BLOGCZEJNalpha

"John McCain: Komu bije dzwon" - historia polityka, który mógł znacznie lepiej oporządzić współczesny świat


 Ten film dokumentalny powinien zobaczyć każdy, kto choć troszeczkę interesuje się polityką. To znaczy wie, że jej główną częścią nie jest „to co pokażą w telewizji”, ale realne zakulisowe działania. Jak wiemy w obecnej dobie mamy gości, którzy istnieją głównie na Twitterze i na Facebooku, ale gdyby przyszło nam co do czego to czy dalibyśmy im złamanego dolara? Tacy liderzy… Eksperci na każdy temat, byle zdobyć 500 lajków i pokazać „swoją moc”. Ale czy oni realnie zmieniają świat? Oczywiście tak to nigdy nie wygląda. A doskonale prezentuje to znakomity film dokumentalny, który zadebiutował ostatnio na HBO GO pt. „John McCain: Komu bije dzwon”. To dokument o jednej z najważniejszych postaci amerykańskiej polityki ostatnich 40 lat. I człowieku, z którego zdaniem się po prostu Amerykanie liczą.   

https://cdn.steemitimages.com/DQmUh16kCetL28kUSenTv4iCW19Ac6vRtwLGWPxehFbvnY8/11290_John%20McCain%20Komu%20bije%20dzwon.jpg

Punktem wyjścia jest zaprezentowanie tego, że zdiagnozowano u niego raka mózgu. I zaczyna się standardowa (choć realizacyjnie bardzo wysokich lotów) opowieść o karierze człowieka, który przez kilka lat był jeńcem podczas wojny wietnamskiej oraz jego politycznych wzlotach i upadkach.   


Ale ten film to coś znacznie więcej. Mało który tak znakomicie wywala nam wchodzący coraz częściej w nasze demokratyczne buty „antyintelektualizm”. Czyli olanie prawdy i wiedzy. Chodzi o show dla ludu, któremu trzeba dać złudne poczucie „uczestnictwa”. McCain sam padł jego ofiarą. To pojęcie doskonale oddaje te krachy, które zdarzały się w jego karierze. Gdy pod koniec lat 80-tych dał się zmanipulować lobbystom, czego o mało nie zapłacił więzieniem. Ale wtedy mu się udało. Jego kariera senatora kwitła i miał ambicje, by zostać bohaterem większego kalibru czyli Prezydentem USA.   


I tu zaczynają się schody. Bo wielkie firmy nie chcą gościa ze „swoim zdaniem”, tylko człowieka od realizowania ich interesów. Więc w 2000 roku McCain przegrywa walkę o nominację prezydencką Partii Republikańskiej z George Bushem. Mimo, że był mniej kontrowersyjny, znał zagadnienia międzynarodowe i unosiła się za nim legenda człowieka niezłomnego, to wybrali syna byłego prezydenta, bo to równy chłop.  


Osiem lat później dostaje szansę. Jest kandydatem Republikanów. Ale po pierwsze unosi się za nim cień prezydentury Busha, a po drugie Ameryka jest pod wrażeniem „Yes, we can” Obamy. Dopada go też kolejny raz „antyintelektualizm”. Do jego sztabu dorzucono kandydatkę na Wice – Sarę Palin. Kobitę, która nie znała się na sprawach międzynarodowych, a jej działalność i styl kampanii była dla wielu nie do przyjęcia. Mało tego, honor nie pozwolił McCainowi na publiczne poniżanie Obamy, co jego elektorat brał niemal jak zdradę.   


Rozumiał zagrożenie jakie może wynikać z pseudowiedzy. Z tego, gdy ktoś nie zna i nie rozumie zagadnięć, w ramach których musi podejmować decyzję. Dlatego tak mocno dystansował (i po wczorajszym spotkaniu z Putinem raczej to potwierdza) od działań Donalda Trumpa. Uważa, że geopolityka musi wyglądać inaczej. Bez retoryki pseudo argumentów.   

https://www.youtube.com/watch?v=hM36VpIZkus (zwiastun filmu)



 W filmie wypowiadają się przeciwnicy polityczni. Z olbrzymim szacunkiem. To mnie zastanawia. W latach 90-tych u nas w Polsce jeszcze powstawały dokumenty o różnym zabarwieniu politycznym. Prezentowano w nich różne odcienie problemu itp. Każda opcja polityczna miała coś w niej do powiedzenia. Teraz już nie powstają. Jeżeli już to z dyplomatycznie mówiąc „sympatią” do jednych, a pogardą dla drugich. Po lekturze tego filmu mam pewną zazdrość – jak w USA dziś robią świetnie dokumenty społeczno-polityczne, a jak u nas robili je... kiedyś.   




 Film polecam, naprawdę pod refleksję. Można obejrzeć po kliknięciu 


KOMENTARZE

  • kusior

    Dzięki za polecenie kolejnej interesującej produkcji, godnej uwagi!