kilka, a ten jest jednym z najbardziej znanych. Grupa mnichów wyrusza na poszukiwania nowego wcielenie Buddy. No i może niektórym zrobić się „jeden z najpiękniejszych nudnych filmów jakie kiedykolwiek widziałem”.    


https://www.youtube.com/watch?v=AMaiywQX02E (zwiastun)  


Ukryte pragnienie (1997r. ). Film miał na celu ugruntowanie pozycji wschodzącej gwiazdy Hollywood Liv Tyler, córki wokalisty Aerosmith. Trzeba przyznać, że to się udało. Amerykanka przybywa na przedmieścia Włoch, by odszukać swego ojca i byłego chłopaka. No i nastrój erotyczny z tą panią buduje się dość mocno! Film był bardzo promowany i jakoś nie każdemu jednak przypadł do gustu – niektórzy uważali, że mistrz rozmienił się na drobne. Ale czy rzeczywiście?


 https://www.youtube.com/watch?v=SStzlZz6lxc (zwiastun)


Marzyciele (2003r.). Ostatni ważny film w karierze reżysera. Rodzeństwo prosi amerykańskiego kolegę by ten z nimi zamieszkał. Jedną z konsekwencji jest wspaniały eksperyment związany z seksem i rozchwianymi emocjami. Każdy z nich był niezwykle rewolucyjny – poparcie dla buntów (akcja rozgrywa się pod koniec lat 60-tych), rewolucji kulturalnej w Chinach czy też samowyzwolenia jest ciekawa – ale... to tylko gadanina. Są przecież uzależnieni od czeków rodziców. Jest to śmieszne. Ale i pytania pozostają – po co nam to wtedy było... 


https://www.youtube.com/watch?v=APUHRcNmMnk (zwiastun)

 


KOMENTARZE

  • kusior

    Świetny tekst!
    Tak się składa, że żadnego z tych filmów jeszcze nie widziałem, ale już sporo o nich słyszałem. Od dawna czekają w kolejce do obejrzenia :) Teraz mam powód, by przesunąć je na przód kolejki :)

  • cezarys

    Sztuka ma skłaniać do refleksji; czasami poprzez kontrowersję i szok. Ale scena z masłem w 'Ostatnie tango w Paryżu' była perwersyjnym sacrum profanum. Schneider po roli w tym filmie zwariowała. Czyżby dlatego, że scena ta nie była grą aktorską i wydarzyła się naprawdę? Jeśli tak, to się nie dziwię.